(notka i komentarze są automatycznym importem z Bloxa, w razie rażących błędów proszę o info na boniWYTNIJ@clouds-forge.eu)Powinienem narysować mema jak w tytule, ale mi się już nie chce. W skrócie - podobno istnieje wielki boom na czytniki e-booków. Fajnie, dojrzeliśmy, no to se wybieramy jeden czy drugi model. No to sprawdzam, że występuje w przyrodzie województwa mazowieckiego tu i ówdzie, także w dużych sieciach. No to se myślę, naiwny jak dziecko we mgle, że w tak rozwiniętym kapitalizmie II świata, kupię żonie w sobotę taki czytnik.
A gówno.
Bo przecież większość sklepów, także poważnych, jest w sobotę zamknięta. A otwarta mniejszość, po przeszukaniu całego województwa, grzecznie informuje, że nie ma i nie będzie, mogę se przez internet zamówić. Zajefajnie, ale tak to se mogę też z Wrocławia czy innej Bydgoszczy, nawet taniej. A ja chciałem dziś, w sklepie.
I dlatego na czytniku nie zarobiła żadna sieciówka czy inny market, tylko prywatny import, który bez szemrania dostarcza w sobotę po 17 czytnik w przyzwoitej cenie, tylko że nieco inny, bez paragonu i z bardzo wirtualną gwarancją. Czyli nie w Erewaniu a w Moskwie, nie samochody a rowery i nie rozdają a kradną.
Niniejszym szczególnie pozdrawiam przemiłych sprzedawców nic-nie-mającej sieci Vobis, żegnam się z Pocketbookiem 611 i witam z Sony Readerem PRS-T1.