NIGHT   RSS blog   RSS komentarze
Licencja Wpisy Losowo Autor Rejestracja




Autor: Boni
Kiedy: 2025-04-02, środa
Tagi:  szort, urocza, nieznośna     
___________________________________

Cykl Urocza - okładki

Wrzucam ostatni kawałek-teaser z aktualnej pisaniny do szuflady, "Nieznośnej" w cyklu "Urocza" (poprzednie były tutaj). Plan tego techno-mil-fantasy-SF jest na trzy tomy co najmniej, ale to się jeszcze okaże; planowane okładki będą jw. albo coś w podobie. Pierwszy tom jest w zasadzie na etapie sczytywania, sprawdzania, mikro-korekty i nano-redakcji, więc będzie prędzej niż później. Drugiego ("Lekkość") też jest już prawie połowa, bo mi się nie chciało pisać pierwszego...

Rozdział poniżej jest z połowy tomu, są tu oczywiście umiarkowane spoilery, ale nie żeby zdradzające "wszystko" i jest to raczej jedna zamknięta akcja, niż kawałek wyrwany z jakichś pięciopiętrowych intryg. Miłej lektury życzę.



- Dzisiaj nic z tego, właśnie odjeżdżają – Paul opuścił lornetkę, obejrzał się na Ninę, która robiła kawę na kuchence.

- Rany, ile jeszcze… - burknęła w odpowiedzi, przyniosła mu kubek i usiadła obok niego, na sąsiednim krześle, przed oknem wychodzącym na słynną dzielnicę Tobita. Popijali kawkę i przyglądali się z wyciemnionego pokoju rozrywkowemu kwartałowi Osaki, coś koło 150 burdeli na kupie, mieli bardzo ładny widok z ósmego piętra wieżowca górującego nad starą Tobita Shinchi.

Wielki mercedes bossa Matsudaira właśnie ruszył z końca Głównej, jednej z trzech głównych ulic kwartału. Odpłynął wolno, przeciskając się może nie aż przez tłum, ale przez sporą liczbę klientów, pijaczków, turystów kręcących się wieczorem po wąskich ulicach dzielnicy czerwonych latarni (a raczej: białych lampionów). Noc była względnie miła ciepła i miła, a nie mokra i paskudna, jesienna pogoda bardzo się poprawiła.

Wszystko to były, rzecz jasna, „tradycyjne japońskie restauracje”, po wejściu prawa przeciwko prostytucji 1 kwietnia 1958 dzielnica Tobita poczuła ducha Prima Aprilis: wszystkie burdele zamknęły się na jedną noc, a następnego dnia otwarły się jako ryoutei, tradycyjne japońskie restauracje. I nawet można było w nich dostać jakąś herbatę i przekąskę, poza ofertą zaspokajającą zupełnie inne potrzeby klientów.

Hisashi Matsudaira był wtedy szeregowym mafiozo, od tego czasu jego status, wpływy, biznesy wzrosły stukrotnie. Miał pojęcie o robocie w fabryce zwanej „yakuza”, no i dużo szczęścia; Nina twierdziła, że dzięki „kamieniowi”. Obecnie pół Tobita siedziało w jego kieszeni, trzy czwarte obrotów rzędu pół miliarda dolarów rocznie dawał mu handel żywym towarem w skali Japonii, Tajwanu, Korei i okolic, resztę przynosiły narkotyki. Na samych legalnych przedsięwzięciach mógłby wyciągnąć bardzo przyzwoitą emeryturę i odpuścić sobie yakuzę, ale z tego, co mówiło dossier od Akita i co zaobserwowali, najwyraźniej nieduży żwawy starzec lubił swoje zajęcie. I najokrutniejszą przemoc.

Po dokładnym zapoznaniu się z dossier oboje nie mieli najmniejszych skrupułów, żeby Matsudaira rozwalić w drzazgi, byłaby to przysługa dla Japonii i świata. Ale mieli odzyskać jego kamień, i rzeczywiście, tak jak mówił Akita, boss był bardzo dobrze chroniony i trudny do ruszenia.

Jego rezydencja pod Osaka była twierdzą, biura w praktyce też, normalnie poruszał się dwoma lekko opancerzonymi mercedesami, jego i obstawy. Niby można go było bez większego problemu odstrzelić, mogli pożyczyć od Takao półcalowego barretta, ale niewiele by im to dało w temacie broszy-kamienia.

Po tygodniu rozglądania się i przyglądania ruchom mafioza, Paul uznał, że najlepszym miejscem zamachu i rozboju jest dzielnica Tobita. Matsudaira bywał tu często, zjeżdżał tylko jednym mercedesem, z mniej niż połową obstawy, był nieco wyluzowany i „u siebie”.

Ale kręciło się tu mnóstwo ludzi, gangsterów i zwykłych ochroniarzy też, plus lokal-biuro w którym urzędował i zabawiał się Hisashi Matsudaira, miał stały posterunek yakuzy, w górnym pokoju dwupiętrowego budynku, u zbiegu dwu uliczek w skrzyżowanie T – Paul postawiłby dolary przeciwko jenom, że są tam dobrze wyposażeni w broń, i tak dalej.

Kiedy okazało się, że czasem mafiozo zostaje w Tobita do rana albo prawie do rana, Fraser zaczął planować na serio, bo akcja nad ranem, przy nieco opustoszałej dzielnicy (nieco, bo Tobita nie zasypiała) i rozluźnionej obstawie dawała lepsze szanse, nie tylko zamachu, ale i ucieczki.

Ale mieli pecha – kiedy pierwszy raz Matsudaira praktycznie nocował w Tobita, nie byli gotowi. Parę dni później, kiedy już wydawało się, że ruszą, w środku nocy zaczęło się jakieś mordobicie i wielka awantura, ze trzy lokale od celu, pokazało się nagle wkoło dużo ochroniarzy i trochę młodych ludzi w ciemnych okularach i trzymających ręce pod połami modnych marynarek, i nawet dojechała w końcu policja.

Mogli obserwować może nie aż współpracę policji i yakuzy, ale jak wygląda liberalne podejście władz Osaki do zagadnienia „Tobita”. Awanturujący się ludzie zostali jeszcze przed przyjazdem policji porządnie skuci, zarówno w sensie kajdanek, jak i po ryjach, a policja pokazała się od razu z minibusem „więźniarką”, musiała być uprzedzona – yakuza i ochrona poszła sobie, policja udawała, że się rozgląda, ale głównie zapakowała i wywiozła kupkę nieszczęśników.

Po takiej akcji nie mogli ruszyć od razu, a kiedy tylko się uspokoiło, Matsudaira odjechał.

Nina zaczynała się niecierpliwić, jej nastrój zmieniał się, stawała się oschła; często nieobecna myślami. Przekonywała Paula, żeby odstrzelić bossa z daleka, albo rozwalić jego wóz odpowiednią bombą, i nawet jeśli nie dopadną kamienia, to łatwiej będzie odebrać go następcy czy spadkobiercom, niż cwanemu okrutnemu dziadkowi.

Paul argumentował, że niekoniecznie łatwiej, bo jeśli spadkobiercy, czy policja, czy ktokolwiek, włoży cenny kamień do sejfu czy depozytu, to oni zobaczą go znowu dopiero kiedy Nina użyje magii, a tego przecież nie chcieli. A było pewne, że Hisashi Matsudaira kamień nosi, był to znany fakt i plotka-ciekawostka, w dossier były zdjęcia, z charakterystyczną wypukłością pod koszulą, wystarczyło go obezwładnić i odebrać wisior.

Ale dziś znowu odjechał przed północą, siedzieli jak dupki, w pustawym mieszkaniu japońskiego wieżowca, udając, że ich tu nie ma. Bo największym ich wrogiem w tym momencie nie była yakuza, ale ciekawscy sąsiedzi.

Paul był zmęczony.

Nie tylko zmęczony ryzykownym planowaniem i akcją, to akurat było prawie normalne, ale też ciągłymi zadziwieniami i zaskoczeniami. Okazało się, że jego „rozrywkowe” życie w okresach kiedy robił za najemnika czy ochronę, nawet jeśli pełne ryzyka i adrenaliny, było tak naprawdę łatwe, w porównaniu z obecnym okresem. Który przypominał najtrudniejsze zadania z poprzedniego życia, ale dodatkowo na wielkim polu minowym zmiennego świata czy światów, o nieznanych regułach i zagrożeniach. I jeszcze pomnożone przez próby zapamiętania i zrozumienia setek nowych faktów i drobiazgów, jakby znowu był w szkole. A humory Niny nie pomagały, kiedy stawała się niecierpliwa czy oschła, czy „odsuwała się” od niego mentalnie, było mu znacznie ciężej.

- No dobra Nina, do trzech razy sztuka – Paul dopił kawę – Jeśli w ciągu paru dni nie dopadniemy go tutaj, zmienimy plany na „spuszczamy na niego atomówkę i zobaczymy co dalej”.

- Mhm – oparła głowę o jego ramię – Skończmy to.

Następnego wieczora zaczęło wyglądać, że będzie się działo.

Pogoda załamała się po południu, przyszedł deszcz, który spłukał z Tobita klientów i turystów, ruch był niewielki. Znowu przyjechał Hisashi Matsudaira. Koło północy nieco się przejaśniło oraz wydawało się, że boss zostanie do rana; jeśli nie odjeżdżał przed północą, to zostawał minimum do 4-5 rano, pewnie był zajęty i pewnie lepiej było nie wiedzieć czym, znając jego sadystyczne skłonności.

O drugiej nad ranem zebrali i sprawdzili sprzęt, przebrali się w ciemne ciuchy a la ninja. Sprawdzili, czy nic nie zostało w mieszkaniu, które niby wynajęli od nieobecnych właścicieli (a przynajmniej tak Nina wmówiła paru sąsiadom; tak naprawdę włamali się).

Wymknęli się schodami ewakuacyjnymi, większość rzeczy mieli w samochodzie; przestawili go na upatrzone miejsce, na ulicy nieco ponad Tobita, z dobrym wyjściem z miejsca akcji. Wóz stał nielegalnie, nieco blokując poprzeczną uliczkę; mieli nadzieję, że nie napatoczy się tu jakiś patrol policji czy wkurzony mieszkaniec, w środku nocnej mżawki.

Nina wrzuciła na siebie, na czarno-szare sportowe ciuchy, obszerną kolorową sukienkę.

- Gotowa?

- Pewnie. A ty?

- Dla ciebie, zawsze – uśmiechnął się w półmroku, poszli do Tobita.


Przekradł się w kucki i ustawił pierwszą minę kierunkową na dole schodków, prowadzących na ulicę, gdzie był ich samochód. Wrócił na górę, przecisnął się w krzaki na skraju małej skarpy od strony dzielnicy burdeli, dał znak Ninie.

Zeszła na dół po tych samych schodkach, jawnie, udając pijaną, asekurował ją z góry z SIGiem w dłoni. Surfował na wznoszącej się fali adrenaliny, miał w tym spore doświadczenie.

Na oko Paula, co najmniej czterech ludzi przyglądało się jej uważnie – dwu przy mercedesie, ktoś wyjrzał z otwartych drzwi, coś drgnęło w ciemnym oknie, gdzie był posterunek yakuzy.

Poszła chwiejnie wzdłuż skarpy, opierając się o murek, coś tam mamrotała, zgięło ją, jakby miała rzygać. Była względnie daleko od merola i obstawy, najdalej, na ile pozwalała wąska uliczka; szła w poprzecznym kierunku, nikt do niej nie podszedł, wszyscy ją uważnie obserwowali.

Kiedy udawała, że będzie wymiotować, ustawiła drugą minę kierunkową, na tył merola i drzwi lokalu.

Jakby się jej poprawiło, zataczając się poszła dalej za róg, na sąsiednią uliczkę, w stronę parkingów. Wszyscy odprowadzili ją wzrokiem, ktoś coś powiedział, ktoś cicho się zaśmiał, nikt się zbytnio nie ruszał. Z niektórych lokali dochodziły głosy czy muzyka, Tobita nie zasypiała, ale było względnie cicho i pusto.

Dobrze.

Jedyne, co wcześniej martwiło Paula, to czy przypadkiem ktoś tu nie ma termowizora (bo on na przykład, przy takim stałym posterunku ochrony, pewnie by jakiś miał) i czy będą w stanie zaczaić się z Niną, w tych krzaczkach, aż do momentu kiedy boss wyjdzie do wozu.

Ale skoro tu siedział i nikt go nie próbował z tych krzaków wyciągnąć, czy zajść od tyłu, to znaczyło, że go nie widzą. Warto było zepsuć tę jedną latarnię.

Po paru minutach Nina zaszła go od tyłu jak duch, mało nie dostał zawału. Ruszała się jak kot, uważała na krzaki; jak zwykle nie miała żadnej zadyszki, pomimo obiegnięcia pół kwartału, po wyjściu na parkingi i zrzuceniu sukienki.

Pokazali sobie wystawione kciuki, cichutko sprawdzili pistolety i sprzęt, pozostało czekać.

Zaraz przed czwartą, kiedy Paul już porządnie przemarzł i zdrętwiał w jesiennej nocnej mgle, zaczął się ruch koło lokalu i mercedesa. Popatrzyli na siebie z Niną, skinęli sobie głowami, bardzo chciał ją pocałować. Zamiast tego zaczął ćwiczenia izometryczne, żeby trochę się rozgrzać i przygotować przed akcją.

Ochrona wyprowadzała Matsudaira z budynku.

Wycelowali w staruszka, Nina była pierwszym strzelcem, była w tym lepsza niż Paul, w pierwszym uderzeniu on asekurował.

Nie dawali sobie znaków, nie było odliczania, Nina wypaliła do dziadygi trzy razy, bardzo szybko.

Zanim echo pierwszego strzału przebrzmiało, Paul zdalnie odpalił minę kierunkową na mercedesa, huknęło jak diabli i zdmuchnęło dwu mafiozów przy wozie i jednego przy drzwiach.

Zaskoczeni bandyci zachowywali się jak amatorzy, a nawet jak muchy w smole. Hisashi Matsudaira padł, Paul strzelił dwa razy do ostatniego całego gangstera, zamarłego nad bossem.

Nina przeniosła ogień na okna posterunku yakuzy, nie były pancerne, leciało tam szkło. Zgodnie z planem waliła nie za często, miała utrzymać ludzi z daleka od okien.

Paul ruszył i zsunął się w dół skarpy, dostrzelił dwu facetów poranionych „śrutem” miny kierunkowej, którzy próbowali się wolno pozbierać przy merolu. Z tak bliska przeciwpancerne pociski .40 Auto od Takao przechodziły przez nich na wylot, koziołkując wyrywały pecyny mięsa.

Nina nadal waliła ponad nim, nieco rzadziej. W całej dzielnicy zrywały się krzyki i zaczynały się ruszać okiennice, drzwi.

Biegnąc parę kroków do grupki Matsudairy rzucił flashbanga na górę, przez wystrzelane okno, błysnęło i rąbnęło bardzo porządnie. Ktoś tam ruszył się w dymie, Nina zastrzeliła kogoś.

Kiedy przyskoczył do charczącego bossa i jego dwu przybocznych, z których jeden się podnosił, z drzwi lokalu wypadła dziewczyna w stroju japońskiej uczennicy. Wybiegła jak w zwolnionym tempie, Paul opuścił pistolet.

Dziewczyna miała w dłoni spluwę, chowała ją za swoim bokiem, zaczęła unosić broń. Zanim Paul zareagował, Nina strzeliła i młoda kobieta padła jak ścięta, trafiona w oko, nie zdążyła wystrzelić.

Paul strzelił dwa razy do podnoszącego się przybocznego, bandzior wyjąc zwinął się w kłębek. Fraser rozejrzał się wkoło i rzucił święcę dymną wgłąb ulicy, Nina przestała strzelać, pewnie zmieniała magazynek.

Dopadł do bossa, który rzucał się jak ryba wyrzucona z wody, Matsudaira pluł krwią, dostał od Niny trzy razy w klatkę, ściskał w dłoni wisior na piersi.

Kiedy Paul przyklęknął i sięgnął, żeby wyrwać mu kamień, czas jakby się zatrzymał. Widział w półmroku jesiennej nocy tylko dwie ciemne studnie pustych oczu Hisashi Matsudaira, śmierdziało prochem i śmiercią.

Ocknął się, Nina obok niego wywalała pół magazynka w łeb bossa, niewiele zostało z głowy, cała dzielnica krzyczała. Na ulicy, zadymionej przez świecę syczącą niczym wściekła żmija, zaczęli pojawiać się jacyś ludzie, inni ostrożnie wyglądali z okien.

Wyrwał jadeitowy wisior z martwej dłoni, zerwał łańcuszek.

- Masz?! – rzuciła Nina, oburącz błyskawicznie celując SIGiem w drzwi, w okna na górze, ale nikogo nie było widać. Przyboczny obok nich znieruchomiał, dziewczyna leżąca w drzwiach w agonii kopała chodnik, postukiwały jej buciki.

- Mam! – poderwał się.

Poszła po nich seria z peemu.

Paul oberwał w łopatkę, obróciło go, Nina dostała dwie kule w plecy, rzuciło ją na twarz.

Obracając się i tracąc równowagę, zdążył wypalić cztery razy zanim upadł, trzy razy trafił małego gówniarza w błyszczącym garniturze, z MP5 czy podobnym pistoletem maszynowym, który wyskoczył z budynku za ich plecami. Młody nie miał kamizelki kuloodpornej, dwa wolframowe rdzenie poszatkowały mu płuca, a na przeciwpancerny pocisk w policzek żadna kamizelka nie pomoże. Gangster z łoskotem poleciał z drzwi w tył, w ciemne wnętrze, upuścił peem.

- A to mały skurwiel! – warknęła Nina, obejrzał się, leżeli obok siebie na plecach, obok kupki trupów, też celowała w drzwi, z których wypadła niewczesna młodociana odsiecz.

- Okej?! – rzucił, podrywając się, łopatka bolała, ale umiarkowanie. Sprawdził czy może ruszać ramieniem, pomyślał, że ich kamizelki były warte każdego dolara. Podniósł i schował kamień, znowu rozejrzał się wkoło, ulicę wypełniał gęsty biały dym, świeca od Takao była profesjonalna; kątem oka widział, że Nina też się podrywa.

- Okej!

- Spieprzamy! – wypalił dwa razy ponad ulicą, gdzieś w ścianę lokalu, krzyki jeszcze się wzmogły, ciekawscy i ochrona nieco się pochowali.

Ruszył do schodków, zmieniając magazynek, Nina poczekała chwilę, też wypaliła dwa razy wzdłuż ulicy i pobiegła za nim, świetna dziewczyna. Po drodze zwinął drugą minę kierunkową, nie była potrzebna.

Dopadli samochodu, po czym wolno i ostrożnie pojechali do mariny, na północy portu Osaka.






Codiac
Thu, 3 Apr 2025 12:32:08
Mil-Fantasy, w skrócie milf? :-P
Tak mi się skojarzyło po pani z okładki.

Boni avatar Boni
Thu, 3 Apr 2025 12:50:46
@Codiac

(jakieś tam mikro-spojlery w komciu)

To jest niezłe skojarzenie (BTW jednak jestem cnotliwym dziadersem, nie pamiętałem dokładnie jak się rozwija skrót MILF...) i w takim razie jestem zadowolony z obecnej okładki. Pierwsza wersja była AI-cukierkowa, druga wyszła "młoda kobieta/dziewczyna", a m.in. o to idzie, że Ninę z powieści dzieli od "dziewczyny" z grubsza rzecz biorąc ocean doświadczenia, pamięci i czasu.

PMGPMG
Tue, 8 Apr 2025 13:55:56
Biegnąc parę kroków do grupki Matsudairy rzucił flashbanga na górę, przez wystrzelane oko.

Chyba okno? Ale poza tym czyta się dobrze.

Boni avatar Boni
Tue, 8 Apr 2025 14:37:37
@PMG

Dzięki.

BTW dlatego ważnym kawałkiem mojej mikro-korekty jest słuchanie tego przez text-to-speech, żeby wyłapać to, czego spellcheckery nie łapią, jak te "oko" czy "rekami" (kto w ogóle wymyślił słowo "rek", hańba mu!), czy niezgodności końcówek po 5 edycjach danego akapitu.




 

Engine: Anvil 1.08   BS