Kapelę "Thirty Seconds to Mars" (dalej 30STM) sprzedała mi, zdaje się, żona. Bo w czasach kiedy zaczynali, coś koło 15 lat temu, miałem ich za jakieś takie emo-rock-niwiadomoco. Muza rockowata czy nawet podjeżdżająca pod softmetal? nie moje porno. Fabularyzowane teledyski, jak ten
"chiński" do "From Yesterday"? o wiele za długie, wyrosłem z. Emo wszędzie? Apocomnieto.
Ale jakby trochę poprawiało im się przez lata, przynajmniej moim zdaniem. Zespół jakby nieco (nieco!) dorósł, szczególniej frontman (Jared Leto). Dodali do muzy trochę wiecej przeszkadzajek, symfonii i elektroniki, ogólnie rozbudowali scenę - duży plus. Teledyski, nadal epickie albo zakręcone, zaczęły robić się zakręcone epicko we właściwych kierunkach.
Gdzieś tak około "This Is War" zacząłem 30STM słuchać "sam z siebie", a nie tylko na zasadzie, że żona słucha; "Love, Lust, Faith and Dreams" też było całkiem ok. A wcześniejsze kawałki, powiedzmy, przyzwyczaiłem się i zrobiły się znośne.
Stąd kiedy jakieś pół roku temu w drodze do klienta radio w samochodzie nagle zapuściło całkiem przyzwoity i na bogato "hymn", w stylu jakiegoś ponowoczesnego progresywnego rocka, miałem "ejże, czy to nie jest przypadkiem nowe 30STM i czyż nie jest to zacna zacność?". Okazało się, że owszem, był to singiel "Walk on Water", promujący nadciągający nowy album.
Spodobało nam się, obczajaliśmy regularnie następne single - no niestety, już takie fajne nie były.
Płyta "America" w końcu wyszła, na początku kwietnia, i jw. - no niestety, miejscami fajna nie jest. Szybko odkryłem klucz do niefajności - zespół (a raczej, zapewne, wytwórnia) pocisnęła przy tym albumie jakimś producentami i współwykonawcami z d... wyjętymi. Leto wspominał o "eksperymentach" i "nowych kierunkach", tyle, że poszły one moim zdaniem w zdecydowanie złym kierunku. Jacyś raperzy, jacyś wyjęci spod kamienia producenci, jacyś niemieccy DJe o rosyjskich korzeniach? Sorki, to nie działa.
Ale jednak - spoko "działają" te kawałki, których producentem był Leto ew. Leto z kolegami z zespołu. Czyli jakoś tak połowa płyty jest do rzeczy, moim zdaniem.
Dobre i to.