Czyli ten moment, kiedy orientuję się, że po odliczeniu kosztów skromnego życia w Szkocji, ale jednak na raczej wystawnej miejscówce (bo wystarczającej nawet dla 2-3 osób) i z dojazdem autkiem 3800cm3 45km dziennie, zostaje mi na czysto dokładnie poprzednia polska wypłata netto. Cała.
Która przesadnie mała nie była.
Morałów z tego jest wiele, ale mało który da się wyrazić bez mowy ciężko wiązanej.
PS. notki ostatnio są wątłe nie tylko z powodu zamieszania, rozjazdów, itp. ale też z powodu katastrofalnego łącza z chaty (no jak z krypty, ciekawe czemu) i blokady w pracy, co skutkuje przejściowymi trudnościami z uploadem fotek - jak rozwiążę problem, będzie trochę więcej i ciekawiej.