Człapię se spokojnie z rańca do roboty, nie wadząc nikomu, jak każdy porządny zombie w zombielandzie, gdy zza jakiegoś passata nagle atakuje mnie TO:
I można się pośmiać z rust-rodowego wieśtuningu, i bessęsu, i że z drugiej strony jest w zasadzie symetryczny (bo wydechowa rozmiaru puchy od piwa) i zielone felunki, co jest jedną z pięciu najśmieszniejszych rzeczy na świecie, no i że to bodaj fiacik, zdaje się fiato bravo, więc ogólnie tarzam się ze śmiechu. Tylko, że niekoniecznie.
Bo raczej nachodzą mnie dwie smutnawe refleksje - z jak wielkim upodobaniem ssaki naczelne noszą maski, i nie do końca mam na myśli
rustykalną maskę fiata; i jak bardzo bardzo głupio przekazują sobie nośne memy czy idee, no zawsze im wychodzi megagłuchy telefon jakiś, czego obecna moda na rust-rody w PL (bo to już trzeci czy czwarty jaki widzę w okolicy) doskonałym przykładem.
Wiecie rozumiecie, to się dawno temu wzięło ze starych amerykańskich hot-rodów, z czasów przed II wojną, czyli różnych starawych tanich wózków, podrasowanych do zabawy, "rozbijania się", ścigania się; czasem przez gangsterów i bimbrowników z policją w czasach prohibicji (BTW - z tego też wprost ulągł się NASCAR). Z hot-rodów wzięły się rat-rody, czy graty, które były jak wprost wyciągnięte z czeluści szrotu i wyrwane spod zgniatacza, tylko, że
udawały, bo miały doinwestowaną trakcję i powerpack igiełeczkę wielusetkonnej mocy, i mogły "objechać" prawie wszystko, a szczególnie chodziło o objechanie wymuskanych lśniących cacek, i tych fabrycznie nowych, i tych wytuningowanych klasycznie, no i wkurzanie ich właścicieli (którzy używali nazwy "rat-rod" jak najbardziej pejoratywnie). A z tego poszedł po latach, typowo, styl wizualny już tylko, czyli rust i rust-rody, czyli samochodziki obdarte z farby i pomalowane kwasem, ale już niekoniecznie z V8 pożyczoną z dragstera pod maską, czego fiacik ze zdjęcia doskonałym przykładem.
I ta wojna wyglądu z osiągami (której inną gałęzią są sleepery, czyli autka na pozór jak najbardziej zwykłe, ale też potworne "pod maską") jest dla automoto prawie stała od wieku, bo i w Europie bywały takie ruchy, te garbusy z silnikami porsze, te maluchy z silnikami hondy (i ten żółty cienkocienko, chyba
KJSowy, którego parę miesięcy temu nijak nie mogłem dogonić fordem 2.9). A ultymatywny wyraz tym mokrym snom autogeeków dał oczywiście Nienacki "Panem Samochodzikiem"
Co jest tak naprawdę dalekim echem archetypów z bajek o pastuszku zostającym księciem, o najmłodszym najsłabszym bracie, który wygrał życie, o Dawidzie i Goliacie, od zera do bohatera, o "małym dzielnym tosterze", o żółwiu i króliku, "i u możnych dziwnym" małym, słabym, ale chwacie.
I co, zdaje się, sięga korzeniami baardzo dawnej #sawanny, przynajmniej naczelnych jak szympansy, z ich hierarchiami i twardym pozycjonowaniem w grupie, ale niekoniecznie. Bo z jednej strony, niby mają hierarchię stada jak cholera, i wydaje się, że w takiej strukturze, na motywach doboru naturalnego i w paradygmacie darwinizmu, natura nie dopuszcza masek i oszustwa, tzn. samiec alfa czy najatrakcyjniejsza samica nie może tylko "udawać" strojeniem się i piórkami czy "po taniości" zdrowia i tężyzny, ale musi też taka/taki być naprawdę, bo inaczej dobór iewolucja nie działa; i podobnie w naszym świecie, gdzie tak normalnie, to raczej tylko w bajkach Dawid wygrywa z Goliatem, Polska z Niemcami, mniejsza czy w wojnę strzelaną czy w piłkę kopaną; czy istnieje samochodzik pana Samochodzika.
Ale już nawet szympansy mają na tyle empatii, że im szkoda tych słabszych i przegranych, i wyczuwają, że są granice które przekraczają tylko bydlaki, bo wielostronnie NIE TRZEBA ich przekraczać (podpieram się materiałem sfilmowanym z natury, który gdzieś podłapałem, ale nie pamiętam gdzie i nie mam czasu guglać) - samiec alfa potrafi ująć się za gammą, którą leje całe stado bet, bo gamma właśnie jest tradycyjnie wypędzana ze stada na kopach i z ciężkimi uszkodzeniami ciała (BTW przyczynek z #sawanna do kibolstwa, skiństwa czy innych bullies, itp) i nagle alfa, "nie mogąc na to patrzeć" i ryzykując sporo w stadzie i własne spore obrażenia, potrafi pognać w cholerę rozjuszone bety i uratować gammę, który z trudem ucieka na jakiś drzewo (wiecie, jakbym widział tę scenę z "Highlandera" kiedy Angus McLeod odwołuje spalenie Connora i mówi "odejdź póki jeszcze możesz", itd itd). Tylko, że w prawdziwym życiu gamma jest poraniona zbyt mocno, umiera i spada z drzewa, albo spada z drzewa i umiera, choć ciągle pilnuje jej wyjątkowo empatyczna alfa, i nawet bodaj po upadku jeszcze próbuje poruszać i pomóc gammie.
Więc myślę, że ten archetyp jest bardzo stary i bardzo nośny i chociaż logicznie można łatwo i zabawnie wykazać, jak Kołakowski bodaj w "Opowieściach biblijnych" o Dawidzie i Goliacie, że to wygranie przez słabszego jest oszustwem po prostu, i jeśli ktoś ma u swoich stóp pokonanego 2x większego przeciwnika, czy Goliata czy porsche 911, to po prostu jest silniejszy i mocniejszy niż tamten, i nie ma tu żadnej zasługi czy wartości dodatkowej, tylko chamskie oszustwo pozorami i wyglądem (co logicznie wiedzie do wniosku że prawdziwą łaskę i zasługę okazuje tylko ten silniejszy i naprawdę, i "wyglądem", który nie dobija przeciwnika; jak porsche które się nie ściga z fiacikami, jak wojownik darujący życie pokonanemu, czy szympans alfa broniący gammę) - tyle, że logika nie ma nic do rzeczy wzg. archetypów zaskoczenia i podziwu dla "słabszego-wygranego", umocowanych nie to, że przez tysiące lat kultur, ale setki tysięcy lat protokultury.
A z tego, że żółw bardzo rzadko wygrywa z zającem, i że porusza w nas to emocjonalne struny od empatii i marzeń po podziwy i zawiści, biorą się zaraz mody i memy, które, chyba wyjątkowo i zupełnie inaczej niż u naczelnych, transmitowane przez pokolenia czy "pokolenia" wypaczają się w superkarykaturę empatii do pozornie słabszego. Gdyż po historycznej chwili, pewnie z powodu lepszego języka i kumulacji pamięci, u ludzi pozór i wygląd słabszego staje się symbolem "prawdziwej" siły, mocy, zajebistości, piękna czy tam innych wartości do których normalnie aspiruje i które udaje moda czy pozór. A ogólna tępota właściwa homo niesapiensom wypacza ten trend memetyczny w jakieś zupełnie nieprawdopodobne odwrotności (jak dialog, nie pamiętam gdzie podłapałem, o sprzedawanej BMW na pozór M3 czy M5 - "ale to prawdziwa eMka?" - "jasne że prawdziwa!" - "i ta maska to prawdziwy carbon, prawdziwy laminat?" - "paanie, żaden, k..., obciachowy laminat, to prawdziwa bardzo dobra i bardzo droga folia karbon!").
Stąd ta rust-maska fiacika wydaje mi się mało śmieszna, tylko raczej maską założoną na maskę, założoną na maskę, założoną na maskę.