Logo
"Labirynt" tom 1 (2022)

Moja powieść SF z okazji 100-lecia urodzin S.Lema
Labirynt 1
"Lekkość" (2025)

Moja powieść techno-fantasy
(tom 2 cyklu "Urocza)"
Urocza 2 - Lekkość

Ostatnie wpisy:


Ostatnie komentarze:

JoP332 - AI ślurp (1)
Tue, 20 Oct 2026 10:41
Branża literacka to już zombie, które się toczy siłą...

Boni - AI ślurp (1)
Mon, 19 Oct 2026 16:27
Och, to drobiazg :/ bo jednak LLMy i tłumaczenia to dosyć...

JoP332 - AI ślurp (1)
Mon, 19 Oct 2026 15:43
@„ Jest taniej, szybciej, ch...jowiej” To, co się w...

Boni - Muza (63) - AltCeltic
Mon, 19 Oct 2026 08:49
@Greg Spoko kawałek, ale ja bym go nie dodał, bo go...

Greg - Muza (63) - AltCeltic
Sun, 18 Oct 2026 23:25
Dodałbym All Falls Dawn z albumu U-Vox z 1986 roku, który...

Boni - Poza skalą
Sun, 18 Oct 2026 21:16
Dzięki za dobre słowo.


Tagi:

Alba DIY Hellas MotH Vorin bibliotheca blogorg film fun geannaire gogika hejt kwestia-ceny labirynt lemiana lewałki marynata mitogogika motocyk muza namysł nazakupy nieznośna nostalgia okolice pieczarki prawałki przemysł rapiery redukcja striptyz sumo szort szrot triptrop unrealpolitik urocza varia wydaje-się zagrywka zen Éire

Fuller
Strona-agregator dla kontentu, który wchłaniam na co dzień


Inne własności:

Cegielnia
Logos - wygryw w słówka
inSitu - pudełko z obrazkami
Eat me. Drink me.
Szrot nasz codzienny
EVA prawdé ci powié
PolitMap


Valid HTML 4.01 Strict

Valid CSS

powered by PHP

    NIGHT   RSS blog   RSS komentarze
Licencja  Wpisy  Losowo  Autor  Rejestracja 




Autor: Boni
Kiedy: 2020-11-12, czwartek
Tagi:  nostalgia, film     
___________________________________

Jak nieraz zaznaczałem, nie jestem wielkim fanem serialu telewizyjnego, czy obecnie: netflixowo - amazonowo - telewizyjnego raczej. Poza "moimi" nielicznymi anime czy w kierunku sf-fantasy ("Dobry omen" był ostatnio, chyba prawie rok temu? poleca się skądinąd. A ponad rok temu Love, Death + Robots) żonie z najwyższym wysiłkiem udaje się zagonić mnie do oglądania czegoś "normalniejszego" a i tak przeważnie odpadam po sezonie, oby nie połowie; za ostatnie lata jedyne co pamiętam, że było, to nowe "Fargo", "Better Call Saul", "True Detective" i to chyba tyle. Kiedyś też trochę komediowych się oglądało, jeszcze przy dzieciakach, TBBT czy Scrubs; jednym okiem widziałem oczywiście coś tam z "Breaking Bad", "House of Cards", "Midsomer Murders" czy innego "Black Mirror", które żona ogląda, ale to nie jest porządne oglądanie filmu. A nawet te, które sam chciałem obejrzeć, przeważnie kurzą się na dyskach czy płytach nawet, od dekad, rekordzistą jest chyba wielopak DVD "Rome", HBO 2005. No dobra, możemy doliczyć jeszcze jako seriale Top Gear czy Grand Tour, kto bogatemu zabroni.

Nie wiem czemu tak jest - seriale są za słabe? ja znudzony? albo szybko się nudzę? nie pożądam "dalszego ciągu" jak ich typowy odbiorca? Diabli wiedzą.

A tu nagle żona przekonała mnie, że trza obejrzeć co nieco nowości. Na pierwszy ogień poszedł "Truth Seekers" czyli serial spółki Pegg i Frost, tych od "Shaun of Dead", "Hot Fuzz" itd. Spoko produkcja, bardzo w ich duchu. Co prawda momentami zalatuje powtórką pomysłów z "World's End" oraz trochę za proste to wszystko (nie przepadam, kiedy odgaduję połowę twistów i fabuły w połowie serialu, no ale robią to zapewne dla milionów normalnych ludzi, a nie tylko dla siebie i walniętych nerdów jak ja) - tak czy owak historyjka porąbanej ekipy post - post - modern - ghostbusterów ma u mnie powiedzmy 7/10.

The Queens Gambit Fanart(Fanart użyty za zgodą autora: Dan Eder)
Ale ja nie o tym. Kolejnym obejrzanym był świeży "The Queen's Gambit" (Netflix 2020).

Jakby to ująć - dawno mnie tak nie sieknął jakikolwiek film, o serialu nie mówiąc. Pisząc "sieknął" mam na myśli wielopłaszczyznowe i wielostronne oddziaływanie i jakość filmu, w sensach intersubiektywnych "jako film", jak i w różnych sensach subiektywnych.

Starając się nie zdradzać fabuły nadmiernie - jest to miniserial (7 godzinnych odcinków, adaptacja powieści) o dziecku - dziewczynie - kobiecie, która w latach '60 USA z sieroty z problemami, za to z talentem do szachów, rozwija się jako człowiek i jako mistrz szachowy, oczywiście nie bez problemów, dawnych, nowych i różnych, po drodze.

Teraz będę punktował co mi się podobało:

Że o dziewczynie - kobiecie emancypującej się w cholernie szowinistycznym i męskim sporcie opowiedziane tak, że jestem w stanie w to uwierzyć i przeżywać, nawet jeśli to fikcja literacko-filmowa.

Że o szachach - ludzie, nie pojmuję, kto w ogóle zaryzykował taki temat i kasę na to. Ja wiem, że szachy przeżywają mini renesans podobno, po odbiciu i pogodzeniu się wszystkich z tym, że kompy nas ogrywają, ale nadal, nie wierzę, że w ogóle doczekałem czegoś takiego.

Że o kosztach geniuszu umysłowego w kontekście kosztów bycia człowiekiem w ogóle - nie widziałem za wiele tak dobrze zrobionych, nieprzerysowanych wizji (ale jw. może za mało oglądam w ogóle)

Że o solidarności i empatii ludzi dobrych i mądrych, nawet jeśli życie ich nie rozpieszcza a nawet wprost przeciwnie.

Że o nałogach - tak, jak o nich się powinno opowiadać, moim zdaniem.

Że obsada dała radę - Anya Taylor-Joy, grająca skrzyżowanie aliena z problemami, z dziewczyną/kobietą i z mistrzynią szachową, wymiata oczywiście, ale reszta też jest spoko. Miły akcent polski - Marcin Dorociński w roli radzieckiego arcymistrza szachowego też dobrze wypadł.

Że miejscami teksty są genialne - "Four Russians is a lot of Russians" kradnę natychmiast do mojego słownika, i jest tego więcej.

Że scenografie, stroje, zdjęcia, muzyka - są bez zarzutu, nie w sensie historyczności czy jakości, ale w sensie realizacji scenariusza i oddziaływania "jako film".

Że dbałość o szczegół wielka jest, a to się chwali - mało co mnie bardziej rozprasza niż brak dbałości o szczegóły w filmie czy nawet książce. Żebyśmy się rozumieli - nie oczekuję 100% wierności faktom, historii itp. oraz przecież zyliona szczegółów nie zauważę i tak, albo właśnie zauważę coś nie tak; nie o to idzie, idzie o sam etos, o wrażenie, że ktoś tu przynajmniej próbował zadbać o każdy detal. Także w temacie sedna, tj. szachów - konsultantami byli Kasparow (chyba nie muszę przedstawiać) i Pandolfini (mistrz dawniej, potem czołowy autor o szachach i trener), oraz na planie Rubingh i Atkinson (poważni gracze i popularyzatorzy szachów).

(MINI SPOILER) Że w zasadzie nie ma czarnych charakterów - jest parę szarych powiedzmy. Zaskakujące, jak na zachodnią produkcję w miarę głównego nurtu. Lubię to.

Ale może to wszystko powyżej właśnie dlatego, że to już nie jest produkcja głównego nurtu, tylko gdzieś obok? Nieważne. Ogólnie, dla mnie serial był z kategorii "wgniata w fotel i wymiata po całości". Minimalnie mógłbym się czepiać, że trochę za miękkie, słodkie, mikro-rasistowskie i epsilonowo-szowinistyczne te lata '60 USA od Netflixa, o ZSRR nie mówiąc, ale - nie wiem czego jeszcze miałbym się czepiać. Całość solidne 9.5/10 na moim film-o-metrze.

Wgniotło mnie również dlatego, że nostalgia trip i powrót w szczęśliwe-nieszczęśliwe czasy dzieciństwa, co nie. No oczywiście nie byłem dziewczynką - sierotą i mistrzem szachowym, ale jakoś tak wyszło, że w szachy zacząłem grać około 4-5 roku życia bodajże. Na pewno około 6 roku nauczycielka w przedszkolu przyprowadzała mi swoich synów, wczesną podstawówkę, żebym ich uczył grać (tępawi byli). Miałem książkę "ABC szachisty" Czarneckiego, która zdaje się była bardzo dobra; największy problem, że przeważnie nie miałem z kim grać. Najbliższa rodzina nie miała głowy, czasu, chęci, zresztą, zacząłem ich ogrywać zaraz. Kawałek dalszej był zapalony do szachów ale mieszkali za daleko (od strony ojca w Beskidach - grano tam powszechnie na wsi, na świetlicach, po domach, grała babcia i wujek, ojciec i ciotka też trochę, bodaj od nich wszystkich się zaraziłem i uczyłem podstaw na wakacjach; nie pamiętam czy "ABC szachisty" nie było prezentem od babci czy ciotki).

Potem w podstawówce nieco mi przeszło, nie miałem z kim grać, klub szachowy na osiedlu odwiedziłem raz czy dwa, ale był za poważny i mnie onieśmielał, miałem zylion innych zajęć. No zdarzyło mi się trafić na jakieś turnieje międzyszkolne itp. bo "ktoś musiał", niewiele wygrałem ale se pograłem. A propos serialu - w PRL '80 fajniej grało się z dziewczynami niż z chłopakami, i trudno byłoby zrobić o tym emancypacyjny czy feministyczny serial; może i nie-realny był ten socjalizm, ale akurat TO robił dobrze, do pały nikomu nie przychodziło, że to "męska gra", czasem dziewczynek było więcej niż chłopców; spuszczały mi wpieprz na szachownicy bardzo sprawnie.

The ChessW technikum w późnych '80 szachy były jedyną rozrywką na świetlicy szkolnej, poza książkami, telewizorem, ew. wideo. Okazało się, że trochę ludzi gra w szachy, było z kim się bawić. Okazało się, że kolega mieszkający wzg. blisko i porąbany tak, że kompatybilny z moim porąbaniem, gra. Z różnych wspólnych zainteresowań, w tym - szachów i z mieszkania na tej samej dzielni, skumplowaliśmy się na całe technikum; potem drogi nam się rozeszły, szczególniej, że ja wybyłem "za żonę" a on "za wodę".

Graliśmy dużo, czasem jak porąbani, więc pewne rzeczy pokazane w serialu znam z autopsji, że tak powiem. Koszta umysłowe, ciśnienie, wertowanie źródeł (to jeszcze epoka przedinternetowa, a programy szachowe ówczesne ogrywałem lewą stopą), itd. Otwarcia ulubione mieliśmy rozgryzione całkiem całkiem, a te które graliśmy obaj "zgodnie", ustawialiśmy od razu po 6 czy 8 ruchach, żeby czasu nie tracić - nieco szokowało to postronnych, nawet grających kolegów, na świetlicy, gdzie w pół godziny długiej przerwy w technikum oszczędzaliśmy tak czas, żeby więcej partii zrobić. Oczywiście, czasem któryś z nas wyuczał się nowego otwarcia, żeby drugiemu kuku zrobić, na co drugi "wzmacniał bibliografię" i równowaga wracała.

Zabieranie pełnowymiarowych szachów na lekcje nie zdawało egzaminu; wynaleźliśmy mini-komplety, ale nam je konfiskowano od czasu do czasu (najlepszego o ile pamiętam polonistka mi nie oddała, chociaż obiecywała po maturze, no co za świństwo). Nawet próbowaliśmy grać w pamięci, ale na to byliśmy nieco za słabi. Zresztą, trzeba było się nieco uczyć na lekcjach, co nie.

Sądząc po graniu z innymi znajomymi, grywającymi w klubach (nie mieliśmy do tego głowy) i ogólnym wrażeniu, byliśmy gdzieś około 1 kategorii zawodniczej, FIDE 1900.

Z tamtych czasów mam pamiątkę - szachownicę-pudełko, zwykłe drewniane w stylu jarmarczno podhalańskim, bo takie kupowano do świetlicy. Nawet go chyba nie ukradłem, tylko zapytałem i dostałem gratis - ludzie gubili figurki ciągle, na 5 zestawów dwa pudełka przeważnie były pustawe, co jakiś czas dokupowano nowe zestawy.

Potem przestałem grać, praktycznie w ogóle. Od wielkiego święta pogrywałem z komputerem (programy pomału poprawiały się, ja słabłem). Żona umie grać ale nie przepada za, córki nauczyłem, ale nie wciągnęły się zbytnio. Inna sprawa, że ze mnie jest dupa a nie nauczyciel, a już gier 1 na 1 to na pewno. Znaczy, może tak - chyba nieco przypominam pana Shaibel'a z serialu, ale to nie jest rekomendacja, oj nie, i trzeba być Beth Harmon, żeby takie nauczanie jakoś wytrzymać, z naciskiem na "jakoś". Oraz szachy były dla mnie, mniej czy bardziej świadomie, martwym sportem, coś jakbym greki klasycznej miał się ciągle uczyć; piękna rzecz i rozwijające hobby, tylko, że ja zbierając hobbystycznie, nazbierałem już całą kolekcję różnych hobby.

I teraz, nagle, po 30 latach, Netflix mnie odstrzelił zacnym serialem. Kudos.

Zaraz polazłem poparzyć w youtuby, w portale szachowe, pobawić się nowoczesnymi portalami i serwerami (lichess.org najbardziej mi pasuje). Dużo piękna i dobra, choć niewiele z "szachów na serio" pamiętam, a to czego nie zapomniałem, jest już niemodne i słabe. Oraz ludzie, JA NIE MAM NA TO CZASU. No ale troszkę go marnuję w tych dniach na szachy, błyskawiczne głównie, a to z ludźmi po sieci (nawet zdarza mi się czasem wygrać na forach anonimów tj. początkujących), a to z chmurami-serwerami po sieci (gdzieś około symulowanego FIDE 1700 jak równy z równym, przy 2000 to już tylko wpieprz zbieram, musiałbym znacznie odświeżyć teorię, szczególniej otwarć).

Mam nadzieję, że to wszystko chwilowe tylko i wrócę zaraz do normy.

Konkludując: Niewiele mam pamiątek po dziadkach. Po dziadku ze strony matki mam pamiątkę, 50kg lekko zużyte kowadło. Po babci ze strony ojca, mam komplet szachów ze zdjęcia wyżej, którymi grała z wujkiem, oboje już świętej pamięci.

A po wrednym 2020 mam pamiątkę - świetny serial o ludziach i o szachach.





Thu, 12 Nov 2020 11:50:23
Hej, ciekawe z tym renesansem, bo i u mnie w rodzinie zaczęliśmy grywać, gdzieś od wiosny. Tzn głównie moi synowie, lat 6 i 8. A wszystko przez jutubera, niejakiego marianczello, na którego filmiki trafili. Skojarzyli że w domu leżą szachy, i zażądali aby ich uczyć.

No więc wicie, rozumicie... grywałem sporadycznie jako dziecko, reguły znam, jakieś ogólne wskazówki (że rozwinięcie figur w debiucie, że bierki nie powinny podwisać, że kontrola nad centrum itp); jakieś podstawowe motywy taktyczne (widły, atak z odsłony, związanie...) - i to by było na tyle z grubsza, co tata umi. Bo już konretne debiuty, główne linie dalej niż 2-3 ruchy, nie mówiąc o wariantach pobocznych to nie za bardzo, delikatnie mówiąc.

No ale chłopaki już sami grają, na lichess właśnie, na razie na żywca tj bez głębszej teorii, ale jakoś sami podłapują to i owo, i spuszczają tacie manto coraz częściej i swobodniej. Tak gdzieś koło 1400 mają te rankingi na lichess. Więc duma rozpiera :)
Ciekawostka jest taka: młodszy gorzej sobie daje radę z ludzkimi przeciwnikami, ale regularnie ogrywa silnik (ofc. stockfisha) na poziomie powiedzmy 4, walczy dość dzielnie na 5. Starszy zaś dokładnie na odwrót - ma wyższy ranking z ludźmi ale gorzej mu idzie z SI. Nie potrafię zidentyfikować na czym polega ta różnica, ale ewidentnie silnik nie gra jak ludzie (na tym poziomie przynajmniej).

Boni avatar Boni
Thu, 12 Nov 2020 12:30:43
@Kuba_wu

Ja jakieś takie podskórne wrażenie o renesansie szachów zacząłem zyskiwać ostatnimi laty chyba przez osmozę ze "śmiesznych obrazków" z netu, jakichś uwag tu i tam w newsach, itp. Bo za lata 1995-2015 to miałem jw. w notce, "szachy jednak są nudne i umarły i mają sens jak uczenie się kaligrafii w dobie drukarek, a ja tu zarobiony jestem".

Na tubę do streamerów szachowych poszedłem dopiero ostatnio, na tle serialu właśnie (np. do Agadmatora, który skomentował już niektóre partie z serialu; BTW to ten gość któremu Youtube zamknął kanał szachowy z setkami tysięcy subskrybentów, na motywach korpo-AI-zgłupienia z powodu BLM - no bo "czarne" i "białe"! oraz Eric Rosen wydaje się fajny).

@granie z silnikami vs. z ludźmi

Moje zdanie jest, że na niskim poziomie silnik i amator są nieodróżnialni, na średnim jest takie coś, że silnik już gra całkiem dobrze i z ładnym wyprzedzeniem, a amatorzy grają "za słabo", stąd partie są wichrowate - silnik gra "inaczej" czy "zagadkowo" bo za słaby gracz nie rozumie i nie planuje aż tak daleko. Stąd, jeśli gracz nie wpisuje się w wariant przewidziany przez silnik, ten zmienia co chwilę strategię, dostosowując wariant do błędów, może malutkich, ale błędów gracza, z punktu widzenia silnika. A graczowi wydaje się że gra ideolo, oczywiście, więc nie rozumie co silnik robi i szczególniej, czemu zamienia strategie.

Na wyższym poziomie pewnie się to z powrotem wyrównuje, jeśli nie występuje ciągła różnica klas między nimi, tj. człowiek i silnik robią się bardziej "dopasowani". To w ogóle jest nie tylko przypadłość szachów skomputeryzowanych, raczej w dowolnym kontekście AI kontra człowiek, trochę to w życiu analizowałem i bawiłem się z.

A propos "szachy nudne i przestarzałe", miałem wrzucić w notkę, ale nie dałem rady o 3am. - z kolegą w średniej też już się trochę nudziliśmy zwykłymi, więc poszukaliśmy info i pograliśmy w dziwolągi, ale takie nie wymagające hiper sprzętu (czyli np. nie hexy, lansowane IIRC przez "Horyzonty Techniki", czy inne takie), ale w proste rzeczy. Najtrudniejsze i najbardziej migrenowe chyba były "bitewne" (dwie plansze na raz, białe i czarne, zbite bierki z jednej dostawia się dowolnie, jako ruch na drugiej, wygrana na jednej planszy wystarczy - masakra po prostu); najciekawsze i nieco mniej migrenowe były "walcowe" (szachownica jest wirtualnie sklejona prawo-lewo, gramy na powierzchni walca - połowa teorii idzie do kosza od razu, szczególniej otwarć).

Boni avatar Boni
Thu, 12 Nov 2020 12:44:14
Cd. komcia, bo zamotałem:

Więc - silnik nieco za silny dla gracza to jest problem jak wyżej opisałem. Natomiast przy żywym graczu 1 nieco za silnym dla gracza 2 - człowiek-gracz 1 najprawdopodowniej nie będzie grał na swoim maksymalnym poziomie, jeśli rozpozna że gra z kimś nieco słabszym, tylko zacznie grać agresywniej, nieuważnie, szybciej, na pamięć itd. też eksploatując (mini) błędy gracza 2 ale INACZEJ. Silnik tego nie zrobi, gra cały czas na swoim ustalonym poziomie. Więc wrażenie ze strony gracza 2 jest różne.

A propos a proposa - dla urozmaicenia szachów, zrobienia bardziej rozrywkowych turniejów (a nie - 10 remisów pod rząd...) i odświeżenia omszałej teorii szachów, proponuje się drobne acz rewolucyjne zmiany, co nie jest łatwe ani "logistycznie" (bo opory ludzi i środowisk oczywiście) ani teorio-growo (bo nie sztuka tak zmodyfikować szachy, że np. białe wygrywają 80/20). Np. szachy bez roszady wyglądają ciekawie, Agadmator miał pogadankę o tym, granym przez Alfy Zero, nauczone takiej wersji szachów, warto obczaić, bardzo ciekawe w wielu aspektach. https://www.youtube.com/watch?v=mOqmLYlFdBo

Thu, 12 Nov 2020 13:03:38
@szachy nudne
Mam mieszane uczucia; bo lubię szachy za te elementy czy momenty rozgrywki, gdzie liczą się indywidualne uzdolnienia, umiejętność przewidywania, "widzenia gry". Ale aby dojść do tego momentu w partii, gdzie to się staje kluczowe, trzeba przekopać się przez całe biblioteki debiutów, te wszystkie książkowe linie, i je stosować - bo bez tego już na starcie jesteś na straconej pozycji. A to oznacza z kolei mnóstwo pamięciówki. No, w każdym razie, jako totalny amator tak to widzę.

I dlatego zastanawiam się, czy aby ten poziom, na którym teraz są moi synowie, nie jest aby już odpowiedni (dla ich rozwoju ogólnego, a nie stricte szachowego), bo już teraz uczą się spostrzegawczości, przewidywania, planowania, tyle, że jakby kilka ruchów w partii wcześniej, niż ci bardziej obryci w teorii. Czyli mają fun+naukę, ale bez zbytniego obciążania makówki, czego sam zawsze szczerze nie znosiłem - i dlatego byłem dobry z matmy czy fizy, a nędzny z bioli czy chemii.

Boni avatar Boni
Thu, 12 Nov 2020 13:13:56
@kuba_wu

No wiadomo, teorię i te wszystkie książki wypisano nie bez powodu, to daje przewagę, szczególniej w grze na czas, szczególniej w otwarciach i w końcówkach też trochę (to jeszcze oczko wyżej, bo jak piszesz, błędy otwarcia "znikają" grę środkową, a końcówki to następny krok; na niskim poziomie przecież nie warto uczyć się końcówek, do których przeważnie się nie dochodzi wcale).

Mnie np. bawi, kiedy z braku teorii i zapomnienia połowy tego co wiedziałem, gram intuicyjnie otwarcie po paru ruchach, i widać, jak stockfish nagle zwalnia, kiedy robię coś, czego oko ludzkie ani biblioteki otwarć nie widziały ;) a już zupełnie miłe, kiedy udaje mi się jakoś wyjść z tego obronną ręką i gramy jak trzeba grę środkową (no ale to powiedzmy 1 raz na 5 ;D )

Codiac
Thu, 12 Nov 2020 15:38:40
Queen's Gambit bardzo dobre, dokładnie z tych powodów o których piszesz. I ten etos dopinania szczegółów, a nawet jeśli coś pomijają to przynajmniej tak, żeby całość pozostała spójna. I te koszty bycia tak zaangażowanym i nałogi. Oj, nałogi są tam pokazane pięknie. I brak złych, bo przecież gość który na początku jest bucem później staje się pozytywny a to Liz go wręcz traktuje z buta.
Ja po tym filmie miałem jedno wrażenie - że nie sądziłem, żeby ktoś potrafił zrobić tak emocjonujący film o szachach. To nie jest sport dynamiczny, trzeba rozumieć co się dzieje. Ba, obserwatorzy dzielą się przecież na tych, którzy rozumieją i sami przewidują na kilka kroków naprzód oraz tych, którzy nie ogarniają tylko co najwyżej próbują. A na takim poziomie jak większość gier w tym serialu to mało kto należy do pierwszej kategorii.
Kojarzę tylko jeszcze jeden film, gdzie szachy były pokazany w podobny sposób (aczkolwiek tam uciekli w przerysowanie i pastisz): Jeden z odcinków "Życia według Ludwiczka" z Zamaskowanym Szachistą. Scena gdy komentator radiowy podaje ruchy przeciwników po czym woła "niech mnie ktoś ostudzi!" szczerze bawiła.

W tym serialu zawiodła mnie tylko sama końcówka. Była jakby pośpieszona, ucięta, nie domykała rzeczy które dla mnie domknięcia wymagały. Bo przecież co z chociażby Jolene i jej pieniędzmi? Ona mocno pomogła Liz, a przy tym co się dzieje zostaje na lodzie.

Jeszcze co do uzależnień i problemów psychicznych to całkiem fajny jest serial "One Day at a Time." Całość pewnie by ci nie podeszła, ale jest tam np. odcinek w którym główna bohaterka odstawia z dnia na dzień prochy antydepresyjne bo przecież "czuje się już lepiej". I to co się z nią potem dzieje jest tak prawdziwe... A druga zaleta, to że chociaż głównymi bohaterami są Kubańczycy, ja w nich widzę dużo cech polskich. Pewne zachowania są po prostu wdrukowane, wbite przez wychowanie i kulturę i nie do pomyślenia jest, żeby zachować się inaczej. Stąd wymiana zdań taka jak ta:
- I know I can be a little overprotective, or as we call it, Colombian...
- Oh please. You stole that from Cubans. You have nothing of your own!
- Hey, at least leave us coffee!


Bogdanow
Thu, 12 Nov 2020 16:04:43
Szachów nauczyłem się niejako tradycyjnie od Taty. Kupił kiedyś książki (Litmanowicz, w trzech częściach, bardzo mi się podobały obrazki i anegdoty) i zaczął rzetelnie ze mną wszystko przerabiać. Jakiś czas grywaliśmy (nie dawał wygrywać :D) i się znudziło. Potem czasami się grywało, ale to już sporadycznie.

W domu się pojawił komputer, Atari, było Colossus Chess i grało się z komputerem. Przez jakiś czas było fajnie, zwłaszcza jak się wytrenowało na poziom pozwalający na wygrywanie (z ośmiobitowcem to nie jest aż tak znowu trudne), a potem znowu poszło w kąt.
Po zmianie komputera na PC, Kasparov Gambit, ale tam to fajne były komentarze Kasparowa (Well done!) po niektórych ruchach, poziom grania był już zbyt trudny żeby wygrać bez obniżania trudności co było frustrujące. Znudziło się dość szybko.

Potem długo nic. I tak się złożyło że wylądowałem na parę miesięcy w szpitalu w wieku dwudziestu paru lat. Miałem parę przypadkowych książek, w tym historię tego słynnego meczu Kasparowa z Karpowem (kilkadziesiąt partii). Trochę czytałem, ktoś zauważył, przyszedł z szachownicą. Cztery miesiące potem graliśmy prawie codziennie. To było dobre, człowiek nie myślał o niczym innym.

Parę lat temu jeszcze grałem w jakimś turnieju szachowym w biurze, kiedyś założyłem konto na chess.com, ale już mi się chyba nie chce.

Miałem okres fascynacji Shōgi, ale to już bardziej czytałem jak to działa niż tak naprawdę samemu grałem.

Ale Queens Gambit zamierzam obejrzeć;-)

Boni avatar Boni
Fri, 13 Nov 2020 02:30:41
@Codiac

@końcówka serialu

Mi nie zgrzytało, że pośpieszna itp. Najwyżej, że nieco za bardzo happy-end na wszelkich poziomach (szachowy, nałogowy, solidarno-koleżeński, no wszyscy wygrywami, poza moherami). Co do kasy Jolene, zrozumiałem z tej rozmowy kiedy "dała kasę", że jeśli Beth wygrywa, to nie ma większego problemu, kasa wróci (nie mówię, że z turnieju, ale może sponsoring, reklama, te teksy o okładkach i wywiadach itp.), problem to "a co jeśli przegram?" jak mówi Beth.

@Bogdanow

O, Shogi. Ja miałem kiedyś tam malutką fazę na Go, ale w Go to oczywiście jeszcze bardziej nie miałem z kim grać, niż w szachy...

A serial polecam, nawet jeśli ktoś o szachach wie tylko jak wyglądają i że to sport dla móżdżących.

Codiac
Sat, 14 Nov 2020 08:49:48
@końcówka serialu

Ale ja mówię o samym końcu. Kiedy Beth wysiada z samochodu wiedząc, że spóźni się na lot i idzie zagrać z tymi zwykłymi ludźmi na ulicy. Ja to zrozumiałem tak, że woli zostać w ZSRR, gdzie szachy są bardziej egalitarne i kochane. Bo przecież to nie jest tak, że jak jej samolot ucieknie to spoko, przebukuje się bilety na kolejny. W tej epoce, w tych realiach, taka decyzja będzie zaraz potraktowana politycznie a kupienie biletu może wcale nie być proste.
Więc z czego Jolene ma dostać pieniądze? Jeśli Beth nie wraca z ZSRR to nie ma żadnych wywiadów, okładek, reklam. Jest problem i to olbrzymi.

Motyw solidarno-koleżeński mi się podobał. Był prawdopodobny, skromny i ładnie pokazany. Amerykanie w takich sprawach są subtelni i delikatni jak słoń w składzie porcelany - zaraz walą powiewający sztandar, wszyscy muszą wiedzieć że oto "land of the free". A tu mamy coś co miało szansę się zdarzyć - kilku gości, którzy zebrali się razem dla Liz i biorą udział w czymś co lubią. Oraz w czymś cholernie ważnym dla nich samych, bo kurcze kto może powiedzieć że pomagał pokonać mistrza świata?
Czy nałogowy happy-end? Nie odebrałem tak tego. Za dużo było drugów w życiu Liz, żeby tak po prostu odstawiła.

Żeby nie było, to jest dla mnie świetny miniserial. Jedyny zgrzyt to te ostatnie sceny z wyjściem z samochodu i szachami w parku, bo przez to parę wątków się nie domyka a wręcz otwiera się nowa kwestia, której nie można zignorować. I mam wrażenie, że to mogło być takie otwarcie do ewentualnego drugiego sezonu/sequela, co uważam w tym przypadku za zbędne. Nie sam sezon/sequel, tylko ten mały cliffhanger, bo ewentualna kontynuacja - jeśli by ją wykonali z taką samą dbałością - broniłaby się samodzielnie.

Boni avatar Boni
Sat, 14 Nov 2020 11:43:10
@Codiac

"Aaaa... Boryyynaaa!". Nie zrozumiałem o którym kawałku mowa.

Dla mnie ta końcówka-końcówki to pójście w surreal i wizję, a nie realistyczne czy clifhanger. Jest przecież ubrana na białą królową (z pomponikiem nawet!); cały świat to jej szachownica; wygrała z Borgovem, ale przecież nie z czarnoziemną Matuszką Rosją; walić mohery i prezydentów, rozpoznanie i docenienie przez tłum rosyjskich graczy jest najcenniejsze, itd. itp.

Niby można to pociągnąć, że realistycznie została w Związku, ale to słabe IMHO. To już chyba lepiej na zasadzie "wydostawszy się nadludzkim wysiłkiem z ZSRR, Beth 10 lat później...", ale to też oczywiście w złym smaku.

Jakbym chciał mieć realistyczną końcówkę "TQG" to bym zrobił bardziej jak piękno y dobro w "Lost in Translation", kto powiedział, że nie mogła mieć 2h luzu na lotnisko i że samochód poczeka. i jest czas na dziwną akcję. I zaraz fade-out.

xpil
Mon, 13 Jun 2022 16:54:31
Moje dzieciństwo z szachami podobnie - nawet książka ta sama :) Ale potem mi się jakoś rozeszło po kościach, może z braku w miarę równych przeciwników? Ostatnio renesans, córkę wciągnąłem, gramy sobie od czasu do czasu. Co do mini-serialu to zerkałem jednym okiem jak reszta rodziny oglądała, ale jakoś mnie nie wessało. Może powinienem zrobić drugie podejście, obuoczne? Hm.


Wpisz dane i komentarz:

Autor:

Hasło:

albo CAPTCHA dla niezarejestrowanych:

Jednostka długości w układzie SI:

Treść:

Formatowanie: [b] pogrubienie [/b], [i] kursywa [/i], [u]podkreślenie[/u], link: URL lub [a="URL"]tekst[/a], nie używać nawiasów {} i tagów HTML. Max długość ok. 9000 znaków.




 

Engine: Anvil 1.08   BS