NIGHT   RSS blog   RSS komentarze
Licencja Wpisy Losowo Autor Rejestracja




Autor: Boni
Kiedy: 2024-05-30, czwartek
Tagi:  varia     
___________________________________

... czyli sygnalizowana notka w temacie strategii i taktyki naszych przeprowadzek, w jakimś nieco szerszym kontekście psychologicznym, i tego, co nowożytny biznes i inżynieria społeczna nazywa "change management". Bo chyba taki jest kontekst, gdyż nie idzie przecież o byle przeprowadzkę w nowe miejsce, czy nowy kraj, ale też o wszelkie poważne zmiany życiowe.

Wstępnie, albo kiedy próbuję w paru zdaniach wytłumaczyć komuś, co ja/my znowu odp...my, czasem przytaczam cytat ze starej, ale zawsze aktualnej piosenki (aktualnej przynajmniej dopóki ludzie są tzw. ludźmi):

Muszę robić to co robię
Robię to co chcę
I nawet się nie staraj
Zatrzymać mnie

... i zachęcam do przemyślenia go (to jest z "Nie pytaj mnie" Tomka Lipińskiego). Gdyż moim zdaniem w skrócie i "poetycko" nieźle oddaje bardzo ogólne nastawienie moje, żony też, pewnie naszych dzieci również, do wielu tzw. zagadnień, czy problemów. Oczywiście, można go przyłożyć do dowolnego socjopaty, który na nic i nikogo się nie ogląda, i też będzie doskonale pasował, ale mój punkt jest taki, że tak naprawdę można go przyłożyć do KAŻDEGO, tak naprawdę wszyscy ludzie działają w ramach tego cytatu tylko a) mają bardzo różne granice, tego "co chcą" b) mają bardzo różną wolę związaną z "muszę" c) "zatrzymują" ich zupełnie różne poziomy przeciwności, zarówno w sensie realnych przeciwności, jak i obaw d) a szczególnie generowanych przez innych ludzi, którzy "starają się" zatrzymać ich.

Skąd się te różnice biorą? Pewnie trochę geny, ale bardziej wychowanie, i to raczej te wczesne, przedszkolno - podstawówkowe. Czyli zasługa, albo porażka, zależy dla kogo ten wywiad, rodziców i wychowawców, w temacie zbiegu kreatywności, woli, racjonalności i non-konformizmu. Bo to są chyba cztery zakresy odpowiadające powyższemu cytatowi i w temacie "dużych" decyzji życiowych.

Co do naszych przeprowadzek międzynarodowych (bo krajowe były ogólnie trywialno-pragmatyczne, choć i tak budziły kontrowersje w otoczeniu...) pierwotna "kreatywna" idea była i jest taka, że nie podoba nam się miejsce, gdzie jesteśmy, choć w średnim wieku już niby wszystko jest OK i "ustawione" oraz, że gdzieś indziej jest fajniej i będzie nam lepiej. Czyli bardzo trywialne "trawa tutaj jakoś słaba, a tam bardziej zielona".

Zagnieżdżenie idei było ułatwione przez to, że patriotyzmy, nacjonalizmy, szowinizmy i różne inne -izmy generalnie nam wiszą, a socjalizacja to nie jest nasze drugie imię (takie wychowanie!). A nasze drugie imię to raczej "non-konformizm", stąd cytowane "i nawet się nie staraj / zatrzymać mnie" jw. jest dość istotne, gdyż obawy, uwagi i komentarze, rodziny czy znajomych itp. w dyskutowanym temacie, jak i w wielu innych, przeważnie spływają po nas (takie wychowanie!).

Zagnieżdżenie ułatwione też kolosalnie przez to, że dopad(a)ł nas tzw. kryzys wieku średniego, czyli "wolność", czyli zwiększenie możliwości i zasobów, po akumulacji socjoekonomicznej przez dekady i odchowaniu dzieci. Emigracja była ciekawym kolejnym wyzwaniem, a lubimy wyzwania (takie wychowanie! także wzajemne, w małżeństwie...).

Następna warstwa "kreatywności" czy idei w temacie, to "dokąd?". I tu ewidentnie mamy mieszankę emocji i uczuć, z racjonalnymi wyborami i wywiadem. Jasne, że pierwsze przesortowanie idzie po normalnych racjonalnych czynnikach, typu koszt dotarcia, koszta lokalne, możliwości pracy czy mieszkaniowe, względna jakość życia oferowana przez daną krainę, odległość od Rosji, stabilność sejsmiczna itp. Ale z danej puli wybierzemy raczej te krainy, do których mamy stosunek emocjonalny, czy złudzenia uczuć (szczególnie - po jakimś rekonesansie), niż te, które ściśle racjonalnie są "na papierze" lepsze, ale wiszą nam kalafiorem.

Tłumacząc na przykładach, przy pierwszej emigracji, na krótkiej liście, wyznaczanej głównie przez ekonomię i język angielski, była Skandynawia (z mocnym wskazaniem Danii, aż po zupełny sponsoring przez pracodawcę!), Irlandia, Szkocja. Odpadły, a raczej nie znalazły się na liście, jakieś Niemcy, Francja, Szwajcaria czy południe EU. Danię znałem nieźle po 13 latach pracy dla duńskiego semi-korpo i bardzo bardzo kusiła, ale w ostatniej chwili odpadła, gdyż może ZA DOBRZE ją poznałem; mogłem też tę wiedzę interpolować na Szwecję, Norwegię czy Finlandię, a do całej Skandynawii stosunek emocjonalny mieliśmy w przybliżeniu żaden. Stąd - Irlandia i Szkocja, były nam równie miłe duchowo, ale Irlandia ok. 2012 jeszcze była na kolanach po kryzysie 2008, więc raczej: Szkocja.

Szkocja, gdyż gaelic (stąd najpierw córka wylądowała na uniwerku Aberdeen), klany i historia twardych górali, muzyka kobziana, tysiąc lochów i górek, sienkiewiczowski Ketling oraz "Nieśmiertelny", kraina doświadczona przez los i sąsiadów. A nie np. Anglia i Anglicy, którzy nam mentalnie fuj, czy Walia, która nam wtedy robiła "meh".

Kiedy City londyńskie brexitem zepsuło nam Szkocję, zaraz sięgnęliśmy po rezerwową bramkę nr 2, czyli Irlandię.

Irlandia, czyli nadal gaelic, neolity i Celtowie, Szmaragdowa Wyspa, historia pod każdym kamieniem, krzyżem i tysiące zamków do tego; najlepszy etnofolk świata, Enya i Riverdance; najmilsi i zsocjalizowani ludzie, przynajmniej z wierzchu; mity celtyckie i "Kocham cię jak Irlandię"; kraina doświadczona przez los i sąsiadów.

Kiedy globalizacja i ekonomia "zepsuła" nam kosztami i nieogarem ludzkim Irlandię, z żartów o ciepłych krajach zrobiło się nagle serio "Zielona Wyspa nie jest aż tak bardzo zielona, poszukajmy niskokosztowej trawy na południu, w milszym klimacie". Na krótkiej liście wylądowały Portugalia, Malta i Grecja. Do Portugali nasz stosunek emocjonalny wynosi w przybliżeniu zero, Malta to w zasadzie miasto i jedyne emocje to nieco historii, szczególnie IIWW, plus bonusowy język angielski urzędowy. Czyli Grecja? Hej, a może coś z wysp? Korfu? ("Moja rodzina i inne zwierzęta"!) A MOŻE KRETA?!

Bo Kreta to oczywiście historia bliska naszemu serduszku, na maxa hej, przez jakieś 4000 lat, na każdym kroku; twardzi górale, nieco inni niż Grecy kontynentalni; wspaniała natura, góry z widokiem na morze; świetne jedzenie i "Grek Zorba" N.Kazantzakisa; kraina doświadczona przez los i sąsiadów.

Dygresja - da się zauważyć, że wzrasta nasza tolerancja na obce języki i sejsmikę, w miarę wzrostu zasobów i doświadczenia w temacie emigracyjnym. Oraz drastycznie skraca się czas decyzji i wykonu, powiedzmy z miesięcy do tygodni... Ale to chyba normalne, "obycie definiuje życie". Oraz ciekawe, gdzie możemy dojść tą naszą racjonalno-emocjonalną ścieżką, i dlaczego właśnie do Japonii... Ale niekoniecznie życia i monetek wystarczy.

Po ustaleniu "dokąd?" i decyzji, wystarczy mieć nieco banknotów i woli, i wdrażać najogólniejszą zasadę inżynierii, tj. "uzgadniamy niezadowalający stan istniejący, ze stanem pożądanym", w sensie rekonesansu, planu i wykonania (w duchu prawdziwego "change management", a nie korpościemy, czy masowania spanikowanej trzody przez HR). W tym uzgadnianiu jesteśmy chyba nieźli, a nawet jest to nasza Prawdziwa Natura (TM), pewnie moja najbardziej...

I tyle.

Czy przeprowadzki międzynarodowe są łatwe? Różnie bywa, rzecz jasna.

Czy wszędzie jest "tak samo"? Oczywiście, że nie; nie przeprowadzalibyśmy się, gdyby było "tak samo".

Dlaczego nie zachowujemy się jak "normalni ludzie", tj. czemu nie zacisnąć zęby, osiedlić się i harować "w najlepszym możliwym" kraju, a do tych innych jeździć tylko na wycieczki? Ale dlaczego właściwie mielibyśmy zaciskać zęby i znosić to, co zastane, kiedy są znacznie "głębsze" możliwości zwiedzania interesujących nas miejsc tego świata?

Ile kosztuje wolność i mobilność? Niby wielostronnie "tanio nie jest", ale z drugiej strony taniej niż budowanie sobie domów, firm czy biznesów, w dowolnym dyskutowanym kraju. Na razie - dajemy radę.





doxa
Thu, 30 May 2024 21:29:05
Z Polski uciekłem w 2002, za rządów tego pijaka i donosiciela Olka K.
Zdałem sobie sprawę, że w Polsce od 0 dorobie się tylko garba
Plus historycznie w Polsce co 30 lat jest wojna, a ja nie lubię, jak moje dziecieki ktoś zabija albo gwałci
Pozdrawiam Polskę i Polaków palcem środkowym z Florydy

charliebravo
Fri, 31 May 2024 12:39:47
Osobiście bardzo cieszy mnie odmienność ludzkich gustów. To że jeden woli wieś, a drugi wielkie miasto, a inny w Polsce, a jeszcze inny na Krecie jest w sumie czystym pięknem y dobrem. Możemy mościć się we własnych lokalnych maksimach jednocześnie nic a nic sobie nie przeszkadzając. Z tego miejsca serdecznie pozdrawiam wszystkich cieszących się słońcem Florydy i życzę wszystkiego najlepszego!

@Korfu
Ja wylądowałem przez przypadek, bo duńska firma wymyśliła sobie wyjazdową integrację. Z tego co widziałem wybrzeże, a zwłaszcza blisko Korfu Town jest dość upiorne, a w high season pobyt można rozpatrywać w charakterze kary za grzechy. Za to im dalej tym fajniej i ciekawiej, a już w górach i okolicy było super. Szczególnie podobały mi się wioski, które kilkaset lat temu "schowano" przed piratami w górach. Jakoś w okolicy wojen napoleońskich wraz z bazami brytyjskiej marynarki w okolicy piraci zniknęli, i mieszkańcy wrócili do łatwiejszego życia na brzegu, a Palies Sinies i Palea Perithia całkiem niedawno zostały "wycięte" z lasu i udostępnione do zwiedzania. Sinies jest kompletnie opuszczone, zdaje się że tylko jakieś nabożeństwa odprawiają w starej cerkwi raz na rok, a w Perithii zaczynają mieszkać ludzie, są pierwsze restauracje, ktoś hoduje pszczoły...bardzo poleca się.

Ale wydaje mi się że Korfu jest raczej na tydzień-dwa zwiedzania, nie na zamieszkanie na lata.

Fri, 31 May 2024 13:22:11
@doxa
Hameryka... to chyba jedno z ostatnich miejsc, do których przeprowadzkę w ogóle bym rozważał (pomijając ofc te do których bym nie rozważał wcale). Już na lotnisku doznaję szoku: ten brud, ogólne wrażenie dziadostwa. Na ulicach śmieci. To niesamowite jak brudne są przeciętne amerykańskie ulice! I druty, wszędzie wiszą druty. Jak w 3 świecie. Złe dzielnice. Narkomani i bezdomni. Parterowe jednorazowe budy z dykty, i parkingi parkingi parkingi. Dla mnie koszmar.

Z wielką ulgą wróciłem do Trójmiasta. Jak tu fajnie. Cicho, czysto, bezpiecznie i ładnie!

Codiac
Fri, 31 May 2024 20:10:17
@Natura Lucka
To naturalne, że ludzie mają różne priorytety, a nawet że te im się zmieniają np. z wiekiem i pod wpływem doświadczeń. Pozostaje pogratulować, że wam się akurat tak układa i pasuje!
Ja spróbowałem wyjazdu i w Irlandii nawet nie było źle (aczkolwiek miałem okazję odkryć mroczniejszą stronę tego kraju i ludzi), ale jednak jako osoba rodzinna wolałem wrócić do Polski. Dałbym radę mieszkać w innych miejscach, pewnie nawet bardzo różnych, ale musiałbym brać pod uwagę coś co zapewne wam zwisa nacią od kalafiora, czyli jakie i jak często trafiają się tam pająki. Tu niewielkie zaskoczenie, Irlandia była pod tym względem gorsza od Polski. A kraje południa, z tego co wiem, znacząco gorsze.

@USA
Osobiście zetknąłem się raz i w sposób który dla osoby wtedy niezmotoryzowanej rozwalał mózg. Nawet do 7/11 odległego od hotelu kilkadziesiąt metrów nie dało się dojść na piechotę! Oczywiście parę rzeczy mi się podobało, ale jak rozmawiam ze znajomymi Amerykanami to jednak nie chciałbym tam mieszkać. Jednego przyjaciela już straciłem bo ubezpieczyciel uznał, że pacjent nie rokuje i przestał opłacać jego terapię. Inny kolega właśnie po wypadku motocyklowym szczypie się z każdym groszem bo rachunki na kilkanaście tysięcy dolców. Ale jeśli komuś tam dobrze to mogę tylko życzyć zdrowia i fajnego życia. Na pewno możliwości są póki się zarabia sensownie.


Boni avatar Boni
Sat, 1 Jun 2024 08:59:39
@doxa

Zdaje się widać tu różnicę pokoleniową (ew. dekadę naszego wyprzedzenia wzg. rówieśników) - w 2002 Olek K. to był dla mnie raczej odległym wpieniającym wspomnieniem z podstawówki, bo puszczali jego poronione przemówienia jako ministra ds. młodzieży na masówkach, niż istotnym politykiem AD2002; w fajnej firmie z fajnymi ludźmi dobrze się pracowało; zbudowaliśmy i przeprowadziliśmy się do naszego drugiego domu; zacząłem na serio pracować i latać "po świecie" (na początku 2003 miesiąc w Japonii). Nie było lekko, ale było fajnie.

Rozumiem emigrację z zupełnie dowolnego powodu (to my, trociny!) i nie szukam kontaktów z polonią czy z Polską, czy planuję powrót, ale nie rozumiem próżnych żalów czy wyrzutów wzg. Polski czy Polaków w kraju. W sensie, nawet jeśli IMHO Polska obsysa w jakiejś kombinowanej skali geograficzno-klimatyczno-polityczno-socjo-ekonomicznej, to moje uczucia rozciągają się między obojętnością a współczuciem. A w sensie historii, kultury, języka itp. i tak przecież pozostaję osaczony w "polactwie", więc mam nawet nieco cieplejsze uczucia.

@charliebravo

Jest tych ciekawych greckich wysp mnóstwo, ale właśnie raczej na wakacje, niż do zamieszkania, przynajmniej przy naszych zasobach itd. Korfu to było może parę chwil zastanawiania się, ale zaraz wskoczyła na top Kreta, jednak znacznie większa i wielostronnie "tańsza", jako kompromis w duchu notki.

@Codiac

Owady są oczywiście nieco inne na Krecie czy południu EU, ale na razie nie jest bardzo źle. Nieco zdumiewają różne koniki polne itp. latające sprawniej niż żuki czy muchy, mają tu trochę trochę większe pajączki-skakuny, czy żuki; ale nie wdziałem jeszcze skorpiona, czy pająka poważniejszego niż polskie czy irlandzkie. BTW nie zanotowałem, żeby Irlandia była gorsza wzg. pająków niż Polska czy Szkocja, praktycznie te same gatunki, rozmiary, zachowania.

@USA

Mniej więcej połowę mapy świata mam "zaklejoną białym papierem" (w duchu Lema, "Podróż 22" Ijona Tichego), tzn. nie planuję nie tylko emigracji, ale też jakichkolwiek wycieczek, delegacji itp. do wielu krajów, np. większości Afryki, krajów arabskich, połowy Azji, połowy Ameryki południowej, do jakichś Meksyków czy Brazylii, Uzbekistanów czy USA itp. Na pewno mają interesujące kawałki i zawsze wizyty/pobyty posmarowane dużą ilością pieniążków są łatwiejsze, ale nawet jakbym jutro znalazł los lotto wygrywający miliony, to pewne miejsca na świecie nie wydają mi się warte wielostronnego ryzyka i zachodu.

Boni avatar Boni
Sat, 1 Jun 2024 09:47:22
@komcio-incepcja

Zabawna "litrówka", osaczony=/=osadzony, ale raczej nie literówka-frojdówka, tylko prozaiczne sąsiedztwo C i D na klawiaturze.

charliebravo
Sat, 1 Jun 2024 10:27:36
@USA
Mnie trafiło delegacją do USA w zeszłym roku. Stany to kompletnie nie jest kraj moich marzeń ale wycieczka była zaskakująco fajna. Pittsburgh jest ładnie położony w widłach dwóch rzek. Reklamuje się jako "one of America's most walkable cities" co z jednej strony oznacza "dużo gorzej niż dowolne europejskie w którym byłem" ale z drugiej strony da się (będąc sprawnym człowiekiem bo na przykład schody na most to bardziej ciasna drabina na trzy piętra niż schody). Miałem dwa dni wolne, pożyczyłem auto i pojechałem zobaczyć Fallingwater (!!) i trochę innych lokalnych atrakcji (taką kolejkę do przewożenia łodzi przez góry).

Było trochę pozytywnych zaskoczeń. Tam naprawdę jest trochę tak że wchodzi się w przypadkowej miejscowości do przypadkowej knajpy i obsługa wita jak starego kumpla. Pensylwania jest ładna. Maniery na drogach mają na ogół przyjazne, bardzo niewiele napinki. Jedzie gość takim pickupem, że koło jest wyższe niż mój sedan z wypożyczalni, i widzę że go zwalniam bo się snuję niepewnie na gigantycznym jetlagu ale zero napierania, nacisku, nic. Dolewanie kawy w knajpie, jak na filmie Tarantino.

Oczywiście to co wszyscy wiedzą też: stoi się w korku na interstate w mieście, i co wiadukt kartony z bezdomnymi. Po tygodniu jedzenia - i to w dobrych restauracjach i hotelach - czułem się zatruty tłuszczem i cukrem na amen. Wszystko rdzewieje, rozpada się, "też się sypie". Przy hotelu było kasyno - tłumy dziadków i babć w większości mniej lub bardziej niesprawnych, tandetne, masowe, bardzo biedne wypasy.

Mało odkrywczy wniosek - mówimy "Polska", "Grecja", "Anglia" i w tym samym szeregu "Stany", "Chiny" czy "Indie" no bo to też są kraje, ale jednak "Stany" czy "Indie" to trochę bardziej jak "Europa" - stopień złożoności jest daleko większych niż małych i "prostych" krajów.

janek.r
Sat, 1 Jun 2024 20:27:56
@USA
Wybrałem się w tym roku na kilkudniową wycieczkę do Waszyngtonu.
W skrócie - nie zażarło. Po pobycie w Paryżu czy Londynie mam tam ochotę wrócić, do Waszyngtonu nie.

Pojechałem tylko po to, żeby zwiedzić Smithsonian Institution, a w szczególności Muzeum Powietrza i Przestrzeni Kosmicznej. Pod tym względem wyjazd udał się w pełni, warto było.
Mimo tego, że lądownik księżycowy i Duch Świętego Ludwika były w remoncie...

Bezdomnych praktycznie nie widziałem, w centrum Londynu w SOHO jest ich znacznie więcej. Chodników i możliwości spaceru pieszo ile dusza zapragnie.

Metro nie było zdewastowane i nie budziło grozy, zdumiewa mnie tylko, że po zatrzymaniu pociągu drzwi otwierają się po 10 sekundach (w Warszawie po dwóch).

Wbrew obawom warzywa w sklepach były - chociaż faktycznie w 7-eleven warzyw zero. Pomidory udało się kupić równie dobre jak w Polsce, w ich Lidlu nawet w tej samej cenie. Natomiast słodka papryka... mimo napisów na opakowaniu "słodka, nadaje się jako przegryzka" smakowała jak siano. Kontrolnie po powrocie spróbowałem słodkiej papryki hiszpańskiej z Lidla - jakie to w porównaniu z amerykańską dobre!
A zauważmy, że jadąc turystycznie do tego dzikiego kraju nie można w walizce przywieść pomidorów ani papryki. Pewnie dlatego, że kto raz spróbuje europejskiej, nie kupi już meksykańskiej...

Jadałem na mieście i z warzywami było różnie. W Panda Ekspres na pytanie o warzywa wskazano mi michę, w której były surowe brokuły posiekane cykorią. W trochę lepszej chińskiej restauracji zamówiłem kurczaka cytrynowego. Owszem, na talerzu wjechała porcja, która starczyłaby na trzy moje obiady, do tego symboliczna miseczka ryżu, ale warzyw zamówić się nie dało.

Boni avatar Boni
Sun, 2 Jun 2024 11:35:23
@USA

Ogólnie, nie chce mi się o USA gadać w kontekście wycieczek czy emigracji. Powiedzmy, nie trzeba mnie przekonywać, że mają tam mnóstwo ciekawych rzeczy, czy że da się tam pracować czy mieszkać, dowiedziałem się tego jakieś 40 lat temu; ale jednak pozostają "zaklejone papierem" na mojej mapie.

@krainy - konglomeraty

Przy USA, Indiach czy Chinach to jasne jak słońce, ale przecież nawet kraje homogeniczne jak Polska czy Irlandia se zawsze jakiś Śląsk czy Donegal wymyślą. IMHO najciekawsze są te w pół drogi, i zaskakujące nie-takie-drobne różnice, jak np. w UK (Anglia-Szkocja-Walia-NI) albo Kreta=/=Grecja (np. parafrazując z "Greka Zorby", zaprawdę "Kreteńczycy są leniwi inaczej niż Grecy", czy np. zdziwko, że prawosławna archidiecezja Heraklion=Krety nie podlega autokefalicznemu patriarsze "Aten i całej Grecji", tylko bezpośrednio ekumenicznemu "primus inter pares" patriarsze Konstantynopola).

@żarcie

Dla ustalenia uwagi, dostępność czy jakość produktów czy jedzenia, w kontekście turystyki i/lub emigracji wisi nam jak kilo kitu u sufitu. Ludzie uwielbiają to dyskutować, czy "mieć z tym problem", ale IMHO po pierwsze w zglobalizowanym świecie w 90% nie ma problemu, a po drugie, jeśli jest, to w 90% w główce tego, kto ma problem.

Ale, z drugiej strony, nie da się nie zauważyć absurdalnie wysokiej jakości owoców i warzyw na słonecznej i rolniczej Krecie. Jakość różności w sklepiku u nas na wsi, czy w małych warzywniakach, ma się do tutejszego supermarketu czy najwyższej polskiej jakości, jak tutejszy supermarket czy polskie "super-duper od chłopa", do supermarketu na Wyspach Brytyjskich, pod szyldem "owoce i warzywa" sprzedającego wyroby z namoczonej tektury.

A zupełnie odrębną kategorią są owoce z naszego ogródka (to z poprzedniej notki) itp. - niepozorne, "zasuszone", malutkie ilości itd. ale przez to są "esencjonalne" ze dwa razy bardziej, niż to, co TUTAJ się trafia w sklepie. Nie jestem fanem owoców czy cytrusów, ale nawet mnie szczęka opadła od mandarynek, czy moreli, koło domu.


Wpisz dane i komentarz:

Autor:

Hasło:

albo CAPTCHA dla niezarejestrowanych:

Polska nazwa stolicy Hiszpanii:

Treść:

Formatowanie: [b] pogrubienie [/b], [i] kursywa [/i], [u]podkreślenie[/u], link: URL lub [a="URL"]tekst[/a], nie używać nawiasów {} i tagów HTML. Max długość ok. 9000 znaków.




 

Engine: Anvil 1.08   BS