Licencja

Ostatnie wpisy:


Ostatnie komentarze:

Boni - Trzeba siać
Sun, 16 Sep 2018 12:52
@igor, Lem Może tak - rozumiałem o co mu chodzi i...

igor - Trzeba siać
Sun, 16 Sep 2018 08:36
Lem o tym pisał w latach 90. A ja (i, w zasadzie,...

Boni - Trzeba siać
Fri, 14 Sep 2018 21:01
@zz_top IĆ STOND! właśnie się dziś...

zz_top - Trzeba siać
Fri, 14 Sep 2018 12:52
@Wolałbym, żeby tzw. ludzie rozumieli a nie ślizgali...

Gatling - Dialogi
Mon, 10 Sep 2018 12:21
Koraliki, bigle/zapinki/inne komponenty, dużo metrów...

Boni - Dialogi
Mon, 10 Sep 2018 11:23
@Gatling @sroko-chomiki Zdefiniuj "skład...

Gatling - Dialogi
Mon, 10 Sep 2018 11:18
Oj bo na koralky.cz mają co jakiś czas wyprzedaże...

Boni - Dialogi
Mon, 10 Sep 2018 10:34
@Gatling "Panie, czy pan mnie usiłujesz obrazić?",...

Gatling - Dialogi
Sun, 9 Sep 2018 17:03
Koraliki japońskie, unless Preciosa wypuściła...

hellk - Top gun
Mon, 3 Sep 2018 16:12
@bibliografia Jakieś 10 lat temu dostałem od...


Rollka:

Blog de Bart
Ceàrdach
Co lepsze kawałki
Ekskursje w dyskursie
Inżynieria Wszechświetności
Nameste blog
Ogólna teoria
pattern recognition
Polska-NRD-Niemcy-Świat
snafu
Teklak
Utilitymon
Wrzutnia nocna

Inne:

inSitu - pudełko z obrazkami
Eat me. Drink me.
Szrot nasz codzienny
EVA prawdé ci powié
PolitMap



Valid HTML 4.01 Strict

Valid CSS

powered by PHP

Wpisy    Losowo    Autor    Rejestracja    Zgłoś błąd
RSS blog   RSS komentarze







Autor: Boni
Kiedy: 2011-12-28, środa
Tagi:  szrot, DIY, namysł
___________________________________
(notka i komentarze są automatycznym importem z Bloxa, w razie rażących błędów proszę o info na boniWYTNIJ@clouds-forge.eu)

Lubię samo słowo "autarkia", a ideę chyba jeszcze bardziej. Za słabo znam grekę, żeby wiedzieć na pewno, ale zgaduję, że auta- to od samochodów, a -kia to też od znanego producenta aut.

No dobra, pożartowałem sucharem niczym Strasburger, i starczy. Autarkia czyli najogólniej - samowystarczalność, jak sama nazwa wskazuje. Oczywiście, idea jest niemodna od co najmniej kilku wieków, a w realiach XX-XXIw gospodarki i ekonomii, zarówno "personalnej", lokalnej, jak i zglobalizowanej - to po prostu archaizm, wstyd, i ludziom nieładnie, no wąsaty postPRL jakiś. Teraz w modzie jest outsourcing, wąska i wydajna specjalizacja, i flow, a nie goal.

Tylko, że kupa.

Bo z nowożytną gospodarką i ekonomią jest jeden drobny problem - wiele obiecuje, niewiele daje. Znaczy, daje, och, daje nam mnóstwo pożytków, w całkiem niskich cenach i kosztach - tylko gdzieś zgubiła się jakość. A koszta też bywają dyskusyjne.

Jasne, że nigdy nie było inaczej, jedyna różnica, że żyjemy w wyjątkowo zakłamanych i wygodnych czasach, i prawie nikomu nie chce się tym sobie głowy zaprzątać, po prostu - niech ktoś się tym zajmie. Czym? Najlepiej wszystkim. Bo nam "nic się nie opłaci". Co dość niesamowite, prawie wszystkim nic się nie opłaci, od żula spod drewutni z piwem, po poważnych biznesmeneli. Znaczy, ukraść miliony, albo zarobić cztery razy tyle co za poprzedni miesiąc/zlecenie, to ok, prawie każdy się schyli, ale tak normalnie, to każdy pilnuje aby poorać swoją działeczkę, aby się kręciło, i żeby był flow na koncie, na spłatę rat, na chlebuś, coś do chlebusia, i jakiś gadżecik (a jedyne co stratyfikuje rozwinięte społeczeństwa, to na jakie konkretne "cosie" i gadżeciki potrzebujemy, i za co raty płacimy). Ale żeby coś wokół siebie zrobić, jeszcze własnymi rękami i głową, to się przecież nie opłaci, najlepiej to outsourcować, od przedszkolanki i sprzątaczki, po "doradcę" bankowego, księdza, i prawnika.

Oczywiście, gdy bieda przyciska, państwa czy ludzi, to się nagle okazuje, że te dwa przeszczepy na końcu ramion, to są ręce, i nawet dwie lewe moga posłużyć do poprawienia struktury gospodarczej i wypracowania dodatkowej wartości. W kryzysach (albo wojnach...)nagle państwa całe robią się autarkiczne; w kryzysach, jak ostatnio, firmy nagle rezygnują z outsourcingu, z powrotem zaczynają zatrudniać własnych ochroniarzy i sprzątaczki, odbudowują usługi wewnętrzne, budują sobie same urządzenia i technologie. A ludzie nagle odnajdują w sobie ducha majsterkowicza, i jak za dawnych niedobrych czasów potrafią wymienić akumulator albo żarówkę w samochodzie, albo zamek w drzwiach, zamiast płacić względne krocie, żeby "ktoś się tym zajął". Bo nagle okazuje się, że jeśli "ktoś" się "tym" zajmuje, to przecież zarabia na tym odpowiednio, też chce mieć cashflow i na gadżeciki, i doliczy to do rachunku, nie ważne czy Rosja do gazu ziemnego, czy pan Zenon za odkręcenie i przykręcenie 3 śrubek przy zamku drzwi.

Ale nie jestem piewcą bezwzględnej autarkii w tym sensie, że to się zawsze opłaci w złotówkach - oczywiście, że nie, bo specjalizacja daje wymierne efekty, i bo efekt skali bywa kluczowy. Stąd nie mam zamiaru robić sobie filmów czy gier, niech mi je dostarcza wyspecjalizowana fabryka snów; i nie będę sobie zamawiał/robił na sztuki procków czy telefonów, ktoś je tłucze w milionach i jest w tym trudny do pobicia. Itd itp.

Tyle że uogólniona autarkia, nawet jeśli co do kosztów jest trudna do "wycenienia", i czasem się opłaca w bilansie finansowym, a czasem nie, daje też inne korzyści. Najważniejszą jest panowanie nad jakością, czyli to, czego współczesna gospodarka dóbr masowych i masowej kultury, ekonomia outsourcingu i flowu już WCALE nie zapewnia. Zresztą, jak zaznaczyłem, nigdy nie zapewniała, tylko ostatnio kłamie się o tym w żywe oczy, no i ludzie jakby bardziej naiwnie wierzą reklamom i ofertom. A wystarczy zapamiętać, że już dawno temu prawie KAŻDY biznes na tej planecie stał się nieetyczny w sensie - w samym sercu jego kalkulacji, jego biznesplanu, jest skalkulowana wpadka, bubel, reklamacja, wkurwiony klient, który odejdzie. Naprawdę, nie wierzcie w jakieś XVIII czy XIXw historie że "nasz per klient nasz per pan", czy że zadwolonie klienta jest dla firm najważniejsze. Tak było dawno temu, kiedy biznesmeni bali się kary boskiej i ludzkiej, albo kowal musiał dbać o reputację w tych pięciu wioskach w koło, albo Japończycy dbali o reputację, honor i zachowanie twarzy, swojej = Toyoty, na pięciu kontynentach. Wtedy jakość BYWAŁA. Teraz marzeniem biznemeneli, od pana Zenona Benona zakładającego zamki, po gigantów biznesu, nie jest wysoka jakość czy zadowolenie klienta, tylko żeby na miejscu jednego klienta, nieważne, mniej czy bardziej zadowolonego, wyrastało trzech następnych. Jeśli do tego potrzebna jest jakość na poziomie zaledwie 3ppm bubli, to nawet może i coś wygraliśmy, jako klienci (inna sprawa, ile kosztuje nas wtedy cały system...) ale jeśli wystarczy 3000ppm, to nie ma siły, żeby producenci/usługodawcy niewidzialna ręką w końcu nie obniżyli jakości do tego poziomu, choćby co pół zdania reklamówek i ofert opowiadali o jakości i satysfakcji klienta.

I nie ma na to ratunku, tak naprawdę, jeśli WSZYSTKIM wisi to co robią, i nie istnieje już etyka biznesu czy rzemiosła, TWOJEGO też, to skąd pomysł, że ci którzy akurat TOBIE dostarczają usługi i towary, mają inne podejście, i że twój samochód, dom, szkoła twoich dzieci, twój smartfon czy służba zdrowia - będą wysokiej, czy nawet tylko wystarczającej DLA CIEBIE jakości? Prawie każdy odpowiada "ależ ja bym chciał robić gwoździe czy tłumaczenia tekstów PORZĄDNIE, z wysoką jakością, ale nie mam na to czasu i nikt mi za to nie zapłaci!" - a jak uważasz, pan ślusarz Zenon Benon czy zarząd Toyoty jest zadowolony z tego jak i za ile robią? Oni tez by chcieli dobrze, ale im nikt za to nie zapłaci. Bo wystarczy spróbować zrobić/kupić porządny samochód czy zamek czy tłumaczenie, żeby się dowiedzieć, że to kosztuje powiedzmy 5x tyle co oferuje niewidzialnie fistująca nas ręka wolnego rynku. Gdyż, dygresyjnie, świat niskiej jakości to świat tani, nawet jeśli końcowym użytkownikom wydaje się, że cośtam drogo - wszystko jest tanie, co najwyżej nasza praca, stąd - płaca - również jest niska.

A gdzie w tym wszystkim miejsce autarkii? W starym porzekadle - "chcesz mieć zrobione dobrze, zrób to sam". A dokładniej "chcesz mieć zrobione z ustaloną przez ciebie jakością, zrób to sam". Bo autarkia oczywiście nie gwarantuje bardzo wysokiej jakości - mnóstwo rzeczy i usług wymaga wiedzy, narzędzi, technologii, tej nieszczęsnej specjalizacji, i jeśli ich nie mamy, jakość może być niższa niż state of art. Ale point w tym, że w autarkii WIEMY jaką robimy sobie jakość, a nie - dajemy się dymać biznesmenelom i outsorcingom, którzy jeśli mówią, że sprzedają state of art, to przeważnie mówią, no i sprzedają za ciężki szmal coś, co nawet nie leżało koło state of art.

Do przydługiej notki podpuścił mnie mentalny przegląd ostatnich prac w domu i zagrodzie - co nawet mnie zaskoczyło i zdumiało, to że chociaż "Autarkos is my middle name" od lat, to i tak ostatnich kilka prac i pracek wynikało z cudzych bubli... W samochodach - skopany przez bliżej nieznanych fakowców montaż zbiornika i wielozaworu LPG. I parownik LPG który w przewidzianej przez producenta pozycji i konfiguracji nie ma prawa działać, za to skopał obieg nagrzewnicy i ogrzewanie. Wymiana kółek na zimowe, przy której rozwalono i skopano nakrętki alufelg (cud, że zauważyłem prawie od razu, a nie za pół roku, bo już pomijając ryzyko na drodze i prowadzenie autka, to felgi które lubię byłyby pewnie do wyrzucenia). I ktoś za to wszystko komuś zapłacił, ale jakość tych rzeczy i usług była raczej niska. A point w tym, że nawet płacąc 5x tyle w ASO or compatible, dalej niekoniecznie dostaje się wystaczającą jakość, co zarówno anecdata jak i poważniejsze badania np. jakości pracy serwisów czy przeglądów tech. pokazują.

Natomiast kiedy robi się takie rzeczy samemu i sobie (nawet kiedy tylko poprawiam po fakowcach te drobiazgi), to pewne, że WIE się, co i jak się zrobiło. I nie ma problemu z rozczarowniem czy niską jakością, jest co najwyżej problem z zasobami. I w zasadzie, dotyczy to każdego poziomu działania, od wymiany żarówki w lampce czy samochodzie, po zamawianie całych maszyn i fabryk.

Stąd motto na nowy rok - jeśli masz coś zrobić, skalkuluj rozsądnie, i zrób to sam. Zyskasz świadomość jakości, i drugą wartość dodaną przez autarkię - zwiększysz sobie sumę wolności. Ale o niej może innym razem.

(BTW generalnie o powyższych zagadnieniach jest książka "Zen i sztuka oporządzania motocykla" Pirsig'a, tylko, że ma bardzo niewiele wspólnego z zen, i jest moim zdaniem niepotrzebnie poryta na emo w bardzo amerykańskim duchu. Tam chyba wszyscy już mają problem z (nie)maniem ojca i/lub (nie)byciem ojcem. Wiec raczej nie polecam.)







2011/12/28 13:42:49
Weź nie strasz. Muszę zrobić przegląd samochodu po 100kkm i szukam najtańszego zdziercy, który zrozumie, co się do niego mówi.
I poszuka przyczyn osobliwych zjawisk, które pojawiają się od czasu do czasu.


Boni
2011/12/28 14:34:08
@janekr

Ja nie straszę, takie fakty. Np. żebym nie dłubał se przy wahaczu i nie miał przed nosem felgi, to bym nie zauważył do wiosny, albo do rozbicia otworów w alu, że niektóre śruby koła wystają mniej niż inne - bo stożkowe podkładki śrub wzięły i pooszły w pizdu panu Wkrętowi, przy wymianie na zimowe. Na dwu kołach.
Zresztą, pamiętam, że kiedyś był szokujacy materiał w prasie czy podobnych, jak puścili na przegląd jakiś samochód, w ASO, semiASO i w Zenexie, z drobnymi usterkami, m.in. niedokręcone pojedyncze śruby w kołach, i nie pamiętam czy ktokolwiek te śruby znalazł.

Z innej beczki, wczoraj se zamananegerowałem jakością. A po ludzku, wbiłem dodatkowe 3szt krokwi 4m pod wiatę, bo po głębokim 2 letnim zastanowieniu uznałem, że 3 lata temu jednak dałem ich za mało, więc zagęściłem więźbę. Aha, i poprawiłem coś tam zużytego przy klapie na strych. Krokwie plus śruby plus parę gwoździ, powiedzmy 100zł, plus 3h mojego czasu, plus niewielka rysa na łbie (zamiast czapki trza se chyba na stare lata jakiś hełm kupić, safety first). Ciekawe, ile by kosztowało, nerwów, czasu i pieniądzów, jakbym to zrobił ekipą budowlaną, zamiast samemu.


2011/12/29 22:28:01
Nastroiłeś mnie, żeby jutro zajrzeć pod plastikowe kapsle swoich felguś.


2011/12/30 11:43:12
Outsourcing ma dodatkową wadą jaką jest pozbawienie się całościowego spojrzenia na efekt końcowy systemu. Nawet jeśli dostawca ma najlepsze intencje to prowadzi do długoterminowych nieoptymalności.


2011/12/30 11:55:52
@red.grzeg

Myślę, ze to po prostu kwestia racjonalnego planu a nie ideologii - stosowanie outsourcingu na siłę prowadzi do chorych sytuacji (gdy likwidujemy dział i zastępujemy outsourcowanym rozwiązaniem, które bywa droższe i oferuje niższą jakość). Z drugiej strony warto decydować się na to, gdy na miejscu zupełnie nie ma środków do prowadzenia danego zagadnienia samodzielnie - wtedy jakość zewnętrznej pracy prawie zawsze będzie wyższa.

Ilustracje dla obydwu przypadków obserwuję własnoocznie, żeby nie było, ze jestem taki erotoman-gawędziarz.


Boni
2011/12/30 12:28:39
@grzeg, aniou

Obaj zakładacie, że ktoś ma jakiś racjonalny plan i coś optymalizuje, tu akurat - outsourcowanie. A to nieprawda, przynajmniej w sensie ekonomiczno-gospodarczym planu i optymalizacji. Bo jedno pewne - outsourcing GWARANTUJE doskonałe wypełnienie potrzeby "niech ktoś się tym zajmie", z punktu widzenia outsourcujacego problem po zoutsourcowaniu staje się JEDNĄ pozycją kosztową w arkuszu excela, a to jest olbrzymia wartość dodana z punktu widzenia managera, który inaczej miałby ten problem, ludzi go rozwiązujących, i w ogóle kawał tematu na głowie. A tak ma pozycję do opędzenia w budżecie, i jest luzik, może zająć się poważniejszymi sprawami. I musi być naprawę bieda, żeby ktoś zaczął to analizować racjonalnie i rzetelnie, a nie na polu golfowym, w kuluarach konferencji menegerskich, czy z innym domokrążcą dostarczającm outsource.





Engine: Anvil 0.88   BS 2012-2018