(notka i komentarze są automatycznym importem z Bloxa, w razie rażących błędów proszę o info na boniWYTNIJ@clouds-forge.eu)...czyli doniesienia z frontu walki ze smalcem. Moja dieta zaczęła się prawie dwa miesiące temu, jako rzecze tamta notka (BTW niespodziewane pożytki z bloga - jest gdzie sprawdzić pewne daty), wynik - 10:0 dla mnie, znaczy 10kg precz. Samopoczucie ok, kolana i ogólna sprawność, rzecz jasna, lepsza niż dwa miechy temu, generalnie, tak trzymać; profilatyczne badania (morfologia i takie tam) zrobię za tydzień - dwa.
Piszę to, bo może komuś pomoże i zmotywuje, z tych, którzy wtedy zaczynali walkę z nadwagą - dla mnie to drobiazg, wart co najwyżej małej wzmianki jak niniejsza - bo to dopiero połowa mojej drogi, i to ta łatwiejsza. Albo i jedna czwarta drogi, bo nawet jak zejdę z wagą, tam gdzie chcę, to jeszcze trzeba będzie trzymać reżim i pilnowac jojo, miesiącami, a może i latami.