Licencja

Ostatnie wpisy:


Ostatnie komentarze:

Boni - Zakazane piosenki
Tue, 23 Oct 2018 00:06
@Hellk Ok, to jest nawet fajna muza (IIRC kiedyś to...

Fumiko - Zakazane piosenki
Mon, 22 Oct 2018 15:52
Z ładujących bateryjki to ja tylko to tutaj...

Codiac - Zakazane piosenki
Mon, 22 Oct 2018 15:44
@Punjabi Boni, jak znajdziesz więcej to podziel się...

Hellk - Zakazane piosenki
Mon, 22 Oct 2018 14:52
Jak juz wymysla auto ruszajace na trietyloboranie, to...

Boni - Zakazane piosenki
Mon, 22 Oct 2018 13:19
@Gatling No z rapem i dubstepem to faktycznie, zły...

Gatling - Zakazane piosenki
Sun, 21 Oct 2018 14:03
oj, nawet się nie będę pchać z moim...

Boni - Zakazane piosenki
Sat, 20 Oct 2018 01:57
@cmos, Blind Guardian Kiedyś już polecałeś,...

Codiac - Zakazane piosenki
Fri, 19 Oct 2018 18:25
@Hadouken - nie no, jasne, ja też nie jestem jakimś...

cmos - Zakazane piosenki
Fri, 19 Oct 2018 14:50
Ja bym zaproponował Blind Guardiana "Wheel of Time" (...

Boni - Zakazane piosenki
Fri, 19 Oct 2018 08:47
@Codiac @Hadouken mam trochę problem jak z innym...


Rollka:

Blog de Bart
Ceàrdach
Co lepsze kawałki
Ekskursje w dyskursie
Inżynieria Wszechświetności
Nameste blog
Ogólna teoria
pattern recognition
Polska-NRD-Niemcy-Świat
snafu
Teklak
Utilitymon
Wrzutnia nocna

Inne:

inSitu - pudełko z obrazkami
Eat me. Drink me.
Szrot nasz codzienny
EVA prawdé ci powié
PolitMap



Valid HTML 4.01 Strict

Valid CSS

powered by PHP

Wpisy    Losowo    Autor    Rejestracja    Zgłoś błąd
RSS blog   RSS komentarze







Autor: Boni
Kiedy: 2015-01-20, wtorek
Tagi:  fun, triptrop
___________________________________
(Frankfurt, 2012)

Zdarzyło mi się spóźnić na samolot do PL, bo czytałem książkę. No dobra, miałem dużo czasu, siedziałem se spokojnie na właściwym gejcie, czytając, ludzie zaczęli się schodzić, ale jakoś tak zrobiło się późno i nagle okazało się, że owszem, ludzie się zbierają i gejta otwierają, ale do Włoch bodajże. Bo właściwy gejt w międzyczasie zrobił się niewłaściwy, a ten mój, przeniesiony pół lotniska w bok, to już zamknięty i samolot właśnie kołuje. Ale Lufthansa w osobie pani ze spec-sekcji ds. idiotów jak ja, przebukowała mnie na następny samolot bez problemu, oczywiście po pokazaniu mi palcem dopisku bardzo drobnym druczkiem na dole biletu, że szczegóły lotu i odlotu mogą ulec zmianie. Nawet nie musiałem przyznawać się do Murakamiego, bo w sumie, nikt o przyczynę zagapienia nie pytał.

(Szwajcaria, ok 2000, z drugiej ręki)

Dwie pary młodych ludzi wybrały się, bodaj corollą, na dłuższy wypad kampingowy w Alpy. Samochodzik mały, więc załadowany po czubek, ale dzielnie dotoczył się do szwajcarskiej granicy, jakąś mało uczęszczaną trasą; pod wieczór trafili na symboliczne przejście graniczne ze znudzonym pogranicznikiem szt. 1 z karabinkiem szt.1 i celnikiem szt. 1. Służby ocknęły się i przystapiły do siakiej-takiej kontroli, jak to na granicy EU albo i UK bywa. Kontrola idzie raczej pod górkę, bo służby minimalnie po angielsku, a chłopaki angielski owszem, ale niemiecki przyzerowo (dziewczyny chowają się w wozie). Szwajcarzy poprosili, żeby otworzyć bagażnik, więc otwarto nieco napakowanego kompakcika. Celnik zwyczajowo pyta co to to, albo co to tamto, chłopaki próbują łamanym niemieckim, albo średnim angielskim objaśnić, że to graty kampingowe itp. Celnik pyta się o duży pakunek pod spodem. No i tu nastąpił kryzys, gdyż, coraz bardziej zdenerwowane chłopaki nie tylko nie wiedzą jak jest po niemiecku, ale nawet po angielsku zapomnieli, jak jest "namiot". Więc zacięli się, jąkają się do siebie i "eee", "no, eee, no", celnik zbystrzał i uważniej się im przygląda, w końcu kolega narratora wypalił "ten, no, NAMIOTEN". Po sekundzie narrator i dziewczyny leżeli ze śmiechu na glebie, po dwu sam lingwista. Ale jak już się ze śmiechu pozbierali, okazał się, że celnik cofnął się trzy kroki i ma minę raczej srogą, a pogranicznik ma karabinek nie na plecach, ale w ręku... I zaraz służby doszły do oczywistego wniosku, że polskie towarzystwo jest naćpane po same ciemiączka, więc przyszło do wypakowania całego samochodu, przeglądu bagażu i kieszeni, tudzież rozebrania nieco tapicerki - z pierwotnie rutynowej kontroli i zabitego dechami przejścia odjechali po 6 godzinach...

(Flensburg, ok 2011)

Na granicy duńsko-niemieckiej już nawet ślad nie został po przejściach i budach, ot, tylko typowa w EU kreska na jezdni i tablice informacyjne. Więc jedziemy na luzie gdzieś pod Flensburgiem, gadmy se, w sumie zadowoleni, że całodniowa podróż pomału się kończy; szczególniej, że cały czas w deszczu albo i ulewie, a ruch na drogach niemały. Mijamy w deszczu te złoża różnych tablic info koło granicy, po 10 latach jeżdżenia do DK nikt nawet nie spojrzał na znaki itp. I nagle na dwupasmowej autostradzie zewnętrzny (prawy) pas jest zablokowany jakimiś barierkami i świecidełkami i napisami, a na środku między pasami jakiś ziutek-budowlaniec w odblaskowym wdzianku, w deszczu kieruje ruchem czy coś. Ostro hamujemy i próbujemy nie rozjechać machającego rencamy pana stopka, objeżdżając jego i jego wykopy czy inne budowy od lewej, ale w tym momencie okazuje się, że metaforycznie wpłynęliśmy pod prąd, w gówno i bez wioseł. Gdyż to nie jest budowlaniec, ale pogranicznik, to nie budowa, ale blokada, i powinniśmy zjechać na prawo do kontroli, na jakieś zasrane ludźmi i samochodami parkingi pod gołym niebiem (dawne TIRowskie chyba), gdzie se Duńczycy urządzają demonstracyjne szykany anty-EU i poligon rasizmu-szowinizmu (bo jak się potem okazało, kierowali do full kontroli wszystkie samochody na obcych rejestracjach ORAZ na duńskich, jeśli kierowca beżowy itp.). Jak się w sekundzie zorientowaliśmy o co kaman, byliśmy ze 20m za blokadą, ale zjeżdżamy na pobocze, bo przecież jednak granica i pogranicznik, co nie. Który leci do nas wkurwiony na maxa w tym deszczu i bardzo niegrzecznie wypłacił w przelocie naszemu samochodzikowi klapsa w tylny słupek, aż w środku huknęło. Tudzież po otwarciu okna zaczął od kwiecistej zjebki w mowie Wikingów. No ale nam też się zrobiło nieco "co tu się k... wyrabia i jak cię ch... postawili w deszczu w nagrodę, to se grzecznie moknij, a nie napieprzasz w cudzy samochód", więc zaraz chłodno sprowadziliśmy pana stopka do języka angielskiego i krótkiego męskiego "no to przejechaliśmy twoją zasraną blokadę, wielkie sorasy, wypłacz mi tako rzeke, ale co teraz, mamy zawracać pod prąd na ten pieprzony parking czy jak?" (parking z pandemonium mamy na widoku po prawej, tylko że za barierką a wjazd 50m z tyłu). Na co stopek pomyślał sekundę i kazał nam fuck off i spieprzać, i wiecie, jakoś nie oponowaliśmy. W sumie, był niezły profit, bo słupka jednak nie wgniótł, a najmarniej godzinę-dwie zaoszczędziliśmy.








Engine: Anvil 0.88   BS 2012-2018