A propos
rozmów w komentarzach, inspirowanych udanym uderzeniem Ukrainy na port rosyjski przy pomocy "dronów podwodnych" (bo najwyraźniej "torpeda kierowana" to za mało postmodernistyczne) wyciągnąłem z cyberszuflady po paru latach notkę w pokrewnym temacie militarnym, ale z ogólniejszym morałem: jak obecna faza
kątętu i klik-baitów zamiast twórczości dziennikarskiej, czytanej ze zrozumieniem przez dostatecznie wyedukowanego czytelnika, zaburza percepcję, hm, wszystkiego, ale tu akurat: przełomów czy innowacyjności w zakresie techniczno-militarnym.
Plus będą dygresje, bo kto mi zabroni.
W sensie militarnym, dawnym wyzwalaczem notki były doniesienia z wojny na Ukrainie o "dronach nawodnych" np. typu Magura, których celem były a to okręty czy statki rosyjskie, a to most na Krymie, a to coś tam innego na/przy wodzie. "Tfurcy kątętu" rozwodzili się nad technologią, starlinkami, możliwościami i w ogóle, klękajcie narody. Gdyby byli dziennikarzami starej daty, może rzetelnie wytłumaczyliby publiczności, nie umniejszając sukcesów Ukrainy, że jednak motorówka zdalnie sterowana, wyładowana materiałami wybuchowymi, to a) bieda-rozwiązanie dla tych, którzy nie mają odpowiednich torped i ich nosicieli b) kolejna odsłona dosyć starego pomysłu.
Jak bardzo starego? Wzdychacie "Aha, na pewno gdzieś tam pod koniec drugiej wojny coś nieco podobnego było...". Nie.
Pomysł w wersji na serio, a nie SF a la Verne jest z około 1905r. a zrealizowany i to z sukcesami na polu bitwy, pod koniec I wojny w 1917 roku.
Około wojny 1871 roku Werner von Siemens (tak, ten, z rodziny genialnych inżynierów, fundator niemieckiego koncernu aż po obecny Siemens AG), wtedy czołowy ekspert w elektryfikacji wszystkiego oraz pierwocinach sterowań i automatyki opartej na elektryce, zaczął szkicować idee kierowanych pocisków nawodnych i podwodnych. Bo w miarę stabilizowane i skuteczne torpedy był już od paru lat, tyle, że niekierowane.
Skądinąd, może od razu ustalmy, dlaczego "dron nawodny" jako pocisk jednorazowy ("kamikaze") to bieda wersja torpedy - jedyna zaleta motorówki-pocisku, szczególnie w kontekście kierowania zdalnego, to że w 1917 naprowadzający kierownik ją widział, a wersji XXIw że kamery coś z niej widzą... Torpeda jest 10 razy trudniejsza do wykrycia czy powstrzymania i 10 razy bardziej skuteczna (bo jednak robi kaboom pod linią wodną, a czasem pod dnem okrętu), ale jest technicznie o wiele trudniejsza do zrobienia i dużo droższa (ale były i takie próby, najbardziej efektowna jaką znam:
torpeda Helmover, ale to faktycznie, dopiero II wojna).
Około 1905 ideę zdalnie kierowanych motorówek i torped pociągnął dalej Wilhelm Siemens, syn, który był jednym z następców Wernera w Siemens-Schuckertwerke.
Dygresja - przed samą I wojną w 1914 podobno doszło do incydentu wprost szpiegowskiego. W zawodach łodzi motorowych w Monaco miała wystąpić między innymi hi-tech motorówka francuska, z innowacyjnym silnikiem benzynowym. Została wycofana z zawodów przed samym wyścigiem, ale przy tym - rozwiała się jako ten sen złoty. Okazało się, że zniknęła, bo kupił ją za ciężką gotówkę "jakiś Rosjanin". A potem okazało się, że "nie w Moskwie, nie samochody i nie rozdają": "Rosjanin" nazywał się Schmidt, pracował dla Boscha (zgadnijcie z kim pracował Bosch) a motorówka odnalazła się w Siemens-Schuckertwerke na warsztatach z reverse-engineeringu. Podobno silnik się przydał.
Zaraz po wybuchu I wojny, wobec blokady morskiej Niemiec przez przeważającą Royal Navy, temat kierowanych pocisków nawodnych/podwodnych zrobił się gorący. Odpowiednie ministerstwa szybko zrobiły "konkurs projektów", testy prototypów, i ocenę, skądinąd przez komitet pod przewodnictwem Ferdinanda Grafa von Zeppelin, tak, tego od zeppelinów.
Około połowy 1915 konkluzje po testach były następujące:
- duży porządny system sterowania nie mieści się na małych łodziach/torpedach
- torpeda kierowana to za trudne/przyszłość, skupiamy się na łodziach kierowanych
- skupiamy się na kierowaniu przewodowym, bo radiowe jest w powijakach / zaraz będzie zakłócane
- trzeba przewidzieć punkty sterowania na wysokości (wieże, samoloty, sterowce, itp.); eksperymenty wykazały, że przy dobrej pogodzie z przeciętnej latarni morskiej pod Kiel da się sterować łódką do około 15km.
We wrześniu 1915 poszły zamówienia na pierwsze 12 Feernlenkboot, czyli FL-booty, czyli "łodzie zdalnie sterowane"; cztery do testów, osiem do natychmiastowego użycia na wybrzeżu Flandrii, pod Ostendą i Zeebrugge, gdzie panowały na morzu siły Royal Navy.
Żebyśmy pamiętali o głównym temacie notki - znajdźcie 10 różnic między "dronem nawodnym" Kaiserliche Marine z 1916 a ukraińską "Magurą" z 2025 roku:
Poza antenami i głowicą kamer trochę trudno coś wypatrzeć, nieprawdaż. A czego nie widać na zdjęciach, np. skali i parametrów: ukraińska Magura jest nieco szybsza, ale też dużo mniejsza - waży około tony, kiedy FL-boot około 6 ton. Co np. rzutuje na głowicę, FL-boot miały około 700kg ładunku bojowego, dwa razy tyle co Magura czy porządna torpeda. Oczywiście, nie próbuję wykazać, że FL-boot była LEPSZA, bo zasięg, sterowanie itd. z innej epoki, próbuję pokazać, że Magura itp. wcale nie są INNOWACYJNE, czy jakimś PRZEŁOMEM.
Co do szczegółów - sama dwusilnikowa motorówka jw. każdy widzi jaka jest. Najsmakowitszy oczywiście jest temat sterowania "made in Siemens" z 1915 roku; miało następujące funkcje (kumatym technicznie radzę odstawić płyny):
- Test systemu
- Start / stop silników
- Proporcjonalna kontrola steru
- Samozniszczenie
- Zapalenie światełka "w tył", dla lepszej widoczności w słabych warunkach
- Włącznik opcjonalnego generatora zasłony dymnej
Baterie itd. starczały na 6h pracy systemu. Podstawowe sterowanie szło "po kablu", łódź rozwijała go z bębna, 20km przewodu, 800kg na bębnie. Późniejsze wersje, dla sterowców, doszły do 50km kabla; ulepszano silniki, dodawano drobiazgi jak samozniszczenie "na timer" gdyby wysiadła łączność itp. Oraz nie zarzucono tak naprawdę prób z radiokontrolą, z samolotów.
Przypominam: wszystko w 1915-1918, kiedy to samoloty były innowacją 10 letnią a radio w powijakach. A pomysły w temacie "radio jest niepewne, przejdźmy na kabelek" różnią się między 1915 a 2025 tylko tym, czy "kabelek" jest z miedzi, czy światłowodem...
W sumie wyprodukowano co najmniej 17 FLi, około połowy nie użyto, wojna za szybko się skończyła, część nie wiadomo gdzie przepadła; krótko zreferuję co ciekawsze akcje (niechronologicznie):
FL 4, 03-11-1917, u brzegu Kurlandii (obecnej Łotwy), zatopiona podczas ataku ogniem artylerii niszczyciela
FL 5, 25-09-1916, Flandria, samozniszczona podczas ataku, z powodu pożaru silników
FL 7, 01-03-1917, Flandria, trafienie i zniszczenie 50 metrów mola w Nieuwport, francuskie i brytyjskiej baterie ochrony portu nie zdołały trafić FLa
FL 8, 06-09-1916, Flandria, w ataku na monitor angielski trafiona i zniszczona ogniem artylerii
FL 10, 28-05-1918, Kurlandia, próba użycia ze sterowaniem radiowym, porażka bo zawiodła antena na samolocie
FL 12, 28-10-1917, Flandria, atak na monitor HMS Erebus, zawiódł zapalnik ale operator użył "samozniszczenia"; średnie uszkodzenie bardzo solidnego okrętu, musiał ewakuować się do napraw w Anglii
Duża dygresja w temacie ostatniego w/w udanego ataku i jego celu:

"Monitor" w XXw to rodzaj okrętu zaprojektowany i dedykowany do ostrzeliwania z morza celów na lądzie, wspierania własnych oddziałów, niszczenia baterii artylerii i bunkrów itp.
HMS Erebus był jednym z pary nówek, bliźniaczych ciężkich monitorów zbudowanych przez Royal Navy w 1916, drugim był HMS Terror. Ich nazwy nawiązują do statków tragicznej "zagubionej ekspedycji" admirała Franklina (1845, szukającej "przejścia północnego" wokół północnej Kanady, z Atlantyku na Pacyfik; Erebus i Terror wmarzły w lód w cieśninach kanadyjskich na ponad rok, po śmierci kilkudziesięciu ludzi i wyniszczeniu reszty, załogi opuściły statki i poszły do Kanady, nikt nie przeżył. Wraki znaleziono w 2014 i 2016).
Oba monitory z 1916 miały znacznie dłuższą i ciekawszą karierę niż imiennicy z 1845, ciężko uzbrojone "żółwiki" walczyły na I wojnie pod Flandrią, szkoliły artylerzystów w międzywojniu, brały udział w walkach na M.Śródziemnym i u wybrzeży Francji i Holandii na II wojnie.
Były straszliwie solidne, owocem wielu porażek z poprzednimi monitorami Royal Navy i wyciągnięcia właściwych wniosków z bolesnych nauczek (a to za słabe działa, a to za wolne okręty, a to niestabilne poza pływaniem szuwarowo-bagiennym). Erebus i Terror dostały podwójne działa 15" (381mm), wieże i barbety wprost z krążowników liniowych ("z przydasiów", walały się w zapasach Royal Navy...) plus kupkę dział 100mm do samoobrony itp.; dostały silniki wystarczające do rozwijania statecznych 12 węzłów naprawdę, a nie na papierze; kadłuby "płaskodenne" ale stabilne nawet na oceanie; opancerzenie klasy krążownika (poza wieżami i okolicą, z pancerzem w spadku po pancerniku...). I co najważniejsze w kontekście ataku w 1917 - bardzo nowoczesne "bąble" przeciwtorpedowe, tj. poszerzenia burt w celu jak najlepszego zniwelowania wybuchów torped, min i podobnych (co nie jest trywialne i przez 100 lat robiono przy tym mnóstwo błędów, ale nie na w/w monitorach).
Temu ostatniemu punktowi należy przypisać umiarkowany sukces trafienia 700kg ładunku FL-boot w HMS Erebus - głowica "tylko" wyrwała około 15 metrów "bąbla" przeciwtorpedowego; wzg wysoka i 2m "grubości" konstrukcja wypełniona rurami i powietrzem (a nie w wersjach "porażka", czyli wypełniona węglem, mazutem czy wodą) i z wydmuchem do atmosfery a nie "w kadłub", zadziałała jak powinna i ocaliła monitor.
Dygresja do dygresji nr 1 - mam do HMS Erebus szczególny sentyment oraz dlatego pamiętałem o ataku zdalnie sterowanej łodzi, gdy Ukraińcom czy mavenom "dziennikarstwa wojskowego" Magury jeszcze się nie śniły, bo dawno dawno temu zrobiłem model tego monitora. Głównie z powodu, że był ciekawy jak diabli oraz wpadł mi w ręce mini-plan, opublikowany w radzieckiej gazecie Техника молодёжи (Tiechnika Moładioży), skrzyżowaniu polskiego "Młodego technika" z kawałkami "Modelarza", którą kupowało się w PRL bo wszystko się kupowało, co tylko się dało.

Jak widać obok, (jeszcze) co nieco da się wyguglać, to jest strona z planami HMS Erebus z których zrobiłem malutki model 1:1000, bo nie miałem miejsca na większe modele. Skądinąd był to cykl "Morska Kolekcja", duży artykuł plus arkusz ilustracji; zrobiłem z nich kilka modeli. Były tam ciekawe rzeczy i cyklicznie, a nie okazyjnie o okrętach, jak w "Planach modelarskich" (w praktyce nieosiągalnych) czy "Modelarzu". Byłem tak mały, że ledwo czytałem po rosyjsku, dukałem ze słowniczkiem w ręku.
Dygresja do dygresji nr 2 - mam do HMS Erebus na stare lata jeszcze większy sentyment niż 45 lat temu, bo zbudowano go w Govan, Glasgow, "byliśmy tam!", a nawet mieszkaliśmy i pracowałem pod Glasgow. Więc nostalgia bardzo. Akurat w muzeum stoczni Fairfield nie byliśmy, ale jest to najstarsza "żelazna" stocznia Glasgow, była w rękach solidnych inżynierów i managerów od 1841 do dziś, od czasów Roberta Napiera i pierwszych morskich silników parowych, po BAE Systems robiące tam obecnie fregaty Typu 26.
Skądinąd w 1915-1916 oba monitory robiła "na raz" firma Harland and Wolff, akurat byli wtedy właścicielami stoczni w Govan i tamże ekspresowo zmontowali HMS Erebus, a w stoczni-matce w Belfaście (tam gdzie zrobili Titanica, "byliśmy tam!") poskręcali HMS Terror.
(Zanotować: muszę kiedyś oddzielną notkę o stoczni Fairfield w Govan...)
Wracając do tematu:
Nie dawajcie sobie wmówić wszelkim klik-baitom, newsom i fake-pop-nauka+historia, że wszystko wkoło jest ach jakże ąę innowacyjne, cezurą, przełomem, no po prostu jesteśmy da beściaki, a pięćdziesiąt lat temu ludzie nie znali widelca.
To po prostu nieprawda. Mamy postęp w prawie każdej dziedzinie, ale ludzie robili zdalne sterowania i "drony morskie" ponad 100 lat temu, na Księżyc dolecieli 56 lat temu, latają i mają się dobrze samoloty zaprojektowane 55 albo i 75 lat temu.
Czasem jak widzę thumbnaile czy zajawki w sieci, w różnych tematach nauka-tech-militaria, mam ochotę jakąś kostkę przełamać autorom w temacie ciągłych i nieustannych "przełomów".