
Minęło około półtora roku od awanturki o ACTA/SOPA/PIPA i jeśli ktoś myślał, że internety wygrały z oligopolem, no to chyba już zrozumiał, że nie. Władcami medium okazują się, jak zwykle, kapitalistyczni właściciele kontentu i infrastruktury, a nie politycy czy dostawcy/odbiorcy (ba, oni mają najmniej do powiedzenia). Stąd jutro spodziewane bardzo umiarkowane protesty w ramach
"battle for net" - bo amerykańskie koncerny medialno-kablowe właśnie wylobbowują sobie kolejny kawałek internetowego tortu. (I przy okazji, już wiadomo, czemu np. Google tak gorączkowo buduje własną infrastrukturę, dopóki ma za co i po co. No ale oni też właśnie robią rent-seeking w temacie "zapłaćcie, to może was pokażemy" i przeciw temu też ludzie protestują, bardziej oficjalnie i w EU)
Oczywiście, życzę powodzenia wszelkim protestom przeciwko najczystszemu kapitalistycznemu złu, ale nie wróżę sukcesu - praktycznie wszystko co
napisałem półtora roku temu jest w mocy i sprawdza się.
Ale jakoś nie mam z tego satysfakcji.