Licencja

Ostatnie wpisy:


Ostatnie komentarze:

Boni - Epoka wyuczonej bezradności
Sun, 15 Jul 2018 11:35
@janekr Możesz też wcale nie używać czytnika,...

janek.r - Epoka wyuczonej bezradności
Sun, 15 Jul 2018 08:11
Ja jestem bezradny i nie jest to bezradność wyuczona....

Boni - Epoka wyuczonej bezradności
Sat, 14 Jul 2018 18:36
W sumie racja, to nie był najlepszy przykład. Inna...

Bober - Epoka wyuczonej bezradności
Sat, 14 Jul 2018 17:36
@Boni Ale to nie jest bezradność. Bezradnością...

Boni - Epoka wyuczonej bezradności
Sat, 14 Jul 2018 16:38
@Bober Przykład z wczoraj czy dzisiaj - masz fajny...

Bober - Epoka wyuczonej bezradności
Sat, 14 Jul 2018 10:56
"Oczywiście, można by wypisać tu zylion anegdot w...

Boni - Historie ze złomowiska
Thu, 12 Jul 2018 18:40
@Gatling Dzięki. Co do sprzęta, powiem tak,...

Gatling - Historie ze złomowiska
Thu, 12 Jul 2018 12:51
miło się czyta takie radosne notki, dają vicarious...

Boni - Historia jajem się toczy
Wed, 4 Jul 2018 20:18
@charliebravo IMHO może i jest jakaś tam większa...

zz_top - Historia jajem się...
Wed, 4 Jul 2018 08:48
Ależ zasada "zajmujemy się najpierw zabezpieczeniem...


Rollka:

Blog de Bart
Ceàrdach
Co lepsze kawałki
Ekskursje w dyskursie
Inżynieria Wszechświetności
Nameste blog
Ogólna teoria
pattern recognition
Polska-NRD-Niemcy-Świat
snafu
Teklak
Utilitymon
Wrzutnia nocna

Inne:

inSitu - pudełko z obrazkami
Eat me. Drink me.
Szrot nasz codzienny
EVA prawdé ci powié
PolitMap



Valid HTML 4.01 Strict

Valid CSS

powered by PHP

Wpisy    Losowo    Autor    Rejestracja    Zgłoś błąd
RSS blog   RSS komentarze







Autor: Boni
Kiedy: 2012-11-17, sobota
Tagi:  namysł, przemysł
___________________________________
Triggerem do pisaniny była notka nameste i komcie do niej, ale temacik chodził za mną wcześniej. Tylko, że jest tak bogaty, że na książkę raczej, niż na notkę.

Widywałem "Undercover Boss" i zgodzę się od razu, że infomercial i dobra telewizyjna robota (może z dokładnością, że wersje US, Kanady i UK mają różne poziomy i akcenty nawet w tym zakresie; no i że w PL zapewne będzie to kolejny kaszan). Ale z drugiej strony, nie podoba mi się elitarne pochylanie się nad panią Aliną czy panem Johnem, ludźmi z dołu i ich wzruszeniami, uwłaszczonymi w zakładzie, komercjalnie sprezentowanymi w UB; a nawet chyba nie podoba mi się defoltowa nienawiść, jak ze słabej marksowskiej agitki, do spoconych dłoni pazernego prezesa; który w UB leje łzy, oczywiście krokodyle.

(a tera będę robił unzoom, i rozszerzał perspektywę)

Jeśli patrzy się na w miarę współczesne kapitalistyczne zarządzanie i szefowanie, w przemyśle czy ogólniej biznesie, to jasne, tak, zgadzam się, marksizm wyjaśnia najlepiej, alienacja, wyzysk, i tak dalej. Tylko, że wbrew złudzeniom lewicujących pochylających się raczej z ipadem nad kawą ze starbucksa, zamiast nad pracownikami najemnymi - jest wyzysk i wyzysk, są warunki i warunki, są organizacje i organizacje. I nie wiem, jak można nie rozumieć, że robiąc ZUPEŁNIE TO SAMO za TE SAME PIENIĄDZE/ZASOBY i generując PODOBNE ZYSKI/WYZYSKI, można trafić na miejsca i warunki, gdzie jest względnie fajnie, gdzie jest przeciętnie, i gdzie jest toksycznie, że kurwamać.

Więc może jednak jest tu coś ponad rachunek biznesowy, i gołe wyliczenie środków pracy i pracownika jako kosztu, i zysków i całej tej marksistowskiej tabliczki alienacji i wykluczenia.

Moim zdaniem, jest tu coś takiego jak kultura organizacji. Nie czas i miejsce, żeby się rozpisywać o tym, więc w skrócie - moim zdaniem sensownie fundamentalny podział opisuje teoria organizacji X i Y - X to te rodem z armii pierwszej wojny światowej i przemysłu spod znaku Forda i Foxconnu ale też gospodarki planowej demoludów. Szeregowiec czy pracownik jest śrubką, trybikiem, robi od-od, doskonale zastępowalny, motywowany ostatecznym przymusem, wyzyskiwany najbardziej jak to tylko możliwe w danym ustroju; Y to te nowomodne, zawodowi żołnierze jednostek specjalnych czy przemysł nowego podejścia, jak Google, Gore, czołówka listy Fortune najlepszych pracodawców: szeregowiec czy pracownik jest człowiekiem prawie nieograniczonych zdolności i możliwości, tylko trzeba mu stworzyć warunki rozwoju i zmotywować, a przyniesie większe zyski (czyli nadal w paradygmacie kapitalizmu!) niż "niewolnik" zaganiany "batem", gdzie bat i niewolnictwo ustala dany ustrój.

Tyle, że jak się przyjmie taki model (w sensie organizacje ludzkie są od skrajnego X, ergastulum niewolników dwa tysiące lat temu itp. do skrajnego Y, startupu IT-spółdzielni obecnie) to pytanie, dlaczego są właśnie takie; i czasami - w podobnych warunkach i ustrojach są obok siebie prosperujące X i Y.

A to moim zdaniem wynika z kultury, ale niekoniecznie organizacji, tylko zarządzających tymi organizacjami. Bo to najczęściej od nich zależy, jaki, w całkiem zbliżonych warunkach, przyjmą model, i wdrożą go, także swoim wysiłkiem i charakterkiem, zakładając że mają jakiś i jakąś charyzmę. I moim zdaniem dotyczy to najogólniej wszystkich systemów i organizacji, gdzie ktoś ma władzę na innymi ludźmi - nie ważne czy mówimy o familii niewolników w Rzymie AD100, czy cechowym warsztacie średniowiecznym, czy manufakturze renesansowej, czy industrializacji XIXw czy współczesnych konwulsjach biznesu. A bardzo ogólnie, także armii i nadrzędnej władzy (w sensie królewskiej, państwowej) dowolnego czasu i miejsca.(I jeszcze w edukacji, jeśli nauczyciel ma w niej władzę nad uczniem, ale to akurat już w pierwszym świecie umarło i nie żyje).

Bo to od charyzmy i nastawienia, od świadomości i wysiłku zarządzających i władców, zależy jak funkcjonuje dana organizacja, jak czują się jej trybiki, i jakie osiągną cele - zakładając oczywiście, że celem organizacji jest coś ponad władzę jej władców. I to jest historyczna stała, moim zdaniem.

Stąd wiadomo, że charyzmatyczni, "ludzcy" władcy i zarządzający w duchu Y stają się liderami i przywódcami, i potrafią zmotywować podwładnych do rzeczy nie tylko wielkich i efektownych, ale też efektywnych i wielostronnie "zyskownych"; a ci w duchu X stają się tylko nadzorcami z batem, kapo, powodują w szerszej perspektywie straty i nieefektywności. I to nawet wtedy, kiedy cele czy środki są podobne i podobnie złe, jak familia rustica w Rzymie, czy wojna, czy wyzysk kapitalistyczny.

A w szczególe, jeśli zejść z wysokiego konia dyskursu lewicowego, i pochylić nieco nad prawdziwymi organizacjami, a nie idealnie sferycznym kibucem, czy anarchistyczną spółdzielnią w próżni, czy inną rewolucją, to dostrzega się, o ile ludzie są szczęśliwsi w organizacji Y. I nie ważne, że to "fałszywe", że fundamentów to nie rusza, że "kazał spierdalać, a mógł zabić", że sarkastyczne "ludzki pan" i "pańskie oko konia tuczy" - ale jeśli to zwiększa sumę szczęścia, to niech tak będzie. I nie, nie mierzi mnie to, podobnie jak większości znajomych prostych ludzi z dołów, że to "tanie gesty", że to "infomercial", że to rozszerzony PijaR, że to nic nie znaczy, że to rękawiczka skrywająca pięść - prawie każdy prosty robotnik czy BKŚ czy żołnierz wie, że to tanie i sztuczki takie, i szef czy dowódca nie wychyli się wiele ponad ustrój, i nie kosztuje go czy nie ryzykuje prawie nic.

Ale point w tym, że na takiego który, niby nic nie ryzykując i bezkosztowo zachowuje się przyzwoicie i jak człowiek, przypada dwu takich, którzy w tych samych okolicznościach zachowują się jak ch...je, albo nawet jak bestie piekielne, i nie ponoszą nawet tych minimalnych kosztów i wysiłków. I nawet jeśli pierwszy rządzi w organizacji X, może ją odchylać w Y; a ci dwaj, nawet jeśli w teorii mają misję i wizję org. Y, właśnie konstruują XIXw org. X w XXIw.

I to też rozumieją, widzą, zauważają podwładni i ludzie z samych dołów, i jest to wielki motywator - lub demotywator. I dlatego wielcy liderzy i przywódcy pamiętają np. o urodzinach podwładnych, i punktualność jest grzecznością królów, i wielcy dowódcy i bossowie znali i znają setki i tysiące podwładnych z imienia i ich problemów osobistych - po prostu ich znali.

A małe ciuliki u władzy czy zarządzania nie pamiętają o 20 leciu swojego pracownika, chociaż im przypominano; mają w dupie nawet bezpośrednich podwładnych i ich życie osobiste, nie mają po prostu krztyny empatii.

Bo tak naprawdę, do tego się to sprowadza. Gdyż patrząc od innej strony, od strony metody - łatwiej mieć empatię do pracowników czy podwładnych, kiedy było się wcześniej takim pracownikiem czy podwładnym, i naturalnie przychodzi ich motywowanie i budowa organizacji Y, nawet jakimś tam kosztem czy ryzykiem; a bardzo trudno zrozumieć o co chodzi z org. Y, i naturalnie buduje się obóz koncentracyjny czy toksyczną organizację X i ma się podwładnych za powietrze, jeśli jest się w danej organizacji desantem, zrzutem, zawodowym managementem; pasożytniczym guzem z MBA czy dyplomem West Point; ale ani się wie jak to działa i co tu się działa, ani nie chce wiedzieć.

Bo empatia wymaga osobistego wysiłku, a nie tylko uogólnionych "zasobów".

(teraz będzie zoom z powrotem)

Stąd prosiłbym nie nadymać się tak bardzo elitarnie nad prezesami czy pracodawcami czy pracownikami czy podwładnymi, tylko przemyśleć. Bo może i Undercover Boss to poza, ot, komerchą, jakiś tam PR, ale pokazuje czasem kawałek prawdy o biznesie, i o ludziach z obu stron marksistowskiej barykady. I na tych szefów, którzy harun-al-raszydują (i niekoniecznie przed kamerami - tak, są też tacy) patrzyć łaskawszym okiem, bo mają zasługę wzg. pierdyliarda szefów-kutafonów, którym to do pały nie przyjdzie, bo mają wyyysoką pozycję i papier z zarządzania.

Jeszcze personal touch: ja na przykład oczywiście, że pamiętam kto i kiedy mi dał podwyżkę i jak się do mnie odnosił, i kto tu komu robolem, a kto kapitalistą. Ale pamiętam też, kto z nami, robolami, 20 lat temu spędził godziny w mroźny dzień i noc na strychu pierdolonej zamarzniętej hali, kiedy ratowaliśmy zakład i instalacje, które paru idiotów wymyśliło sobie pod blachą w klimacie gdzie bywa -30 - i pamiętam, kto na tym strychu był minuty, bo wolał siedzieć sobie w cieple, i zarządzać z biura.

I widziałem, jak można rozwiązać sprawę niebezpiecznej maszyny, nie oglądając się na koszta czy ryzyko dla własnej kariery (dla ciekawskich - wstrzymać produkcję na 200 osób/stanowisk, aż rozwiążemy problem; burza mózgów na 6 osób, taka prawdziwa, a nie gówno konsultingowo-menagerskie; rozwiązanie wymyślił prosty mechanik, ja wymyśliłem implementację, i zrobiliśmy biegiem nieoczywiste zabezpieczenie, w 6h; na co dyrektor po prostu ustalił kto i co robił, wyjął kasę, nie za dużą nie za małą, nie mam pojęcia skąd, powkładał ją w koperty i rozdał je z gratulacjami uczestnikom) i ludzi taką akcją zmotywować, i jak można takiego ryzyka i kosztów unikać, i ludzi demotywować.

I pamiętam, kto wysyłając mnie w nagłą pilną jednodniową delegację, na moje leciutkie skrzywienie, że trochę szkoda, że dokładnie w 20 lecie małżeństwa, kazał mi zabrać żonę do najlepszej restauracji na jego koszt. I nawet zapłacił. I takich, co nie oglądali się na istotne prośby pracowników przy ustalaniu mało ważnych delegacji z elastycznym terminem, też pamiętam.

I pamiętam, kto po prostu dał "szczęśliwym" rodzicom czworaczków vana z bieżącej floty służbowej, całkiem sporo wartego. I zapamiętam sobie tego, kto nie zapamiętał o 20 leciu pracownicy, pomimo wzmianki ku pamięci.

Oczywiście, łatwiej być dobrym czy ojcowskim szefem w czasach prosperity w duńskiej semi-korpo, niż w polskiej "Biedronce" czasów kryzysu - ale prawie zawsze jest wybór pomiędzy byciem szefem w duchu org. Y i z minimum empatii, a bucem-kapo z org. X z maksimum antypatii. Niektórzy wybierają dobrze i mądrze, zwiększając nieco sumę szczęścia na tym łez padole, a stąd mają zasługę, może niewielką, ale mają; a nie jest dobrze i mądrze wrzucać ich do wora razem z tymi którzy wybierają źle i głupio, niszcząc ludzi i organizacje.


(rany julek, czy ja z rozpędu właśnie popełniłem 10tys znaków? noo, to się prędko nie powtórzy...)





Codiac
Sat, 17 Nov 2012 15:20:21
Fajny wpis i ja się w zasadzie w pełni z nim zgadzam, chociaż czegoś mi brakuje.
IMO takie podejście typu X czy Y można zaobserwować nie tylko u szefów, ale i u zwykłych szeregowych pracowników. Są tacy, którzy identyfikują się z firmą, zależy im, a głupie decyzje managerów denerwują nie tylko dlatego, że utrudniają robotę, ale ponieważ ciągną firmę w dół. I są też pracownicy najemni, którzy mogą być nieźli w swojej działce, ale nie są zainteresowani robieniem niczego więcej niż od-do. Chcą zrobić to, co mają w zakresie obowiązków, wziąć kasę i potem nic ich nie obchodzi. I nawet jeśli szef jest typu Y, który chce być elastyczny i poprawiać firmę, to podwładny służbista często nie da się przekonać, bo tak ma w psychice.
I dopóki nie uznamy "kija w dupie" za chorobę czy schorzenie psychiczne i nie zaczniemy tego leczyć, tacy ludzie będą nadal roznosić kulturę X. Wystarczy jeden taki z nastawieniem "No ticket, no work", żeby wizerunek całego zespołu w którym pracuje był negatywny. Zawsze złe elementy są bardziej widoczne niż te pozytywne.
Firmy takie jak Google mogą być świetnymi pracodawcami dlatego, że przyjmują pracowników którzy sami mają kulturę Y i chcą pracować kreatywnie.

Druga sprawa, to że kulturze Y sprzyja struktura firmy, w której jest niewiele poziomów. Jeśli prezes jest maksymalnie cztery poziomy nad dowolnym pracownikiem, to będzie znał większość ludzi, a jak nie będzie znał, to na pewno będzie znał ich bezpośredniego przełożonego.
Tymczasem jeśli firma ma poziomów kilkanaście, to już jakiś średni management pięć poziomów nad szeregowymi pracownikami, nie ma zielonego pojęcia jak wygląda ich praca, swoją wiedzę czerpie z raportów, statystyk, etc. W rezultacie żyją w innym świecie, a kultura X sama się narzuca. I w tej masie podstawowych pracowników może ich szef, albo szef ich szefa, albo nawet szef szefa szefa pamięta o urodzinach i w ogóle jest bardzo ygrekowy, ale jednocześnie mają świadomość, że ci fajni goście to niewiele w firmie mogą, a ci co naprawdę mogą, to są odlegli i nigdy nie schodzą między maluczkich. A jak już raz od wielkiego dzwonu schodzą, to też nie do ludzi osobno, tylko robią jakieś wielkie zgromadzenie, wykład dla pracowników i zaraz znikają.

Boni avatar Boni
Sat, 17 Nov 2012 17:13:32
@codiac
@podejście podwładnego vs podejście szefa

Tu się nie zgadzam tak do końca - jednak odpowiedzialność za zastany stan rzeczy spoczywa znacznie bardziej na szefach/władcach niż na podwładnych. Bo mało kto tak naprawdę, nawet na dole, jest tępakiem bez żadnej ambicji i pomysłu na pracę/zadanie/życie, itp. a jeśli naprawdę taki jest, do rdzenia i do głębi, oo, to właśnie za to mogę od ręki obwinić jego X rodziców, nauczycieli i szefów.
IMHO jest taka niesymetria, że szef Y może, czasem nieco wbrew ludziom i okolicznościom, urobić organizację i podwładnych X do Y, a w życiu nie słyszałem i nie widziałem, żeby podwładnym Y udało się nie to, że urobić, ale przetrwać w organizacji X mającej szefów naprawdę X; czy obronić Y przed nowymi szefami X. Bo przeważnie łatwiej zacząć gdzie indziej albo od nowa.

Natomiast zgodzę się, że nieco łatwiej budować i rozwijać org. Y ostrożnie dobierając podwładnych i współpracowników Y, jak Google czy Gore (ale z innej beczki, wbrew pozorom, bardzo wielu ludzi jest w duchu Y i zrobi Y, jeśli tylko im dać szanse, więc nie ma co przesadzać z tą rekrutacją; i są na to fajne kwity mające kilkadziesiąt lat, co ciekawe ciągle doskonale ignorowane przez gurus od managementu i HR - kiedyś napiszę o tym więcej).

@poziomość vs. pionowość

Nie doświetliłem tego w notce, bo serio, to za długie byłoby (miał być o tym podrozdział ;) jak #sawanna się odciska na temacie, ale wyciąłem) - tak, zgadzam się, ogarniać można piramidkę tylko na 3-4 poziomy od siebie, czyli empatyzować (BTW - niekoniecznie kumplować! bo może i takie coś wyczyta ktoś z notki) można z kilkunastoma-kilkudziesięcioma ludźmi, a znać kilkuset, bo tak poskręcała nas sawanna i stado naczelnych, i rodziny, i plemiona. A empatyzowanie z milionem ofiar, czy prezesa 200tys organizacji, zarządzającego z Monachium czy Tokyo, z szeregową sprzątaczką w Polsce czy Chinach, mam za bajki (i w tym sensie nameste miał rację, że głód bajki) o świętych pańskich. Ale mi idzie w notce raczej o to, żeby ten prezes zachowywał się jak człowiek na 4 levele od siebie, czyli do poziomu kierowników departamentów czy dyrektorów fabryk (no i plus do ludzi "z dołu" wkoło siebie, czyli tej sprzątaczki, która mu poprzestawiała na biurku i sekretarki z recepcji, która po 10h pomyliła telefony). A oni na cztery levele od siebie, czyli do okolic sprzątaczek i robotników w fabrykach. Itp.

Inna sprawa, jak bardzo źle jest zrobiona organizacja, jeśli ma aż kilkanaście poziomów, i pięć od fizycznego do średniego szczebla... z pewnych obserwacji, nawet niezbyt nowocześni i wcale nie antyhierarchiczni globalni gracze potrafią opędzić hierarchię 8-10 poziomami, więc co ponad to, to IMHO bubel zarządzania i dosko wstęp do budowania toksycznej org. X.

(BTW właśnie na głównej Siemensa ludzki akcent polski - też pijar, też infomercial giganta, ale w duchu notki, IMHO lepsze to niż drętwe stockowe korpo-zdjęcie i korpo-mambo-dżambo)

Codiac
Sun, 18 Nov 2012 14:12:38
Oczywiście pełna zgoda, że managerowie mają większy wpływ i to od nich bardziej zależy czy firma będzie X czy Y. Ale nadal uważam, że od szeregowych ludzi też trochę zależy, choćby dlatego że to oni mają bezpośredni kontakt z klientami i budują wizerunek firmy.
I nie chodziło mi o tępaków bez ambicji, tylko o ludzi, którzy wszystko muszą zrobić tak jak mają zapisane. Czasami dlatego że mają niskie umiejętności i nie potrafią sami ocenić sytuacji, a czasami dlatego, że są służbistami i psychicznie nie potrafią się przestawić i być elastycznymi. Potem masz taką sytuację, że jak klient przychodzi do niego, a zabraknie mu jednego małego papierka z kilkunastu które powinien mieć, to jest zrzucany na drzewo. A dziewięciu innych pracowników w takiej sytuacji powie "Pan się nie martwi, to drobiazg, zaraz to załatwimy od ręki". I z moim obserwacji i współpracy z takimi właśnie służbistami, to nie jest zła wola, tylko jakieś psychiczne nastawienie, którego oni sami nie bardzo potrafią przełamać.

Boni avatar Boni
Sun, 18 Nov 2012 20:41:54
@Codiac
@służbiści

Pewnie całe spektrum cech i nastawień, od problemów samooceny i wyuczonej bezradności przez leczenie kompleksów i lekkie aspergery po, czasem jednak ze złą wolą, biurokratyczne rządzę władzy i socjopatię. Ale jednak wielu ludzi nie jest takich "z natury", tylko tak zostali ukształtowani w organizacjach X, więc odnajdują się w nich najlepiej i boją się innych możliwości.

Serio, kiedyś będzie o tym notka, potencjał zwykłych ludzi w niezwykłych organizacjach i jak to motywować; i oby nie wieloczęściowa po 10tys znaków...




Engine: Anvil 0.88   BS 2012-2018