(notka i komentarze są automatycznym importem z Bloxa, w razie rażących błędów proszę o info na boniWYTNIJ@clouds-forge.eu)Miałem sklecić coś o przemyśle do śmiechu - korpo-techniczne bingo zawsze jest zabawne - ale jakoś tak zrobiło mi się poważnie. Bo przebierając i kolekcjonując buzzwordy z korpoprzemysłu i jego utrzymania ruchu, czyli tak naprawdę ze specyficznych dziedzin i metod zarządzania, zrobiło mi się nagle całkiem serio. Otóż rozumowanie mi się odwróciło - co, w tym pierdyliardzie buzzwordów i sloganów, tudzież w kupce żargonu, nie zawsze ścisłego, ma moim skromnym zdaniem niezaprzeczalny sens (i przy tym jest nieźle ugruntowane, a nie - wczorajszym świetnym pomysłem)? Takie coś, żebym tego rozumowania, narzędzia, metody nie brzydził się używać; i nie musieli mnie do niego zmuszać; i żebym z czystym sumieniem mógł je polecać innym?
Niezły zgryz.
Bo 99% krapu, który serwują konsultingi, specjaliści, naukowcy i menagery, nie kupuję. Albo potrafię go skrytykować, zresztą, 80% potrafi skrytykować, albo i zmiażdżyć, każdy, kto ma opanowaną matematykę na poziomie dawnej średniej szkoły, i trochę praktyki w przemyśle (skądinąd - sugestia, że specom od zarządzania brakuje praktyki i podstaw matematyki, jest całkiem do rzeczy. A im wyżsi specjaliści i naukowcy, tym jakby bardziej im brakuje...). Albo po prostu - ten krap nie działa.
No zgryz.
Więc popiszę o podstawach, które są w moim świecie naprawdę podstawowe, trudne do obalenia, i dosyć uniwersalne. I co ciekawe, nie uwierzycie, jak mało ludzi i firm ich używa w ogóle, już nie mówiąc o używaniu z głową. Dwa śmieszne akronimy, OEE i TEEP, czyli całkowita efektywność i globalna efektywność. W skrócie - są to wskaźniki łączące 3 lub 4 podstawowe parametry procesu, maszyny, itp. dające jakieś pojęcie jak efektywny czy skuteczny jest proces, i bardzo dobre pojęcie, jak reaguje proces na zmiany czy ulepszenia (albo pogorszenia...). Wymyślili toto, jak wiele innych rzeczy, Japończycy w latach 60, i co ciekawe, wymyślili te wskaźniki dokładnie do tego co wyżej napisałem, i do tego, co ich nazwy wskazują, czyli oceny efektywności - a nie do zadziwiania i ściemniania pracownikom, szefom, właścicielom, odbiorcom, akcjonariuszom, klientom, dostawcom (niepotrzebne skreślić). Może właśnie dlatego, i z powodu ogólnej prostoty i uniwersalności, OEE i TEEP są twardym kawałkiem metrologii w oceanie galaretki marketingowo-konsultingowej.
Liczy się je bardzo prosto. Dla OEE - bierzemy dostępność, jakość i osiągi/wyniki, procentowo, jako stosunek wartości rzeczywistych do zakładanych/możliwych, i mnożymy przez siebie. A dla TEEP, czyli efektywności globalnej, mnożymy dodatkowo przez obciążenie "w czasie" (bo TEEP "rozszerza" OEE z obliczeń dla zaplanowanej pracy/procesu do obliczeń "po całym dostępnym czasie").
Na przykład, weźmy coś ze szrotu - Vitara żony, jeżdżona od nieco ponad roku. Dostępność - 99% (2 razy nie odpaliła, bo cośtam). Jakość, powiedzmy, 80% (usterka wydechu, lakier stary, spryskiwacz tylnej wycieraczki MIA). Osiągi, w zasadzie, 100%. Mnożymy, i OEE wychodzi 79%. Nic specjalnego (na ogół 85% uważa się za minimalne "coś", co warto ustalać jako cel itp), no ale mówimy o 17 letniem SUVku, utrzymywanym w klasycznym na szrocie reżimie MPM i RTF (czyli minimum preventive maintenance i run-to-failure). A jak wyliczymy TEEP, czyli pomnożymy przez niewielkie obciążenie, rzędu 40% (jeśli liczymy na dni albo przebieg "w rodzinie", bo jak na roczno-kilometry itp. miary "kalendarzowe", ściśle wg. definicji TEEP, to będzie w ogóle, żadne obciążenie), robi się niezbyt efektywne 30%.
Albo, dla odmiany, notebook z którego piszę - dostępność i osiągi 100%, ale jakość powiedzmy 50% (zawiasy ekrany nie trzymają, i uszkodzenie zasilania w płycie głównej, nie ładuje baterii). Czyli OEE niziutkie 50%. A ponieważ wykorzystany jest średnio przez powiedzmy 8h dziennie, to obciążenie ma rzędu 30%. Czyli TEEP na poziomie 15%, czyli na poziomie gleby.
A w realiach przemysłowych, powiedzmy - robot przemysłowy, sam w sobie prawie nówka nieśmigana, ale z nieco gównianą technologią procesu. Jakość - produkty zniszczone/re-work: 140 na 2000. Osiągi troszeczkę rozminęły się z założeniami projektowymi, cykl 27s zamiast 23s. Dostępność niezła, powiedzmy ze trzy razy w roku system sterowania staje dęba, ale raz kolizja złamała robocikowi nadgarstek, czyli jakiś tydzień awarii wypadł, z 52. A obciążenie niezbyt wielki - na dwie zmiany i bez weekendów... W skrócie OEE na poziomie 75% czyli nie za ciekawie, a TEEP żałosne 34%, czyli w skrócie "podajcie mi na tacy głowę tego kto zamówił tego robota i proces".
I tak można policzyć se wszystko, od wielkiego pieca i robota przemysłowego, do maszyny do szycia wykorzystanej raz w roku, samochodu czy systemu ogrzewania w domu. I jest to pouczające, bo nie tylko pozwala uzmysłowić sobie, co się np. zdegradowało ze starości i zużycia, albo polepszyło po upgrade czy wymianie urządzeń, ale też zauważyć, które ze wskaźników niskiego poziomu warto poprawić, a których nie ruszać (hipoteza Pareto się kłania) - na przykład dla robota z powyższego przykładu, wcale nie warto zaczynać od tego, o co wszyscy mają pretensje i pamiętliwie wytykają, że "system się wiesza, i tydzień czekaliście na części", ale raczej od odrobinę dłuższego czasu cyklu, do którego wszyscy się przyzwyczaili, bo co to są 4s, prawie nic; a potem zdecydowanie wziąć się za jakość. A uwzględnienie TEEP uzmysławia, jak nietrafione i nieefektywne są niektóre nasze rozwiązania, bo nie dość, że miernej jakości, słabe wyniki i spsute są ciągle, to jeszcze, tak naprawdę, są niepotrzebne, albo używane od wielkiego święta.
Jedyny problem, to skąd brać rzetelne dane do OEE/TEEP - bo nieważne czy rozważamy efektywność robota czy używanie taksówki zamiast własnego samochodu, tylko od rzetelności danych zależy rzetelność wnioskowań. A pamięć lucka zawodna jest, więc bez porządnego notowania i zapisywania (także - zautomatyzowanego) nie ma z czego rozumowania ukręcić.
Najśmieszniejsze i aż niewiarygodne, że nawet jak robot zapisuje sam statystykę, albo taksówka przyjeżdża regularnie po 20min. to jeśli zainteresowanym wydaje się, że robot ciągle spsuty, a taksówka pojawia się natychmiast, prawie nie można ich przekonać do danych, wskaźników, także OEE/TEEP, i w najlepszym razie je zignorują. Gdyż to świadomość określa byt, a jak rzeczywistość nie zgadza się ze świadomością, tym gorzej dla rzeczywistości - i dla racjonalistów, którzy wierzą w rzeczywistość i dane, a nie w myślenie magiczne, czy pamięć w warunkach dilbertolizy.
I tak właśnie z utrzymania ruchu i zarządzania można gładko przejść do psychologii i socjologii.