Licencja

Ostatnie wpisy:


Ostatnie komentarze:

Codiac - Zakazane piosenki
Thu, 18 Oct 2018 18:25
Skoro można dopisywać... zerkając na opis myślałem...

Boni - Zakazane piosenki
Thu, 18 Oct 2018 09:23
Dopisałem małe co nieco, które zapomniałem. Oraz...

Codiac - Na Zachodzie bez zmian
Fri, 12 Oct 2018 13:00
"Życie płynie nam mniej więcej należycie. I tyle. "...

Boni - Na Zachodzie bez zmian
Mon, 1 Oct 2018 12:58
@wyparowanie strony A tak, to też była...

Gatling - Na Zachodzie bez zmian
Mon, 1 Oct 2018 12:47
> Życie płynie nam mniej więcej...

Boni - Trzeba siać
Sun, 16 Sep 2018 12:52
@igor, Lem Może tak - rozumiałem o co mu chodzi i...

igor - Trzeba siać
Sun, 16 Sep 2018 08:36
Lem o tym pisał w latach 90. A ja (i, w zasadzie,...

Boni - Trzeba siać
Fri, 14 Sep 2018 21:01
@zz_top IĆ STOND! właśnie się dziś...

zz_top - Trzeba siać
Fri, 14 Sep 2018 12:52
@Wolałbym, żeby tzw. ludzie rozumieli a nie ślizgali...

Gatling - Dialogi
Mon, 10 Sep 2018 12:21
Koraliki, bigle/zapinki/inne komponenty, dużo metrów...


Rollka:

Blog de Bart
Ceàrdach
Co lepsze kawałki
Ekskursje w dyskursie
Inżynieria Wszechświetności
Nameste blog
Ogólna teoria
pattern recognition
Polska-NRD-Niemcy-Świat
snafu
Teklak
Utilitymon
Wrzutnia nocna

Inne:

inSitu - pudełko z obrazkami
Eat me. Drink me.
Szrot nasz codzienny
EVA prawdé ci powié
PolitMap



Valid HTML 4.01 Strict

Valid CSS

powered by PHP

Wpisy    Losowo    Autor    Rejestracja    Zgłoś błąd
RSS blog   RSS komentarze







Autor: Boni
Kiedy: 2011-11-08, wtorek
Tagi:  muza
___________________________________
(notka i komentarze są automatycznym importem z Bloxa, w razie rażących błędów proszę o info na boniWYTNIJ@clouds-forge.eu)

Uwaga, dzisiaj mega nostalgia trip. A może i nie do końca.

Dopadło mnie niedawno tak mocno, że musiałem sobie zassać z neta i posłuchać (i niech przeklęty będzie ten czy ta z rodziny, który w odmętach naszych przeprowadzek podpieprzył śliczny tęczowy winyl!) - Balkan Electrique. Czyli jedna z nielicznych rzeczy w PL popie, która mnie w ogóle rusza (to chyba pierwsza notka na tagu #muza z PL, więc tak jakby dla mnie w PL - najważniejsza...)

O Elektrykach można opowiadać wielostronnie i na wiele sposobów.

Z jednej strony - bardzo porządny synthpop z folkiem, fajna muza, teksty, technicznie nawet dziś spoko, a co dopiero w PL ok 1990. Obydwoje, Fiolka i Starosta, osobowości, i zakręceni bardzo pozytywnie (no, w moim świecie, bo oczywiście w tym równoległym spod krzyża i frądy, to już niekoniecznie). Folk bałkański przyciągnięty bardzo zgrabnie, moim zdaniem; to są czasy już po Kostku Joriadisie, który był chyba pierwszy w pop-PL z takimi motywami, ale pamietajmy, że jeszcze bite 10 lat przed sukcesami Kayah i Bregovica. I trzeba było być w 1990 czy 1991 na  koncercie Elektryków z porządnym światłem, nagłośnieniem, i zakręconym, głównie przez Fiolkę, wykonaniem (np. w poniższym kawałku końcówka ;) ), żeby uwierzyć, że pop PL to może być nie tylko Lady Pank, Kora czy inne, jeszcze bardziej skwaszone dinozaury, które spały na styropianie.

 

Ale z drugiej strony - komercyjna klapa. I to nawet nie tyle, moim zdaniem, przez kontrowersje wokół, czy jakieś popieprzone zakulisowe rzeczy w ówczesnym polski przemyśle fonograficznym (bo jednak mimo wszystkiego - Niedźwiedzki ich puszczał w Trójce, itd itd), co przez drobne, dwu-trzyletnie opóźnienie. Bo właśnie wtedy dowolny polski synth spod znaku depeszów i erejżerów, z folkiem czy bez, zabiło otwarcie. Oczywiście, otwarcie na świat i na Zachód - nagle był dostęp do wszystkiego, i połowa rówieśników wbiła się we flanele i upozowała na Cobaina, a druga poszła w jakieś smakowite, a wcześniej nieosiągalne nisze (moje okolice - w folk, ale irlandzki, Clannad, Enya itp). Stąd przyszło Elektrykom praktycznie zrezygnować z kariery, Sławek poszedł w przemysł ero i porno, Fiolka w różne rzeczy (choć niektóre też zajefajne - tak naprawdę właśnie od tego kawałka zaczął się mój zeszłotygodniowy nostalgia trip), i to wszystko jest bardzo smutne.

Ale dla mnie (nawet - dla nas, z żoną) prywatnie, rządzą i panują. Nie słuchamy ich może na okrągło, nie mamy ich płyt (hm, czemu...) i w ogóle od czasu do czasu tylko wskakują nam znowu i znowu, ale jednak myślimy o nich i ich muzyce zawsze ciepło. Mówiąc mętnie i metaforycznie - to nie tylko jest muza naszej wspaniałej młodości, ale koncert Elektryków w 1990 czy 1991 roku, zaliczony razem z wkrótce-przyszłą-obecną-żoną, to jest jeden z nielicznych koncertów, których po 20 latach się nie wstydzę, i o którego wykonawcach, i muzie, nadal uważam, że byli i są pięknem i dobrem. Puśćcie sobie poniższy kawałek, porządnie, głośno, posłuchajcie uważnie tekstu, pogibajcie się do muzy, i pomyślcie jakie to nadal fajne, po 20 latach, w przededniu 11.11.11...










Engine: Anvil 0.88   BS 2012-2018