Licencja

Ostatnie wpisy:


Ostatnie komentarze:

Boni - Epoka wyuczonej bezradności
Sun, 15 Jul 2018 11:35
@janekr Możesz też wcale nie używać czytnika,...

janek.r - Epoka wyuczonej bezradności
Sun, 15 Jul 2018 08:11
Ja jestem bezradny i nie jest to bezradność wyuczona....

Boni - Epoka wyuczonej bezradności
Sat, 14 Jul 2018 18:36
W sumie racja, to nie był najlepszy przykład. Inna...

Bober - Epoka wyuczonej bezradności
Sat, 14 Jul 2018 17:36
@Boni Ale to nie jest bezradność. Bezradnością...

Boni - Epoka wyuczonej bezradności
Sat, 14 Jul 2018 16:38
@Bober Przykład z wczoraj czy dzisiaj - masz fajny...

Bober - Epoka wyuczonej bezradności
Sat, 14 Jul 2018 10:56
"Oczywiście, można by wypisać tu zylion anegdot w...

Boni - Historie ze złomowiska
Thu, 12 Jul 2018 18:40
@Gatling Dzięki. Co do sprzęta, powiem tak,...

Gatling - Historie ze złomowiska
Thu, 12 Jul 2018 12:51
miło się czyta takie radosne notki, dają vicarious...

Boni - Historia jajem się toczy
Wed, 4 Jul 2018 20:18
@charliebravo IMHO może i jest jakaś tam większa...

zz_top - Historia jajem się...
Wed, 4 Jul 2018 08:48
Ależ zasada "zajmujemy się najpierw zabezpieczeniem...


Rollka:

Blog de Bart
Ceàrdach
Co lepsze kawałki
Ekskursje w dyskursie
Inżynieria Wszechświetności
Nameste blog
Ogólna teoria
pattern recognition
Polska-NRD-Niemcy-Świat
snafu
Teklak
Utilitymon
Wrzutnia nocna

Inne:

inSitu - pudełko z obrazkami
Eat me. Drink me.
Szrot nasz codzienny
EVA prawdé ci powié
PolitMap



Valid HTML 4.01 Strict

Valid CSS

powered by PHP

Wpisy    Losowo    Autor    Rejestracja    Zgłoś błąd
RSS blog   RSS komentarze







Autor: Boni
Kiedy: 2014-10-25, sobota
Tagi:  namysł
___________________________________
Sięgnąłem po coś tam do "Mini wykładów..." Leszka Kołakowskiego, i wpadła mi w oko mini-krytyka uogólnionego buddyzmu, w duchu "buddyzm=nihilizm" (końcówka mini-wykładu "O podróżach"):

(instynkt ciekawości itp.) Zakłada się mianowicie, że świat, w którym przebywamy, świat naszego doświadczenia, jest  c z e g o ś   w a r t. Gdybyśmy wierzyli, jak prawdziwi buddyści, że świat niczego nie jest wart, że jest tylko masą cierpienia i bólu, że wszędzie i zawsze jest taki sam pod wszystkimi względami, co się liczą, a różnice są bez znaczenia, że nic nowego pod słońcem, że historia ludzka nie jest niczym innym, jak monotonnym powtarzaniem tego samego nieszczęścia - gdybyśmy w to wierzyli, nie doświadczalibyśmy żadnej potrzeby nowości, żadnej ciekawości, a więc żadnej ochoty do podróżowania.

Ale o to, czy prawdziwi buddyści mają rację, pytać nie będziemy. Zapuszczamy się bowiem w tym miejscu w mroczną przepaść metafizyki, tego zaś czynić nie wypada przy okazji tak frywolnej, jak rozważania o podróżach


Kołakowski uważał, że nie wypada, ale mnie spoko wypada. Ale może po kolei, bo zanim się człek zapuści w jakąś mroczną przepaść, warto rozejrzeć się po jej obrzeżach a nawet zrobić krok wstecz i sprawdzić założenia.

Założenia buddyzmu z grubsza (serio, z gruba) ujęte powyżej przez Kołakowskiego, są w istocie założeniami mnóstwa czasów, miejsc i nurtów myślenia - są to równie dobrze założenia stoików, judeo-chrześcijańskie (Kohelet np.) czy niektórych nurtów hinduizmu. Ogólnie, z tego niekoniecznie wynika, że są to jakieś "prawdziwe" czy "obiektywne" założenia, równie dobrze można wnioskować, że ponieważ ludzie na przestrzeni tysięcy lat i całej planety, operują podobną inteligencją, czy nawet podobnym typem mądrości, z podobnym rozpoznawaniem wzorców, w podobnych ramach biologii i psychologii, tłumacząc podobny świat - dochodzą w swoich umysłach do podobnych założeń. Że świat jest kołowrotem cierpienia i ogólnie niewiele wart, że nihil novi sub sole, że wszystko już było, że z prochu powstałeś w proch się obrócisz i że marność nad marnościami, wszystko marność. No może z małymi przebłyskami miłości, miłosierdzia, dobra i piękna. Ale to tylko drobne przestoje i wpadki przy pracy młynów cierpienia, mielących bezustannie wszystkie czujące istoty na proch i pył.

W szczególe, dosyć trudno "w istocie" takie założenia podważyć, więc można przyjąć, że intersubiektywnie, tak jest, jak się powyżej wydaje.

Ale moim zdaniem, znacznie ważniejsze, jakie z powyższych założeń i konstatacji wyciąga się wnioski co do Rzeczywistości. I nie jest moim zdaniem tak, jak sugeruje Kołakowski i nie tylko on, że to z założeń jw. wynika stosunek do najogólniej rozumianego "świata" i jego mieszkańców, że jest świat czegoś wart albo i nie. To raczej - nasz pierwotny "pomysł na świat" i wdrukowany albo wychowany albo wyrozumowany stosunek do niego, skrzyżowany z założeniami o cierpieniu i nieszczęściu, rodzi wnioski, nastawienia, a po chwili to nawet całe systemy filozoficzne. Oraz ich zasadne lub nie krytyki tudzież używane przez krytyków przymiotniki, a zwolenników - przymioty.

Gdyż jeśli ktoś widzi cierpienie i świat tak, że skoro tu źle, to gdzieś musi być lepiej plus widzi prowizoryczność i entropię, zaraz wymyśla piekła i nieba, grzechy, sądy, i całą tę teistyczną menażerię. A po jakimś czasie będzie z tego pół chrześcijaństwa, islam, pół hinduizmu, itd itd.

Jeśli ktoś widzi cierpiący świat jako z gruntu i w istocie nienaprawialny, ląduje w nihilizmach i fatalizmach, czyli przeważnie w drugiej połowie chrześcijaństwa i hinduizmu, odrobinie buddyzmów, itp. depresjach.

Jeśli ktoś widzi cierpiący świat naprawialnym ateistycznie, ląduje w rejonach od Epikura po mniej lub bardziej naiwne pragmatyzmy; teistycznie - w konceptach cudów, aniołów i naprawdę dziwnych pomysłów.

Jeśli ktoś widzi cierpiący świat złym, ląduje, świadomie lub nie, w rejonach od satanizmu przez manicheizmy po moralność kamieni chyba, bo nawet nie zwierząt.

Jeśli ktoś widzi cierpiący świat obojętnym i niepodatnym na zmiany "w istocie" ale nie uważa, żebyśmy MY musieli pozostawać obojętni czy fatalistyczni, ląduje w jakichś odmianach stoicyzmu i większości buddyzmu.

Rozwijając i odpierając myśl Kołakowskiego, co do buddyzmu (a la zen itp., ale też stoicyzmu) - świat oczywiście, że jest czegoś wart, bo jest to jedyny świat jakim mamy i w jakim przyszło nam i innym żyć. Nie mamy drugiego, nie jest on poczekalnią czy prowizorką. Tylko w tym świecie możemy uprawiać cnoty czy doznawać mniej czy bardziej głębokich oświeceń, co do jego i jego mieszkańców natury i Rzeczywistości. Już choćby z tego względu jest czegoś wart. Oczywiście, że nie jest monotonny czy tylko masą cierpienia i bólu, gdyż wtedy nie dopuszczałby żadnej zmiany na lepsze, nawet stoik nie mógłby być lepszym stoikiem czy buddysta szukać oświecenia. Tudzież - nie jest monotonny czy nudny, gdyż chyba żaden, nawet hardkorowo fatalistyczny stoik czy buddysta, nie neguje, że można bez większego problemu, ciekawie i kreatywnie urozmaicić i zmienić świat na ZNACZNIE GORSZE.

Chyba jedyne co w istocie różni stoików i buddystów, to że prowadząc utarczki i prace wewnętrzne POMIMO świata pełnego cierpienia i nieszczęścia, różnią się rozumieniem i metodami tego "pomima". I z tych metod i pomysłów wynika cała reszta, chyba także to, że oświeceni buddyści wydają się bardziej ciekawi świata, poszukujący różności i żyjący chwilą, niż podobni im stoicy. A "mistrz to ktoś, kto już nie szuka, lecz jedynie znajduje" (E.Herrigel "Zen w sztuce łucznictwa").





rozie
Sat, 1 Nov 2014 13:27:57
Na wstępie zaznaczę, że o buddyzmie to ja bardziej z książek/netu (w tym w znacznej mierze Twoich wpisów), ale wydaje mi się, że robisz błąd logiczny i bronisz uogólnionego buddyzmu podpierając się szczególnym przypadkiem buddyzmu, jakim jest Zen.

Piszesz: Rozwijając i odpierając myśl Kołakowskiego, co do buddyzmu (a la zen itp., ale też stoicyzmu) - świat oczywiście, że jest czegoś wart, bo jest to jedyny świat jakim mamy i w jakim przyszło nam i innym żyć. Nie mamy drugiego, nie jest on poczekalnią czy prowizorką. Tylko w tym świecie możemy uprawiać cnoty czy doznawać mniej czy bardziej głębokich oświeceń, co do jego i jego mieszkańców natury i Rzeczywistości.
Teraz weźmy reinkarnację wg https://en.wikipedia.org/wiki/Reincarnation#Buddhism Tak, wiem, część wyznawców Zen ją odrzuca, część uznaje za nieistotną, ale nadal, Zen to nie jest w żadnym razie typowy buddyzm, zwł. w natywnym rejonie występowania, choć faktem jest, że w wariancie filozoficznym chyba jest najlepiej(?) się eksportującym i strawnym dla ludzi Zachodu wariantem. Wracając do reinkarnacji - jeśli ją dopuścisz, to świat (albo, raczej: złączenie świata i obecności na nim) nie jest jedyny i podejść do osiągnięcia oświecenia AKA "wielka wygrana" AKA wyzwolenie z konieczności cierpienia na tym łez padole[1] jest nieskończenie wiele. I tak, lepsza karma to lepsza pozycja startowa w następnym podejściu, ale nadal nie jest gwarantem "wielkiej wygranej", a nieosiągnięcie oświecenia nie jest szczególnym dramatem (bardziej: jest normą). Jeśli tak to parcie na jak najlepszy wynik jest jakby mniejsze (co nie znaczy, że go w ogóle nie ma).

[1] Popraw, jeśli mylę z którąś inna wschodnią religią, ale wydaje mi się, że w buddyzmie (uogólnionym) osiągnięcie oświecenia przerywa cykl reinkarnacji.

Boni avatar Boni
Tue, 11 Nov 2014 19:49:20
(przeoczyłem w zamieszaniu)

Nawet dla bardzo tradycyjnych i oldskulowych buddyzmów prawdziwe jest stwierdzenie, że oświecenia może i szuka się nieskończenie wiele razy, ale jednak z grubsza rzecz biorąc samemu i z grubsza rzecz biorąc w istniejącym świecie (a raczej - w "natywym" świecie danego szukającego bytu). Jeśli nawet kombinują z wyższymi światami, rajami itp. to karma jest jedna i jest bitch, więc z buddyjskich (a w zasadzie - pożyczonych z wedyzmu) rajów, spoko można "spaść" z powrotem do gorszych światów.

Owszem, powinienem to bardziej rozdzielić, kontr-krytykę a la zen i nie-zen.

A la zen, generalnie reinkarnacja i w jakim sensie oświecenie ją przerywa, nie jest tematem do rozmów czy filozofowania, bo nikogo to nie obchodzi i nie to jest celem ćwiczenia.

A la nie-zen, te bardziej powszechne i mniej skostniałe buddyzmu, mają problem z Oświeconymi i samym Buddą w podnoszonym przez ciebie kontekście, bo jeśli Oświecenie = nirwana = przerwanie kręgu reingarnacji, itd itp. to w zasadzie nikt działający w świecie, żaden bodhisattwa łącznie z Buddą, nie powinien być uznany za prawdziwie Oświeconego. Na ogół omijają ten problem, uznając, że z Oświeceniem idzie nadludzkie miłosierdzie, stąd bodhi czy buddowie MOGĄ wyrwać się w nirwanę, ale miłosiernie ZOSTAJĄ w świecie, żeby nieść kaganek i naukę nieoświeconym bytom, więc obiekcje jak twoje trafiają obok, bo ta nirwana jest "zwirtualizowana".

Najbardziej skostniałe i konserwatywne buddyzmy, owszem, od biedy podlegają krytyce jak Kołakowskiego czy twoje uwagi, no ale to jest marginalne, coś jakby - nie jest sensowne uważać, że się skrytykowało "prawdziwe chrześcijaństwo", krytykując skutecznie jakichś bible-freaków, tych od Ziemi mającej 5000 lat i że dinozaurów nie było.

rozie
Wed, 10 Dec 2014 18:46:16
Powiedzmy, że rozumiem. Pewnie warto, żebyś zedytował https://pl.wikipedia.org/wiki/Nirwana, bo w kontekście tego co piszesz sformułowanie W buddyzmie nirwana to nieuwarunkowany stan (skt asamskṛta dharma) wyzwolenia od cyklu narodzin i śmierci, czyli samsary. trochę jakby wprowadza w błąd i prowadzi do rozumowania jak moje wyżej.




Engine: Anvil 0.88   BS 2012-2018