NIGHT   RSS blog   RSS komentarze
Licencja Wpisy Losowo Autor Rejestracja




Autor: Boni
Kiedy: 2012-02-29, środa
Tagi:  fun, przemysł     
___________________________________

(notka i komentarze są automatycznym importem z Bloxa, w razie rażących błędów proszę o info na boniWYTNIJ@clouds-forge.eu)

(ciąg dalszy, wyraźnie po ciągu poprzednim

W zasadzie druga część o elektryce, czyli przypadki z "the positive negative men" (i dlatego pokrętnie wykręcony motyw przewodni)

- istnieją ludzie mający wyjątkowo wysoką oporność skóry i odporność na rażenie prądem - ale apeluję, kochani, nie róbcie ciągle i ciągle za ubermenszów i nie próbujcie zadziwiać kolegów skręcaniem przewodów 230V pod napięciem gołymi rękami. Bo jak traficie np. na mokro albo na wyższe napięcie (np. niezapomniane omyłkowe podłączenie odwrotnie transformatora bezpieczeństwa, czyli zamiast z 220 na 24 robił z 220 około 2000V), to wam się kędziorki wyprostują i zęby popękają. I po co to komu.

- bezpieczniki przemysłowe (szczególnie na wyższych napięciach) wyjmuje się odpowiednim uchwytem, a nie przez czapkę. Ja wiem, że czapka jest izolacyjna, bo brud i tłuszcz to izolator, ale nie aż tak.

- niejeden operator dźwigu dość beztrosko podchodzi do przewodów napowietrznych w zasięgu dźwigu, bo wydaje mu się, że jest w klatce Faradaya i "pojdzie w ziemię", a w ogóle to "jak kabel wkopałem koparką to tylko łyżkę upaliło" - rozumowanie wadliwe, bo raz, że koparki, szczególniej gąsienicowe, na ogół są znacznie lepiej "naturalnie" uziemione, dwa, kabel był przeważnie średniego napięcia. Więc pamiętajmy - jak dźwig zahaczy o niskie-średnie, to będzie tylko awantura i koszta, ale jak zahaczy o wysokie, gdzieś tak od 100kV w górę, to będzie trup dobrze wypieczony, i dźwig z zerwanymi oponami i przyspawany do ziemi. Wiecie jak potem trudno taki dźwig poskładać, jak się dużo ruchomych części w nim zespawało??

- w zawodzie elektryka cnota cierpliwości ważną jest - jak cię koledzy zostawią, i pójdą wyłączyć, to nie bierzesz się za robotę po papierosku czy kawie "bo już na pewno wyłączyli", tylko czekasz na dopuszczenie do prac. Albo przynajmniej sprawdzasz napięcie, for krajst. Niecierpliwcom czasem udaje się zacząć a nawet skończyć robotę pod napięciem, z ogólnego farta właściwego pijakom, dzieciom i nieświadomości zagrożenia, ale apeluję, nie idziemy tą drogą. (BTW z drugiej ręki - niecierpliwiec rekordzista zrobił pod napięciem zalewaną mufę na starej linii 2500V, tzw. "trumienkę"...)

- przy braku testera, uzgadnianie faz NN (zagadnienie pt. "mamy zasilane trzy przewody z jednej i trzy przewody z drugiej strony/kable, ale gdzie są które fazunie? bo kolory niepewne, wszystko czarne, podłączali koledzy daltoniści, i w ogóle") można zrobić oldskulowo, żarówką (podłączona do losowych przewodów z jednej i z drugiej świeci się b.jasno na międzyfazowym, praktycznie wcale na zgodnych fazach) - ale na Boginię, nie robimy tego trącając kabelki zamiast żarówką, to palcami DWU RĄK (międzyfazowe kopie jak k... mać, zgodne kopie normalnie, do ziemi). A najbardziej obrzydliwy eksponat z mojej kolekcji "oporników", jeszcze ślinił palce, bo miał kłopot z odróżnianiem napięcia...

- jeśli człowiek podryguje opierając się o koparkę czy betoniarkę itp., to rozważamy ostrożnie i z głową acz szybko, jak go ratować czyli wyłączyć spod prądu; awaryjnie można go odepchnąć od kabla czy urządzenia. Ale, naprawdę, ostrożnie i z głową, a nie tylko - szybko. Bo jak facet tylko wytrzepywał żwir z gumofilca, a my mu sprzedamy szpadel po łapach, to może zrobić się niemiły i zechcieć nam ten szpadeł wsadzić w ryj albo i w dupę. Więc zanim się kogoś walnie szpadlem, warto zapytać.

- od zawodowej energetyki, różnych takich transformatorów czy innych rozdzielnic, które walają się po miastach i polach, trzymamy się generalnie z daleka, i serio, te tabliczki "z teściową" albo piorunkiem na ogrodzeniach i szafach, to są na serio. Bo mało co bardziej zasługuje na Nagrodę Darwina niż podłażenie do urządzeń, nawet tylko ogrodzeń, "bo tam się coś dzieje"; a tym bardziej takie podłażenie głupsze, im bardziej "coś się dzieje"... Gdyż z GPZtu na 110kV czy 220kV napięcie, jakby się "coś działo" nie wyjdzie na ogrodzenie czy krokowe, poza teren, tylko w teorii - w praktyce prąd może mieć swoje własne zdanie na temat 50 letnich uziemień i krat, i wybrać wariant "na skróty przez gapiów". A dla podłażących do, nawet tych mniejszych, transformatorów po wiochach "bo coś brzęczało", powinna być kategoria specjalna i jakiś mały krzyż zwalecznych - komu w twarz nie wybuchło pół tony oleju transformatorowego, czy wydmuch WBGNów, to w zasadzie, co on o życiu i pradzie wie, nieprawdaż.







2012/02/29 10:17:32
Korekta obywatelska:

"rekordzista zrobił pod napięciem zalewaną mufę na starej linii 2500kV, tzw. "trumienkę"..."

2,5MV? Wow. I to stara!
Nie miało byc 25kV?


Boni
2012/02/29 10:33:02
@cmoscmos

A dzieki, oczywiście 2500V, a nie kV, stara nietypowa przemysłówka.


2012/02/29 17:06:33
Dobrze napisane :) Przy dźwigu śmiałem się już od ucha do ucha :)

nie wiem czy to jest w ogóle na temat, ale ja się prądu nie tykam w ogóle. to chyba dobrze, prawda? bo jak się o czymś nie ma pojęcia to chyba lepiej nie tykać...? pozdrawiam


Boni
2012/02/29 18:44:13
@bartoszemwrona
"Dobrze napisane :)"

Wiem, sam to pisałem ;D

"ale ja się prądu nie tykam w ogóle. to chyba dobrze, prawda? bo jak się o czymś nie ma pojęcia to chyba lepiej nie tykać...?"

Zdecydowanie lepiej. Ale to rzadka cnota. Prawdziwy Polak zna się przecież na prądzie, budowlance, samochodach, piłce nożnej, medycynie, kobietach i Małyszu. Czy tam innym Kubicy. Chociaż młodsze pokolenie już nie rwie się jak my, postPRLowe wąsacze, temy rencamy, do wszystkiego co w te ręce wpadnie; może w końcu będzie normalniej.

Aha, wujka behapowca pewnie będzie jeszcze piąty odcinek pt. różności, które sobie poprzypominałem w międzyczasie.


2012/02/29 22:04:40
Ja się starałem trzymać tej zasady, naprawdę. Mam teścia elektryka, którego prąd nie tyka -- ale to on właśnie pomontował nam w domku instalację, ale gniazdka wsadził tak, że wypadły po pół roku używania i lubieżnie eksponowały bebechy. Jak po kolejnych paru miesiącach bezskutecznie nagabywałem, to w końcu się wziąłem "tymi ręcami", ale najpierw bezpieczeństwo: wyłączam bezpiecznik, światło gaśnie, robię gniazdko numer 1, zrobione, zabieram się za gniazdko numer 2, wykręcu wykręcu, wpychu wpychu, drzzzzzzzzt!

Po rozmasowaniu "tej ręcy" wracam do skrzynki i wyłączam WSZYSTKIE bezpieczniki.

Y.



Boni
2012/02/29 23:38:27
@yzek

No tak to jest z instalkami amatorskimi, i zawodowymi też bywa, po latach i zaniedbaniach, że nic nie jest pewne; o tym było sporo w "wujku behapowcu" poprzednim.

BTW a u nas dziś była okazja przetestować zdolności instalki (i żony) w ramach akcji ratunkowo-wodno-kanalizacyjnej: jak nikogo nie było, któryś pieprzony futrzak uchylił kran w zlewie kuchennym (bo do okna włażą, wiosna itepe), i wpompowało nam pół studni w zlew, w szambo, no i w kuchnię też, bo w odpływie zlewu był zmywak czy coś, i się przelało. I skądinąd instalka w kuchni zniosła zalanie mężnie, różnicówka jest ok, a nie "spadła" - dopiero żona (co prawda na mój telefon, że jak woda, to może jednak być gdzieś prąd), fachowo strzeliła centralnie z różnicówki, wyłączając cały dom, zanim zaczęła osuszanie.


2012/03/02 13:41:24
@dźwig przyspawany do podłoża

O ilu takich wypadkach w sumie słyszałeś? Temat jako nius do mediów dość ciekawy, ale odkąd sięgam pamięcią to o niczym takim nie słyszałem.


Boni
2012/03/02 15:27:09
@pentaprism

Jeden, i powiedzmy, prawie z pierwszej ręki, choć nie naocznie - jak miałem praktykę na GPZ około 1990, to dźwig zawadził, nie pamiętam, 110kV albo 220kV, na którymś podejściu liniowym do pierścienia w Białymstoku; i mieliśmy słuchowisko na radiostacji GPZtu, z wyłączenia, i akcji po wyłączeniu. Przestrzeliło mu opony i pospawało podpory na których stał, że nie mogli ich złożyć, i ogólnie mieli problemy z poskładaniem go, jak już załatwili trupka, oczywiście.
Inna sprawa, że nie wiem jak teraz, ale niektóre zabytkowe odległościówki WN w tamtych czasach były tak poustawiane, że rzeczywiście, nadawało się to na film albo do mediów - dla dalekich wyłączeń na podejściach do Bstoku, to mam wrażenie, że było nawet po 20s i naprawdę grube ampery poustawiane, i jak już wszystko spłynęło, to dopiero łaskawie wypinało linie. Tak np. kolegom wypaliło celę w Małkinii na kombinacie wełny, obecnie Rockwool, jak omyłkowo zapięli zwiernik - pizgło, wyłącznik się rozleciał i nie wyłączył, i z celi zrobił się piec łukowy na bodaj właśnie 20s, i dopiero wyłączyło, i zaraz zadzwoniła Wawa/Wyszków pytać co to się dzieje, że światło mruga, i coś jakby się wyłączyło ;)


xpil
Sat, 25 Jun 2022 13:48:13
Mnie w życiu (prawie już pięćdziesięcioletnim) prund pizgł był trzy razy, a w sumie dwa. Raz za gówniarza (7-8 lat?) zachciało mi się gołymi ręcyma pomiziać kabelki wystające ze ściany na klatce schodowej, głupi pomysł. Drugi raz jeszcze za młodości zapomniałem wyłączyć zasilanie w pececie przy wymianie jakichś podzespołów. Trzeci raz względnie niedawno, skończyło się na strachu i lekko nadtopionych nożycach (na szczęście izolowane uchwyty okazały się wystarczające): zachciało mi się ciąć nożyczkami kabelek przy TV, co do którego miałem absolutną pewność, że jest odłączony od prundu (nie był i dało się to wydedukować jakby człowiek miał iq powyżej temperatury pokojowej).

Zasadniczo poza wymianami różnych żarówek prundu staram się nie ruszać.

Codiac
Sat, 25 Jun 2022 15:10:16
Ja też się staram od prądu z daleka, no jakiś dzwonek u drzwi mogę ogarnąć samodzielnie.

Ale trafiają się przypadki, że człowieka pizgnie gdy się tego zupełnie nie spodziewa, bo coś jest nie tak z instalacją. Miałem taką przygodę w pracy - mieliśmy dwa departamenty w innym budynku, gdzie zupełnie nie było okablowania sieciowego. Drukarki były zatem podłączane kablami LPT do takiego przełącznika-pstryczka (na dwa albo cztery wyjścia) i tenże do komputerów. Drukować mógł ten, na kogo akurat było przełączone.
No i zdarzyło się raz, że ja taki przełącznik podłączałem. Drukarka podpięta, pierwszy komputer, drugi, przypiąłem kabel do trzeciego zbliżam do przełącznika a tu jakaś iskra i spaliło port. I gdybym na tym poprzestał to by się skończyło, ale myśl szybsza od rozumu, mam jeszcze jeden port, spróbujmy. Tylko tym razem dotknąłem śrubek na złączce kabla a drugą dłonią metalowej obudowy przełącznika, pierdut, ja oszołomiony a na piętrze wywaliło korki.
Nie mam pojęcia co tam było w tym budynku z instalacją, ale mimo podłączania do wyłączonych komputerów (tyle, że wpiętych do ściany) zrobiło się coś takiego.

Zresztą ludzi którzy kładą kable i nie przejmują się standardami to bym do osobnego kotła w piekle wrzucał. W innym budynku rozkręciłem kiedyś gniazdko sieciowe na ścianie, żeby zobaczyć czy tam wszystko jest ok, bo komputer strasznie gubił pakiety. Okazało się, że nie tylko macherzy nie trzymali się standardu, ale dodatkowo jak im kabel już wystawał ze ściany na jakieś pół metra to zamiast przyciąć albo go zwinąć ściągnęli izolację, rozplątali wszystkie przewody, zwinęli to na dłoni w kółeczko i podpięli. To była sieć w której ping w jedną stronę potrafił przejść a w drugą nie i gdzie pakiety regularnie się gubiły...




 

Engine: Anvil 1.08   BS