Obudziła się, drżąc z zimna i od hałasu. To ten pieprzony gruboskórny palant wiercił się i kręcił obok niej. Próbowała nie zwracać na niego uwagi, ale był za blisko. Rozejrzała się po swoim ciasnym więzieniu, niewesoło przyjrzała się swojemu skąpemu strojowi... nie wyglądała tak dobrze jak kiedyś, jak w młodości. A czuła się równie kiepsko, jak wyglądała, bolało ją to tu, to tam, osłabienie z wiekiem po prostu. I zawsze była za chuda i za słaba do tej roboty.
Stopniowo malutkie pomieszczenie nagrzewało się, zawsze, kiedy ten kloc kręcił się po ich małym mieszkaniu, włączał ogrzewanie; a kiedy zaszalał i pozwalał sobie na wszystko, potrafił podkręcić temperaturę na maksa, aż jej się słabo robiło. Ale na razie było nieźle, przyjemne ciepełko nieco polepszyło jej kiepskie samopoczucie.
Buc rozkręcił się na dobre, wiedziała, że zaraz znowu zacznie się przystawiać, i będzie musiała objąć go, i zrobić mu dobrze. Nie znosiła tych obłapek, ale przecież nic nie mogła zrobić... a może jednak? Kiedy nabuzowany dał znak, nie przytuliła go, jak zawsze, ale uparcie siedziała na swoim leżu, odsunięta od tego wała. Tylko uśmiechnął się pogardliwie, i szybko zapukał w ścianę. No tak, głupia... w pomieszczenia momentalnie wparował jej mały alfons, krępy "tłok" o stalowych łapach atlety i, uważając żeby nie uszkodzić resztek ciuchów i jej "frontu", raz dwa przerzucił ją przez pokaźny bęben klienta, na deser dał jej parę naprawdę solidnych klapsów w dupę, po czym równie dyskretnie jak przybył, tak wybył.
Nie miała wyboru, mocno przytuliła coraz bardziej nakręconego palanta. Ale z tego wszystkiego, coś w niej pękło.
Tak umarła taśma hamulcowa 4 biegu w skrzyni automatycznej A4LDe Forda Explorer.