(notka i komentarze są automatycznym importem z Bloxa, w razie rażących błędów proszę o info na boniWYTNIJ@clouds-forge.eu)Poczytałem sobie w miarę świeży, dwuczęściowy, sążnisty i przyciężki artykuł dziadka Chomskyego "How the Magna Carta became a Minor Carta", i podzielę się może DŁUUUGĄ refleksją, nie tyle o artykule i pomyślunku Chomskyego, ale też o życiu, gospodarce, polityce i w ogóle.
Chomsky bogato i syntetycznie opisał jak to się przez wieki stało, że się zesrało, tylko, że w tym jego biadoleniu nie ma ani solidnej diagnozy, ani dobrego ujęcia przyczyn i skutków, ani propozycji na przyszłość. Co skądinąd idealnie zbiega się z wypowiedziami tej inteligentniejszej części "oburzonych", że system jest be, i że jest nie do wytrzymania, tylko nie bardzo wiadomo, od czego zacząć zmiany czy przebudowy, i w ogóle w jakim kierunku (bo ci mniej inteligentni, to zdaje się, tak w zasadzie, chcą plazmy i najków, no może jeszcze anulowania długów).
Ale żeby proponować zmiany czy kierunek sensownych działań, trzeba moim skromnym zdaniem, ustalić przyczyny opłakanego stanu obecnego, a potem wybrać które można jakoś w miarę sensownie, bez zawalenia całego świata, czy rewolucji, zmieniać, i jakimi metodami.
Tyle, że sentymentalne odwoływanie się do Magna Carta, czy Bill of Rights, czy prawa wczesnopiastowskiego, czy ustrojów przed-kapitalistycznych, można se od razu zwinąć w pakiecik i rozważyć znacznie słowa czopek - to są tylko symbole i zamierzchła historia, ale mająca przyzerową moc sprawczą tu i teraz. Podobnie ogólne jojczenie, że Big Korpo jest Evil, że giełda to ZUO, że kapitalizm jest be, itd itd poprzez "common forest" czy inne spółdzielczości, aż po tru anarchizm, to obecnie gaz bagienny - bo nic z tego nie wynika ani nikt rozsądny nie przyłoży ręki do kolejnej Rewolucji Kulturalnej, i nie zaorze raz dwa sympatycznego świata gospodarki kapitalistycznej, która dostarcza technikę i kulturę, środki życia i produkcji, miliardom ludzi. Tyle, że dostarcza jakoś tak nierówno, niesprawiedliwie, i łamiąc wszelkie prawa, w tym prawa człowieka, przy tym dysponując w obronie swoich szemranych geszeftów i swojego zła - gigantycznymi zasobami zglobalizowanego kompleksu finansowo-politycznego. A z tych znowu cech wynika, że mizdrzenie się do kompleksu finansowo-politycznego, i proszenie żeby przestał, to w sumie też można sobie wsadzić i zapomnieć, bo przecież to jest jak wołanie do szarżującego na nas słonia "taś taś".
Więc wypadałoby działać twardo i w takich rejonach, które są rzeczywiste, a nie tylko bajkami sprzed wieków, a jednocześnie były i są podstawą chorego systemu, tak żeby potem zaczęły prostować się różne rzeczy jak finansjera, zależność polityki od lobbystów, sprzedajne media, korporacje stojące poza prawem, itd itd.
I tu wszyscy wzdychają "jeżu, kolejny słaby rant na korpo..." - nie do końca. Gdyż nie tylko o to mi idzie - nie widzę sposobu na wyłączenie korporacjonizmu bez wyłączenia połowy świata, i to razem z wodą i prądem, więc nie proponuję jakiejś rewolucji i zaorania korporacji czy ich wersji finansowej czyli banków, ba, nie widzę takiej potrzeby. Co najwyżej pewne korekty w temacie prawa dotyczącego abstrakcji zwanej "korporacją". Ale ciężkie działa proponuję wytoczyć przeciwko innemu, choć pobliskiemu, celowi.
Cel nazywa się "limited liability", albo po naszemu: "z ograniczoną odpowiedzialnością", czyli ograniczona odpowiedzialność dowolnych spółek akcyjnych, funduszy, stowarzyszeń, kościółków i w ogóle czegokolwiek. Więc: kogokolwiek
Bo moim skromnym zdaniem, nie sam fakt istnienia abstrakcyjnych korporacji czy spółek o osobowości prawnej ze wszystkimi przywilejami osób, ale bez wad w postaci "miejscowości", śmiertelności, zależności od władzy państwowej, itp. jest złem - korpo i spółki są dobre, jako doskonały wyraz akumulacji kapitału przez rzesze obywateli. I robią wiele dobrego. I nie jest złem publiczny obrót ich akcjami czy udziałami - jakaś forma giełdy jest niezbędna, aby system kapitalistyczny był elastyczniejszy i pozwalał wycenić udziały, towary, itp. i nie da się tego handlu uniknąć czy zniknąć, więc lepiej mieć go jawnie i cywilizowanie na giełdzie (przynajmniej próbować).
Ale publiczne spółki czy korporacje "z o.o." to jest, proszę państwa, co innego, i fundament tego ZOO, które zaczęto budować powiedzmy od lat '70, i które otwarło podwoje w ostatniej dekadzie czy dwu. I zaraz okazało się, że wejść było do niego łatwo, ale wyjść, to jest zupełnie inna sprawa.
Dla przypomnienia, ogólny pomysł ograniczenia odpowiedzialności udziałowców wcale nie jest wiele młodszy od Magna Carta - spółki komandytowe, czyli wyłączające odpowiedzialność "inwestorów" w handlu morskim, to bodaj XIIw. Pomysł na korporacje w sensie w miarę nowożytnym i działalności gospodarczej, jest trochę młodszy, ale tak czy owak rozkwit koncepcji to też już historia (choć, faktycznie, nieco bliższa i jakby powtarzającą się bez końca od tego czasu, czyli wiek XVII i konkwista pół planety, oględnie zwana dla lepszego samopoczucia spadkobierców wszelkich *** East India Company i podobnych, kolonizacją).
Ale dopiero XIXw przyniósł najpierw ubóstwienie korporacji jako "abstrakcyjnych osób", czyli wyłączenie ich praktycznie spod jurysdykcji, i usankcjonowanie nowożytnego obrotu udziałami i akcjami, ale co ważniejsze - zaraz potem głos ludu (bo jakoś nie bardzo wiadomo kto i gdzie wymyślił konkrety), a przynajmniej tej bogatszej i pazerniejszej jego części, mającej chrapkę na lukratywne udziały w korporacjach, spółkach, przedsiębiorstwach w czasach megaboomu industrialnego, usankcjonował instytucję zwolnienia z odpowiedzialności, dla wszystkich udziałowców, ponad wartością udziału/akcji...
I może czas przyznać, po 150 latach zawirowań gospodarczych i politycznych, milionach ofiar w ludziach i miliardach pokrzywdzonych, że czas ten eksperyment zamknąć, i uznać, że był to jeden z najgorszych politycznych pomysłów wszechczasów.
Po prostu moim zdaniem nie może być tak, że za strukturę a nawet superstrukturę, wartą 10 czy 100x tyle ile wartość udziałów, mogącą powodować szkody 1000x czy 10000x większe niż wartość udziałów, aż po szkody (ludzkie czy ekologiczne czy podobne) niewyobrażalne i nieprzeliczalne na $$$; przewyższającą pod wieloma względami normalne państwa - NIKT nie odpowiada, o przepraszam, odpowiadają tylko anonimowi udziałowcy tylko do wysokości zainwestowanych udziałów. Czyli nikt nie odpowiada, bo "corporate liability", w systemie gdzie corporate jest często ponad sądem i państwem, jest fikcją.
Celem wszystkich ludzi dobrej woli, zapewne na następne naście czy dziesiąt lat, powinno być systematyczne lobbowanie w celu zaorania tego XIXw anachronizmu, służącego wyłącznie nieuczciwym zyskom ludzi, którzy mają pieniądze i nie mają moralności. Bo jeśli mają jednak moralność, to przecież nie powinni oponować - będą po prostu nadzorować i odpowiadać za to, co robi się za ich pieniądze. Niech wszyscy postawią na korpo czy biznes nie tylko swoje nadwyżki, ale niech zaryzykują cały swój majątek, skoro w zglobalizowanym i zindywidualizowanym świecie nic innego ich nie motywuje i już nic nie znaczy reputacja, honor, etyka czy religia. I niech nie podnoszą argumentów o drobnych ciułaczach, którzy nie będą w stanie ponieść takiego ryzyka, bo przecież "z o.o." wymyślono, żeby każdą nadwyżkę nawet drobny ciułacz mógł postawić na korpo i i giełdę, i bez tego będzie laboga, a nawet drożej - właśnie o to idzie, żeby już przestać, żeby drobny a nawet i wielki ciułacz albo odwalił się od finansowania systemu korporacji (i wziął się za nieanonimowy niepubliczny biznes), albo wziął za jego skutki pełną odpowiedzialność.
Moim zdaniem dopiero wtedy gra będzie mogła w ogóle być uczciwsza i sprawiedliwsza.
Oczywiście, żeby gra była jw. nie wystarczy zlikwidować "limited liability", ale też trzeba nieco przestawić i pozmieniać prawo spółek i korporacji - bo bez tego, nie sposób będzie wyegzekwować nieograniczoną odpowiedzialność. Ale tu wskazówką jest historia - wystarczy na początek, żeby wrócić do korporacji jako wielkiego przywileju (kiedyś - królewskiego), a nie - przyrodzonego i naturalnego prawa pazernych bogaczy. Czyli wcale nie każda spółka/korporacja podlegałaby automatycznej rejestracji, i przestałyby być świętymi nieśmiertelnymi "abstrakcyjnymi osobami" o fikcyjnej "corporate liability"; szczególniej, kiedy demokratyczny nadzór mógłby je "zabić", czyli - tak jak może je rejestrować, tak powinien móc ich nie rejestrować, a nawet - wyrejestrować w cholerę, nie tylko na podstawie upadłości czy podobnych, ale na podstawie decyzji administracyjnej, za karę, dla korpo-recydywistów (ta koncepcja funkcjonuje w literaturze jako "death penalty for corporation").
Ale od powyższych, moim zdaniem ważniejsze, żeby za korpo/spółki zaczęli odpowiadać rzeczywiście udziałowcy, i nie tylko za szkody cywilne, ale też karne - może i nie da się wsadzić do więzienia 100tys udziałowców za ludobójstwo uskutecznione przez korporację, ale po pierwsze - korporacji też nie da się wsadzić, po drugie - nie widzę przeszkody w znowelizowaniu prawa karnego w systemie korporacyjnym, i dołożenia dla udziałów grzywien wzg. odpowiednich wyroków karnych.
Moim zdaniem, po takiej korekcie, system korporacji i nowoczesnej giełdy i finansów, zacznie się stopniowo sam prostować - kiedyś (np. w XVIIw) to by nie wystarczyło, ale w globalnym zinformatyzowanym świecie to powinno zadziałać.
A jeśli ktoś chce podnosić przyrodzoną wolność umów i spółek, itp liberalne i neoliberalne bzdety, informuję, że przyrodzona wolność produkcji broni automatycznej czy wolność produkcji opiatów też kiedyś była, ale potem się zmyła, bo my, społeczeństwo, przestaliśmy te wolności popierać, a nawet je spenalizowaliśmy. I przecież zaoranie "limited liability" nie wyklucza inwestowania w odpowiedzialne spółki/korpo, jak również zyliona innych form inwestowania. Ale jeśli uznamy, moi drodzy kapitaliści, że macie odpowiadać za swoje inwestycje, będziecie odpowiadać, i cieszcie się, jeśli tylko majątkiem. A jeśli nie podoba się, i nie rozumiecie drodzy inwestorzy i udziałowcy, że to my, demokratyczne społeczeństwa, sankcjonujemy system prawa, w którym nas i w ogóle wszystkich dymacie od stulecia, to proszę wyprowadzić się tam, gdzie jest prawdziwa wolność gospodarcza i luźniejszy system - obecnie polecam Somalię.
(Uprasza się o umiarkowaną krytykę merytoryczną - jako niefachowiec np. nie potrafię określić, czy powyższe przemyślenia przypadkiem nie są megawtórne do jakiegoś popularnego nurtu krytyki kapitalizmu. A jeśli komuś powyższe postulata wydają się zasadne, to polecam rozpropagowanie. Hm, czy ja właśnie próbuję na stare lata uprawiać politykę!? o_O )