(notka i komentarze są automatycznym importem z Bloxa, w razie rażących błędów proszę o info na boniWYTNIJ@clouds-forge.eu)Robię na urlopie to i owo, życie płynie należycie, jak zwykle, choć resources są jakby "na przednówku" i nie ma za co zaszaleć - za to jest czas. Czas na muzę, rzucam okiem w te grube GB muzy na sieci, i nagle kąt mego kaprawego oka zauważa dawno nie widziany napis.
Bel Canto.
Kiedy na początku '90 każdy kto miał wpaść, wpadł w Clannad/Enyę lub ogólniej 4AD, i ja też już troszkę się nasyciłem muzycznym Zachodem, nagle z dużą siłą trafiła mnie Norwegia, nie po raz ostatni. Bel Canto, czyli duet nie tak znany jak różni ludzie z 4AD, jak Dead Can Dance, jak Cocteau Twins, a przecież w tym stylu, i miejscami lepiej niż ci znacznie popularniejsi.
Więc siedzę se w ciepełku z rodziną, i napieram na dużym sprzęcie co lepsze kawałki, i jest pięknie i dobrze...