Motto na dziś w kontekście tytułu: "nie warto walczyć ze śmietniskiem, bo tylko garba się dostanie".
Piszę notkę kasandryczno - wszechpolityczną głównie po to, żeby zgodnie z prehistorycznymi ideami blogowania (wiecie, "web log", dzienniczek w sieci), zapisać stan bieżący wszechśmiotu w moim
bombelku oraz w mojej głowie, do podziwiania i pośmiania się za jakiś czas, za lata.
Ponieważ jw. wypociny są o stanie bąbelka, czyli wzg. bogatego Zachodu (metaforycznie, więc razem z Australią, Pd. Koreą i Japonią itp., albo może o "bogatej północy"), niekoniecznie należy rozciągać poniższe uwagi na całą planetę.
Oczywiście, wszystko poniżej to moje luźne opinie z zassania brudnego kciuka, nie będę dopisywał "moim zdaniem" 100 razy w tekście.
1. Ludzie
Nie spodziewałem się, że ogólna niekompetencja zawodowo-funkcjonalna homo niesapiens pogłębi się tak szybko i tak mocno. Tu patrzę na młodsze pokolenia inżynierów, specjalistów, naukowców. Nie żeby starsze były dużo bardziej kompetentne, ale jednak ignorancja i brak, eee, wszystkiego, w młodszych rocznikach jest powalający, i jednak z każdą dekadą jest gorzej.
BTW pomysły sprzed dekady (także moje), jak to generacja Z czy alpha będzie znacznie lepiej dopasowana do technologii, szczególnie IT, i będzie asocjacyjno-bazodanowa, można se zwinąć w pakiecik i rozważyć znaczenie słowa czopek. Są zupełnie niekumaci w tematach technologii, tylko powierzchownie wklejeni w ekrany, zupełnie jak moherowa babcia przyklejona do kontentu; tyle, że mają inne kanały, obszary, dostawców treści zapychających im synapsy. No, najmłodsze pokolenie coś też zyskało: indukowane ADHD, dodatkowe trudności z nawiązywaniem stosunków w realnym świecie, problemy związane z "identity shoping" (skoro możesz być każdym, to czemu jesteś nieszczęśliwy / przegrywem / masaj?), itd.
W ogóle to jest jedno z większych kłamstw założycielskich obecnego Zachodu, od czasów "naszych" (gen X) po teraz - że jest MOŻLIWE, że przy takich a takich metodach wychowania i edukacji (szczególnie wczesno-dzięcięcej) ludzie będą jednocześnie szczęśliwsi, a nie będą hedonistycznymi zombie z tysiącem problemów mentalnych, okazyjnie posypanych odpowiednio dobranymi prochami. Aha, akurat.
A propos młodzieży: mli-mli (tzn. ochrona życia i zdrowia do absurdu, pozorne zero przemocy, itd.) idzie swoim tempem, tego akurat się spodziewałem i zero zdziwień, ten trend na Zachodzie ma ze sto lat. Jedyne co mnie interesuje, to czy i kiedy się wykopyrtnie - czy razem z ekonomią, czy razem z socjologią, czy raczej z demografią, itd. No bo jednak młody dorosły z Zachodu/Japonii, który boi się używać noża kuchennego, więc używa nożyczek w kuchni, w dłuższej perspektywie społ-polit raczej przegra z Afganem, który wychowuje swoje dzieci "kupię im owieczkę albo dwie, będą się nimi opiekować i karmić, a potem pomogą mi je oprawić i zrobimy przyjęcie, niech wiedzą skąd bierze się jagnięcina". Dla ustalenia uwagi obydwaj mogą mieszkać przez ścianę w jakimś UK czy Szkocji. A na końcu niekoniecznie będzie jakiś terminator czy służby, żeby tego mli-mli z nożyczkami bronić przed tym Afganem (wrócimy do tego).
Erozja świata przez virtue signalling, udawaną empatię (kiedyś zwaną hipokryzją) i podwójne standardy, szczególnie w wersji "trickle down", od celebrytanów i celebrytanek upper middle class w stronę zahipnotyzowanych mediami pana Stefana i pani Latify, chyba dochodzi do oporu. Bo trudno przekroczyć poziomy dna racjonalności czy logiki, o etyce nie mówiąc, jaki zauważam w dyskursie virtual signalling, nie ważne z prawa czy z lewa, tematy są różne, ale metody i problem ten sam. Nie żeby to coś nowego, około 15 lat temu na dobre się zaczęło, te wspierania biednych z Łodzi nad sojową latte i ipadem, czy obrona praw kobiet w Iranie przez żądania parytetów dla bogatych pań w Warszawie, czy że dowolny żołnierz-psychopata czy niekompetentny policjant to godny szacunku weteran z dziada pradziada; ale wykonaliśmy parę dużych kroków w tym kierunku.
Bo też około 15 lat temu małpy naczelne powszechnie odkryły w internecie to, co niszowo odkrywano gdzieś tam w późnych '90 (np. my w kontekście fandomu fantastyki) - że nie jesteś sam, że takich pierdolnietych płaskoziemców, proepidemików, komunistów, faszystów, fanów SF, fundziaków czy kiboli, jest tłum, tylko że za wirtualnym rogiem. Nawet jeśli stanowisz 0.2% społeczeństwa i twoje problemy są twoje. A że nie ma nic lepszego dla biznesu i marketingu, niż fermentacja, wynalazcy i korposy zaraz dostarczyły tuby wszelkim ułamkom procenta, żeby mogły umiarkowanie wk...wiać 80% społeczeństwa (przypominam, na fejsach, twiterach, instagramach nie jesteście mrówkami, a tym bardziej klientami - jesteście drożdżami w kadzi piwowara, który próbuje jakoś podeprzeć kłamstwa serwowane właściwym klientom, tj. reklamodawcom).
Że z tego powyżej ulęgły się wahadłowe zmiany światopoglądów, prawa, nieszczęść, obserwowane na Zachodzie, to jasne, ale cóż, widocznie nie ma na to rady. Bo przecież nikt nie wyłączy tub internetowych, gdzieś ktoś planuje nowe modne kolory i kształty virtue signalling i hipokryzji na Boże Narodzenie 2025.
Drobiazg na skrzyżowaniu mediów, tzw. AI i ludzi: nie myślałem, że już po dwu-trzech latach debile będą "argumentować" w dyskusjach sieciowych "z groka" czy "z chatGPT"; jak kiedyś "z przypadkowej strony WWW" albo nawet "z wikipedii"; spodziewałem się dekady. Zawsze nie doceniam tempa galopującej głupoty.
Inny zupełny drobiazg: nie myślałem, że doczekam, że debile wierzą w rzeczy jak "film 4K na youtubie", czy "master nagranie na youtubie, SAC SRAC MAC, sprawdź swój sprzęt audiofilski", czy w podobie. To oczywiście drobiazg w temacie niekumactwa jw. punkty, ale jednak łał oraz te rzeczy miewają miliony odsłon...
Na wszelkie zjawiska związane z mediami, socialmediami, w ogóle większością internetu, w ostatniej dekadzie rzuciła cień inflacja (ta prawdziwa), potem nadprodukcja chłamu (GarbAge!), więc potem nad-reprezentacja reklamy i marketingu. Które nie nadążają przepalać wagonów kasy, żeby desperacko próbować sprzedać coraz biedniejszym ludziom coraz większe ilości coraz gorszego badziewia (bo nie wiem, czy mamy klasyczną recesję, ale post-klasyczną nadprodukcję badziewia mamy na pewno), w nadziei na zarobienie pociągów z kasą. Bo czego jak czego, ale kasy przybyło, profit!1!
Może kiedyś historycy, jeśli będą jacyś, ustalą ten moment - cezurę, kiedy marketing zaorał nie to, że media papierowo-klasyczne, ale także model jak Amazona (hint - ostatnio Amazon zarabia więcej na reklamach i marketingu, niż na całym handlu...) czy jak Googla itp. (hint - dlaczego wasze wyszukiwarki w sieci w ostatnich latach zgłupiały, w granicy - przestały działać). Ale wiedza czy historiozofia jakoś nie pomaga na próby przeżycia w tym systemie, z tą siecią.
3. Polityka
Kłamstwa waszyngtońskie czy londyńskie czy brukselskie o demokracjach i kapitalizmach z ludzką twarzą właśnie padają w proch i pył, ale nie przeszkadza to oczywiście nadal wierzyć w nie maluczkim, z naturalnego socjologicznego rozpędu.
Wszędzie tam gdzie od lat rządzą zblatowane oligarchie, czyli praktycznie wszędzie od Moskwy po Waszyngton (może poza jakimiś drobnymi niszami, podpowiedzcie jakieś...), elity władzy, po dekadzie przyglądania się osiągnięciom chińskim itp. i po doświadczeniu pandemii, praktycznie zrzuciły maski i mają w dupie tzw. narody - to są proste konsekwencje realizacji społeczeństwa 80/20, albo i 90/10. Wszyscy "na górze" sięgają po narzędzia autorytarne, czy już nawet totalitarne, bez większego problemu czy rozterek, przecież zawsze znajdzie się dobry pretekst do tego i może nawet sami w ten pretekst uwierzą, a gwiazda przewodnia "waadza!" zawsze im zaświeci.
Pod pretekstem bezpieczeństwa, potanienia, czegokolwiek, waadza robi rzeczy, które dyskutowano jeszcze ze 20 lat temu jako dystopie SF i "może, kiedyś, ale". Np. jeszcze rok temu nie uwierzyłbym, że Polska w międzyczasie, po cichutku, stała się dystopią bezgotówkową - na początku roku okazało (mi) się, że urzędy gmin nie mają kas, nie przyjmują opłat czy "długów" w banknotach Narodowego Banku Polskiego, tylko karta albo przelew. Indagowane, przyznały, że jest tu pewien problem i starszym ludziom - petentom czasem inni petenci pomagają, przy pomocy wpłatomatu za rogiem... BTW polski Urząd Skarbowy działa podobnie, ale nie raczy odpowiadać na indagacje w sprawie wyłącznie bezgotówkowego stosunku państwa i obywatela, odpowiada w wolnym tłumaczeniu: "nie bo nie i wypierdalaj".
W innych krajach jest dość podobnie. Też nikt w nich nie pytał obywateli o zdanie w temacie, bo nowe generacje waadzy nauczyły się już, że ciekawe rzeczy wprowadza się nie: głosowaniem czy decyzją, ale zaniechaniem i likwidacją niepożądanych (przez waadzę) opcji.
Skądinąd, czasem jest wrażenie, że ktoś tam pilnie czytał "Eden" Lema, a może jakieś podręczniki stalinowskiej czy chińskiej teorii władzy - utajnianie działań "demokratycznej" władzy czy danych, które było dziwne jeszcze w okolicach protestów ACTA, albo zbywane, że tak to tylko w Brazyliach czy innych dyktaturach, obecnie jest w zasadzie standardem. I rozciąga się już nie tylko na tajne umowy, tajne klauzule, tajne projekty prawa, ale także na pozornie prozaiczne dane i statystyki, zbierane za pieniądze podatników. "Panie Areczku, te prawdziwe dane są dla rządu i jego ekspertów, dla pana są cycki w internecie, teorie spiskowe i legalna marujhujana".
Społeczeństwa zmanipulowane nowymi generacjami upowszechnionej / udoskonalonej propagandy nie mają wiele do gadania, ale ważniejsze, że jw. w 80/20 nie mają NIC DO DZIAŁANIA. Choćby 80% prekariatu zjadło bogaczy czy polityków, w miejsce zjedzonych wejdą drugie rzędy oligarchów ekonomii i polityki, i oby nie miały się do poprzedników jak Trump do Obamy.
O wolności słowa czy o prywatności, w powyższych kontekstach, nie mam ochoty zużywać klawiszy.
Wojna na Ukrainie - moje zdanie jest, że Rosja właśnie pada na ryj (uderzenia na rafinerie i infrastrukturę Rosji, rozbicie ataku koło Pokrowska), wyczerpała zasoby i jest na krawędzi zapaści albo przewrotu. Stąd car zgodził się na rozmowy (ostatnio spotkanie z Agolfem Twittlerem na Alasce), pewnie żeby spróbować jakoś z tego wszystkiego wyjść z twarzą. Ale jak uczy historia, pomysły cara i jego kliki na wyjście z twarzą są zawsze odklejone od rzeczywistości, zupełnie jak poprzednie pomysły na wojny czy inne najazdy, więc bez różnicy i wątpię, czy coś z tego będzie; olbrzym na glinianych nogach tak czy owak jest bliski upadku. Ale w jakim stanie wyjdzie z tego Ukraina i czy jej ten upadek nie przygniecie śmiertelnie, nie podejmuję się zgadnąć.
Trumpy itp. - problemem nie jest Trump, z jego demencją i parciem narcyza - debila na szkło, bo tak czy owak przepadnie, zdechnie, za rok, dwa, pięć. Pewnym problemem jest oczywiście, że on, czy podobni dziadersi na szczytach polityki, demontują razem z tech bros i oligarchami resztki demokracji i państwa prawa, tu w wersji USA. Ale że to i tak resztki i chyba skazane na zagładę, to dla mnie ten mniejszy problem. Trochę większy problem, że faszyzują i brunatne diabełki wyłażą zza kołnierzy tych wszystkich wyluzowanych t-shirtów elonów czy zukierów. A pół świata lubi małpować małpy z USA.
Ale największy problem, że już nie ma dla nich LEPSZEJ alternatywy. To znaczy, jeszcze w okolicach początków Obamy potrafiłem wyprzeć, że demokraci, hippisujące luzaki, swoi lewicowcy to takie same oligarchiczne kurwie, jak republikanie i faszyzujące oligarchie prawej strony; wyprzeć, że "wszystko" zaczęło się nie od 11 września 2001 i kłamstw Busha czy Blaira, ale od zblatowania Clintona z lobbystami, i jego kłamstw, i zakrywania jego zassanego siura wojną w Kosowie oraz matko bosko Hilarosko, w późnych '90. W 2025, po Obamie i Bidenie, i poziomie Kamali itd. itp. po prostu nie wierzę, że jest tam ktokolwiek lepszy i płycej siedzący w kieszeni oligarchów, niż Trump i spółka.
Podobnie, w odpowiednich skalach, dzieje się w większości państw tzw. Zachodu.
4. Inżynieria
Tematem dnia są oczywiście pierodlety związane z tzw. AI. Wszyscy właśnie pociskają hype i naciskają na, żeby przypadkiem nie zostać w tyle w wyścigu o koronę największej najgłupszej papugi, więc spodziewajcie się, że cena prądu wam wzrośnie.
Aktualna deregulacja pewnie za jakiś czas odwinie się w regulację, bo już ludzie zabijają się poradami jakichś chatbotów, więc może ktoś coś nieco przystopuje, ale pewnie jak zwykle będzie o dwa kroki za "nieomylnymi" tech bros, którzy robią co chcą, bo mogą, oraz bo koniecznie muszą zarobić kolejne miliardy dolków.
Oczywiście, są pola gdzie AI nie jest "tzw." i tylko prawnuczką po blenderze ze śmietnika internetowego i Elizy - w niektórych zastosowaniach z rozpoznawaniem wzorców, naukowych, bazodanowych, nowsze AI bywa cenne i dostarcza.
Pewnie też ktoś gdzieś tam dłubie AIG, jeśli ma za co, a to ryzykowne. Ale "kto bogatemu zabroni!", no niby kto?
Ogólnie, hype technologiczny jest religią świata tego, nie ważne jaki, autopilotujące samochody (jakoś na dniach Tesla dostała nieprawomocny wyrok za oszukiwanie i niedbalstwa w temacie, IIRC 240M$), kwantowe komputery, genialne ejaje, drukarki trzy-de, czy jakie tam jeszcze zmyślenie tech bros dostanie odpowiednie wsparcie marketingu i mavenów, a małpy naczelne polubią, pożądają, kupią. Może pobawią się rozwiązaniem i wyrzucą je, może pozabija je to, czy ich środowisko, hu kers. Widocznie zawsze będą jakieś czteroetylki, czy azbesty, czy mikroplastiki, czy wirusy czy geny które wyrwały się spod kontroli, itp.
Wszystko to ma małe REALNE znaczenie w porównaniu z prozaiczną, nudną, wręcz niepojętą dla zdebilałych w dobrobycie rzesz ludzi, nauką i techniką. Ale naukowo-techniczne serce i rozum ludzkości już praktycznie nie mieszka na Zachodzie, bo Zachód nie potrafi zbudować nowej fregaty czy śmigłowca, nie mówiąc o czymś naprawdę nowymi a przy tym powszechnym, a nie prototypie, więc ja nie o tym.
5. Katastrofizm
Katastrofa klimatyczna jest już gwarantowana, więc możemy se w dupę wsadzić wszelkie ostrzeżenia, przeciwdziałania, itp. Cała otoczka i działania, od papierowych słomek po deputaty CO2 to już tylko skok na kasę podatników i makijaż trupa.
Katastrofa demograficzna Zachodu też już jest gwarantowana, narody z dzietnością rzędu 1.3, nie mówiąc o tych około czy poniżej 1, po prostu wymrą, rozpuszczą się w obcych kulturach. No ale to będzie nieco wolniej niż klimatyczna, więc może wymrą w komforcie automatyzacji, za wysokimi murami bronionymi przez wierne terminatory, a nie w wojnach domowych i rzeziach etniczno-religijnych. Ale trudno powiedzieć czy terminatory będą miały prąd w gniazdku, i czy Chińczycy sprzedadzą Zachodowi baterie do nich, a Hindusi stal i cement na wysokie mury.
W innych kulturach troszkę spodziewam się rozwiązań dystopijnych możliwych technicznie IIRC gdzieś tak od 20 lat, ale kulturowo niemożliwych na Zachodzie, czyli np. seryjnego produkowania właściwych obywateli w sztucznych macicach (tę wizję miałem już dawno, stąd jest w
"Kwestii ceny"). Trudno powiedzieć, czy kiedy "duża" Azja zejdzie do poziomu dzietności 1 i będzie się przyglądać wymierającej EU czy Japonii, nie przekona się raz-dwa do fabryk produkujących ludzi, zamiast importowania ludzi z Afryki (wtedy już naprawdę katastrofalnie przeludnionej).
Katastrofa genetyczna - trudno powiedzieć, jeszcze chwila, jeszcze moment,
GATTACA za rogiem od lat, ale jakby coraz bliżej. Także w kontekście akapitu powyżej. Albo ubezpieczeń. Albo mody. Albo postawienia coraz bardziej cennych bo nielicznych dzieciaczków jeszcze nieco wyżej na piedestałach domu wariatów, i żeby te dzieciaczki były zdrowsze i lepsze.
6. Konkluzja
W bardzo głębokim sednie niewiele się zmieniło, bo przecież ludzie są tak samo chciwi (nie tylko kasy), nieracjonalni, socjopaci i psychopaci pchają się do władzy, empatii zawsze za mało na świecie, itd. jak przez millenia.
Ale również jak zwykle - byt kształtuje świadomość, ludzie zmieniają się bardzo szybko pod wypływem technologii, propagandy, komunikacji.
A dorobiliśmy się przepotężnej technologii, propagandy, komunikacji, stąd wszelkie kulturowe hamulce wielostronnej chciwości, nieracjonalności i anty-empatii trzeszczą i puszczają od paru dekad.
Ale z zupełnie tych samych powodów jw. zawsze istnieje nadzieja, że na pobojowisku po upadku bogatego Zachodu wyniknie coś nieco lepszego, niż poprzednie epoki, czy obecny trup, który jeszcze się rusza.