Licencja

Ostatnie wpisy:


Ostatnie komentarze:

Boni - Premium
Wed, 14 Nov 2018 13:35
@zz_top Tak szczerze, to nie ogarniam i nie wnikam,...

zz_top - Premium
Wed, 14 Nov 2018 08:52
Ej, ale czemu ty jako premium szukasz w Audi A7 czy...

Boni - Premium
Wed, 14 Nov 2018 03:11
Obejrzałem sobie różności i powiedzmy, chyba...

Boni - Premium
Tue, 13 Nov 2018 20:24
@zz_top A to faktycznie porażka. Powiedzmy, dalsze...

zz_top - Premium
Tue, 13 Nov 2018 20:07
Nawet mnie zaciekawiłeś tą germańską trójcą i...

Boni - Premium
Tue, 13 Nov 2018 19:47
@zz_top Zapewne masz rację, tyle że z merolami ze...

zz_top - Premium
Mon, 12 Nov 2018 16:29
Na fali oglądania nowego nabytku znajomego (Mercedes E...

Boni - Historie renesansowe
Mon, 5 Nov 2018 09:32
@Gammon Pewnie tak, gdzieś tam były używane....

Gammon No.82 - Historie renesansowe
Mon, 5 Nov 2018 06:11
Czy mi się śni, czy morskie armaty z brązu bywały w...

Boni - Zakazane piosenki
Tue, 23 Oct 2018 00:06
@Hellk Ok, to jest nawet fajna muza (IIRC kiedyś to...


Rollka:

Blog de Bart
Ceàrdach
Co lepsze kawałki
Ekskursje w dyskursie
Inżynieria Wszechświetności
Nameste blog
Ogólna teoria
pattern recognition
Polska-NRD-Niemcy-Świat
snafu
Teklak
Utilitymon
Wrzutnia nocna

Inne:

inSitu - pudełko z obrazkami
Eat me. Drink me.
Szrot nasz codzienny
EVA prawdé ci powié
PolitMap



Valid HTML 4.01 Strict

Valid CSS

powered by PHP

Wpisy    Losowo    Autor    Rejestracja    Zgłoś błąd
RSS blog   RSS komentarze







Autor: Boni
Kiedy: 2014-01-16, czwartek
Tagi:  szort, fun
___________________________________
Pewnego dnia o poranku, grzebiąc w szafce kuchennej w poszukiwaniu straconego czasu, Janina K. zauważyła mola. Nie spodobał jej się, zdecydowanie nie. Szczególnie, że zaraz przyprowadził kolegów.

W tym samym czasie zaczęły dziać się na świecie i w jego okolicy prawdziwe cuda. Najpierw zdechła część satelitów łączności i tv, podskoczyła emisja Słońca w kilku pasmach radiowych a GPSy zwariowały. Zanim ktokolwiek z jajogłowych, kopanych przez polityków i wojskowych, zdołał wymyśleć jakieś w miarę sensowne wytłumaczenie, nawet tylko - co tu jest skutkiem a co przyczyną, tłumaczenia stały się zbędne, bo fortepian zasłonił Księżyc. Znaczy, tak mniej więcej wyglądało to, co pokazało się na niebie. Oczywiście, nie był to fortepian, tylko wyglądało jak fortepian, nieco kostropaty i ażurowy i raczej spory. Najpierw go nie było, a potem był jak jasna cholera; był tak bardzo, że nieco zmieniła się orbita Księżyca, a czas na Ziemi nieco zwolnił. Panika rozlała się całkiem szybko, szeroko i głęboko - tym razem trudno było twierdzić, że to balon meteorologiczny. Giełdy zwariowały, wojsko się zmobilizowało totalnie, większość ludzi zaczęła chować się gdzie popadnie - jak zwykle, każdy miał wizję, że bezpieczniej jest Gdzieś Indziej, stąd ruchy migracyjne zaczęły przypominać frykcyjne, i to w gęsto obsadzonym porno.

Fortepian przez pół dnia przyglądał się Ziemi, ślącej mu ciepłe frazesy powitalne tudzież satelity zwiadowcze, w pośpiechu obracane i podnoszone na wyższe orbity. Nie reagował na radiowe i laserowe zaczepki, a do eskalacji tudzież abordażu niespodziewanego gościa nikt się nie kwapił zbytnio, gdyż nie tylko brakowało środków technicznych, ale też wystarczało wyobraźni, nawet politykom i wojskowym, co do pewnych problemów z poradzeniem sobie z fortepianem wielkości połowy Księżyca. Cudzym fortepianem.

Janina K. wracając z pełnymi siatami zakupów, obojętnie obserwowała dziwoląg na niebie, tudzież niejakie objawy paniki sąsiadów (Zenon zaczął kopać ziemiankę za oborą, a Moherowa modliła się w ogródku). W swoim dość długim i pełnym przygód życiu widziała więcej niż życzyła sobie pamietać, stąd zjawiska niebieskie nie dotyczące bezpośrednio obejścia i rodziny miała w nikłym poważaniu. A już szczególnie jeśli nie miała na nie wpływu. Stąd myślami była raczej przy kosztownych śprejach i flaszkach, wypełniających dodatkową reklamówkę, niż przy cudach na niebie. Dodatkowa reklamówka mówiła wyraźnie "no pasaran" - oczywiście mole nie rozumieją takich metafor. A nawet - nic nie rozumieją.

Pod południu fortepian nagle się obrócił mało-wiele, po czym za chwilę wcięło całe pole magnetyczne Ziemi, tak dokładnie, jakby go nigdy nie było. Zanim władze zdążyły się oburzyć i wydać stosowne oświadczenie i ostrzeżenie, żeby ludzkość zdążyła się pochować przed promieniowaniem gdzie-kto-może, przyszło parę takich impulsów elektromagnetycznych, że ocalały tylko co lepsze sprzęty wojskowe i temu podobne - cała reszta elektroniki wzięła i zdechła. Może i lepiej, bo panika i tak olbrzymia (zorze polarne zrobiły się nagle bipolarne, powszechne i niezdrowe), stałaby się jeszcze większa na wieść, że Obcy ukradli w międzyczasie Arabię Saudyjską z okolicami, tudzież parę kawałków Azji i Południowej Ameryki. No może "ukradli" to za dużo powiedziane - zaświeciło się, zadymiło, trzasło całkiem głośno, i tam gdzie były lądy, miasta i krainy, zostało trochę kurzu i spore dziury, które zaraz wypełnił ocean. Ale że nie było już czym transmitować i odbierać najświeższych koszmarnych wieści, ludzkości nie zrobiło to już większej różnicy (choć może tubylcom, którzy poszli na rozkurz i tym którzy spłynęli w paru tsunami, zrobiło).

Janina K. rozpakowała zakupy, z szczególnym uwzględnieniem dwu pokaźnych śprejów i jednej flaszki. Przez chwilę przyglądała się w zadumie drobnemu drukowi instrukcji i napisów na pojemnikach, po czym wzruszyła ramionami. Okulary rozbiła parę dni wcześniej, a zresztą, kto by tam zrozumiał te nowomodne przepisy. Skoro sklepowa twiedziła, że flaszki są mocne, to pewnie są mocne. Trzeba ogarnąć szafki i wyśprejować wszystko. Molom mówimy stanowcze nie.

Ale zanim Janina K. zdążyła załatwić mole raz a dobrze, fortepian załatwił ją. I przy okazji prawie całą biosferę. Słońce nieco jęknęło i stęknęło, kiedy wcięło mu kawał korony wyteleportowanej bliżej nieznanym ludzkości sposobem; Ziemię opasały trzy torusy protuberancji, bardzo efektowne i efektywne; kto patrzył w niebo oślepł od razu, a czy patrzył czy nie patrzył dostał odpowiednią dawkę promieniowania, tak dobraną, żeby przypadkiem nie spłonął, ale umarł w niedługich męczarniach. Razem z mrówkojadami, drzewami, wielorybami i w ogóle wszystkim (no może poza co twardszymi wirusami i bakteriami, szczególnie tymi głeboko pod wodą).

Mieszkaniec fortepianu, należący do Całkiem Wysokiej Fazy Rozwoju, sprawdził jeszcze raz panplanetarny skan, mimowolnie acz ściśle przeliczył ery, epoki i ełony, po czym zaklął szpetnie na kilku poziomach metalangu na raz. Miał wielką wprawę, ustawiał fermentację tysiące razy; naprawdę rzadko zdarzały mu się takie wpadki. Cholerne pasożyty - pracujesz, harujesz, czekasz sto milionów lat, a tu się okazuje, że nic z tego, bo robactwo wyżarło prawie całą ropę w mgnieniu oka (geologicznego). Ech, trudno. Zapamiętał, że ma tu wrócić na kontrol za jakieś 30 milionów lat, po czym fortepian zniknął w sobie tylko wiadomy sposób, w bliżej nieznanym kierunku.

Na całej Ziemi tematem dnia stało się wielkie wymieranie.




(wszelkie mole pożyczone z blablera, zwracam z podziękowaniem)








Engine: Anvil 0.88   BS 2012-2018