Wpisy    Losowo    Autor    Rejestracja    Zgłoś błąd
RSS blog   RSS komentarze







Autor: Boni
Kiedy: 2012-02-18, sobota
Tagi:  namysł, przemysł, szrot
___________________________________
(notka i komentarze są automatycznym importem z Bloxa, w razie rażących błędów proszę o info na boniWYTNIJ@clouds-forge.eu)

Miałem sklecić coś o przemyśle do śmiechu - korpo-techniczne bingo zawsze jest zabawne - ale jakoś tak zrobiło mi się poważnie. Bo przebierając i kolekcjonując buzzwordy z korpoprzemysłu i jego utrzymania ruchu, czyli tak naprawdę ze specyficznych dziedzin i metod zarządzania, zrobiło mi się nagle całkiem serio. Otóż rozumowanie mi się odwróciło - co, w tym pierdyliardzie buzzwordów i sloganów, tudzież w kupce żargonu, nie zawsze ścisłego, ma moim skromnym zdaniem niezaprzeczalny sens (i przy tym jest nieźle ugruntowane, a nie - wczorajszym świetnym pomysłem)? Takie coś, żebym tego rozumowania, narzędzia, metody nie brzydził się używać; i nie musieli mnie do niego zmuszać; i żebym z czystym sumieniem mógł je polecać innym?

Niezły zgryz.

Bo 99% krapu, który serwują konsultingi, specjaliści, naukowcy i menagery, nie kupuję. Albo potrafię go skrytykować, zresztą, 80% potrafi skrytykować, albo i zmiażdżyć, każdy, kto ma opanowaną matematykę na poziomie dawnej średniej szkoły, i trochę praktyki w przemyśle (skądinąd - sugestia, że specom od zarządzania brakuje praktyki i podstaw matematyki, jest całkiem do rzeczy. A im wyżsi specjaliści i naukowcy, tym jakby bardziej im brakuje...). Albo po prostu - ten krap nie działa.

No zgryz.

Więc popiszę o podstawach, które są w moim świecie naprawdę podstawowe, trudne do obalenia, i dosyć uniwersalne. I co ciekawe, nie uwierzycie, jak mało ludzi i firm ich używa w ogóle, już nie mówiąc o używaniu z głową. Dwa śmieszne akronimy, OEE i TEEP, czyli całkowita efektywność i globalna efektywność. W skrócie - są to wskaźniki łączące 3 lub 4 podstawowe parametry procesu, maszyny, itp. dające jakieś pojęcie jak efektywny czy skuteczny jest proces, i bardzo dobre pojęcie, jak reaguje proces na zmiany czy ulepszenia (albo pogorszenia...). Wymyślili toto, jak wiele innych rzeczy, Japończycy w latach 60, i co ciekawe, wymyślili te wskaźniki dokładnie do tego co wyżej napisałem, i do tego, co ich nazwy wskazują, czyli oceny efektywności - a nie do zadziwiania i ściemniania pracownikom, szefom, właścicielom, odbiorcom, akcjonariuszom, klientom, dostawcom (niepotrzebne skreślić). Może właśnie dlatego, i z powodu ogólnej prostoty i uniwersalności, OEE i TEEP są twardym kawałkiem metrologii w oceanie galaretki marketingowo-konsultingowej.

Liczy się je bardzo prosto. Dla OEE - bierzemy dostępność, jakość i osiągi/wyniki, procentowo, jako stosunek wartości rzeczywistych do zakładanych/możliwych, i mnożymy przez siebie. A dla TEEP, czyli efektywności globalnej, mnożymy dodatkowo przez obciążenie "w czasie" (bo TEEP "rozszerza" OEE z obliczeń dla zaplanowanej pracy/procesu do obliczeń "po całym dostępnym czasie").

Na przykład, weźmy coś ze szrotu - Vitara żony, jeżdżona od nieco ponad roku. Dostępność - 99% (2 razy nie odpaliła, bo cośtam). Jakość, powiedzmy, 80% (usterka wydechu, lakier stary, spryskiwacz tylnej wycieraczki MIA). Osiągi, w zasadzie, 100%. Mnożymy, i OEE wychodzi 79%. Nic specjalnego (na ogół 85% uważa się za minimalne "coś", co warto ustalać jako cel itp), no ale mówimy o 17 letniem SUVku, utrzymywanym w klasycznym na szrocie reżimie MPM i RTF (czyli minimum preventive maintenance i run-to-failure). A jak wyliczymy TEEP, czyli pomnożymy przez niewielkie obciążenie, rzędu 40% (jeśli liczymy na dni albo przebieg "w rodzinie", bo jak na roczno-kilometry itp. miary "kalendarzowe", ściśle wg. definicji TEEP, to będzie w ogóle, żadne obciążenie), robi się niezbyt efektywne 30%.

Albo, dla odmiany, notebook z którego piszę - dostępność i osiągi 100%, ale jakość powiedzmy 50% (zawiasy ekrany nie trzymają, i uszkodzenie zasilania w płycie głównej, nie ładuje baterii). Czyli OEE niziutkie 50%. A ponieważ wykorzystany jest średnio przez powiedzmy 8h dziennie, to obciążenie ma rzędu 30%. Czyli TEEP na poziomie 15%, czyli na poziomie gleby.

A w realiach przemysłowych, powiedzmy - robot przemysłowy, sam w sobie prawie nówka nieśmigana, ale z nieco gównianą technologią procesu. Jakość - produkty zniszczone/re-work: 140 na 2000. Osiągi troszeczkę rozminęły się z założeniami projektowymi, cykl 27s zamiast 23s. Dostępność niezła, powiedzmy ze trzy razy w roku system sterowania staje dęba, ale raz kolizja złamała robocikowi nadgarstek, czyli jakiś tydzień awarii wypadł, z 52. A obciążenie niezbyt wielki - na dwie zmiany i bez weekendów... W skrócie OEE na poziomie 75% czyli nie za ciekawie, a TEEP żałosne 34%, czyli w skrócie "podajcie mi na tacy głowę tego kto zamówił tego robota i proces".

I tak można policzyć se wszystko, od wielkiego pieca i robota przemysłowego, do maszyny do szycia wykorzystanej raz w roku, samochodu czy systemu ogrzewania w domu. I jest to pouczające, bo nie tylko pozwala uzmysłowić sobie, co się np. zdegradowało ze starości i zużycia, albo polepszyło po upgrade czy wymianie urządzeń, ale też zauważyć, które ze wskaźników niskiego poziomu warto poprawić, a których nie ruszać (hipoteza Pareto się kłania) - na przykład dla robota z powyższego przykładu, wcale nie warto zaczynać od tego, o co wszyscy mają pretensje i pamiętliwie wytykają, że "system się wiesza, i tydzień czekaliście na części", ale raczej od odrobinę dłuższego czasu cyklu, do którego wszyscy się przyzwyczaili, bo co to są 4s, prawie nic; a potem zdecydowanie wziąć się za jakość. A uwzględnienie TEEP uzmysławia, jak nietrafione i nieefektywne są niektóre nasze rozwiązania, bo nie dość, że miernej jakości, słabe wyniki i spsute są ciągle, to jeszcze, tak naprawdę, są niepotrzebne, albo używane od wielkiego święta.

Jedyny problem, to skąd brać rzetelne dane do OEE/TEEP - bo nieważne czy rozważamy efektywność robota czy używanie taksówki zamiast własnego samochodu, tylko od rzetelności danych zależy rzetelność wnioskowań. A pamięć lucka zawodna jest, więc bez porządnego notowania i zapisywania (także - zautomatyzowanego) nie ma z czego rozumowania ukręcić.

Najśmieszniejsze i aż niewiarygodne, że nawet jak robot zapisuje sam statystykę, albo taksówka przyjeżdża regularnie po 20min. to jeśli zainteresowanym wydaje się, że robot ciągle spsuty, a taksówka pojawia się natychmiast, prawie nie można ich przekonać do danych, wskaźników, także OEE/TEEP, i w najlepszym razie je zignorują. Gdyż to świadomość określa byt, a jak rzeczywistość nie zgadza się ze świadomością, tym gorzej dla rzeczywistości - i dla racjonalistów, którzy wierzą w rzeczywistość i dane, a nie w myślenie magiczne, czy pamięć w warunkach dilbertolizy.

I tak właśnie z utrzymania ruchu i zarządzania można gładko przejść do psychologii i socjologii.







2012/02/18 22:19:42
Zgodzę się z ostatnim akapitem. Zwykle od faktów istotniejsze są ludzkie mniemania o faktach. I nawet jeśli się ich brutalnie skonfrontuje z jakimiś twardymi statystykami to wzruszają ramionami a w duchu wiedzą swoje.


2012/02/19 21:24:08
Fajne, dzięki.

Rozumiem, że są jakieś dobre wytyczne co do szacowania jakości w rzeczach trudniejszych do odróżnienia niż produkt/odpad?


Boni
2012/02/20 07:27:35
@redezi

Och, metodologii jakości i okolic, to starczyłoby nie na hejtnotkę, ale na hejtksiążkę. Ale w praktyce do OEE/TEEP jest jedna - produkt/maszyna/proces spełnia albo nie spełnia specyfikacji. Co natychmiast rozbija się o definicję specyfikacji ;) więc po pierwsze, trzeba tę specyfikację (przynajmniej szkic, ale jasny) przyjąć, mieć, znać, wypisać, itp. I to zaczynając od ustalenia czy jest to spec. projektowa (założenia, "od nowości") czy spec. konsumenta/usera (czyli jak toto działa, wygląda, pracuje kiedy klient czy user jest/był szczęśliwym). No a potem to co spełnia liczymy jako dobre, to co nie spełnia jako złe.
Zresztą, to jest średnio trudna część (osiągi/wyniki są łatwiejsze, bo przeważnie wzg. łatwo obiektywnie mierzalne). Najtrudniejsza jest, wbrew pozorm, uczciwie policzona dostępność - bo o ile osiągi sa prawie obiektywne, jakość via specyfikacja powiedzmy obiektywna 50/50, to dostępność, co zdumiewające, bywa tematem dyskusji religijno-polityczno-światopoglądowych, a nie pomiaru czy wyników. Na przykład, czy jak ja mam dwie niedostępności rocznie 17 letniej Vitarki bo usterka, to jest to samo co dwie niedostępności nóweczki z salonu, bo była raz na przeglądzie i raz na wymianie opon? Albo, bardziej przemysłowo, czy przerwa obiadowo-wypoczynkowa w pracy, kiedy operator odchodzi od maszyny, to pogarsza OEE czy nie (inaczej - czy pracę maszyny liczymy 8/8, czy 7,5/8)?


2012/02/21 10:54:41
Metodologie sluza do legitymizacji decyzji podjetych przy zielonym stoliku.


Boni
2012/02/21 11:39:45
@ramone

U nas na dziale raczej mówi się o decyzjach na polu golfowym. W sumie też zielone.

No ale to jeśli mówimy o metodologiach na poziomie szefów i menegerstfa, i całych przedsiębiorstw. Na poziomie zwykłej fabryki czy procesu, i tak są jakieś metodologie badania i zapewniania jakości i jej zmian, przecież, bo jakoś to trzeba ogarniać. Inna sprawa, że też bywają bzdurne, no i najśmieszniejsze, jeśli są niezwykle odległe od wizji "szczebla". Rekordowo to widywałem cztery layery metodyk jakości na raz - szefowie, średni szczebel, szeregowi pracownicy, no i dział kontroli jakości na dokładkę - każdy layer miał inną wizję i metodykę, i co zabawne, nawet się to wszystko jakoś tam kręciło.


2012/02/22 10:27:46
@boni_s

Moze tak wlasnie powinno byc? Na kazdym poziomie pojecie "jakosci" ma inny sens. Nie ma sensu myslec o "bottom line" analizujac jakosc pojedynczej linii kodu, ale co innego, kiedy analizujesz jakosc calego projektu.


Boni
2012/02/22 11:44:10
@ramone

Jasne, to idea, w jakimś ograniczonym zakresie, nawet słuszna. A teraz wytłumacz się z niej audytorowi ISO900x, albo bardziej modnie, TS16949, że masz zdecydowanie inną wizję, niż autorzy TS16949 Chapter 4: Quality Management System (general requirements, control of documents and records).



2012/02/22 12:38:45
@boni_s

Powiedzmy, ze mam niskie zdanie o audytorach... ;-)

Mozna to opisac jako wielostopniowa optymalizacje. Pojedynczy wyrobnik ma przydzielone zasoby do zuzycia (swoj czas, materialy, energie) i ma sie skupic na maksymalizacji czysto technicznej jakosci. Jego menago rozdziela zasoby, zeby zoptymalizowac zysk z ich uzycia.

Owszem, trzeba sie pozegnac z fikcja, ze pojedynczy wyrobnik jest w stanie ocenic, jak jego dzialania wplywaja na zysk calej firmy, ale chyba lepiej przyjac rzeczywistosc na klate, niz zyc w swiecie zludzen?


Boni
2012/02/22 18:51:37
@ramone.alcin

Anienienie - ty jesteś przy optymalizowaniu działań w celu osiągnięcia jakości, a ja mówię o jakości jako takiej, czyli dokładniej o standardach i specyfikacjach jakości. No nie jest normalnie, kiedy dla gupiego kawałka pręta czy śruby inną specyfikację ma dostawca (nieaktualną), dział zakupów (bardzo luźną), robotnicy (zgrubną), technolog i średni szczebel (malinowo-wzorcową), kontrola jakości (żadną - nie wciągnięto tematu w system), klient (kosmicznie dokładną) i management (żadną - nie ma na takie głupoty jak "specyfikacje" czasu i głowy).
Już pomijając audytorów i systemy, nawet dziecko wie, że w takim układzie wszystko kręci się nieźle, jeśli ogólnie element jest wszędzie bardzo wąsko stolerowany wzg. potrzeb, i/lub kluczowe ogniwa łańcucha mają wysoką kulture techniczną, procesową i działania. Ale niech ci się ten łańcuszek sypnie, albo zmień ze dwa ogniwa, to potem jest przezabawnie - bo zupełnie pierwsze pytanie, to kto ma choć z grubsza właściwą specyfikację, która spełnia waruny techniczno-biznesowe? Sam nie wierzę w to co piszę, ale widywałem akcje (najwięcej w kontekście globalizacji dostawców, ergo - Chiny...), gdzie takie rzeczy ustalano w luźnej dyskusji paru kawałków "łańcuszka"; albo wprost na zasadzie - kto głośniej krzyczy: MOJA SPECYFIKACJA JEST NAJMOJSZA!!!

Oczywiście, to co piszę jest niemożliwe, bo wszyscy maja ISO, a co lepsi TSa...





Licencja:

Creative Commons License

Ostatnie wpisy:


Ostatnie komentarze:

rozie - Elektrycerze
Fri, 19 Jan 2018 07:31
@Boni Hint - rozmawiasz na blogu człowieka,...

red.grzeg - Wielki brat paczy
Mon, 15 Jan 2018 08:24
Tak, teraz (od 2 lat?) da się założyć firmę bez...

charliebravo - Wielki brat paczy
Sun, 14 Jan 2018 20:33
@księgowy DG (księgowy jest za 3-4 stówki, widzę...

Boni - Wielki brat paczy
Sun, 14 Jan 2018 19:46
@charliebravo Primo, dlatego nawiązałem do...

Codiac - Wielki brat paczy
Sun, 14 Jan 2018 19:36
'Tutejsze banki, tak, śmierdzą na milę XIXw' ...

janek.r - Elektrycerze
Sun, 14 Jan 2018 18:56
@czyli czego, 206sw? skoda fabia kombi. ...

charliebravo - Elektrycerze
Sun, 14 Jan 2018 18:14
@Janek Ok, chodziło mi o „uogólniony za duży...

janek.r - Elektrycerze
Sun, 14 Jan 2018 17:42
@ilu ludzi wozi kombiakiem bądź SUVem jedno dziecko....

charliebravo - Wielki brat paczy
Sun, 14 Jan 2018 15:49
@Prowadzenie firmy w PL No wiec ja mam wrażenie (DG...

charliebravo - Elektrycerze
Sun, 14 Jan 2018 15:35
@„Hint - rozmawiasz na blogu człowieka, który...


Rollka:

Blog de Bart
Ceàrdach
Co lepsze kawałki
Ekskursje w dyskursie
Inżynieria Wszechświetności
Nameste blog
Ogólna teoria
pattern recognition
Polska-NRD-Niemcy-Świat
snafu
Teklak
Utilitymon
Wrzutnia nocna

Inne:

inSitu - pudełko z obrazkami
Szrot nasz codzienny
EVA prawdé ci powié
PolitMap



Valid HTML 4.01 Strict

Valid CSS

powered by PHP


Engine: Anvil 0.84   BS 2012-2017