NIGHT   RSS blog   RSS komentarze
Licencja Wpisy Losowo Autor Rejestracja




Autor: Boni
Kiedy: 2026-04-11, sobota
Tagi:  fun, hejt, Éire, triptrop     
___________________________________

Na wznoszącej się fali nieustających sukcesów już w styczniu planowaliśmy na wiosnę tradycyjny polski żurek.

Ponieważ, jak wtedy zaznaczałem, na Krecie nie sposób dostać mąkę żytnią (sprawdzaliśmy aż po młyny i ich hurtownie...), a lokalne sklepy etniczno-magiczne akurat żurku nie prowadzą, przyszło ruszyć na Wyprawę po Przyprawę, a dokładniej po produkt firmy Knorr.

Ponieważ lubimy łączyć synergicznie różne sprawy i zlewy, przy okazji wyprawy po żurek postanowiliśmy załatwić parę spraw w Irlandii. Tej na Wyspach Brytyjskich.

WalizkiPo powrocie zorientowałem się, że nasze walizki są jakimś obrazem naszej pary... szczególniej po naklejeniu śmiechusów w celach rozpoznawczych (nie chcecie szukać niedużej czarnej walizki bez znaków szczególnych, podobnej do setki innych, na taśmie lotniskowej; albo pilnować, żeby ktoś przez pomyłkę nie zabrał jej z bagażnika autobusu)Wstępnie, kiedy szukaliśmy połączeń lotniczych raczej tanich, raczej zygzakiem i raczej klejonych duckt-tape, okazało się niespodziewanie, że zamiast easyjetami czy podobnymi (ale nie rajanarem, nadal: jeszcze z nich nie korzystaliśmy, "and we proud of this"), z przesiadkami, istnieje bezpośredni lot Heraklion - Dublin, narodowego przewoźnika irlandzkiego Aer Lingus, i nawet w rozsądnej cenie, iontach!

Co prawda, okazało się też, że narodowy przewoźnik wyraźnie próbuje dorównać największej konkurencji, czyli [wyraz] rajanarowi, tylko że "równając w dół", np. nie dając w cenie "normalnego" bagażu, czy nie dając nawet przekąski w 4.5h locie, albo lądując w macierzystym hubie w środku nocy. Wszystko oczywiście dostępne za niewielką dopłatą (no może zmiana godzin przylotu nie) i litościwie nie chcieli monetki, żeby dyżurny bard przestał śpiewać! Ale ponieważ i tak spodziewaliśmy się niewiele, a jako posiłku najwyżej tradycyjnej miseczki irlandzkiego żwiru posypanego kokainą, i było nam ogólnie lotto, więc polecieliśmy z Aer Lingus.


Dla ustalenia uwagi, parę godzin przesiedzieliśmy na lotnisku do rana, bo zachciało nam się zaoszczędzić jakieś 160 euro za parę godzin w hotelu lotniskowym. Oraz, z różnych powodów logistycznych, tym razem nie braliśmy samochodu z wynajmu i nie bukowaliśmy noclegów z wyprzedzeniem. Ale nie uprzedzajmy wypadków.

We wtorek z rańca Irlandia przywitała nas wkurzającą pogodą, gdyż zupełnie podobną jak "wylotowa" na Krecie, oraz nawet bardziej wkurzającymi pączkami i zielenią roślinek, w zaciszach Dublina bardziej rozwiniętych, niż u nas wkoło domu. Wcale nie kudos, Kreto, popraw się.

W ciągu pół dnia okazało się, że jest to jeden z naszych pomniejszych problemów.

Gdyż po załatwieniu paru spraw (i to korzystając z transportu publicznego!) nasz nieustępliwy marsz od sukcesu do sukcesu został gwałtownie przerwany przez mały "klik" za moimi plecami i zanim na dobre zastanowiłem się, co też w tym plecaku kliknęło, z plecaczka wyleciał na irlandzki bruk mój ciężki zabytkowy laptop. "Zabrzmiało kosztownie" oraz nie ufajcie fajnym plecaczkom, ale z gównianymi suwakami ("klik" kiedy puścił zipper i cała klapa się otwarła, laptop przeważył w bok i poleciał, dobrze, że nie pociągnął tabletu żony).

Dell się wygłOkazało się nie pierwszy raz (to mój drugi laptop z tej rodziny), że starcze, tfu, starsze Dell Precision są ciężkie, gdyż solidne i opancerzone; w zderzeniu to raczej bruk irlandzki się wyszczerbił, a dell tylko nieco wygł na rogu i minimalnie zarysował. Tak naprawdę, cud, może nie tyle w sensie dysku czy systemu (bo SSD), czy że magnezowa rama wytrzymała i obroniła płytę główną, ale że przetrwał ekran i dotykówka, czy elektronika w okolicach gniazda ładowania. Bo nic się nie stało, wszystko działa jak przed upadkiem, z tegoż della piszę do was te słowa.

Pozbieraliśmy graty i poszliśmy dalej. W ciągu paru godzin okazało się, że laptopy-UFO to nadal jest co najwyżej średni problem.

Dublin lepperiadaNajbardziej reprezentacyjna blokada w Dublinie, O'Connell St. Lower, widok z O'Connell Bridge.Gdyż właśnie zaczął się festyn rolniczy, a nawet buraczany, w Dublinie i całej Irlandii, czyli protesty i blokady rolników, bodaj w zbożnym celu obniżenia cen paliwa, a może "niech rząd coś z tym zrobi!"; po prawdzie, a kogo obchodzi, o co im chodzi, poza poprawieniem sobie samopoczucia.

(BTW na Krecie ceny paliwa skoczyły o 50% w jeden dzień z wiadomych powodów, i na tym na razie stanęło; na pewno to co było na stacjach przeteleportowało się z Zatoki Ormuz dokładne wtedy, w nowej cenie, na pewno!)

Nawet zauważyliśmy z rańca jakieś uszykowane na poboczach ciągniki, i poczuliśmy lekkie dejavu z 1992 i blokad "Samoobrony", ale stwierdziliśmy, że to chyba tylko starym ludziom coś się wydaje, przecież to inny czas, kraj, i lepperiady nie będzie. Okazało się, że powtórki z gnojowej rozrywki są jak najbardziej możliwe, a protesty w wielu miejscach Szmaragdowej Wyspy trwają już 5 dzień (piszę w sobotę) i w ramach tego całego zmuszania rządu do obniżania cen paliwa, zaczyna się kończyć paliwo na stacjach w Irlandii. Bo ciężarówki, cysterny itp. nie objeżdżają blokad. Co gorsza autobusy lotniskowe itp. też.

No ale jakoś przejechaliśmy przez korki, przydał się polski kierowca autobusu, który nie przerywając pogawędki z nami, jakimś chorym zygzakiem przejechał przyblokowany Dublin (myślałem, że nieźle orientuję się po 4 latach jeżdżenia po stolicy, aha, akurat; ale pan kierowca od 20 lat w Irlandii...) i dojechał na skraj zupełnie niedostępnego centrum, z dwu stron. Tam musiał nieco wypychać zdezorientowanych pasażerów, ale nam było bardzo miło, gdyż w zasadzie podwiózł nas pod planowany hotel. Byliśmy wdzięczni i ogólna reguła: w takich warunkach przyrody rozmowy społ-polit nie kończą się pyskusją albo rękoczynami, gdyż pomimo zupełnie odmiennego zdania co do bardzo wielu kwestii, człowiek gryzie się w jęzor, gdyż chce jakoś do tego hotelu dojechać, co nie.

W którym nawet znalazł się wolny pokój, całkiem spoko i w całkiem dobrej cenie, jak na Dublin; z czystym sumieniem polecamy Travelodge Plus na Moss St. Wieczór spędziliśmy odpoczywając po [wyraz] koczowaniu na lotnisku, i różnych spacerkach w sprawach i zlewach.

W środę planowaliśmy najważniejszą część Wyprawy, czyli wypad po żurek i małe zakupy irlandzkie (co się wywozi z IE do GR? niektóre rodzaje ciuchów, kosmetyków; a czego na pewno nie? leki). Inne możliwości spędzania pół dnia wolnego czasu skreśliliśmy (Trinity College Library w konserwacji, straszą puste półki; do fancy restauracji nie chciało nam się dreptać; bez samochodu i wobec blokad dalsze wypady odpadły; spotkanie autorskie z czytelnikami zapomniałem zorganizować). W pół dnia, czasem przeciskając się między ciągnikami rolniczymi i oglądając ładne murale irlandzkie, obeszliśmy znajome nabrzeża i zakamarki centrum Dublina, polskie sklepy, no bo żurek, itd.

Żurek zdobyty!To oczywiście nie są 3 torebki, ale bodaj 16W kestii żurku, plan wykonany oraz jak widać doleciał w bagażu nadawanym (a dodatkowo barszczyk, bo w Heraklion są tylko Winiary, z którymi nam nie po drodze z powodów politycznych (Nestle) i g... jakości).

Środa stopniowo zmieniła się w czwartek, a tematem czwartku był powrót na Kretę. A tematem naczelnym było "jak się wyrwać z tego [wyraz] Dublina", bo Aer Lingus zapewniał, że odlatuje normalnie, ale wszelkie autobusy lotniskowe nic nie zapewniają w tych dniach.

Zaplanowaliśmy wielowariantowo "sayonara, irlandzkie biczes", ale fuksem i dlatego, że wyruszyliśmy względnie wcześnie (a raczej, że chłopy rozkładały się na skrzyżowaniach itp. późno) zadziałał plan zero, czyli odjechaliśmy z właściwego przystanku, właściwym autobusem, właściwą trasą, i dojechaliśmy na terminal raz-dwa. Gdzie musieliśmy znowu koczować parę godzin, no ale nie narzekamy, godzinę czy dwie później chłopstwo obudziło się na dobre i przyblokowało Dublin znacznie skuteczniej.

Alpy wszędziePrzelot z powrotem był normalny, w popołudniowej pięknej pogodzie było widać z samolotu sporo ładnych drobiazgów, jakieś Alpy, Apeniny, Peloponezy, Krety.

W ogóle dużym plusem tej Wyprawy po Przyprawę była zaskakująca względnie ładna pogoda w Irlandii przez parę dni; zapowiedziany w cholerę wielki niż jednak skręcił na Islandię. Co za miła niespodzianka. W przeciwieństwie do innych irlandzkich niespodzianek.

Powrót w świąteczne (gdyż Wielkanoc ortodoksyjna) i słoneczne 20 stopni na Krecie to w zasadzie nie jest niespodzianka, ale też bardzo bardzo miłe.





Boni avatar Boni
Sun, 19 Apr 2026 15:37:20
Oczywiście, właśnie wtedy, gdy zrobiliśmy zapas żurku w torebkach na jakieś 2 lata, to ulubiony, wręcz: drogi nam, sklep z etnicznym żarciem w Heraklion rzucił nową dostawę na półki (pewnie na święta), w tym żurek. I to w słoiczkach, firmy "Rolnik".

YogiCK
Mon, 20 Apr 2026 18:15:00
Podobnie na upadki reagują HPki z serii EliteBook. Mieliśmy w firmie sporo sztuk 840 G5, po upadkach też miewały poodkształcane kawałki obudowy zwłaszcza w okolicy kratek wentylacyjnych, wystarczyła chwila zabawy z kombinerkami i dawało się je przywrócić do stanu prawie-że-fabrycznego.

Boni avatar Boni
Mon, 20 Apr 2026 18:39:02
@YogiCK

W sumie to ja nie mam doświadczenia, bo przez 30 lat żaden laptok ani mnie, ani nikomu w mojej okolicy tak nie przy...p (a z HP tym bardziej, bo z HP mi nie podrodze; chyba najbliżej mnie to któraś dorosła córka miała). Jak też nie odginałem tego ze zdjęcia, nie zależy mi na wyglądzie, a wolę nie sprawdzać czy okolice gniazda zasilania popękały itp. i trzymają się tylko nadludzkim wysiłkiem albo rozlecą się jak "poluzuję" teraz metal w koło.

YogiCK
Mon, 20 Apr 2026 21:00:01
@Boni
Przypomnę - praca w helpdesku IT w korpo jakieś 5-6k stanowisk rozsianych na 1/2 Polski, profil userów to 3/4 biurwy 1/4 twarde chłopaki (i dziewczyny) brudzące sobie ręce :)

Z mojego 8,5 rocznego doświadczenia w temacie biznesowych lapków - HP EliteBooki i Delle Precission na równi w kwestii wytrzymałości mechanicznej i szeroko pojętej bezawaryjności, później współczesne ThinkPady (samym laptopom raczej mało co się działo za to padały SSDki Intela i moduły LTE) i na szarym końcu Delle Latitude chociaż tu ostatnio zrobiła się zauważalna poprawa (swego czasu mieliśmy serwisanta w biurze w ramach NBD kilka razy tygodniowo).

Co innego zwykłe laptopy dla zwykłego zjadacza chleba - tu HPki to paździerz który warto omijać, Lenovo niewiele lepsze za to Delle są całkiem do rzeczy.

Boni avatar Boni
Mon, 20 Apr 2026 21:30:15
@YogiCK

W sumie to od wyprowadzki z PL w praktyce jedziemy na Dellach, zarówno w domu jak i w pracy (z drobnym "wypadkiem przy pracy", tj. najnowszy Asus, prywatny/biznesowy, ale to inna historia; zresztą, na samego lapka nie narzekam, tylko o Win11 nie rozmawiam bez wideł i dobrze rozpalonej pochodni). Jedyne rozczarowanie to był służbowy Latitude w Irlandii, wtedy szły te plasticzane, przegrzewające się i wieszające g...na (pewnie ten czas o którym mówisz, że serwis co chwila, a i tak g...). Oba moje Precision, dekadę temu w Szkocji i obecny zabytek post-irlandzki = spoko pancerki; żona zajeżdża bodaj trzeciego Latitude, ale właśnie ze starych zabytków w magnezie i Win7, a nie to, co było parę lat temu w modzie. Przedtem mieliśmy złoża ThinkPadów, ale to jeszcze w PL < 2013r, czyli już zupełna archeologia IT, bez związku.

YogiCK
Mon, 20 Apr 2026 21:47:05
@Boni - Delle
Latitude z literką E przed cyferkami były bardzo spoko, poziom ThinkPadów, gniotsa niełamiotsa. Później koło 2020 poszli niestety w modelach bez literek w full plastik fantastik ze złażącą farbą, skopanym w BIOSie zarządzaniem termiką i innymi ciekawymi problemami (model 5430 - wada konstrukcyjna zawiasów, seryjnie strzelały samoistnie matryce czego producent nie uznawał w ramach gwarancji). Ich następcy z serii Pro już dużo lepiej wyglądają w wykonaniu i bezawaryjności, ale nadal - obudowa pomimo że grubsza i masywniejsza wydaje się delikatniejsza niż w EliteBookach. Aczkolwiek coś konkretniejszego będzie można w temacie powiedzieć za jakiś rok-półtora.

@Boni - Windows 11
Szczerze mówią po dorzuceniu Start11, zamiennika explorer.exe pod nazwą Files i odznaczeniu paru rzeczy w WinaeroTweaker nie widzę za bardzo różnic w użytku w stosunku do 10ki. Aczkolwiek fakt, do bezproblemowości 7ki to mu daleko.
Delikatnie tylko przypomnę że 11ka też występuje w wersji LTSC - może warto przetestować?

Boni avatar Boni
Mon, 20 Apr 2026 22:30:15
@YogiCK

Szczerze mówiąc, to Win11 nie używam na co dzień w tej chwili, a jak używałem w pracy zdalnej, to mi się nie chciało od zaplecza grzebać. O LTSC też myślałem (IIRC przez twoją podpowiedź kiedyś mamy na media-center-TV Win10 LTSC i lodzio-miodzio), ale jw. nie mam ciśnienia na przeinstalowanie lapka a) wzg. nowego i działającego ("nie naprawiać tego, co nie popsute") b) który wala się w przydasiach; gdy jest jakaś praca, to służy głownie do teamsów, łotluka i jako klient do podłączenia się do zyliona VMów u klienta/pracodawcy.

Jestem leniwa buła i przez ostatnią dekadę czy nieco ponad nie wiem czy więcej niż dwa razy Win gdziekolwiek przeinstalowałem, przeważnie kupujemy/dostajemy kompy/lapki razem z jakimś tam Win i się kręcą; jedyne 2 pewne, to media-center i domowy serwer (co to miał być w końcu NAS, a skończyło się "refurbished Dell desk-form" z "greckiego mediamarktu" za grosze + sensowne dyski, wcale nie za grosze; tylko że grecki Win11 był BARDZO nie po drodze ;) ).




 

Engine: Anvil 1.08   BS