(notka i komentarze są automatycznym importem z Bloxa, w razie rażących błędów proszę o info na boniWYTNIJ@clouds-forge.eu)Z okazji, że z gazetą (wyjątkowo "ciekawą", "Party Życie Gwiazd"...OMFGONTPS...) dali "Avatara" w wersji "golec" za 3 dychy i zakupilim, to se znowu obejrzałem (po IMAXie i paru razach z PVRa) z DVD.
Technicznie ten fim to jednak jest mega, wyczes i wypas - umie Cameron realizować swoje wizje, bez dwu zdań.
Fabularnie, nadal Pokahontas boli, ale jakby za każdym razem mniej. Teraz bardziej boli mnie samo toporne wsadzenie w wizualnie genialny film SF koniecznie humanoidalnych i koniecznie Indian, niż ta historyjka międzykulturowo-romansowa.
Ale dla filmu i na pewno Camerona, to lepiej, że tak po prostu zrobił se niebieskich Indian, bo są SFy i SFy, są oglądacze i są fanboje.
I chyba jednak to będzie kultowy film na miarę Star Wars (nie pamiętam jakie stanowisko miałem w dyskusjach po premierze, a nie chce mi się w pamięci zewnętrznej grzebać), ale jeszcze trochę pożyjemy, to zobaczymy dokładniej.
Bo to dobry film jest.
