Od czasu do czasu trafiam na ludzi fenomenalnie zaślepionych
fadem czy ideologią czy jakąś pomniejszą fascynacją, że aż blokuje to w nich nie tylko, że zdrowy rozsądek, ale wiedzę i jakieś elementarne podstawy wnioskowania. I nie mówię tu o polityce czy religii, to łatwo przełknąć i każdy wie o co cho, ale o technice, przemyśle, infrastrukturze. Przez lata trochę się przyzwyczaiłem, i już mnie tak nie szokuje, że ktoś potrafi rozłożyć biznes w imię fadu, czy łgać w żywe oczy, aby tylko ulubiona metoda czy "patent" nie okazał się grubą i kosztowną pomyłką, ale jednak to nadal nieco zadziwiające.
W tematach okołoszrotowych i transportowych, takie zderzenia miewam z fanami kolei, bicykla, ale bywa osobówki też. Niektórzy chyba traktują te zagadnienie jak politykę czy religię - uprawiają confirmation bias, manipulację i "moja racja jest mojsza", a czasem kłamstwo po prostu, na skalę, której spodziewam się po nieredukowalnych sporach o jakieś aborcje, etyki czy inne związki partnerskie, ale nie o rzeczy mierzalne i technokratyczne, jak transport.
Na przykład od lat słyszę, że jakby był zbiorkom okej, to by ludzie nie kupowali tyle samochodów. Oczywiście, zgadzam się, dla dużych pozatykanych aglomeracji to może być prawda. Ale dla całego kraju? No way. Bo nigdzie w EU i okolicy tak nie ma, że wskaźnik motoryzacji spada, jeśli kolej jest ok - najwyżej procent przewozów zbiorkomem (przeważnie koleją) podskakuje z 12-13% o całe imponujące 3-4%, do poziomu Szwajcarii czy Szwecji; ale i tak na 1000 mieszkańców samochodów jest bardzo podobna ilość, odchyłki pomiędzy krajami rozwiniętymi EU są rzędu 10% plus minus. I choćby nie wiem co opowiadać, takie dane mówią że samochód dla Schmidta czy Smitha jest bardziej ok (wygodniejszy, fajniejszy, użyteczny) niż kolej/zbiorkom, skoro WOLĄ sobie te samochody kupić, zupełnie jak w PL, choćby mieli na dojazdy "pod bokiem" zbiorkom doinwestowany wielokrotnie bardziej jak w PL.
Inna popularna manipulacja to "wciąż rośnie nam ilość samochodów na tysiąc mieszkańców" albo "ciągle przybywa osobówek i nigdy nie starczy dla nich dróg". Zaprawdę, rośnie i rośnie to wszystko, że aż podziw bierze. Tylko, że jeśli ktoś sugeruje, że bez końca, to chyba sufit mu się na łeb oberwał. A przypomnijcie sobie, kiedy widzieliście w tych narzekaniach i dyskusjach konkretne info typu "a tym i tym roku będzie tyle i tyle samochodów, co stanowi wzrost AŻ o tyle i tyle za czasokres"? Już tłumaczę, czemu fani kolei i zbiorkomu wolą unikać takich konkretów i wola rzucać ogólne "ale rośnie i wciąż przybywa". Otóż prawda, urosło nam nieźle np. przez dekadę 2000-2010, mniej więcej dwukrotnie w bezwzględnej ilości osobówek, co przytkało nam drogi i aglomeracje - ale wiecie co? już nie przytka wiele więcej. Limitem zupełnie bezwzględnym jest demografia i po prostu brak kierowców (bo posiadać to można i 2 samochody na mieszkańca, pojedzie i tak jeden) i to jest wzrost jeszcze o ok 30%, tyle, że byłby o wiele bardziej wypłaszczony niż dotychczas. Ale znacznie bardziej prawdopodobne - patrząc po wskaźniku motoryzacji na 1000 głów w PL równym ok.440, a góra EU to 500-600 - że wylądujemy docelowo w okolicy 460-480 osobówek na 1000, to strefa Holandii czy Hiszpanii. A to jest wzrost ok. 10% do stanu na dziś. A to oznacza, że będzie już ogólnie LEPIEJ. Bo po ustabilizowaniu tego wskaźnika, jak w starej Unii, "pływa" on góra-dół po parę procent na dekadę - naprawdę, co za ulga, w Niemczech czy nawet Włoszech ilość pojazdów nie rośnie do nieskończoności! I u nas będzie podobnie, już w skali paru lat, akurat jak ogarniemy autostrady i najdroższe elementy infrastruktury.
Kolejna ściemka to teksty w stylu "potrzebna jest zmiana świadomości" co do zbiorkomu czy kolei, i wtedy będzie cud miód orzeszki. Bo chyba niektórym wydaje się, że to najpierw pobudowano 8 pasmówki, i stały se puste, więc państwa preferencyjne skredytowały i w ogóle rozdały te szrotwageny, żeby naród se postał w korkach, i wytworzył smog. Tyle, że zawsze było odwrotnie - to ludzie za ciężko zarobione kasabubu, WOLELI kupić sobie samochody, i ew. zatkali infrastrukturę, którą zdecydowano się rozbudowywać, bo tak jest dla WIĘKSZOŚCI ludzi lepiej. I tylko bardzo głupi może płaczliwie narzekać "ale czemu oni nie chcą zrównoważenie i efektywnie zasuwać dwa razy autobusem i raz kolejką, z zimowymi spacerkami po drodze" albo grzmieć w stylu "Unia wam pokaże i nakaże zrównoważony rozwój!" (co swoją drogą przypomina nadszyszkownika Kilkujadka-od-zbiorkomu "Ja wiem, kierowcy naszego zbiorkomu nie kochają. Ale my ich będziemy tak długo kochać, aż oni nas wreszcie pokochają"). Moim skromnym zdaniem, zmienić świadomość powinni orędownicy zbiorkomu, bo tak naprawdę ideał transportu ludzi od 100 lat i na następne parę też, definiuje powiedzmy "pojazd mechaniczny pozostający w dyspozycji transportowanego, startujący jak najbliżej od A docierający jak najbliżej B, jak najszybciej i komfortowo, w jak najniższej cenie przejazdu i TOC" i serio, dopiero ustroje totalne mogą zaprzeczyć tej potrzebie, i nakazowo-rozdzielczo zniknąć jego rozwiązanie jakim jest jakaś forma samochodu osobowego - w normalnym ustroju nie da się wyegzekwować od 80% ludności, żeby zrezygnowała z powyższego w imię zbiorkomowego ideololo paru jajogłowych czy ekooszołomów.
Oczywiście, ropa się kończy, będą nowe paliwa/nośniki (i tu polityka Unii i prognozy mają dobry sens - ale w PL akurat już jesteśmy na LPG nieźle otrzaskani, przeskok na CNG to już względnie łatwe); nadwyżki, jeśli będą, oczywiście powinny iść na zbiorkom aglomeracji i sensowną kolej (dalekobieżna, korytarze transportowe, itd), ale i za 20 i za 40 lat ludzie powszechnie wybiorą coś, co jest do ich wyłącznej dyspozycji, rusza spod domu, ląduje pod sklepem, pracą, kościółkiem, jest w miarę komfortowe i w miarę tanie, tak jak wybierali wszędzie od 100 lat, jeśli tylko im władza przemocą nie zakazała - a czy będzie to czterokołówka na CNG, czy trójkołowiec na wodór, czy pancerny gas-guzzler V8, to kwestia poboczna (z dokładnością do helikopterów i poduszkowców... ale nie przewiduję aż takiej Futuramy...) - i tak będzie potrzebował drogi, parkingu, i co najgorsze, energii do nieefektywnego wożenia ludzi. Ale o energii "na przyszłość" może innym razem.
A trochę obok kwestii szrot kontra zbiorkom, wypłynęła mi z grzebania w GUS i podobnych rzecz, o której jakoś nikt głośno nie mówi, po dowolnej stronie debaty o autostradach, kolejach czy podobnych pierdołach religijno-transportowych. Otóż są sobie wykresy:
I teraz zgadnijcie, co nam tak katastrofalnie spadło w PL przez dekadę. Dla ułatwienia dodam, że jasnoniebieskie to kolej, ciemnoniebieskie to transport drogowy.