NIGHT   RSS blog   RSS komentarze
Licencja Wpisy Losowo Autor Rejestracja




Autor: Boni
Kiedy: 2024-10-24, czwartek
Tagi:  film     
___________________________________

Film 19741974 to był niezły rok w kinie. "Chinatown" Polańskiego przybył i "wybił", także Oskary. Mel Brooks i Gene Wilder byli na szczytach, wypuścili "Płonące siodła" i "Młodego Frankensteina". Coppola też rządził i też miał dubla, z "Ojcem chrzestnym II" i "Rozmową" ("The Conversation" z Gene Hackmanem). Wyszło "Życzenie śmierci" z Bronsonem, czyli ekwiwalent Johna Wicka na lata '70. Fala filmów katastroficznych zaczynała wolno opadać. Kevin Costner zadebiutował w filmie (wydanym dekadę później), ja zadebiutowałem w przedszkolu, na Ziemi zadebiutowali Christian Bale, Leonardo DiCaprio, Joaquin Phoenix i Olivia Colman.

Film 19841984 też był niezły. Z górnej dziesiątki blockbusterów połowa weszła do kanonu kina i popkultury. "Gliniarz z Beverly Hills", "Ghostbusters", "Terminator", "Indiana Jones i Świątynia Zagłady", "Gremliny", "Karate Kid", "Akademia Policyjna", "Miłość, szmaragd i krokodyl", nawet "Footloose" i "Splash" pamięta się do dziś powszechnie. Z pamiętanych, ale mniej udanych projektów - w końcu wyszła "Diuna" Lyncha. Z ambitniejszych: "Amadeus" Milosa Formana, "Pola śmierci" ("The Killing Fields", ten o Kambodży). Polski akcent: "Rok spokojnego słońca" Zanussiego wygrał Złotego Lwa w Wenecji. W mojej okolicy była porażka schyłkowego PRLu i normalnej podstawówki, a jeszcze przed epoką komputerów, ale na świecie było nieco lepiej, urodziły się Olivia Wilde, Aubrey Plaza, Scarlett Johansson.

Film 19941994 wymiatał w kinie. Osiągnięto poziom, gdy wyobraźnię twórców ograniczały już tylko budżety, bo cała technika doszła do celu ("Park jurajski" był rok temu). Więcej niż górna 10 Holywooda była bardzo dobra, z wtedy nieprawdopodobnym sukcesem filmu animowanego (i jego franczyzy zabawkowo-gadżetowej, która znacznie przyćmiła poprzednie), czyli: przybył "Król Lew". Oraz zarobiły krocie "Forrest Gump", "Prawdziwe kłamstwa", "Maska", ta z debiutem Cameron Diaz no i Jimem Carreyem, "Speed" z Sandrą Bullock i Keanu Reevesem, "Głupi i głupszy", "Cztery wesela i pogrzeb", "Flinstonowie", "Wywiad z wampirem" czy "Siła wszystkich strachów". Wyszły też "Gwiezdne wrota", "Kruk" (ten z Brandonem Lee), "Pulp Fiction", "Natural Born Killers", "Skazani na Shawshank", "Hudsucker Proxy" (bracia Coenowie na fali wznoszącej), "Rapa-Nui" (ten pet-project Kevina Costnera, o Wyspie Wielkanocnej), "Clerks" Kevina Smitha, "Ace Ventura: Pet Detective", "Junior" (ten z DeVito i Schwarzeneggerem), "Mały Budda", "Małe kobietki", "Wyat Earp", "Maverick" (ten z Melem Gibsonem) i "Leon: Zawodowiec" (czyli debiut Natalie Portman). Zadebiutowali też Ewan McGregor, Carrie-Anne Moss, Mark Ruffalo, Michale Peña, Liv Tyler, Mark Wahlberg, Kate Winslet i Rachel Weisz. W domu i zagrodzie pracowało się, żyło, nie było za bardzo czasu na kino, bo zadebiutowała na tym świecie druga córka; stąd nadrabiałem przez lata te wszystkie filmy; ale nie da się ich zapomnieć. Jakbym miał zostać na bezludnej wyspie z filmami wydanymi w jednym roku, to chyba byłby to 1994 (choć 1999 jest mocnym konkurentem). Skądinąd przy takim wysypie był moment, że w amerykańskich kinach leciały NA RAZ w październiku 1994: "Forrest Gump", "Skazani na Shawshank", "Pulp Fiction" i jeszcze leciał "Park jurajski" i chyba "Człowiek - demolka". (I to zainspirowało tę październikową notkę.)

Film 20042004 był bardzo dobry, ale zarabia się już raczej na sequelach i kontynuacjach. Na topie "Shrek 2", "Harry Potter i więzień Azkabanu", "Spiderman 2", "Ocean's Twelve" (czyli 2), "Krucjata Bourne'a" (czyli 2), "Jak ugryźć 10 milionów" (czyli 2), "Kill Bill 2", "Kroniki Riddicka" (czyli 2), "Blade:Trinity", "Resident Evil 2", "Alen vs Predator", "Bridget Jones 2", i last but not least "Ghost in the Shell: Innocence" (czyli 2). Jeszcze leci wszędzie "Władca Pierścieni: Powrót króla", wypuszczono ponownie reżyserską wersję "Donnie Darko". Ale nadal można było dłubać (i zarabiać!) w zupełnie świeżych pomysłach, budować nowe franczyzy. Jak kultowy "Hellboy", kultowi animowani "Iniemamocni" (i antykultowy animowany "Polar Express"), czy nieco inaczej kultowa "Pasja" Mela Gibsona. Wyszedł "Aviator" Scorsese, "Terminal" z Tomem Hanksem, "Ja, robot" z Willem Smithem, "Pojutrze", "Van Helsing", "Troja", "Skarb narodów", "Bardzo długie zaręczyny", "Aleksander", "Zakochany bez pamięci", "Bliżej" (ten w obsadzie: Natalie Portman, Jude Law, Julia Roberts, Clive Owen), "Zakładnik" ("Collateral") Michaela Manna, "Powrót do Garden State" Zacha Braffa, "Dogville" von Triera. Zaczęła się "trylogia cornetto" "Wysypem żywych trupów" ("Shaun of the Dead") Wrighta i Pegga, a Zack Snyder zadebiutował jako reżyser.

Film 20142014 już niechybnie wskazuje kierunek, w którym zmierzały "fabryki snów". Top najbardziej oglądanych i zarabiających filmów to same sequele, przeważnie post-komiksowe, rimejki (jak "Maleficent") albo już kolejne restarty (jak "Spidermany" czy "Planety małp"). Jedyny oryginalny film na szczycie to "Interstellar", ale jest około 11 miejsca list blockbusterów; nie ma na topie animowanych (ale "Big Hero 6" czy "Jak wytrenować smoka 2" były oglądane i zarobiły; zaczęła się franczyza filmów Lego). Zaczęła się franczyza "John Wick", ale znacznie bardziej popularny był "American Sniper", wyszły "Boyhood" (ten kręcony 12 lat), "The Grand Budapest Hotel", "Birdman" z Keatonem, "Whiplash", "Obrońcy skarbów" ("Monument Man") Clooneya, dobry remake "Robocopa" ale jednak - remake, "Snowpiercer", "Fury" z Tygrysem 131 i Bradem Pittem, "Na skraju jutra" ("Edge of Tomorrow"), "Lucy" ze Scarlett Johansson, no i niektórzy lubią "22 Jump Street". Przynajmniej Timothée Chalamet zadebiutował w holyłudach.

Film 2024Mamy 2024, jeszcze się nie skończył, no ale. Chińskie filmy zaczynają zarabiać setki milionów zielonych. Na szczycie wysyp filmów animowanych. Prawie wszystko z blockbusterów to późne sequele ("Despicable me 4", "Kung Fu Panda 4", "Deadpool+Wolverine" czyli 3), sequele-mennice ("Inside Out 2" na topie, przebiło już zyskami "Króla lwa" z 1994...), zbędne rimejki ("Beetlejuice:Beetlejuice"). Jedyny "oryginalny" to "Diuna 2"... Zapamiętam, że Zach Snyder męczył kolejny "Rebel Moon", ludzie męczyli "Watchmenów", flopy "Borderlandsów" i rebootu "Kruka", zniszczenie "Jokera", nieszczęsne "Poor Things". Pewnie zapamiętam istnienie "Megalopolis" Coppoli. Guy Ritchie dowiózł "The Ministry of Ungentlemanly Warfare", "Furiosa" podobno OK (ale: prequel restartu franczyzy rodem z 1979...), może Zemeckis da radę z "Here", może uda się z "The Piano Lesson" (młode Washingtony i S.L.Jackson, ale to wprost rimejk sztuki). Nieco rozszerzając, bo rok się nie skończył: "Holdovers" z Paulem Giamatti. Pewnie zapamiętamy, niezależnie od wyników ("życzę powodzenia, nie wróżę sukcesu") "Gladiatora 2" i "Mufasa: The Lion King" (znowu sequele...).

Ogólnie rzecz biorąc, nie ma na czym oka zawiesić, po 30 latach "fabryki snów" filmowych (ale muzycznych, giercowych, książkowych też) zeszły na psy parszywe, w coraz szybciej obracającym się młynie, napędzanym chciwością, tj. kasa>(rimejk/sequel/reboot, od święta prequel/sidestory)>więcej kasy>GOTO1. Ale chyba doszły do dna "w opór", bo trudno sobie wyobrazić jeszcze mniej filmów, na jeszcze większych budżetach, jeszcze bardziej wtórnych i gorszych. Więc może w końcu będzie lepiej?

Z nadciągających filmów jaramy się jak dwa norweskie kościółki i tylko na dwa filmy: żona na "The Last Showgirl" Gia Coppoli (Pamela Anderson, Jamie Lee Curtis, Dave Bautista), ja na animowany "The Lord of the Rings: The War of the Rohirrim" Kenji Kamiyama (pan stojący za genialnymi serialami "Ghost in the Shell"). Plus może dyscyplina dodatkowa - drugi sezon serialu "Severance" w końcu nadchodzi.

Czy coś z filmów 2024 będzie się pamiętać za 30 lat? Pewnie tak, bo zawsze COŚ się pamięta. Ale mam wrażenie graniczące z pewnością, że nie będzie to paczka jak z 1994...





igor
Thu, 24 Oct 2024 17:12:20
Ciekawe, że w 1984 już był widoczny proces (większość filmów z listy to części cykli), który w 1994 się jakby cofnął, by po 2000 wejść już na pełnej kurtyzanie.

A w ostatnich latach obwiniam Disneya z jego taktyką wyciskania każdej franczyzy. Bo sama cykloza w kinie rozrywkowym jeszcze nie jest najgorsza, wczesne MCU są spoko, pierwsze 3 Indiany czy Alieny są super, dziesiąte popłuczyny filmowe (i 4 seriale w międzyczasie) już niekoniecznie.

hellk
Thu, 24 Oct 2024 17:42:12
Tu trzeba nie marudzenia a metody. Punt pierwszy mojej, to ban Disneya, po calosci - bez litosci.

Z tego roku, z kima, zapamietam Monstera
Mlody: Chlopca i Czaple.

Boni avatar Boni
Thu, 24 Oct 2024 21:55:39
Ogólnie, to kultura rimejka czy post-komiksu jest w kinie normą od zawsze i nawet w pięknych latach '90, np. ulubiony "Maverick" też jest remake TV, czy "Maska" komiksu. Ale właśnie - co innego remake czegoś z innej epoki, innego medium (przecież adaptacje książek też można policzyć), szczególnie pierwsza ever, a co innego pierdyliardowy reboot z rimejkiem i kazaczokiem jakiegoś spidermana, batmana, czy innych planet małp, i to w ciągu małych dekad.

BTW nawet Disney potrafił czasem coś wyjąć sensownie z przeszłości, np. "Maleficent"czy "Alicję" Burtona, albo mniejsza, że nieudane "Pinokio" czy "Dumbo", to można policzyć za OK, "odgrzewanie bardzo dawnego kotleta w nowych czasach dla nowych ludzi". Ale tak jak komentujecie, to tylko jakieś procenty Disneya plus może parę procent czegoś nowego, owszem, ich 90% to przykre wyciskanie rzeczy poprzednich, czasem do zdechnięcia.

Boni avatar Boni
Mon, 28 Oct 2024 09:26:12
Mikro-errata: jakimś cudem nie wspomniałem o "Terminatorze" w 1984 i "GitS:Innocence" w 2004, choć nawet były w jakichś notatkach, hańba mi, dopisane.

Borys
Tue, 29 Oct 2024 09:34:50
Wpis tyleż smutny, co potrzebny, żeby potwierdzić tezę o OBIEKTYWNYM peaku kina (rozrywkowego, wysokobudżetowego) w latach 80-90, i o jego OBIEKTYWNYM dramatycznym kreatywnym upadku po roku 2010.

> Ale chyba doszły do dna "w opór", bo trudno sobie wyobrazić jeszcze mniej filmów, na jeszcze większych budżetach, jeszcze bardziej wtórnych i gorszych. Więc może w końcu będzie lepiej?

m. na swoim blogu uzmysłowił mi niedawno, i było to bardzo bolesne, że przecież żaden trend kinowy jeszcze nie powrócił. Istnieje więc niemałe prawdopodobieństwo, że kino będzie muliło przynajmniej przez resztę naszego życia i że pozostaną nam powtórki „Gorączki” et consortes.

Co nie jest bynajmniej smutną perspektywą.

Codiac
Mon, 4 Nov 2024 09:13:27
2024 wygląda inaczej również dlatego, że kino poszło nieco w odstawkę, wszyscy chcą kręcić seriale. Lepsze, gorsze, ale jest ich na pęczki.

Niemniej za słabość współczesnego kina ja również obwiniam w znacznej mierze Disneya. O ile na Deadpoola 3 poszedłem (bo Deadpool to taka poboczna gałąź) to i tam było widać męczące trendy kinowe, a resztę MCU darowałem sobie parę lat temu. Nie chce mi się oglądać kilku filmów, i seriali (dostępnych tylko na jednym płatnym portalu) żeby zrozumieć o co chodzi w kolejnym miałkim i wyglądającym tak samo filmie. A przecież Disney/Marvel i tak robi lepsze filmy niż np. DC.
W tym kontekście jeszcze smutniejszym jest fakt, że należą do nich Gwiezdne Wojny. Czasami udaje im się zrobić coś ciekawego (Andor), ale częściej to dalsze wyciskanie zużytej cytryny.

Tylko... jak się trochę poczyta o historii kina to wychodzi na to, że wcześniej było podobnie. To znaczy producenci też decydowali o wszystkim i niejeden świetny projekt został uwalony albo mocno zmieniony przez nich. Jeśli coś się udawało dowozić to dlatego, że reżyserzy się stawiali albo projekt znikał z radaru. To co się działo przy Ojcu Chrzestnym jest świetnym przykładem, producenci ciągle podstawiali mu nogę i oczekiwali, że to będzie straszna wtopa.

A ja w ogóle czasami się zastanawiam na ile jestem outsiderem. Zwłaszcza kiedy widzę reakcje innych na filmy czy aktorów, oraz to jak sobie nawzajem reklamują produkcje. Przed matriksem się długo broniłem, bo to co słyszałem brzmiało dla mnie zniechęcająco. W przypadku kilku aktorek widziałem już takie skupianie się na tym jakie to one są ładne i seksowne, że zupełnie ucieka jakie potrafią być utalentowane. Męczące to.


igor
Mon, 4 Nov 2024 13:06:13
"kino poszło nieco w odstawkę, wszyscy chcą kręcić seriale"

No ale w serialach jest podobnie. Z tą różnicą, że szczyt formy był znacznie później, gdzieś koło 2010? To był też ostatni moment, gdy seriale dobrze się nadawały do small talku w przypadkowym towarzystwie, bo przynajmniej połowa oglądała ten sam serial (GoT, Breaking Bad). Teraz jest ich tyle, że każdy ogląda inny. 1 dobry przypada na 100 nijakich, za to intensywnie promowanych. Ja jeśli już oglądam, to zwykle takie sprzed kilku lat, bo jeśli nadal ludzie o nich mówią, to jest szansa, że na to zasługują.

Codiac
Mon, 4 Nov 2024 18:36:24
Jest też przesyt rynku. Serwisów streamingowych się namnożyło, wszystkie próbują kusić do siebie, a prościej jest kusić ilością niż jakością.
Ja tylko nie wiem czy to przejściowe i jeszcze nam krzywa spadnie, czy może najpierw musi kapitalizm upaść i sobie głupi ryj rozwalić, a wcześniej zdąży nas nakarmić treściami tworzonymi przez ML, coraz głupszymi i bardziej generycznymi.

Boni avatar Boni
Mon, 4 Nov 2024 19:01:24
Ja za ostatni okres w kinie ogólnie obwiniam współczesną mega-chciwość (a co nowego...) pomnożoną przez oczojebną konkurencję gier i kurczenie się rynku kinowego na rzecz gier i seriali, czego Disney może wyrazem, ale przecież ani przyczyną, ani jedyny.

Tzn. zamiast kręcić 100 filmów po 50mln i wtopić 20 kaszanów, zarobić na reszcie 100% czyli 80x50=4000mln Holywood woli za te same 5000M zrobić 20 filmów po 250M, bo na takich za 250M zarabia się nie żałosne 100% i to jeszcze WOLNO, ale być może uda się wycisnąć z tłumów 300% i to szybko, więc w sumie będzie 16x500=8000mln, PROFIT!1!, no chyba że coś nie pyknie...

I tle, przecież to jest powszechne myślenie za ostatnie dekady także w przemyśle (BTDT), zarządzaniu urzędniczo-państwowym i w innych mediach: trza robić "spędy" i lepsza jedna mega wygrana/ inwestycja/ zysk/ klient niż nudne dłubanie dzień po dniu w 10 zwykłych inwestycjach, klientach, filmach.

Codiac
Mon, 4 Nov 2024 19:42:55
@mega-chciwość
Nie no, z tym to ja przecież dyskutować nie będę. Maksymalizacja krótkoterminowych zysków kosztem wszystkiego innego i enshitification of things to obecnie norma. A ML jeszcze to pogorszy. Oraz oczekiwanie nieskończonego wzrostu (aż do momentu gdy banieczka pyknie, co nie?).

Winą Disneya jest to, że zebrał sporo fajnych i ciekawych marek i wszystkie je przerabia na jedną papkę. Ale wiadomo, że nie jeden Disney tak robi. Oni po prostu mają spory kawałek tortu, więc lepiej ich widać.
Ale niedawno zaśmiewałem się (na facebooku), że netflix wprowadza nową strategię, która ma przynieść lepszą jakość seriali. Będą, uwaga, produkować mniej i taniej.





 

Engine: Anvil 1.08   BS