(notka i komentarze są automatycznym importem z Bloxa, w razie rażących błędów proszę o info na boniWYTNIJ@clouds-forge.eu)Po luźnych gadkach i nieco mniej luźnych akcjach tu i ówdzie przez ostatni tydzień, zrozumiałem fundamentalny fakap obecnego pokolenia inżynierii. A nawet z pijawk... tfu, z przydat... tfu, z przydawkami, czyli z szefami i zarządzaniem.
O, taki tępy jestem.
Otóż zylion zjawisk, że tak powiem, społecznych na granicy kryminalnych (bo jak się człowiek kłóci z upartym idiotą, to może mieć ochotę mu krzywdę zrobić) w przemyśle tłumaczy się prosto jak w mordę strzelił - w praktyce już mało kto ogarnia jedną z najprostszych rzeczy pod słońcem, i zupełnie podstawową dla inżynierii, czyli rozkład normalny.
Bo w teorii, to przecież każdy kto miał jakieś studia, chyba nawet humaniści, powinni to gdzieś spotkać, pooglądać obrazki z krzywą Gaussa, może jakieś wzory zobaczyć. A technik, byle inżynier, no ktokolwiek po minikursie metrologii, czy nawet tych nowomodnych głupot w stylu TQM czy TPM czy innych trzyliterowych dupereli, powinien mieć rozkład normalny, jego cechy i przede wszystkim - odniesienie do praktyki, do rozkładu wielu zmiennych, do teorii błędów, w małym palcu. O tych, którzy aspirują do SixSigma czy TSa, to już w ogóle, powinni mieć to wszystko we krwi tętniczej, a nie w dowolnym palcu.
Ale w praktyce, nou fakin łej - wzrok nieskażony myśleniem, oczęta jako te chabry ignorancji, zaciśnięte szczęki, i Bełchatów uporu, bo można go od niektórych pobierać koparką wieloczerpakową, i dostarczać hurtowo, i starczyłoby dla całej polskiej reprezentacji piłki nożnej, że nawet jakby nie wygrała mistrzostw Europy w piłkę kopaną, to by chociaż obgryzła głowy przeciwnikom.
I można do usranej śmierci tłumaczyć, że wnioskowanie w typie "jeśli dla 1000 sampli, udało się wydrukować 2szt dobrze, to wystarczy "odnaleść" i "odtworzyć" warunki, w jakich powstały te dwa sample" jest z dupy, szczególnie jeśli wszystkie 1000 sampli robiono przy najwyższym zaangażowaniu i panowaniu nad procesem, w danych warunkach. Albo, że "jeśli na testy udało się wystroić trzy presostaty (proste, acz na wyśrubowanych parametrach), z najwyższym wysiłkiem i z dobieranych i sezonowanych (!!!) części, to można projekt przyklepać, zakończyć, puścić na produkcję, i obiecać cudeńka klientowi" to jest nawet nie myślenie życzeniowe, tylko idiotyzm. Itd itp.
I nie pomaga rysowanie krzywej Gaussa, pokazywanie gdzie jest proces z dupy, a gdzie powinien być proces normalnie wdrożony, i tłumaczenie, co trzeba ew. zrobić, żeby zmienić jeden w drugi; i tłumaczenie, że nie można tych wykresów i metodologii ignorować, szczególniej, jeśli ma się w procesie oficjalnie na papierze 10 zmiennych, a w rzeczywistości dwa-trzy razy tyle. A zaprawdę, powiadam wam, doszedłem już do rysowania krótkich poglądowych wykładów na whiteboardach mazakami permanentnymi, żeby się kolegom utrwaliło, no bo nie mogą łatwo zetrzeć.
Sam nie wiem po co to robię. Pewnie bo "nadzieja umiera ostatnia".