Nie oglądam telewizji polskiej od lat, telewizji w ogóle od paru miesięcy. Gazet nie czytam. Portale ogólnotematyczne a raczej ich strony startowe, oglądam może raz na tydzień. Z urzędami czy bankami mam do czynienia fejs tu fejs ze dwa razy w roku. Normalnie obracam się między rodziną, pracą a paroma miejscami w necie (m.in. z blogrollki), a poza tym chowam się w rodzinie, w lesie, w hobby.
Okazuje się, że nawet to nie wystarcza, żeby nie widzieć i nie wiedzieć. Wystarczy parę miejsc w necie, paru ludzi w pracy, parę rozmów i tekstów pisanych, żeby nie dało sie zniknąć rzeczywistości i smutnego wniosku, że czas spierdalać z tego najweselszego baraku w obozie - gdyż jest wesoły już tylko dla bogatych, prawdziwych, męskich Polaków, a najbardziej dla tych w sukienkach (czarnych) i tych wiszących u ich mankietów.
A choć może do żartu "KOLĘDA! OTWIERAĆ! MAMY NAKAZ!!!" (by Alex?) itp. jeszcze nam w tej wesołości nieco brakuje, to po przemyśleniu - chyba wolę być wprost obywatelem drugiej kategorii w obcym kraju między obcymi, gdzie jest nieco bardziej cywilizowanie, niż męczyć się ze "swoimi" w kraju który po 25 latach tak bardzo cofnął się pod wieloma względami, i czekać na kolejny pokaz buractwa i braku empatii elit, majstrujących kolejny "kompromis" z czarnymi, w szkolnictwie, w prawie, w mediach czy finansach, czy prawie pracy, czy na czym tam znowu zechce im się położyć lepkie łapki. I czekać na podniesienie głowy przez brunatne kibolstwo o kolejne 5% wyżej i dumniej. I zmniejszenie nakładów na edu, kulturę i naukę o kolejny procent. I tak dalej.
Zima wasza. Migracje najlepsze są wiosną.