(notka i komentarze są automatycznym importem z Bloxa, w razie rażących błędów proszę o info na boniWYTNIJ@clouds-forge.eu)(ciąg dalszy, wyraźnie po ciągu poprzednim)
W zasadzie druga część o elektryce, czyli przypadki z "the positive negative men" (i dlatego pokrętnie wykręcony motyw przewodni)
- istnieją ludzie mający wyjątkowo wysoką oporność skóry i odporność na rażenie prądem - ale apeluję, kochani, nie róbcie ciągle i ciągle za ubermenszów i nie próbujcie zadziwiać kolegów skręcaniem przewodów 230V pod napięciem gołymi rękami. Bo jak traficie np. na mokro albo na wyższe napięcie (np. niezapomniane omyłkowe podłączenie odwrotnie transformatora bezpieczeństwa, czyli zamiast z 220 na 24 robił z 220 około 2000V), to wam się kędziorki wyprostują i zęby popękają. I po co to komu.
- bezpieczniki przemysłowe (szczególnie na wyższych napięciach) wyjmuje się odpowiednim uchwytem, a nie przez czapkę. Ja wiem, że czapka jest izolacyjna, bo brud i tłuszcz to izolator, ale nie aż tak.
- niejeden operator dźwigu dość beztrosko podchodzi do przewodów napowietrznych w zasięgu dźwigu, bo wydaje mu się, że jest w klatce Faradaya i "pojdzie w ziemię", a w ogóle to "jak kabel wkopałem koparką to tylko łyżkę upaliło" - rozumowanie wadliwe, bo raz, że koparki, szczególniej gąsienicowe, na ogół są znacznie lepiej "naturalnie" uziemione, dwa, kabel był przeważnie średniego napięcia. Więc pamiętajmy - jak dźwig zahaczy o niskie-średnie, to będzie tylko awantura i koszta, ale jak zahaczy o wysokie, gdzieś tak od 100kV w górę, to będzie trup dobrze wypieczony, i dźwig z zerwanymi oponami i przyspawany do ziemi. Wiecie jak potem trudno taki dźwig poskładać, jak się dużo ruchomych części w nim zespawało??
- w zawodzie elektryka cnota cierpliwości ważną jest - jak cię koledzy zostawią, i pójdą wyłączyć, to nie bierzesz się za robotę po papierosku czy kawie "bo już na pewno wyłączyli", tylko czekasz na dopuszczenie do prac. Albo przynajmniej sprawdzasz napięcie, for krajst. Niecierpliwcom czasem udaje się zacząć a nawet skończyć robotę pod napięciem, z ogólnego farta właściwego pijakom, dzieciom i nieświadomości zagrożenia, ale apeluję, nie idziemy tą drogą. (BTW z drugiej ręki - niecierpliwiec rekordzista zrobił pod napięciem zalewaną mufę na starej linii 2500V, tzw. "trumienkę"...)
- przy braku testera, uzgadnianie faz NN (zagadnienie pt. "mamy zasilane trzy przewody z jednej i trzy przewody z drugiej strony/kable, ale gdzie są które fazunie? bo kolory niepewne, wszystko czarne, podłączali koledzy daltoniści, i w ogóle") można zrobić oldskulowo, żarówką (podłączona do losowych przewodów z jednej i z drugiej świeci się b.jasno na międzyfazowym, praktycznie wcale na zgodnych fazach) - ale na Boginię, nie robimy tego trącając kabelki zamiast żarówką, to palcami DWU RĄK (międzyfazowe kopie jak k... mać, zgodne kopie normalnie, do ziemi). A najbardziej obrzydliwy eksponat z mojej kolekcji "oporników", jeszcze ślinił palce, bo miał kłopot z odróżnianiem napięcia...
- jeśli człowiek podryguje opierając się o koparkę czy betoniarkę itp., to rozważamy ostrożnie i z głową acz szybko, jak go ratować czyli wyłączyć spod prądu; awaryjnie można go odepchnąć od kabla czy urządzenia. Ale, naprawdę, ostrożnie i z głową, a nie tylko - szybko. Bo jak facet tylko wytrzepywał żwir z gumofilca, a my mu sprzedamy szpadel po łapach, to może zrobić się niemiły i zechcieć nam ten szpadeł wsadzić w ryj albo i w dupę. Więc zanim się kogoś walnie szpadlem, warto zapytać.
- od zawodowej energetyki, różnych takich transformatorów czy innych rozdzielnic, które walają się po miastach i polach, trzymamy się generalnie z daleka, i serio, te tabliczki "z teściową" albo piorunkiem na ogrodzeniach i szafach, to są na serio. Bo mało co bardziej zasługuje na Nagrodę Darwina niż podłażenie do urządzeń, nawet tylko ogrodzeń, "bo tam się coś dzieje"; a tym bardziej takie podłażenie głupsze, im bardziej "coś się dzieje"... Gdyż z GPZtu na 110kV czy 220kV napięcie, jakby się "coś działo" nie wyjdzie na ogrodzenie czy krokowe, poza teren, tylko w teorii - w praktyce prąd może mieć swoje własne zdanie na temat 50 letnich uziemień i krat, i wybrać wariant "na skróty przez gapiów". A dla podłażących do, nawet tych mniejszych, transformatorów po wiochach "bo coś brzęczało", powinna być kategoria specjalna i jakiś mały krzyż zwalecznych - komu w twarz nie wybuchło pół tony oleju transformatorowego, czy wydmuch WBGNów, to w zasadzie, co on o życiu i pradzie wie, nieprawdaż.