(notka i komentarze są automatycznym importem z Bloxa, w razie rażących błędów proszę o info na boniWYTNIJ@clouds-forge.eu)Trochę na dzień kobiet, trochę na tle przyciągnięcia przez MRW Watersa, ale najbardziej chyba dlatego, że zdecydowanie obraca mi się od jakiegoś czasu po playerach "Broken China":
czyli Richard Wright, który stał za wszystkim co Floyds mieli piękne i dobre, dopóki ego Watersa nie wyrzuciło Wrighta precz. Ale tak naprawdę, stał zawsze. Po "reunion" znowu stał po prostu, na scenie, na Live in Gdańsk byli razem, grali Echoes we trzech.
W mojej #po40 mam dość Watersa, dobrze znoszę Gilmoura, ale ostatnio słucham solowego Wrighta...