Licencja

Ostatnie wpisy:


Ostatnie komentarze:

Boni - Epoka wyuczonej bezradności
Sun, 15 Jul 2018 11:35
@janekr Możesz też wcale nie używać czytnika,...

janek.r - Epoka wyuczonej bezradności
Sun, 15 Jul 2018 08:11
Ja jestem bezradny i nie jest to bezradność wyuczona....

Boni - Epoka wyuczonej bezradności
Sat, 14 Jul 2018 18:36
W sumie racja, to nie był najlepszy przykład. Inna...

Bober - Epoka wyuczonej bezradności
Sat, 14 Jul 2018 17:36
@Boni Ale to nie jest bezradność. Bezradnością...

Boni - Epoka wyuczonej bezradności
Sat, 14 Jul 2018 16:38
@Bober Przykład z wczoraj czy dzisiaj - masz fajny...

Bober - Epoka wyuczonej bezradności
Sat, 14 Jul 2018 10:56
"Oczywiście, można by wypisać tu zylion anegdot w...

Boni - Historie ze złomowiska
Thu, 12 Jul 2018 18:40
@Gatling Dzięki. Co do sprzęta, powiem tak,...

Gatling - Historie ze złomowiska
Thu, 12 Jul 2018 12:51
miło się czyta takie radosne notki, dają vicarious...

Boni - Historia jajem się toczy
Wed, 4 Jul 2018 20:18
@charliebravo IMHO może i jest jakaś tam większa...

zz_top - Historia jajem się...
Wed, 4 Jul 2018 08:48
Ależ zasada "zajmujemy się najpierw zabezpieczeniem...


Rollka:

Blog de Bart
Ceàrdach
Co lepsze kawałki
Ekskursje w dyskursie
Inżynieria Wszechświetności
Nameste blog
Ogólna teoria
pattern recognition
Polska-NRD-Niemcy-Świat
snafu
Teklak
Utilitymon
Wrzutnia nocna

Inne:

inSitu - pudełko z obrazkami
Eat me. Drink me.
Szrot nasz codzienny
EVA prawdé ci powié
PolitMap



Valid HTML 4.01 Strict

Valid CSS

powered by PHP

Wpisy    Losowo    Autor    Rejestracja    Zgłoś błąd
RSS blog   RSS komentarze







Autor: Boni
Kiedy: 2014-06-07, sobota
Tagi:  szort
___________________________________
- Dobra, wystarczy już! - Vic starała się być wyrozumiałą matką, ale nastolatki potrafią każdego rodzica doprowadzić nad krawędź, a nawet znacznie dalej - Skoro się tak upierasz na te zabytkowe hobby, niech ci będzie. Oby starczyło ci na dłużej niż poprzednie...
  Znacząco popatrzyła na zajmujący cały kąt pokoju Spherix, półsferyczne cośtam wirtualnego cośtam, mniej więcej tak zachwalał go handlarz, który wcisnął ten kit jej rozkapryszonemu synowi pół roku temu. "Będę się tego uczył, mamo! To prawdziwsze niż pady i synteki! Można w tym robić gry samemu!". Jasne. Można też zbierać kurz na starociu.
- Dzięki, mamo - Gary wydawał się naprawdę wdzięczny - A podjedziemy tam dzisiaj?
- JAK TO PODJEDZIEMY? - Vic znowu dostała adrenalinowego minikopa - Zamów sobie ten cały badziew, i tyle!
- Ale... oni nie sprzedają w sieci. I właśnie o to chodzi, żeby osobiście... żeby na miejscu...
- O, młody, zapomnij, nie mam ochoty jeździć przez pół świata dla twoich zabawek!
- Ale miałaś i tak jechać do spa... To jest niedaleko... - Gary nie dawał za wygraną - Ja wiem, że moje zabawki nieważne przy spa, ale może dzisiaj podjedziemy? Proszę...
Vic pomału policzyła do dziesięciu, myląc się tylko dwa razy.
- Gdzie to jest?
- Jensena 143
- Rzeczywiście niedaleko. No dobra... - Vic zaczęło być wszystko jedno - HENRY!
- Tak, pani - odezwał się dom.
- Samochód naładowany?
- 95%, pani.
- O której ma być dzisiaj burza?
- Sprawdzam - Henry zawahał się na moment - Metorg podaje o siedemnastej trzydzieści.
- No to, synu, zbieraj się razraz i suniemy, bo czasu coraz mniej - Vic zacząła rozglądać się za padem, torebką i kapeluszem.
- DZIĘKI MAMO - Gary poleciał do siebie. Wyraźnie chciał matce wynagrodzić kłótnię o zachcianki, bo stawił się prawie natychmiast, z paskiem i krawatem, porządnie nażelowany, a nie jak zwykle, jak ostatni obwieś.

  Nie poprawił humoru Vic problem z parkowaniem pod wskazanym adresem - było to jakieś zabytkowe centrum handlowe, nieźle podniszczone, ze starymi parkingami bez wsparcia dla unmanów. Nieźle się najeździli w kółko, po wąskich i pokręconych alejkach, żeby w końcu znaleźć miejce, które ich bentley uzna za zdatne do zaparkowania. No ale gdzie miałyby być sklepy ze starzyzną, jak nie w takich okolicach. Gary miał rozpracowany adres i całą miejscówkę (trzeba mu przyznać, że kiedy chorował na nowe "coś", potrafił zebrać o tym wszelkie info), więc przynajmniej nie błądzili po niezbyt przyjemnym mallu, tylko od razu trafili do "Liter-art'u", jak głosił szyld.

  W środku sporego sklepu było raczej pusto - ruch w interesie żaden, klientów zero, na ich widok poderwał się znudzony sprzedawca; klon, oczywiście. Giął się w ukłonach, proponował kawę, herbatę, likier. Vic zbyła go pogardliwym machnięciem upierścienionej dłoni - rozglądała się z umiarkowanym zainteresowaniem. Ściany wyłożono mozaikami z prostokątnych i różnokolorowych płytek, wielkości dłoni, tworzących zupełny chaos. Niecodziennie to wyglądało. A w ladach pod szkłem leżały jakieś pojedyncze pudełeczka. Jedyne co jej się nie podobało, to zapaszek starzyzny.
- Panicz robi zakupy - wskazała syna, który rozpromieniony rozglądał się po sklepie - Dla mnie likier, fotel, ładowarka, jużjuż.
  Klon zakręcił się błyskawicznie i dostarczył, co chciała. Rzuciła się na fotel, sprawdziła ładowarkę, rozwinęła pad - Gary utonął w rozmowie z klonem, też wyciągnął pad, coś notowali, dyskutowali. Vic rzucała na nich od czasu do czasu okiem znad swojego pada; wyciągali z gablot pudełka, Gary je obmacywał i otwierał. Mozaiki na ścianach też okazały się setkami, tysiącam pudełek, wyciągali je i odprawiali nad nimi jakieś czary-mary.
  W końcu znudziło jej się, godzina też zrobiła się późna. Wstała i przerwała kolejną tyradę klona nad kolejnym pudełkiem trzymanym w rękach.

- Gary, skompresuj się, spa na mnie czeka - syn, zaczerwieniony z emocji, przytaknął z rozmachem - Co i za ile kupujesz, zamawiaj i wynosimy się.
- Eee, niech będzie to, co na liście i już przejrzane, przelicz to - Gary wskazał palcem na padzie.
Klon zgiął się w kilku ukłonach, popracował swoim terminalem.
- Pani, to jest 235 pozycji, to będzie dwa tysiące osiemdziesiąt...
Vic odjęło mowę, nieco.
- Gary, powiedz mi, synu, dokładniej, co za to kupujemy?
- Noo, regał. Regał książek.
- Zgaduję, że to sa te "książki" - Vic machnęła ręka w stronę "pudełek" - a co to jest "regał"?
- To jest regał - klon pokazał na segment ściany z książkami.
- I za takie coś pełne tych książek chcecie dwa z drobnymi? - głos Vic zaczął skraplać tlen z powietrza.
- Tak, pani - uprzejmie odparł klon.
- Niestety, to nie wchodzi w grę - Vic patrzyła z gniewem na coraz bardziej naburmuszonego Gary'ego - Poproszę tańsze opcje.
- W ramach upustu możemy zaokrąglić do dwu - wahając się rzucił klon.
- Proszę rozważyć zaokrąglenie to tysiąca. Jednego - Vic przysięgała sobie poraz kolejny, że to ostatni raz, kiedy synuś ją wrobi w taki szoł.
- Eee, obawiam się, że to niemożliwe, pani - klon udawał, że studiuje terminal - Chyba, że zamiast oryginalnych książek, będą to reprinty...
- Czyli?
- Nowe książki, wydrukowane, czyli zrobione, na zamówienie, dostarczone przez naszego certyfikowanego dostawcę...
- Ale mamo, to nie jest to samo! - zaczął Gary, jednak spojrzenie matki zdołało go powstrzymać; wiedział, kiedy nie ma szans.
- Niestety, paniczu, pani, oryginalne książki wracają do mody, ceny rosną - wtrącił się klon - Pragnąłbym dodać, że z tego powodu, choć cena wydaje się znaczna, prawdziwe książki to prawdziwa inwestycja... - zamknął się natychmiast, kiedy dała mu gniewny znak "zamilknij".
- Ile będzie kosztował ten tańszy regał, tych, jakimtam?
- Reprinty w zestawie wybranym przez panicza kosztują... chwileczkę... 760.
- Dobrze. Gary, masz limit do 1000. Możesz dobrać sobie trochę oryginałów.
- Ale mamo...
- Milcz - Vic bardzo dawno nie była tak wkurzona - Jeszcze jedno, czy ten regał będzie tak, hm, pachniał, jak cały ten sklep??
- Cóż, tak, reprinty pachną inaczej, ale po pewnym czasie, tak, to właśnie urok dawnych, prawdziwych, nośników kultury... - klon zorientował się, że jego marketingowa gadka może za chwilę kosztować go utratę klientki - Ale dla wymagających klientów mamy rozwiązanie! Specjalna wersja regału, bezzapachowa limitowana edycja "Polit.ra", antyalergiczna, wentylowana, grzybobójcza, energooszczędna...
- Ile?
- Dodatkowe 300.
- Aha. Gary, cóż, już nie musisz dobierać oryginałów, życzę sobie lepszy regał, a to wyczerpuje nasz limit, prawda?
- Ale mamo...
- Milcz.

Książek mu się zachciało.






wieloryb
Mon, 9 Jun 2014 09:22:33
Boni, czyżby tobie się zachciało książek? :D

rozie
Fri, 13 Jun 2014 16:11:39
Fajny short, dzięki.




Engine: Anvil 0.88   BS 2012-2018