"Szefowo, coś mi zasłania widok z kokpitu! A, to tylko wahadłowiec na doku..."Żeby było jasne:
film "Marsjanin" R.Scotta uwielbiam, jest najlepszym znanym mi bliskozasięgowym SF w tym rodzaju; jakieś "Gravity" czy nawet "Interstellary" mogą "Marsjaninowi" co najwyżej panele słoneczne czyścić.
Ale żeby nie było zbyt słodko - książka, a film bardziej, mają wiele baboli mniejszych i większych, które mnie umiarkowanie denerwują, więc z nudów je sobie i wam wypiszę. SPOILERY BĘDĄ!
Uwaga techniczna - nie wypisuję jakichś głupot o amerykańskich flagach źle wiszących czy datach, które się nie zgadzają itp., tj. pamiętam, że coś było na rzeczy, ale nie jest to moje porno i nie przeszkadza mi wcale kiedy film oglądam. Wypisuję raczej to, co "zawsze widzę", kiedy oglądam "Marsjanina"
"Mieliście wycelować HAB w PŁASKIE!! - Eee, bo spadochrony się przycięły i w ogóle..."0A. HAB (barak-baza) i MAV (pojazd powrotny na orbitę Marsa) są dostarczane na Marsa kilka lat przed właściwą misją załogową, używającą danego HABa i MAVa. OK, powiedzmy (z dokładnością, że HAB jest nieprawdopodobnie wypasiony, jak na bezzałogowo dostarczoną/poskładaną bazę). Ale jest jedna ważka kwestia - czym, tak w zasadzie, lądują te zespoły 6 astronautów?? Teoretycznie, mogli wylądować byle puszką z super-spadochronami, balonikami jako amortyzacją, itp. tylko, że to bez sensu (oraz - ich lądownik byłby gdzieś wzg. blisko HABa i miałby jakieś radio, którego Mark mógłby spróbować użyć, po uszkodzeniu anten HABa...).
IMHO najrozsądniejsze rozwiązanie, przy pokazanych pojazdach i logistyce, to kiedy MAV jest owszem, dostarczany przed misją załogową (żeby nie obciążać Hermesa, powiedzmy), ale czeka na kosmonautów na orbicie Marsa. Załoga przesiada się do MAV (a raczej MEV, w duchu księżycowych LEM), ląduje nim, bo przecież ciężki MAV i tak musi wylądować; robią swoje, wracają na orbitę do Hermesa jak w filmie. I co ciekawe, książka/film nadal byłyby spoko "możliwe", tylko bez "emocji" wyprawy łazikiem przez tysiące km, bo wtedy - NASA zrzuciłaby MEVa Ares 4 z "poczekalni" orbitalnej, gdzieś bliżej Marka i HABa.
"Udało się wam NIE przestrzelić lądowiska Roverem 2? Jak to się stało?"0B. Pomysł, że nikt nie zostaje na orbicie w Hermesie, kiedy 6 bawi się na Marsie, jest głupi jak coś głupiego. Szczególniej, jeśli pokazuje się Hermesa klasycznie holyłudzko (podobnie HAB czy MAV, o wiele "za duże" i "puste"), czyli na oko starczyłby i dla 30 ludzi.
1A. Na Marsie bywają uczciwie huraganowe PRĘDKOŚCI wiatrów, ale przy niziutkim ciśnieniu marsjańskim nie mają "kopa", nie przewróciłyby MAVa z papieru, o rzucaniu
łazikami antenami, ludźmi itp. nie mówiąc. Tudzież podnoszą z powierzchni drobny pył, a nie jakiś żwir i gruz, jak w filmie. Oraz nie robią z dnia nocy mrocznej. Ale jak zeznał kiedyś Andy Weir (autor książki), nie był w stanie wymyślić innej sekwencji zdarzeń, prowadzącej do pozostawienia kogoś "martwego" na Marsie, przy nieświadomej załodze.
1B. MAV przewracający się przy 12st przechyłu to byłaby spie...lina wszechświatowa inżynierii, więc raczej przypisuję ją głupim pomysłom autorów...
1C. Dialog o szukaniu zaginionego w huraganie Marka radarem dokowania, ma całkiem niezły sens, jak na film SF, poza niezborną wstawką o "podczerwieni". WTF? może tam miało być inne słowo, no ale jak wół jest, że "podczerwienią nie da rady", zero sensu.
2A. Skąd Mark wiedział, po wyjęciu "szpili" z brzucha
(już pomijając, ile razy ją wyjmuje - bo i przed zdjęciem kombinezonu, i po...), że został mu odłamek? Znacznie większe rzeczy ludzie i lekarze przeoczali przy takich operacjach "polowych", jeśli nie mieli rentgena pod ręką.
2B. Ogólnie o kombinezonach - o ile wyświetlacze HAB itp. pokazują atmosferę o składzie jak w domu, mniej więcej, to przy kombinezonach poplątali ciśnienie używane przez NASA dla czystego tlenu, z normalną zawartością tlenu 21% jak na Ziemi, a to raczej męczące a nawet trudno przeżyć...
3A. Brak zwielokrotnionej zylion razy łączności HABa to pomysł z czapy. No ale "filmu by nie było", a przynajmniej 80% filmu/książki.
3B. HAB cierpi na to, co zwykle cierpią pojazdy kosmiczne we filmach (podobnie zresztą Hermes) - jest absurdalnie nieekonomicznie olbrzymi. Ale scenografowie nadal coś w tym próbują sensownie sklecić. Co miejscami daje idiotyczne kontrasty - w HABie można tańcować w 30 osób, ale łóżka mają 3 piętrowe i "stłoczone" jak na ISS czy w pociągu III klasy.
4A. Na chemii znam się słabo, ale mam wrażenie, że o ile hydrazynę da się spalić w tlenie do wody i azotu, to wymaga to zdaje się znacznie bardziej kontrolowanego spalania, niż pokazane w filmie głupoty ("katalizator" mnie rozwala zawsze). Tudzież samo manipulowanie hydrazyną w stylu jak we filmie, woła o pomstę do niebios i śmiertelne zatrucie. A z "wybuchu" i filmowego wyjaśnienia, co Mark pomylił, nic nie rozumiem bez pół litra wódki (książkowe ma nieco więcej sensu).
4B. O ile pamiętam, piasek/grunt na Marsie jest o wiele bardziej alkaliczny niż ustawa przewiduje i żeby uprawiać na nim ziemniaczki, musiałby być porządnie przepłukany przed użyciem, czyli zużycie wody byłoby wielokrotnie większe niż szacowane - nadal jest to do pomyślenia, jeśli w lądowniku MDV zostałoby dość hydrazyny, albo Mark znalazłby inne metody pozyskiwania wody.
"Niby że to ma być HAB z filmu?! - Eee, może nasz HAB ciasny, ale własny!"4C. Przy takim stropie HABa i nasłonecznieniu jak na Marsie, ktoś tu wyraźnie zapomniał doświetlić uprawę ziemniolków. Ale i tak wyrosły, hura.
4D. Mam wrażenie, że pyry Marka są o wiele za płytko posadzone, żeby były zdrowe (w sensie - własnym) i zdrowe (w sensie - do jedzenia).
4E. Chyba nać pozostałą po zebranych dojrzałych ziemniaczkach warto kompostować na nawóz itp. dla następnego nasadzenia, zamiast wywalać gdzieś? A może Mark tak robi, i "nie wszystko pokazano", oraz nie znam się na tym.
5A. Mindy sprawdza obraz zoomowany na HABie zaraz po dostaniu polecenia od dyrektora, żeby sprawdzić, co zostało po Ares 3 - nawet miłosiernie zakładając, że nie bawi się satelitą holywoodzko w czasie rzeczywistym, przekraczając prędkość światła, tylko wyciąga zdjęcia z bazy danych itp. to w innym miejscu dyskutują, że nie robią zdjęć, bo PR i muszą publikować w 24h; w jeszcze innym, że trajektorie satelitów nie dają im ciągle obrazu okolic Marka, itd itp. Konsekwencji trochę, ludzie...
6A. Wszyscy w załodze znają hasła do wszystkich laptopów (skoro Mark grzebie w laptopie dowódcy, później w informatyczki)? Takie rzeczy nie dzieją się nawet w byle biurze, no, chyba, że wszyscy przyklejają hasła pod laptopami... BTW na 6 ludzi jedyna muzyka jaką zabrali ze sobą, to disco pani Lewis? Plażo, proszę...
7A. Najlepszą mapą Marsa jaką mają Vincent i Mindy pod ręką, jest ta z obrazka w kantynie. Niby misje na Marsa, ale nieźle przycięli tej NASA budżet w 2035.
7B. Zasypanie Pathfindera nieprawdopodobne, trafienie na zasypanego przez Marka nieprawdopodobne do kwadratu - szczególniej, że Pathfinder nie lądował "na końcu" na spadochronie, tylko na rakietach + "pontonach". BTW odbił się od gleby 10 czy 15 razy.
7C. Nie po to się robi i nie tak używa modeli sond/pojazdów kosmicznych (jeśli się je w ogóle robi i trzyma w szopie przez lata), jak pokazano przy nawiązywaniu łączności przez Pathfindera. O "efektach" przy przesyłaniu zdjęć lepiej zamilczę.
7D. Używanie systemu heksadecymalnego jako alfabetu "do wskazywania" przez kamery Pathfindera nie ma większego sensu; niewiele się klei w tej całej akcji "alfabet vs. kamera obrotowa".
7E. Nijak nie da się radiowo gadać "na wprost" z powierzchni Marsa z Ziemią w czasie marsjańskiej nocy; Ziemia na pewno jest pod horyzontem.
7F. Zawsze kiedy widzę w filmach te "teleksowe" przesyłanie komunikatów (znaczek po znaczku, w tempie pisania), jak wszędzie w "Marsjaninie", zastanawiam się, kiedy ta spierdolina w końcu zniknie z filmów - kiedyś wydawało mi się, że po 20 latach SMSów i emaili powinna już zaniknąć, ale nieee... Oraz nie, transmisja modemem z niską prędkością też tak nie wygląda.
7G. Podobnie jw. - zdawałoby się, że nie przesyła się już filmów analogowo i każdy może se obejrzeć streaming z ISS w całkiem miłej jakości, więc zniekształcenia analogowe itp. jak w transmisji Mitcha do załogi, nic nikomu już nie wnoszą; ale jednak to nadal jedyna słuszna holyłudzka wersja transmisji w kosmosie, "nadają z wielkiej odległości, więc musi śnieżyć, migotać i czarno-bielić, jakby nadawali z 1970".
"Melduję posłusznie, HAB i oba Rovery na miejscu! - Mhm, to poślijcie tam jakichś astronautów czy coś w podobie."8A. Pęknięcie śluzy HABa i "katastrofa ziemniaczana", IIRC jak w książce, są powiedzmy możliwe - ale filmowy wybuch i wyrzucenie śluzy na 20m to już czysty holyłud; dekompresje 1bar w filmach zawsze muszą być podkręcone 100x jeśli nie bardziej... O drobnych szczegółach jak "wciskanie się" atmosfery Marsa do pęknięcia, zamiast wydmuchu ze śluzy na zewnątrz, czy jak działająca elektronika drzwi/śluzy po jej wyrwaniu (nie tylko jakieś oświetlenie awaryjne itp.), która obraża każdego elektryka czy automatyka, lepiej nie mówiąc.
8B. Załatanie dziury HABa, po wyrwanej śluzie, folią i taśmą jest nieco zbyt "optymistyczne", ciśnienie 1bar na tak dużej powierzchni wysadziłoby folię jak zbyt mocno nadmuchany balon. Nawet zakładając hiper-nano-folię (z której przecież "we filmie" cały HAB jest zrobiony), jej zaciskanie i mocowanie na dziurze jest liche; OK, w wersji rozszerzonej filmu jest znacznie sensowniejsze (Mark szuka mikroprzecieków i zakleja je jakimś hiper-glue z tuby; może wszystko jest na ten ultra-nano-klej).
9A. Idea zawrócenia Hermesa na slingszocie wkoło Ziemi jest bardzo oczywista i w zasadzie pierwszym rozsądnym pomysłem ("Co może po niego polecieć? tylko Hermes. Jak? najszybciej, tak:..."), jako rzeczą specjaliści i ja też; w książce/filmie ukręcono wkoło tego o wiele za dużo teh dhramy. Już nie wspominając o dumaniu przez Rich'a tygodniami nad tym pomysłem, czy potrzebie użycia aż superkomputera; no i może nie skomentuję, jak się pokazuje używanie superkomputerów we filmie... nadal...
10A. Ładowanie sond kosmicznych wózkiem widłowym, jedna z najgłupszych rzeczy w filmie SF jaką me oczęta widziały; taka w duchu scenariusza/reżyserii "Prometeusza", oh wait...
10B. Przy nieudanym starcie IRIS z zaopatrzeniem dla Marka użyli filmu z prawdziwą rozpadającą się Delta, która znacznie się różni od tego, co wcześniej pokazują przy składaniu i starcie IRIS.
10C. Komunikat Marka do Lewis, żeby przekazała jego rodzicom to i owo jeśli sprawy pójdą źle, ma duży sens dramatyczny, i jakiś tam sens IRL może (jako prośba, żeby wsparła rodziców osobistą wizytą itd.) ale ogólniej, brak pokazania w filmie rodziców Marka, tudzież niemożliwość jakiejkolwiek z nimi komunikacji, przez LATA na marsie, choćby SMSami raz na tydzień, to jednak babol wielostronny, moim zdaniem (kiedy o emailach z byle uczelni itp. wspomina się w filmie).
11A. W normalnej wersji filmu, może nie w trakcie, ale chwilę po, człowiek zaczyna się zastanawiać, co tak właściwie Mark robił na Marsie, żeby nie zdechnąć z nudów, poza czytaniem/oglądaniem rzeczy z paru laptopów i łażeniem na piesze wycieczki. W wersji rozszerzonej jest ładnie pokazane, że Mark, czekając tak czy owak, na lądownik z jedzeniem lub na Hermesa, bierze się za kontynuowanie eksperymentów porzuconych przez załogę przy ewakuacji, mając czasu do oporu i dość wiedzy, żeby się nauczyć tego, czego nie wie o cudzych "działkach". Kudos.
12A. Przy dziwnych rozkminach (w sensie "pokazywania IT") nad steganograficznym przekazem jaki dostał Vogel, z pomysłami na zmiany w misji, widać nieźle konstrukcję Hermesa - widać też, że pierścień symulujący ciążenie obraca się o wiele za wolno; skądinąd nawet jakby się kręcił odpowiednio (na oko 1 obrót na 10s) i tak chyba byłby mało komfortowy, jako "za mały" (spora różnica "ciążenia" głowa-stopy, rzędu 10% licząc na palcach).
"Drogie Kerbalki, niech was ten wspaniały ogień jądrowych silników nie zmyli - na obrazku pojazd zapi... W PRAWO oraz HAMUJE."12B. Narzekanie na pokazywanie manewrów pojazdów kosmicznych a la okręty, tj. z wyróżnioną górą-dołem zgodnymi z widzem; zawsze z dziobem w kierunku lotu; zawsze z "zapalonymi" silnikami, kiedy lecą, a jak "zgaszą", to zwalniają; bez obracania się głównymi silnikami do hamowania, itd. itp. - chyba jest zupełnie daremne, nic się nie zmienia we filmach od dekad. I nie mówię, że wszystko na wysokobudżetowym ekranie musi być wprost z KSP czy symulacją, ale czy nie mogłoby być w końcu jakichś drobnych efektownych i ożywczych elementów astronawigacji w filmach, takich, że nawet redneck i sebix zrozumie? Np. choćby tylko efektownego obracania się Hermesa do hamowania i odpalenia silnika "w przód", przed Ziemią/Marsem? Bo w szczegółach, nie ma co gadać o realizmie, np. jak absurdalnie wygląda slingszot Hermesa tak nisko nad Ziemią i podejmowanie zapasów w tak "niskim" punkcie.
12C. Te wystające "w bok" doki Hermesa, jak litera L, to nie bardzo rozumiem, skąd się ulęgły filmowcom. BTW większość Hermesa to posklejane i wymieszane elementy z ISS i podobne, inna część zmyślona lepiej lub gorzej, ale niektóre kawałki - wyraźnie zassane z brudnego kciuka. A co robi astronauta w śluzie (BTW olbrzymiej, bo wzorowanej na dużym module ISS), do której dokuje ciężki pojazd zaopatrzeniowy, poza machaniem do kobiety oraz ryzykowaniem życia niepotrzebnie, nikt nie wie.
12D. Skądś zapamiętałem błąd raczej odległy od moich zainteresowań - płyta ABBA którą pokazuje partner Lewis, nie jest z pierwszego tłoczenia...
13A. Wycinanki i przebudowy łazika do długiej podróży w filmie są tylko absurdalne, w książce IIRC nieco lepiej to wyjaśnione.
14A. To, że Mark już przed podróżą do Ares 4 jest wychudzony, to jasne, ale czemu ma chorą skórę ew. szkorbut? Jeśli to aż szkorbut, to
nie przeżyłby miesięcy podróży łazikiem wyglądałby znacznie gorzej po roku - bezzębnie, neurologicznie i fizycznie niewydolny itd. (oraz, czy miałby szkorbut, pomimo ziemniaków?); więc raczej "w filmie" trzeba przyjąć, że jest tylko zasyfiony i nadgniły - co potwierdza się przy jego podjęciu przez Hermesa: śmieją się, że śmierdzi, odpowiada, że nie mył się półtora roku. Aż tyle? Przecież wodę w HABie miał, w filmie w przeddzień wyjazdu wychodzi spod prysznica... w wersji rozszerzonej wspomina o zmajstrowaniu wanny ogrzewanej tym "wykopaliskowym" RTG, itd. W wersji rozszerzonej pokazano też, że ma w podróży "namiot" (bez sensu, lepiej jak w książce, tylko łazik) i tylko mokre chusteczki, no OK, ale to tylko ok. 100 sol/dni (jazda plus majsterkowanie i czekanie przy MAV) - więc czemu jest zasyfiony już na starcie wyprawy, przed sol 461? Itp. Konsekwencji, ludzie...
14B. "Drzemka na Marsie w cieniu łazika - przymarzniesz do gleby". Skoro nawet w łaziku było raczej zimno bez RTG...
15A. Filmowa "konstrukcja" pojazdu powrotnego MAV jest bardzo bzdurna, widać to przy dyskusji o jego odchudzaniu, przy starcie z Marsa itp. Najwyraźniej ma osłonę termiczną "na spodzie" (po cholerę?). Czy zamiast osłony aero na dziobie (ta ciężka przeciwpancerna kopuła, którą Mark demontuje), nie powinien mieć doku do Hermesa? tylko się coś komuś pozajączkowało...
15B. Komunikaty i formuły radiowe, których używa załoga w dramatycznej końcówce, są w wielu miejscach błędne (tylko Lewis i tylko na pokładzie powinna używać "Hermes actual"; albo np. Martinez najpierw referuje odcięcie paliwa drugiego stopnia, co skądinąd ma sens, nawet jeśli MAV nie doleciał na właściwą trajektorię; po czym stwierdza, że całe paliwo "zużyło się", no co za zbieg okoliczności; itp.)
15C. Latające wkoło Marka śruby itp. śmiecie przy starcie MAV są jakimś tragicznym nieporozumieniem z dupy scenarzystów wyjętym. Już nie mówiąc, że zaczynają latać, kiedy 2 stopień MAV jeszcze pracuje, tj. powinny być "na glebie" wszystkie...
"Wracajmy do domu. Nikt nie został tym razem?"16A. Niedokładność startu MAV, problem przechwycenia, szybka korekta trajektorii "na zero" a potem zastanowimy się nad prędkością - wszystko to ma niezgorszy sens. Tylko zwalnianie za pomocą wywalenia dziury w śluzie, dające zupełnie przypadkowy odrzut, nie ma sensu. O ile masę wyrzuconego powietrza, ciśnienie itd. da się oszacować może, to nijak nie da się oszacować "dyszy" w formie "przypadkowa dziura w drzwiach śluzy". Przecież mogli z 42m/s względnej zwolnić do 30, mogli do 12, a mogli do -42m/s, bo czemu nie. Samo użycie powietrza, czy innego sprężonego gazu, który znalazłby się pod ręką, "w przód", ma niezły sens, tylko powinno to być wymyślone w jakiś kontrolowany sposób, no i potrzeba go dużo i pod jak największym ciśnieniem, tj. z dużą prędkością wydmuchu. Bo 42m/s to znaczna korekta dla tak dużego pojazdu jak Hermes, nie chce mi się liczyć, ile trzeba towaru i pod jakim ciśnieniem, ale mam silne wrażenie, że wywalenie nawet tysięcy m3 powietrza 1bar jak w filmie,
nie zahamowałoby Hermesa znacząco - nieco mylne wrażenie, bo:
[edit 15/07/2021] Zwracam honor twórcom filmu w temacie hamowania Hermesa - jakoś tak się stało, że jednak zacząłem sprawdzać szczegóły i liczyć na palcach i wyszło mi zdumiewająco: przy bardzo optymistycznych założeniach o parametrach Hermesa (masie, objętości, prędkości oblotu Marsa itd.) przyhamowanie go o 42m/s przez wydmuchanie z niego powietrza "w przód" wydaje się na papierze spoko rozwiązaniem. Tzn. oczywiście nadal lepiej byłoby wywalić wolniej i w kontrolowany sposób 20t azotu z jakichś zbiorników (muszą takie coś mieć, skoro mogą Hermesa napowietrzyć z powrotem), zamiast przypadkowej bomby, dziury i wydmuchu, ale "punkt będący", że tak czy owak, parametry takiego odrzutu gazu i hamowania Hermesa wychodzą prawie idealnie, a nie - czego się spodziewałem, czyli nierealnie, np. że potrzebowaliby 10x więcej gazu, że wydmuch musiałby osiągnąć 5 prędkości dźwięku, itd. itp. Nawet opóźnienie jakby się zgadza, rzędu -2g średnio, plus coś tam górą w szczycie na początku hamowania rzędu 10s, czyli, że powinno ich nieźle szarpnąć tak jak w filmie, ale nie, że aż pourywać głowy, ani nie, że w ogóle nie powinni go zauważyć. Jak na film SF wszystko gra i bucy bardzo pięknie, chyba ktoś im to dokładnie skonsultował/policzył, bo aż dziw bierze. BTW od zawsze miałem wrażenie, że w tym miejscu ktoś "kumaty" pomagał filmowcom, wskazówka: wizualnie scena wydmuchu, z momentalnym "zamgleniem" wnętrza pojazdu przy spadku ciśnienia, względnie krótka itd. też wydaje się bardzo OK (przecież w przeciętnym filmie SF zawsze jest tylko "wichura", która dmucha, i dmucha, i dmucha...). No ale nie myślałem, że nawet fizyka liczona na palcach aż tak mi się zgodzi (o ile czegoś nie pomyliłem, oczywiście). Sława i chwała.
16B. Podobnie, dziura w rękawicy Marka nie rzucałaby nim jak epileptykiem, ani nie latałby "jak Ironman"; przecież ciśnienie w kombinezonie zapewne jest poniżej atmosferycznego (typowo dla tlenu 100% około 0.3bar) - to jest jak odpychanie się w nieważkości za pomocą dmuchania przez słomkę... Oraz "nawigacja" Marka w kierunku Hermesa jest klasy "jak reżyser i publika wyobraża sobie latanie w kosmosie", a nie jak doświadczony a nawet cwany astronauta powinien to oceniać czy robić - żal.jpg gdyż mogło to być jeszcze fajniej zrobione i pokazane, niż we filmie.
16C. Mam wrażenie, że samo zalanie "ciepłego" cukru ciekłym tlenem daje bombę, która może wyp... od ręki i od byle czego, już nie mówiąc o jej noszeniu po statku. Oraz skoro mogli robić bomby, może lepiej byłoby szybko robić jakieś silniczki rakietowe do przyhamowania Hermesa.
16C. Scena z łapaniem się Lewis i Marka w kosmosie "na tasiemkach" jest krytykowana wszechstronnie, ale nawet jeśli są tam pewne wątpliwości czy babole (że nie bardzo widać, żeby przyspieszali rotację zmniejszając promień; że taśma tak się nie powinna układać itd itp.), mnie nie przeszkadzają zbytnio.
16D. Hermes ma jakąś fenomenalną SF maszynerię do napowietrzania - parę minut po wywaleniu całej atmosfery ze sporego wnętrza, załoga przychodzi, przez już napowietrzony statek, do śluzy, przywitać Marka.
17A. Product placement wszędzie - najki, monitory, zegarki, itd. itp. NASA - National Advertisement in Space Administration? Trochę słabo.
Starczy może. I chyba obejrzę se "Marsjanina" jeszcze raz zaraz.
(Obrazki w tekście z wyzwania, które sobie kiedyś w KSP wymyśliłem, tj. odtworzyć z Kerbalkami "Marsjanina" w miarę wiernie. Wszystko jest nieco przeskalowane "w dół" bo inaczej pojazdy się łamią itp. niestety. Oraz gdzieniegdzie przyszło coś dodać czy zmienić, np. nogi MAV albo ilość astronautów, bo 5 zamiast 6 ma w KSP znacznie lepszy sens; Hermes ma ładownię z małym lądownikiem, którym spadają na Marsa, itp.)