Co i raz gdzieś w sieci wpadam na gorzkie żale,
a to fatalistyczno-lewicujące, a to neoliberalno-głupie, dziennikarzy z wyższej półki, którym się kończy koryto. I najzabawniejsze, że im się wydaje, że to wstrętny internet zaorał prasę i książkę tudzież reklamę, bo tak ło.
Moronici.
To nie internet zaorał wam ryneczek tylko bogate społeczeństwo 80/20, którego internet filarem i w jakimś tam stopniu fundatorem, no ale nie przyczyną. Przyczyną braku czytania czegokolwiek poza podpisami pod "memami", teleturniejami, notowaniami giełdy, wikipedią i temu podobnym gównem, jest, co za niespodzianka, brak konieczności czytania. Czegokolwiek, tak w zasadzie. Więc nie dziwcie się, że czytanie staje się drobnym i docelowo zbędnym dodatkiem do wszechrozrywki, a stąd nikt wam za pisanie dobrze i mądrze nie zapłaci.
A piszę te słowa, bo spojrzałem się niepotrzebnie w logi i inne statsy bloga, i odkryłem, że mające zaledwie kilkuset, niszowych i wyrobionych, czytelników, już mogę pokazać palcem, że w internecie najpopularniejsze są pyskusje i koty. Tudzież oczywiste, że portale itp. widzą to samo, tylko 1000x bardziej i zaraz dostosowują kontent pod klikalność, no bo reklama.
A że mi na klikalności i reklamie raczej nie zależy, więc nie będzie więcej kotów na blogu. Co do pyskówek, przemyślę jeszcze.