Logo
"Labirynt" tom 1 (2022)

Moja powieść SF z okazji 100-lecia urodzin S.Lema
Labirynt 1
"Lekkość" (2025)

Moja powieść techno-fantasy
(tom 2 cyklu "Urocza)"
Urocza 2 - Lekkość

Ostatnie wpisy:


Ostatnie komentarze:

rozie - Wgląd w błąd - Lem (5)
Wed, 28 Oct 2026 22:42
14g jest jeszcze do przyjęcia, szczególnie w warunkach...

Codiac - Muza (63) - AltCeltic
Sat, 24 Oct 2026 15:10
Jak już dawno ustaliliśmy, nasze gusta muzyczne nieźle...

JoP332 - AI ślurp (1)
Tue, 20 Oct 2026 10:41
Branża literacka to już zombie, które się toczy siłą...

Boni - AI ślurp (1)
Mon, 19 Oct 2026 16:27
Och, to drobiazg :/ bo jednak LLMy i tłumaczenia to dosyć...

JoP332 - AI ślurp (1)
Mon, 19 Oct 2026 15:43
@„ Jest taniej, szybciej, ch...jowiej” To, co się w...

Boni - Muza (63) - AltCeltic
Mon, 19 Oct 2026 08:49
@Greg Spoko kawałek, ale ja bym go nie dodał, bo go...


Tagi:

Alba DIY Hellas MotH Vorin bibliotheca blogorg film fun geannaire gogika hejt kwestia-ceny labirynt lemiana lewałki marynata mitogogika motocyk muza namysł nazakupy nieznośna nostalgia okolice pieczarki prawałki przemysł rapiery redukcja striptyz sumo szort szrot triptrop unrealpolitik urocza varia wydaje-się zagrywka zen Éire

Fuller
Strona-agregator dla kontentu, który wchłaniam na co dzień


Inne własności:

Cegielnia
Logos - wygryw w słówka
inSitu - pudełko z obrazkami
Eat me. Drink me.
Szrot nasz codzienny
EVA prawdé ci powié
PolitMap


Valid HTML 4.01 Strict

Valid CSS

powered by PHP

    NIGHT   RSS blog   RSS komentarze
Licencja  Wpisy  Losowo  Autor  Rejestracja 




Autor: Boni
Kiedy: 2015-01-20, wtorek
Tagi:  fun, triptrop     
___________________________________

(Frankfurt, 2012)

Zdarzyło mi się spóźnić na samolot do PL, bo czytałem książkę. No dobra, miałem dużo czasu, siedziałem se spokojnie na właściwym gejcie, czytając, ludzie zaczęli się schodzić, ale jakoś tak zrobiło się późno i nagle okazało się, że owszem, ludzie się zbierają i gejta otwierają, ale do Włoch bodajże. Bo właściwy gejt w międzyczasie zrobił się niewłaściwy, a ten mój, przeniesiony pół lotniska w bok, to już zamknięty i samolot właśnie kołuje. Ale Lufthansa w osobie pani ze spec-sekcji ds. idiotów jak ja, przebukowała mnie na następny samolot bez problemu, oczywiście po pokazaniu mi palcem dopisku bardzo drobnym druczkiem na dole biletu, że szczegóły lotu i odlotu mogą ulec zmianie. Nawet nie musiałem przyznawać się do Murakamiego, bo w sumie, nikt o przyczynę zagapienia nie pytał.

(Szwajcaria, ok 2000, z drugiej ręki)

Dwie pary młodych ludzi wybrały się, bodaj corollą, na dłuższy wypad kampingowy w Alpy. Samochodzik mały, więc załadowany po czubek, ale dzielnie dotoczył się do szwajcarskiej granicy, jakąś mało uczęszczaną trasą; pod wieczór trafili na symboliczne przejście graniczne ze znudzonym pogranicznikiem szt. 1 z karabinkiem szt.1 i celnikiem szt. 1. Służby ocknęły się i przystapiły do siakiej-takiej kontroli, jak to na granicy EU albo i UK bywa. Kontrola idzie raczej pod górkę, bo służby minimalnie po angielsku, a chłopaki angielski owszem, ale niemiecki przyzerowo (dziewczyny chowają się w wozie). Szwajcarzy poprosili, żeby otworzyć bagażnik, więc otwarto nieco napakowanego kompakcika. Celnik zwyczajowo pyta co to to, albo co to tamto, chłopaki próbują łamanym niemieckim, albo średnim angielskim objaśnić, że to graty kampingowe itp. Celnik pyta się o duży pakunek pod spodem. No i tu nastąpił kryzys, gdyż, coraz bardziej zdenerwowane chłopaki nie tylko nie wiedzą jak jest po niemiecku, ale nawet po angielsku zapomnieli, jak jest "namiot". Więc zacięli się, jąkają się do siebie i "eee", "no, eee, no", celnik zbystrzał i uważniej się im przygląda, w końcu kolega narratora wypalił "ten, no, NAMIOTEN". Po sekundzie narrator i dziewczyny leżeli ze śmiechu na glebie, po dwu sam lingwista. Ale jak już się ze śmiechu pozbierali, okazał się, że celnik cofnął się trzy kroki i ma minę raczej srogą, a pogranicznik ma karabinek nie na plecach, ale w ręku... I zaraz służby doszły do oczywistego wniosku, że polskie towarzystwo jest naćpane po same ciemiączka, więc przyszło do wypakowania całego samochodu, przeglądu bagażu i kieszeni, tudzież rozebrania nieco tapicerki - z pierwotnie rutynowej kontroli i zabitego dechami przejścia odjechali po 6 godzinach...

(Flensburg, ok 2011)

Na granicy duńsko-niemieckiej już nawet ślad nie został po przejściach i budach, ot, tylko typowa w EU kreska na jezdni i tablice informacyjne. Więc jedziemy na luzie gdzieś pod Flensburgiem, gadmy se, w sumie zadowoleni, że całodniowa podróż pomału się kończy; szczególniej, że cały czas w deszczu albo i ulewie, a ruch na drogach niemały. Mijamy w deszczu te złoża różnych tablic info koło granicy, po 10 latach jeżdżenia do DK nikt nawet nie spojrzał na znaki itp. I nagle na dwupasmowej autostradzie zewnętrzny (prawy) pas jest zablokowany jakimiś barierkami i świecidełkami i napisami, a na środku między pasami jakiś ziutek-budowlaniec w odblaskowym wdzianku, w deszczu kieruje ruchem czy coś. Ostro hamujemy i próbujemy nie rozjechać machającego rencamy pana stopka, objeżdżając jego i jego wykopy czy inne budowy od lewej, ale w tym momencie okazuje się, że metaforycznie wpłynęliśmy pod prąd, w gówno i bez wioseł. Gdyż to nie jest budowlaniec, ale pogranicznik, to nie budowa, ale blokada, i powinniśmy zjechać na prawo do kontroli, na jakieś zasrane ludźmi i samochodami parkingi pod gołym niebiem (dawne TIRowskie chyba), gdzie se Duńczycy urządzają demonstracyjne szykany anty-EU i poligon rasizmu-szowinizmu (bo jak się potem okazało, kierowali do full kontroli wszystkie samochody na obcych rejestracjach ORAZ na duńskich, jeśli kierowca beżowy itp.). Jak się w sekundzie zorientowaliśmy o co kaman, byliśmy ze 20m za blokadą, ale zjeżdżamy na pobocze, bo przecież jednak granica i pogranicznik, co nie. Który leci do nas wkurwiony na maxa w tym deszczu i bardzo niegrzecznie wypłacił w przelocie naszemu samochodzikowi klapsa w tylny słupek, aż w środku huknęło. Tudzież po otwarciu okna zaczął od kwiecistej zjebki w mowie Wikingów. No ale nam też się zrobiło nieco "co tu się k... wyrabia i jak cię ch... postawili w deszczu w nagrodę, to se grzecznie moknij, a nie napieprzasz w cudzy samochód", więc zaraz chłodno sprowadziliśmy pana stopka do języka angielskiego i krótkiego męskiego "no to przejechaliśmy twoją zasraną blokadę, wielkie sorasy, wypłacz mi tako rzeke, ale co teraz, mamy zawracać pod prąd na ten pieprzony parking czy jak?" (parking z pandemonium mamy na widoku po prawej, tylko że za barierką a wjazd 50m z tyłu). Na co stopek pomyślał sekundę i kazał nam fuck off i spieprzać, i wiecie, jakoś nie oponowaliśmy. W sumie, był niezły profit, bo słupka jednak nie wgniótł, a najmarniej godzinę-dwie zaoszczędziliśmy.








 

Engine: Anvil 1.08   BS