Wpisy    Losowo    Autor    Rejestracja    Zgłoś błąd
RSS blog   RSS komentarze







Autor: Boni
Kiedy: 2011-11-11, piątek
Tagi:  szrot
___________________________________
(notka i komentarze są automatycznym importem z Bloxa, w razie rażących błędów proszę o info na boniWYTNIJ@clouds-forge.eu)

Po lekko sfrustrowanym tygodniu w domu i zagrodzie, i w pracy też, i po jakichś żenujących odpryskach trafiających mnie z mediów (remember remember the tenth of November, politics, laugh, and shame), tudzież przed lekko sfrustrowaną delegacją do DK, uciekam na szrot.

Piszę bloga ponad pół roku, 4x4, a raczej SUVy mamy od wielu lat - i jeszcze o tym nie było? A owszem. Bo to nie nasze porno. W trzyliterowym akronimie Sport Utility Vehicle jedyne co nas pociąga to U, czy użytki. No może troszkę komfort, jak w każdym autku. Ale na pewno nie upalanie w terenie, czy topienie w błocie.

Ok. 10 lat temu przeprowadziliśmy się w las, no dobra, na pola i polany w lesie. Ostatnie minimum pół kilometra do domu od asfaltu (minimum, bo z drugiego kierunku, to 2km) mamy po drogach gruntowych, ostatnie kilkaset metrów, do niedawna, po prostu droga przez las, mazowieckie piaski. Które oczywiście wiosną zamieniają się błoto. A czasem jesienią. Zimą. Latem - tylko kurzą. Plus odśnieżanie jedynie wtedy jak zabłądzi do lasu jakaś gminna równiarka czy inna fadroma, albo jak sąsiad pług zapnie do traktora. Plus pewien wstręt do lokalnego zbiorkomu, głównie z powodu konieczności dojścia do niego (czyli autobusu jeżdżącego w porywach co pół godziny) do asfaltu, czyli jw. i przez pół roku po zmroku. Plus asfalt przez pierwsze parę kilometrów taki, że nie uwierzycie.

Stąd, choć utopiliśmy fordy Scorpio na drodze tylko raz czy dwa, zakopaliśmy w śniegu tylko kilka razy, i w sumie najbardziej frustrujący jest nasz własny podjazd z podwórka pod lekką górkę, oglądaliśmy się za terenówkami praktycznie każdej wiosny. Z przyczyn technicznych, najbliższy był mi ford Explorer pierwszej wersji, czyli typowy amerykański midsize SUV - najbliższy, bo do '96 siedzą pod nim zmodyfikowane bebechy od pierwszych Scorpio, więc ładna unifikacja parku samochodowego. A poza tym, dość prosty w budowie, praktycznie wszystkie z automatem (żona nie uznaje ręcznej), no i dość wygodne wnętrze - jedyna duża typowa wada - rdza. Żona przymierzyła się raz czy drugi i też zaklepała temat - ale nie było dość woli i kasy (wykańczanie domu - wiadomo, skarbonka...), a w ogóle byliśmy wtedy jeszcze grzeczni i normalni, i drugi samochód wydawał nam się rozpustą i grzechem.

Dopiero kiedy Grażyna miała iść do pracy ok. 4 lata temu, drugi samochód stał się bardziej realny - więc, Explo! W okolicy Wawy były albo złomy, albo przepłacone, skoczyłem po jakiegoś w Polskę, ale jedyne co miał do rzeczy, to ładne orurowanie, Grażyna zaczęła przebąkiwać o Vitarach (ale w automacie były dwie w ogłoszeniach, dowcipnie rozmieszczone, Szczecin i Rzeszów), więc wkurzeni pojechaliśmy "po sąsiedzku" zobaczyć taniego z lekko rozsypanym automatem. I został, standardowy '93 XLT.

explo

Dostał okazyjnie nabyte genialne zimówki, nieco odświeżenia, później własnoręczny remont automatu, dużo później góry silnika (uszczelki głowic), i spędziliśmy w tym autobusie trzy lata. Znaczy, głównie Grażyna. Dla ustalenia uwagi, mająca 150 wzrostu, Explo ma coś koło 175, więc pani kierowniczka sięgała do połowy bocznej szyby (miałem takie zdjęcie, ale gdzieś je wcięło w cyberprzestrzeni), i ledwo wystawała zza kierownicy. Stąd było dużo pociechy na drogach i bezdrożach w okolicy ("coś mi siadło na zderzak i słyszałam, że przy hamowaniu mało nie wjechało w tył, ale nie wiem co, bo go nie widziałam w żadnym lusterku", BTW dla ustalenia uwagi - oba zderzaki EXplo jedynki to są stalowe ceowniki, tylko dostawka z przodu na halogeny plastik, itd.)

Zalety Explo? Całkiem sporo. Technicznie, względnie prosty - rama, silnior z gatunku trudnych do zabicia, napęd stały na tył z mostem i resorami jak od Stara (efektowne minidrifty bez problemu, także przez Grażkę, no i łatwe przesiadanie się do Scorpio), napędy włączane elektrycznie przyciskami, pełna kultura i inteligencja, np. przód dopinany w biegu, i reduktor 2.5, wystarczający, przy odpowiednich oponach, do orki, a nie tylko do jazdy (z prawdziwej potrzeby użyty raz - wjechałem se za dom "na miękkie", z samochodem i przyczepą 3m założonymi drewnem opałowym...). Hamulce całkiem spoko jak na amerykańskie bydlę. Buda pojemna i ładowna (nominalnie 2000 funtów, a naprawdę do wyprostowania resorów) - tu kłania się najbliższa konkurencja, czyli jeepy, przypominające zaledwie kombi, w porównaniu. Wnętrze i wypasy "po amerykańsku", welur, klima, wspoma, full elektryka, łącznie z fotelami (kierowcy fotel bardziej zelektryfikowany niż Scorpio rówieśnik, jakby nie patrzeć Europa segmentu E) - i to wszystko w standardzie...

Wady? Automaty nieco za słabe (znaczy, za mało trwałe w sensie szrotu, gdzie trwałe jest coś, co wytrzymuje 500tys km...) do momentów rozwijanych przez 4.0, no i ruda wiedźma chrupiąca progi itp. Oczywiście, apetyt na paliwo na miarę pojemności i wagomiaru... ale tu ratował podtlenek propanu butanu. Luki w bezpieczeństwie - brak poduszek powietrznych, zawieszenie przedpotopowe nieco (ale tu nieco ratowały bardzo mocarne opony zimowe BFG).

Lato 2010 już nie było dla niego łaskawe, bo się nam rozmnożyły samochody przez lata, Grażce na wiosnę wcisnąłem na siłę Scorpio, i tak jej się spodobało, że nie była łaskawa go oddać, więc Explo się nieco zastał. Długie przestoje nie służą starym maszynom, szczególnie przestoje pod chmurką - mieliśmy zostawić go jeszcze na ostatnią zimę, podszykowałem go, zacząłem jeździć, jednak dzień przed pierwszą śnieżycą automat klęknął, ponownie. Oczywiście, to co padło, nie było wymienione przy remoncie parę lat wcześniej, bo "było dobre". I poszedł do ludzi, za pół ceny powiedzmy, bo na kolejne wyciąganie z niego złomu (samemu, bez kanału i podnośnika, a skrzynia waży 70kg, z reduktorem coś pod 100) i trójwymiarowe puzzle mechaniczne, nie miałem już ochoty, szczególnie, że rdza dobrała się na dobre do budy, także do wydechu.

Ale potrzebowaliśmy coś terenowego dla Grażki, pronto - jak fajny był Explo niech świadczy fakt, że jak najpoważniej wchodził w grę Explo drugiej generacji, ale z silnikiem OHV, jak od pierwszego, plus fajniejsze zawieszenie i buda, czyli 95-96. Szukając rozpaczliwie (bo naród rzucił się wykupywać co popadnie 4x4) trafiliśmy na cudeńko, czyli większego młodszego brata Explo - forda Expedition '98 Eddie Bauer, identyko jak poniżej:

expedition

Samochód był w fajnym stanie budy, i z przepięknym wnętrzem, tudzież porażający komfortem i wielkością, w całkiem sensownej cenie - ale miał jeden problem, podobny jak nasz Explo: zastał się. Właściciel dostał go w rozliczeniu, i zamiast jeździć (wolał płaszczaki i kombi niż benzynę V8 5.4... zgadnijcie czemu) albo od razu sprzedać, trzymał go kilka lat, prawie nie jeżdżąc. W konsekwencji, samochód kiedy go poznaliśmy był w trakcie wymiany przewodów hamulcowych, a jak już naczekaliśmy się i mogliśmy pojechać, zastrajkował reduktor. I w ogóle cały "dół" nadgryzł ząb czasu nieproporcjonalnie do rocznika. I choć ślinę nam trzeba było mopem ścierać, i nie przerażał nas za bardzo 5.4 (sie zagazuje) czy wielkość (Grażyna sięgała do lusterka, ale jak już wlazła do kabiny, i posiedziała na fotelu lepszym niż niejeden leniwiec, stwierdziła, że może być ;) ), a kusiło wnętrze (bo wersja Eddie Bauer ma jasną full skórę, osiem miejsc, wbudowane zylion zabawek, np. woofer, i w ogóle ustępuje tylko lincolnom itp.) - odpuściliśmy.

W międzyczasie zima zrobiła się serio, więc Wawa wykupiła WSZYSTKO co miało prześwit i napęd na cztery, zostały jakieś przepłacone "terenówki" w rodzaju hondy, a na naszej półce cenowej zgniłe grand cheeroki "i półoś do wymiany" itp. np albo bardzo niesamowite Explo, które kiedyś w "na zakupy" opiszę. Stąd, choć zarzekałem się, że nigdzie dalej po wózek nie będę więcej jeździł, ruszyłem w Polskie, panowie, i to ryzykownie daleko - ale tym razem szczęśliwie trafiłem skutecznie i słusznie, a samochodzik okazał się spoko (a nie "panie, to dobra terenówka przecież, poprzednio leśniczy 100 tysięcy po lasach zrobił!" - "automatem?? po lasach?? 100k?? żegnam..."). Tada! czyli suzuki Vitara '95:

vitara

Vitarka nie jest tak ładowna czy komfy jak Explo, i nie ma silniora jak TIR; o Expeditionie nie mówiąc, ale za to jest od tamtych znacznie bardziej kompatybilna z drogami, parkingami, ceną paliwa, jazdą terenową, no i wielkością pani kierowniczki... Technicznie nie znałem wcześniej, nie moja nisza, wiedziałem że chwalą ludzie i byliśmy w desperacji - a tu taka miła niespodzianka, gdyż: to małe co nieco jest na full ramie, silniczek 1.6 16v koło 100KM jest zestawiony z genialnymi przełożeniami, i ciągnie budę bardzo żwawo do 100km/h, no bo potem to jednak nie. Napęd na tył, czyli jak Boginii nakazała; dopinany ręcznie przód i reduktor. W technice i we wnętrzu - po japońsku, bardzo ergonomiczne wszystko i solidne. Wypasiona trafiła się zacnie, automat, wspoma, elektryczne szyby, lustra, szyber, ogólnie full minus klima, no i nieco szmaciane wnętrze. Oczywiście do fulla w Explo czy w Laredo brakuje jej jakieś dwa furlongi, ale jak na suzuki to i tak bardzo bogato. I lata od prawie roku, jako główny samochodzik Grażyny, bo w międzyczasie nie miała czym jeździć za bardzo, po pozbyciu się thunderbirda, a przed przybyciem transsporta i powrotem Scorpio (#jestplan jutro zapakować Grażkę ponownie za kierę scorpio, ćsiiii, może się uda).

Wnioski z tych paru lat w SUVach - nie mamy ciśnienia na teren, na upalanie (pojechałem dwa razy z kolegami Explo na prawdziwy teren - to był raz pierwszy i ostatni), to jest sport w 99% dla nakręconych adrenaliną głuptaków od "co, ja, k... nie przejadę?!" niszczących pojazdy bez sensu, na co patrzeć mi nawet trudno; i może jest gdzieś 1% ludzi którzy rozsądnie, bez napinki, dobrze przygotowani walczą z terenem, ale ich nie spotkałem jakoś. Z drugiej strony, jakbym miał na spokojnie i z rozwagą dobrze przygotowany jeździć w teren, to miałbym satysfakcję i adrenalinę na poziomie wędkarstwa spławikowego...

(Nie)bezpieczeństwo SUVatych jest rozważone, znane i pamiętane (sumaryczne mniej więcej jak segment D rówieśniczy, ale ryzyko dachowania 2 razy większe), może dlatego nie było żadnych "sytuacji" z naszymi SUVatymi.

Dla nas liczy się wyłącznie pewność jazdy w pół metrowym śniegu, w bagnistej drodze w której śmieciarki czy inne ciężarówki wycięły półmetrowe koleiny (jak ostatniej wiosny - terenówka jest tu w co drugim domu, ale jakoś tak się zrobiło szkoda właścicielom, że na końcu, to już tylko nasz vitarka i nissan-jeszcze-gorszy-złom sąsiada jeździł przez 100m katastrofy drogowej - a wszystkie błyszczące SUVy stały razem z płaszczakami 200m od "osiedla" i wszyscy grzecznie w gumiakach drałowali; BTW wkurzeni sąsiedzi tak podkręcili gminę, łącznie z użyciem broni masowego rażenia, tj. TV, że drogę miesiąc temu całkiem solidnie poprawiono). Czasem miło pojechać na skróty przez jakąś budowę, czy ominąć korek przez las, albo przeskoczyć jakiś krawężnik. Czasem fajna jest ładowność i pakowność, choć do tego mamy vana znowu.

Reszta furda, do komfortu i fajnej jazdy po cywilizowanej drodze segment E limuzynopodobny zawsze będzie lepszy - właśnie dlatego moim zdaniem warto mieć kilka tańszych i starszych samochodów, i dobierać je sobie jak buty do wyjścia, niż racjonalizować, że jeden, łączący osobówkę, terenówkę, i bóg wie co jeszcze, jest da best.










Licencja

Ostatnie wpisy:


Ostatnie komentarze:

rozie - Okulary
Sat, 23 Jun 2018 15:28
Zupełnie pominąłeś przyczynę, zastanawiam się,...

Boni - Srebrny ciągnik
Sat, 23 Jun 2018 00:26
Gospodarz nie pogoni, co najwyżej przypomni...

charliebravo - Srebrny ciągnik
Fri, 22 Jun 2018 12:26
@rozie Rzecz nie w tym czy złamią czy nie. Rzecz w...

cmos - Srebrny ciągnik
Fri, 22 Jun 2018 10:51
@rozie Krótko, bo zaraz gospodarz nas z lasu...

rozie - Srebrny ciągnik
Fri, 22 Jun 2018 07:43
@cmos Zdecyduj się, czy "głównie PR", czy porządne...

Boni - Srebrny ciągnik
Thu, 21 Jun 2018 22:37
Przepraszam, że się wyłączam z rozmowy, ale a) aż...

cmos - Srebrny ciągnik
Thu, 21 Jun 2018 16:09
@charliebravo "Co innego jeśli projektant sobie...

charliebravo - Srebrny ciągnik
Thu, 21 Jun 2018 14:20
@cmos Wyraziłem się nieprecyzyjnie - ja się...

cmos - Srebrny ciągnik
Thu, 21 Jun 2018 11:11
@rozie & arduino No weź, widziałeś w ogóle...

charliebravo - Srebrny ciągnik
Thu, 21 Jun 2018 10:27
@Arduino Jeżu Malusienki...a brakujące części...


Rollka:

Blog de Bart
Ceàrdach
Co lepsze kawałki
Ekskursje w dyskursie
Inżynieria Wszechświetności
Nameste blog
Ogólna teoria
pattern recognition
Polska-NRD-Niemcy-Świat
snafu
Teklak
Utilitymon
Wrzutnia nocna

Inne:

inSitu - pudełko z obrazkami
Eat me. Drink me.
Szrot nasz codzienny
EVA prawdé ci powié
PolitMap



Valid HTML 4.01 Strict

Valid CSS

powered by PHP


Engine: Anvil 0.87   BS 2012-2017