Właśnie minął rok od kiedy dojechaliśmy na Kretę,
w pamiętnej podróży 4400km
viernym vanem.
Bardzo wietrzne zimowe morze w Heraklion
Bodaj druga róża przy domu jakieś 10 dni temu, już przekwitła, teraz jest z 10 róż
Kwitnąca pigwa w ogródku, wielkości dużej jabłoni
Zimowe deszcze, tu akurat troszkę przelotne, stąd ultra-bliska i silna tęcza
Nie za bardzo jest o czym pisać po roku.
Kreta nam się nadal podoba pod wieloma względami, plusy dodatnie znacznie przewyższają plusy ujemne.
Mieszkanie w górach z widokiem na morze nadal mamy na propsie. A chata (ta sama) nadal jest najlepsza z tych, w których pomieszkiwaliśmy.
Nadal turlamy się zdezelowanym vanem VW (tym samym), trudnym do zabicia.
Wioska i ludzie w okolicy nadal mili i do rzeczy; może awansowaliśmy z ramenów na framlingi, bo miejscowi od wielkiego święta uśmiechają się do nas.
Greckiego nauczyliśmy się przez rok dwa razy więcej, niż znaliśmy na początku (tzn. znamy 10 słów i zwrotów, a nie 5).
Z legendarną biurokracją grecką nie miewamy do czynienia, bo poza załatwieniem na początku, z jakimiś tam drobnymi scysjami, tutejszych numerów podatkowych itp. nie mamy żadnych kontaktów z administracją. Miejscowego banku też nie chciało nam się w końcu załatwiać.
Po roku pocztę i kurierów mamy ogarniętych na poziomie "spoko-loko". Potrzebne nam składy i sklepy też, oczywiście.
Klimat nam nadal pasuje, choć poprzednie lato było suche i upalne, a zima chyba za zimna i za długa, wzg. normalnej (wnosząc po tym, jak wyglądały rośliny wkoło domu rok temu, a jak wyglądają dziś). Ale nadal jest to klimat śródziemnomorski, co nie.
Miejscowe jedzenie, szczególnie warzywa, owoce, nadal jest jak z innej bajki niż centralno-północna EU. Zresztą, przecież cała roślinność/przyroda też.
Czasem można by snuć pouczające czy zabawne eseje porównawcze o poznanych krajach, ale komu by się chciało (np. drobna kwestia "gniazdko 230V i kratka wentylacji kominowej w łazience": w PL prąd i wentylacja, w UK wentylacja, ale nie prąd, w GR prąd ale nie wentylacja, w IE ani prądu, ani wentylacji - tzn. okna bywają wszędzie, ale rozumiemy się).
Na Krecie nie jest idealnie, ale nadal wiele szczegółów bawi, cieszy, dostarcza. Na przykład ostatnio na stacji paliw, przy tankowaniu terminal płatniczy wolno się łączył, no i gdzie jeszcze na świecie kolesław z obsługi darłby się na cały teren, za bardziej kumatą koleżanką: "AFRODITAAA!!"?