(notka i komentarze są automatycznym importem z Bloxa, w razie rażących błędów proszę o info na boniWYTNIJ@clouds-forge.eu)
Przy okazji szukania czegoś tam, przypomniałem sobie, że kiedyś dawno temu zapomniałem zabrać głos w sprawie holajzy. A ponieważ zupełnie mi nie przeszkadza, że jest ponad rok po fakcie, to będę uparty jak zwykle, i podłubię se analnoretentywnie.
Kolega popełnił wtedy o holajzie, droselklapie i całej reszcie
genialną notkę (w sumie ciągle odnoszę do niej, więc bez jej przeczytania ze zrozumieniem - dalej będzie raczej trudno) w której pięknie rozebrał znany tekst Tuwima, i przedstawił niezłe tłumaczenie hydraulicznych i technicznych zapożyczeń z niemieckiego. I w tej kwestii na pewno nie mnie kogokolwiek pouczać. Ale w temacie reduktorów ciśnienia i okolic, tudzież realiów pracy hydraulika, noo, to już mogę co nieco spróbować naprostować - bo zagadka holajzy i lochbajtla jest palącym problemem społecznym, który wymaga jak najszybszego wyjaśnienia, o co chodzi i jaki układ (reduktora) za tym stoi.
Nie będę cytował całości, tylko wyrwę z kontekstu wypowiedzi hydraulika od Tuwima (bo wypowiedzi narratora są a) żartem b) bez sensu) i spróbuję wypisać i wyrysować moją wersję:
ex. Julian Tuwim "Ślusarz":
Ferszlus trzeba roztrajbować.
Bo droselklapa tandetnie blindowana i ryksztosuje.
A teraz pufer trzeba lochować, czyli dać mu szprajc, żeby śtender udychtować.
Ale teraz nie zrobię, bo holajzy nie zabrałem.
(A może bez holajzy?)
Bez holajzy? Jak ja mam bez holajzy lochbajtel krypować? Żeby trychter był na szoner robiony, to tak. Ale on jest krajcowany i we flanszy culajtungu nie ma, to na sam abszperwentyl nie zrobię.
(Gdzież on na litość Boga jest krajcowany?)
Jak to, gdzie? Przecież ma kajlę na iberlaufie!
Zakładając, że tekst jest spisany "z natury" i bez większych błędów, to największą zagadką tekstu jest oczywiście holajza, drugą - lochbajtel i jego krypowanie - reszta jest mniej więcej jasna, jak w cytowanej notce. Gdyż holajza, czyli dłuto-żłobak stolarski wydaje się ni przypiął ni wypiął w temacie hydrauliki reduktora, podobnie dłuto szerokie, czyli lochbajtel. Ale! jeśli troszeczkę lepiej dopasować elementy puzla, to i holajza się zmieści...
Zacznijmy od lochbajtla - może i w niemieckim to jest dłuto, ale jak dla mnie, w kowalsko-technicznym, jednak to jest
wycinak okrągły,
jak sama nazwa wskazuje, bo "loch" to każdy otwór, a "beitel" to każde dłuto czy wycinak czy przecinak. Więc "krypowanie lochbajtla", to jest ustawienie/użycie wycinaka do otworów, żeby "lochować pufer", czyli poprawić otwór uszczelnienia ("pufer") i prowadzenia trzpienia zaworu ("śtender udychtować").
Teraz część trudniejsza - po co holajza i dlaczego pomaga na krajcowany trychter?
Wersja prostsza, to taka, że "holajza" to zniekształcona przez Tuwima po zniekształceniu przez hydraulika nazwa jakiegoś rodzaju klucza specjalnego. I nie jest to całkiem niemożliwe - wiele śrubunków do dziś nazywa się "holendrami", stąd "hol", a "zange", zanga, to w zasadzie dowolny klucz w typie hydraulicznym, czy obcęgi, czy inne szczypięże (jak "rur-zanga", czyli "rohrzange" czyli zwykły klucz do rur) - więc jeśli hydraulik powiedziałby coś jak "hol(d/t)zanga", a Tuwim zrobił z tego "holajzę", to wszystko robi się mniej więcej jasne - tylko, że nie. Bo to nie leży w kontekście - taki klucz na 99% hydraulik miałby ze sobą, i nijak nie pasuje to do "krajcowanego trychtera"; właśnie odwrotnie - jakby trychter był na szoner (czyli na stożek w jakiejś formie śrubunku), to jakiś klucz specjalny byłyby na miejscu, ale przy krajcowanym? nie widzę takiej opcji.
Zanim przejdę dalej do wersji trudniejszej, i skoro jesteśmy przy "krajcowanym trychterze", to muszę wejść w rozbieżności z wizją z notki kolegi, więc będą obrazki, najpierw ori od niego:

Moja wersja (zakładając, że zawór na obrazku jest mniej więcej taki jak z rozmowy - wrócę do tego) jest deko inna:

Już tłumaczę o co chodzi - tak, to prawda, że pierwsze skojarzenie "flanszy", to przyłącza/śrubunki na wejściu i wyjściu reduktora, ale to także każda płaska okrągła zaślepka, przylgnia, itp. I co ważne, przecież w tekście we "flanszy culajtungu nie ma"! więc to nie może być o przyłączach. Dwa - "krojcowany" jest "trychter", a nie nakrętka, "flansza", cokolwiek. Trzy - "krojcowanie" to owszem, radełkowanie, ale nie tylko - to może być także zaprasowanie czegoś, ze wzorem a la radełkowanie itp.

Nie mam nic lepszego na przykład niż zawór ze zdjęcia obok - trzeba sobie wyobrazić, że brzeg zaprasowanej pokrywy (flanszy, trychtera) jak w niebieskim kółku, ma nie tylko drobne wgłębienia albo napisy, ale też wzór jodełki itp, może nawet nacięcia, jest "krajcowany".
Stąd wnoszę, zgodnie z logiką w temacie "lochowania pufera" itd jw., że problemem hydraulika jest jak dostać się do grzybka/przepustnicy zaworu (droselklapy), żeby poprawić uszczelnienie (pufer) i prowadzenie trzepienia (śtender), kiedy obudowa (trychter) nie jest na jakiejś formie śrubunku (na szoner) ale zaprasowana (krajcowana) na korpusie. I tu z pomocą przyszłaby holajza czyli jakieś półokrągłe dłuto - czymś takim można próbować odgiąć zaprasowanie, szczególnie jeśli jest nacinane/krojcowane, i rozcalić pokrywę, żeby dostać się do wnętrza zaworu. Na zdjęciu obok, to byłoby trudne, bo zaprasowanie jest "na gładko", ale powiedzmy, można próbować, właśnie dobraną holajzą, nawet taki zawór rozwalić, przez stopniowe odginanie np. po obwodzie wskazanym przez czerwoną strzałkę (no, niekoniecznie dałoby się potem go złożyć...).
Najciekawsze, to czy zawór z rozmowy w ogóle przypomina takie z obrazków powyżej. Znaczy, ogólnie na pewno, co do droselklapy, pufera, itp. nie ma wątpliwości, wszelkie reduktory są dość podobne. Natomiast zagadkowe są alternatywy wskazywane przez hydraulika - że gdyby flansza miała culajtung i/lub trychter był na szoner, to zrobiłby i bez holajzy, na abszperwentyl. I tu mam wrażenie, że właściwszym układem zaworu dla tej alternatywnej opcji, jest mniej więcej taki:

W takim układzie, pod warunkiem, że flansza/trychter jest skręcany (na szoner), albo nawet sam króciec odpływu da się wykręcić z korpusu, można dostać się do puffera od strony odpływu, przy czerwonej strzałce, bez roztrajbowania całego ferszlusu. A przy odrobinę zmienionym i bardziej rzeczywistym układzie trzonu (bo to zawór bezpieczeństwa, a nie regulacyjny), być może dałoby się poprawić grzybek czy jego uszczelnienie bez zakręcania wody (na abszperwentyl), bo zawór sam by się zamknął, jeśli ciśnienie idzie z prawego wlotu. I tu rzeczywiście nie potrzeba bawić się w odginanie np. holajzą zaprasowania.
Pozostaje jeszcze enigmatyczna "kajla na uberlaufie", ale wiecie co? Nie mam pojęcia o co w tym chodzi. Może "styl" odpływu z zaworu tego typu jednoznacznie wskazywał na możliwości rozebrania go, może to dopisek Tuwima, a może coś jeszcze innego.
Reszta mniej więcej się zgadza.