... bez kolei. Czyli kolejne 2300km, czyli kolejne 36h w podróży, czyli "Next 36h", czyli dobry tytuł sensacyjny, ale to już było, czyli powrót do Szkocji.
Wszystko wporzo, a nawet nieźle. Bo pomimo, że vierny van został zapakowany tym razem z deka absurdalnie (a w szczelinach gratów upchnięto trzy osoby) i pomimo paru fest korków na autobahnach (ewidentnie autostrady w Niemczech zatykają się, kiedy w PL kończą się wakacje...), to jednak było ok - drugi kierowca, dobrze trafione pory dnia i tygodnia, trafiony prom w normalnej cenie, całkiem normalna jazda. Nawet opędziliśmy bez noclegu, bo jakoś udało się tu i ówdzie przespać, i jednak chcica na jak najszybsze zakończenie podróży przeważyła.
Teraz trzeba rozpakować i zainstalować pakiet "żona", mam nadzieję, że zwaliduje się poprawnie (na razie mówi, że jej się podoba i że pogadamy, jak ochłonie). Co może trochę potrwać, więc nie liczcie na moją aktywność w necie; komentarze do komentarzy, do Polconu, do życia, muszą poczekać.
Wszystko po kolei.