Miało być o czym innym, ale nagle mi się przypomniało, że to prawie dokładnie moje trzylecie w Szkocji; nawet jakoś tak majowy bank holiday (pierwszy poniedziałek maja jest tu wolny, 1 maja nie, 3 oczywiście też nie) podobny - wtedy zalegałem po
wyczerpującej "przeprowadzce" i zainstalowaniu się ekspresowym. Teraz też sobie zalegamy, bo nie było chęci i pogody na jakieś wypady, po uczciwie przepracowanym tygodniu, na uruchomieniu podstacji farmy wiatrowej - tyle, co w sobotę polataliśmy po zakupy, ale nieco przez górki.
Co się u nas zmieniło?
Niewiele. Jakieś materialne drobiazgi, inne samochody, telewizory, sprzęty. Miejsca codzienne - te same. Chata ta sama. Ludzie prawie ci sami - jakaś sąsiadka zmieniła się w sąsiada, jacyś koledzy w pracy minimalnie się tasują. Zdrowie mniej więcej to samo. Dzieci nie przybyło.
Co się zmieniło ogólniej?
Pewnie trochę się zmieniło przez trzy lata, w Szkocji, w UK, w Polsce, na świecie. Ale po prawdzie bardzo niewiele z tego nas interesuje czy zaskakuje, a jeszcze mniej nas dotyczy.
Jak jest?
Normalnie jest.
Jak będzie?
Kto to wie. Cele, środki, okoliczności pozostają mniej więcej takie jak 3 lata temu - próbujemy sobie w miarę spokojnie żyć, we w miarę uroczym kąciku Rzeczywistości; jedyny w miarę jasny cel i cezura na przyszłość, to brytyjskie obywatelstwo.
W zasadzie, nie ma o czym gadać.