...czyli, jak twierdził pan Zagłoba, najgrzeczniejsza jazda na świecie. A może miał coś innego na myśli, niż jazdę z ziemi szkockiej do Polski, viernym vanem przez ponad 2000km.
Tak czy owak, zalegam już w PL z rodziną. Następne dwa tygodnie - urlop, sprzątanie, załatwianie spraw, odwiedziny, Polcon.
Przejazd był jak zwykle nienormalnie normalny (najdroższe promy ever - nie celujcie NIGDY w sobotę rano w Dover; zaspanie nieco, dobrze że bez konsekwencji, w kamperowatym samochodzie na autohofie - nie umie się ustawiać budzika, nieprawdaż; zaskoczenie upałami w Europie; itd itp).
Z ciekawostek to chyba tylko to, że upchnęli nas na promie tak bardzo, że muszę koniecznie opłukać samochód jutro, bo cały jest w soli...