Logo
"Labirynt" tom 1 (2022)

Moja powieść SF z okazji 100-lecia urodzin S.Lema
Labirynt 1
"Lekkość" (2025)

Moja powieść techno-fantasy
(tom 2 cyklu "Urocza)"
Urocza 2 - Lekkość

Ostatnie wpisy:


Ostatnie komentarze:

rozie - Wgląd w błąd - Lem (5)
Wed, 28 Oct 2026 22:42
14g jest jeszcze do przyjęcia, szczególnie w warunkach...

Codiac - Muza (63) - AltCeltic
Sat, 24 Oct 2026 15:10
Jak już dawno ustaliliśmy, nasze gusta muzyczne nieźle...

JoP332 - AI ślurp (1)
Tue, 20 Oct 2026 10:41
Branża literacka to już zombie, które się toczy siłą...

Boni - AI ślurp (1)
Mon, 19 Oct 2026 16:27
Och, to drobiazg :/ bo jednak LLMy i tłumaczenia to dosyć...

JoP332 - AI ślurp (1)
Mon, 19 Oct 2026 15:43
@„ Jest taniej, szybciej, ch...jowiej” To, co się w...

Boni - Muza (63) - AltCeltic
Mon, 19 Oct 2026 08:49
@Greg Spoko kawałek, ale ja bym go nie dodał, bo go...


Tagi:

Alba DIY Hellas MotH Vorin bibliotheca blogorg film fun geannaire gogika hejt kwestia-ceny labirynt lemiana lewałki marynata mitogogika motocyk muza namysł nazakupy nieznośna nostalgia okolice pieczarki prawałki przemysł rapiery redukcja striptyz sumo szort szrot triptrop unrealpolitik urocza varia wydaje-się zagrywka zen Éire

Fuller
Strona-agregator dla kontentu, który wchłaniam na co dzień


Inne własności:

Cegielnia
Logos - wygryw w słówka
inSitu - pudełko z obrazkami
Eat me. Drink me.
Szrot nasz codzienny
EVA prawdé ci powié
PolitMap


Valid HTML 4.01 Strict

Valid CSS

powered by PHP

    NIGHT   RSS blog   RSS komentarze
Licencja  Wpisy  Losowo  Autor  Rejestracja 




Autor: Boni
Kiedy: 2026-06-07, niedziela
Tagi:  marynata, Alba     
___________________________________

Dzisiaj w ramach "marynaty" o dwu ludziach i dwu okrętach, i jak zwykle dygresje będą oraz dokuczanie wam, że "byliśmy tam!".

Kiedy wyciągam z cyberszuflady stare szkice, albo coś wymyślam na podstawie jakichś bieżących rzeczy, to jeśli zahaczam o Royal Navy (skracamy do RN), niezwykle często wpadam na "aaa, bo on był ze Szkocji!". Mam na myśli nie tylko ludzi, ale okręty też. Tak, wiem, "byliśmy tam!", więc wszystko mi się ze Szkocją kojarzy, ale obiektywnie rzecz biorąc, to nie tylko "efekt coctail party" (że w szumie obcojęzycznego przyjęcia zawsze usłyszycie swoje imię czy coś po polsku, przez pół pokoju, bo tak działają nasze mózgi), ale taki jest Stan Rzeczy. Mnóstwo okrętów RN i ciekawych marynarzy pochodziło ze Szkocji.

A w szczególe zdaje się można opisać recepturę, jak stworzyć szkockiego twardziela - oficera, którą, mam wrażenie, w pewnym sensie "znali i używali" Anglicy. Oni nie wzdragali się mieć "na szpicy" popieprzonych twardzieli szkockich, a to pacyfikujących też twardą Irlandię, a to tworzących brytyjskie Indie, a to dowodzących okrętami i flotami brytyjskiej Royal Navy, itd. itp. Idzie to jakoś tak: w pokoleniu dziadka albo ojca, rodzina średniej-małej szkockiej arystokracji - szlachty (w sensie "nobility" a nawet oczko niżej, dawnych "landlords" czy szkodzkiego "laird") ma już niezły status i kapitał, ale z jakiegoś powodu traci go albo zaprzepaszcza. W jednym-dwu pokoleniach (tj. dyskutowanym) rodzina zamiast zdeklasować się zupełnie, wspina się własną ciężką pracą (może z pomocą fortunniejszych pociotków nadal-arystokracji itp.) z powrotem w górę, ambitnie odbudowując kapitał ekonomiczny i kulturowy. Tak dostajemy ludzi, którzy odziedziczyli tenże kapitał, dostali jakieś spoko szkoły i szkolenia, i poszli daleko w swojej dziedzinie (oficerskiej, technicznej, innej), nie tracąc ani grama szkockiej twardości i inicjatywy, a raczej - zahartowani przez dwa pokolenia wykuwania etosu protestancko-szkockiego.

1.

Adm Robert Burnett, HMS Belfast 1943Na przykład Robert Lindsay Burnett, urodził się w 1887 w Old Deer pod Aberdeen, Szkocja (BTW "deer" to nie od "jeleń", ale zniekształcony "dąb", może jeszcze od Piktów). Jego rodzina była drobną gałęzią 1000 letniego wielkiego drzewa genealogicznego Burnettów, którzy są wzmiankowani już w Domesday Book (1086r.). Po przesadzeniu do Szkocji około XIIw. narobiło się tych różnych Burnettów jak mrówków; rodzina Burnett of Kemnay w Aberdeenshire była malutką częścią rodu, ale spoko dawali radę, dopóki tatuś Roberta, John Alexander, 7 laird of Kemnay, nie zapuścił posiadłości - klucza Kemnay (przyczyny: różnie mówią) i na końcu narobił długów, deklasując mocno rodzinę. Nie bardzo mogłem ustalić jak to tam naprawdę było, ale co pewne, to że jego kupka dzieci była raczej wychowywana przez matkę, i musiały "iść do roboty". Ale nadal stać było rodzinę na porządne szkoły, i "pójście do roboty" oznaczało zostanie oficerem itp. a nie szeregowym marynarzem czy żołnierzem.

Robert Burnett już w wieku 7 lat chciał zostać marynarzem. Na razie posłano go, podobnie jak jego braci, do "starożytnej" i tradycyjnej, ale wtedy akurat mocno odświeżonej i dość sensownej, Bedford School (oczywiście, "boarding school"), z której zdaje się wyniósł raczej umiłowanie sportu, czy może raczej "kultury fizycznej" w wersji brytyjskiego "muscular Christianity", niż do humanistyki czy nawet techniki. Ale zupełnym dzbanem nie był, skoro po następnej szkole "średniej" przygotowującej "na kadeta" RN wstąpił do Royal Navy w 1902 i dawał radę. Szkolił się i służył w różnych rejonach Imperium, porucznika dostał na Prima Aprilis 1910. W 1911 zgodnie ze swoją inklinacją poszedł w kierunku Navy Physical Training Schools, został instruktorem "wychowania fizycznego" w RN.

Na pierwszej wojnie pływał na niszczycielach, brał udział w paru bitwach na Morzu Północnym, awansował miarowo zgodnie z wysługą. W 1930 dostał stopień kapitana (to jest ważna cezura w RN; kapitan, w przeciwieństwie do niższego komandora, To Jest Coś). W 1933 został dyrektorem Physical Training and Sports, jak widać nadal to była jego działka. Ale kiedy przyszła II wojna, był na tyle dobrym oficerem, że Admiralicja nie dała mu bawić się w WF - dostał stopień kontradmirała i w dowodzenie flotylle trałowców, potem niszczycieli.

W styczniu 1943 objął dowodzenie 10 eskadry krążowników, 9 grudnia 1943 dostał stopień wiceadmirała. Pływali głównie w osłonie konwojów arktycznych, do Murmańska. Admirał Burnett dowodził nie z najcięższego, ale z najbardziej zmodernizowanego i najwygodniejszego krążownika zespołu, czyli legendarnego HMS Belfast.

2.

HMS Belfast, Loch EweHMS Belfast był późną wersją niezłych lekkich krążowników RN z międzywojnia, tzw. Town-class (bo ich nazwy szły od brytyjskich miast). W założeniach były to krążowniki z 12 działami 6 cali (152mm), o w miarę normalnej prędkości (max 32 węzły), ale wzg. dobrze opancerzone (w teorii miały wytrzymać pojedyncze trafienia z ciężkiego krążownika, tj. dział 8" / 203mm - co niekoniecznie mieściło się wtedy w projekcie typowego angielskiego ciężkiego krążownika...). Żebyśmy się rozumieli - "lekki" w nazwie odnosi się w zasadzie tylko do uzbrojenia, a nie do tonażu (do 13tys. ton full), czy rozmiaru, czy możliwości tych okrętów, szczególnie w ostatniej iteracji, przedłużonej, dopancerzonej, itd. czyli parze HMS Edinburgh i HMS Belfast.

HMS Belfast zbudowano w latach 1936-39, co za niespodzianka, w stoczni Harland and Wolff w Belfaście ("byliśmy tam!"); tam gdzie zbudowano Titanica i zylion statków i okrętów. W Porsmouth 5 sierpnia 1939 okręt wszedł oficjalnie do służby.

W połowie sierpnia załoga i nowiutki Belfast pokazała pazury: w manewrach Operation Hipper, mających symulować przebicie się niemieckiego krążownika na Atlantyk, HMS Belfast odgrywał rzeczony krążownik, uprawiając wojnę podjazdową przeciwko zmobilizowanej Home Fleet. Tak, zgadliście, prześlizgnęli się ryzykownie przez pełną pływów cieśninę między Orkadami a Szkocją (a nie poza Orkadami) i wystrychnęli zawodowców RN na dudka.

Ale 3 września zaczęły się dla RN "manewry z ostrą amunicją", że tak powiem, okręt popłynął na II wojnę światową. Za daleko nie dopłynął, bo już 10 listopada, wychodząc z Rosyth, krążownik nadział się na minę magnetyczną, które Niemcy stawiali w Firth of Forth ("byliśmy tam!"). Ciężka mina wywaliła pod kadłubem (w przeciwieństwie do min ze zwykłymi zapalnikami, które musiały dotknąć burty czy dna okrętu) i zrobiła może niewielką dziurę, ale względnie "przełamała" 187m okrętu na pół. Krążownik miał wygiętą czy pękniętą stępkę, rozwaloną jedną maszynownię, pogięte pokłady, nie mówiąc o kilkudziesięciu rannych na całym okręcie (musiało literalnie "wyrwać z wody" te 11 czy 12 tysięcy ton...).

Uszkodzenia okrętu były tak ciężkie, że po ocenie w styczniu 1940 został zdjęty ze stanu floty i przekazany stoczniom do remontu. Trwał on aż do listopada 1942, ale przy okazji rozbierania i "prostowania" pogiętego okrętu, dostał też maksymalną modernizację, nowe radary, sonary, urządzenia elektroniczne; dla ustabilizowania poszerzono i zmieniono profil kadłuba, żeby zrównoważyć kupę dołożonego wysoko sprzętu.

Właśnie dlatego po powrocie do 10 eskadry krążowników HMS Belfast został jej flagowcem, i dlatego na nim dowodził eskadrą admirał Robert Burnett w 1943.

3.

Adm Bruce Fraser, 1943Inny, z pochodzenia szkocki, twardzielek urodził się rok później niż Burnett, w 1888 roku, i nie w Szkocji, ale w Middlesex. Nazywał się Bruce Austin Fraser, w recepturze na hartowanego Szkota: był wnukiem przegrywa (bodaj nieudanego kupca Jamesa Frasera zamieszkałego w Anglii), synem ambitnego Alexandra, generała wojsk inżynieryjnych, zasłużonego dla rozwoju kolei i infrastruktury w Bengalu, Indii i okolicach. Fraserów w Szkocji jest na pęczki, bodaj grubsze nawet niż pęczki Burnettów, ale ewidentnie ta rodzina "odpadła" od szkockich klanów i arystokracji, i musieli sobie radzić, od Anglii po Bangladesz.

Młody Bruce Fraser nie miał inklinacji do WFu, za to miał zdaje się szersze horyzonty, po bardziej humanistycznych szkołach, i lepsze zdolności i inicjatywę, niż Robert Burnett. Przystąpili do RN w tym samym 1902, ale Fraser już jako kadet na HMS Britannia wybił się, wyprzedzając program (za co przyznano mu dodatkowe 4 miesiące wysługi). Zrobił egzaminy na porucznika w 1908, dwa lata przed rok starszym Burnettem, z zabawnie archaiczną pochwalną uwagą VGI ("very good indeed").

Przed pierwszą wojną robił nie kursy instruktora WFu, ale rozszerzone, a potem najbardziej zaawansowane studia artyleryjskie w RN, w 1913 był już instruktorem artylerii, a nie kultury fizycznej.

Na pierwszej wojnie pływał na krążownikach i większych okrętach, głównie na Morzu Śródziemnym w niesławnej kampanii pod Gallipoli, gdzie okręty ogniem wspierały poroniony desant i dalsze walki z Turkami. Odznaczył się personalnie i inicjatywą, kiedy jako porucznik (doświadczony, ale tylko porucznik) przekonał kapitana HMS Minerva, żeby może jednak zawrócić i poszukać "zapodzianych" ludzi, bodaj do ewakuacji.

W międzywojniu awansował szybko, np. kapitana dostał w 1926 (dla przypomnienia, zaczynający równolegle Burnett dopiero w 1930). Fraser zgodnie ze swoją specjalizacją partycypował w doskonaleniu i R&D artylerii Royal Navy na wysokich szczeblach floty i przemysłu. Jako dyrektor Wydziału Taktycznego Admiralicji, potem Wydziału Uzbrojenia robił i organizował badania historyczne (na danych z bitew I wojny), empiryczne; nadzorował szkolenia i ćwiczenia; lansował nowe technologie (żyroskopową stabilizację celowania i strzelania, nowe zapalniki, nowe przeliczniki artyleryjskie), itd itp.

W latach 1936-37 dowodził lotniskowcem HMS Glourious, miał okazję przyjrzeć się z bliska taktyce i możliwościom lotniskowca, zmienił spojrzenie na parę spraw, zaczął lansować taktyki hybrydowe a nie tylko artyleryjskie, i kolosalną zmianę paradygmatu zwiadu lotniczego na morzu.

W 1938 dostał kontradmirała i został szefem sztabu floty śródziemnomorskiej. W marcu 1939 objął "biurowe" stanowisko Trzeciego Lorda Morskiego, ale zaraz zaczęła się II wojna. W 1940 awansowano go na wiceadmirała i zastępcę dowódcy Home Fleet, bezpośrednio dowodził 2 Eskadrą Liniową (BTW oczywiście, jak zwykle w niezmierzonej mądrości zupackiej, brytolskiej, a może tzw. życia, 2 Eskadra to była czołowa uderzeniowa siła RN i Home Fleet, a 1 Eskadra Liniowa to były zasłużone starocie pływające na M.Śródziemnym).

W maju 1943 przejął dowodzenie Home Fleet, czyli rdzeniem RN, od zasłużonego adm. Toveya (tego, który topił Bismarcka, miałem o tym notkę, albo kilka) i objął stanowisko na flagowym pancerniku HMS Duke of York.

4.

HMS Duke of York, 1945HMS Duke of York należał do serii ("King George V - class") solidnych nowoczesnych pancerników RN, budowanych już na II wojnę (ale Brytyjczycy jeszcze trochę oglądali się na przedwojenne traktaty o ograniczeniu zbrojeń). Miałem kawał notki o HMS Prince of Wales, dla przypomnienia: niezbyt wyżyłowane maszynownie (max około 28 węzłów), 42 tys ton full załadowane, przeciętne uzbrojenie (10x 14" / 356mm), ale wzg. bardzo solidne opancerzenie i konstrukcja (np. udowodniona w pełnoskalowych testach przedprodukcyjnych odporność tzw. cytadeli pancernej na wybuchy podwodne klasy 450kg TNT - a nie tylko w zmyśleniach teoretyków i projektantów...).

W przeciwieństwie do stardestrojerów w jakich lubowali się Japończycy czy Niemcy, okręty pragmatyczne i działające, i UK wystawiło ich pięć, a nie np. dwa... Inne porównywalne były znacznie mniej solidne (tu patrzymy na włoskie Littorio) albo jednak późniejsze (nie wymachujemy amerykańskimi Iowa, pierwsze wodowanie 1943, rozmawiając o okrętach z pierwszym wodowaniem 1939...).

HMS Duke of York zbudowano w Clydebank, Glasgow ("byliśmy tam!") oraz był tam akcent polski: uratowali go w budowie polscy marynarze ORP Piorun, występował w pewnej notce. W 1943 był doskonale wdrożonym okrętem, przez dwa lata pływał w konwojach do Murmańska i na M. Śródziemnym; od połowy roku był flagowcem Home Fleet, bo bliźniaki HMS King George V i HMS Howe poszły wspierać desant na Sycylii. W październiku 1943 razem z ostatnim bliźniakiem HMS Anson (bo piąty HMS Prince of Wales już zatonął w 1941 na Dalekim Wschodzie) robiły razem z Amerykanami zadymę na kierunku Norwegia.


Gdzieś w tej okolicy wykluł się plan, który skrzyżował drogi obu wyżej opisanych admirałów i obu okrętów.

5.

HMS Belfast, Arctic ConvoyHMS Belfast "nieco zalodzony" koło wieży B, listopad 1943 gdzieś na Morzu BarentsaZdaje się cała Admiralicja, a w szczególności admirał Bruce Fraser odpowiadający za osłonę szlaku do Murmańska, mieli dość uganiania się za widmami ciężkich okrętów niemieckich, które mogły powtórzyć umiarkowany sukces Bismarcka, albo jednak zmasakrować konwoje do i z ZSRR. W 1943 sytuacja pogorszyła się, bo do widma bliźniaka Bismarcka, czyli pancernika Tirpitz, stacjonującego w norweskich fiordach (ale właśnie niedawno uszkodzonego przez mini-łodzie podwodne komandosów), dołączył świeżo wyremontowany, lżejszy, bardzo szybki Scharnhorst. Dwa ciężkie okręty niemieckie plus parę średnich na wybrzeżu Norwegii plus dobre niemieckie rozpoznanie, wymagało zaangażowania kolosalnych sił w strategiczną eskortę konwojów i w ogóle było fuj. Stąd admirał Bruce Fraser nakreślił Plan.

W nocy polarnej, na Boże Narodzenie 1943, konwój JW55B poszedł do Murmańska, ale też na przynętę. 19 statków z bliską eskortą niszczycieli popłynęło na północ z Loch Ewe ("byliśmy tam!"). Konwój został wykryty przez ciężkie niemieckie samoloty zwiadowcze 22 grudnia, ale już 23 grudnia Fraser wiedział, że konwój został wykryty (pozdrowienia dla Enigmy...).

Czego Niemcy nie wykryli, to że na spotkanie konwoju wyszła od strony Murmańska 10 eskadra krążowników adm. Burnetta (na HMS Belfast, plus prawie bliźniaczy HMS Sheffield i ciężej uzbrojony HMS Norfolk, 8x 8" zamiast 12x 6", ale przy równym tonażu jak lekkie krążowniki "miasta", więc wiecie, o pancerz lepiej nie pytać...). I że od południa dyskretnie za konwojem płynie adm. Fraser na uderzeniowym zespole, na HMS Duke of York, krążowniku HMS Jamaica (traktatowo - budżetowej wersji "miast" jak HMS Belfast) i 4 niszczycielach; w tym jednym norweskim: HNoMS Stord, używanym przez Norwegów analogicznie jak Polacy używali użyczonych przez RN okrętów ORP.

25 grudnia Niemcy chwycili przynętę, admirał Karl Doenitz dowodzący Kriegsmarine przekonał Hitlera i wydał swój jedyny rozkaz ataku nawodnego; Scharnhorst z 5 niszczycielami eskorty wyruszył z Altafjordu na przechwycenie "normalnego" konwoju JW55B, zespołem dowodził kontradmirał Erich Bey. Był doświadczonym marynarzem i dowódcą: brał udział w I wojnie; odważnie dowodził niszczycielami rozwalanymi przez RN w bitwach pod Narvikiem; dowodził eskortą niszczycieli w Operacji Cerberus, czyli słynnym prześlizgnięciu się ciężkich okrętów niemieckich z Brestu do Wilhelmshaven przez Kanał, pod samym nosem Anglików. Od połowy 1943 dowodził Scharnhorstem, trudnym do sklasyfikowania okrętem (szczególnie jeśli pamiętać, że budowanym sporo przed II wojną): waga pancernika, pancerz pancernika, ale uzbrojenie zaledwie 9x 11" / 320mm (okej, plus dużo artylerii średniej); za to spora prędkość max. 31-32 węzłów - jeśli niemiecka maszynownia działała jak niemiecka maszynownia...

26 grudnia nad ranem Fraser już wiedział, że Scharnhorst wyszedł w morze i szuka konwoju.

Sztormowa zimowa pogoda polarnej nocy na północy Atlantyku i Norwegii dała wszystkim w kość, ale dostarczyła też kolosalny atut Royal Navy - nagle uziemiła Luftwaffe i rozpoznanie w rejonie, w krytycznych godzinach. Pomimo, że w którymś momencie pozycja konwoju została podana przez Ubota, Bey nie mógł w tym stanie morza zlokalizować przeciwnika. Myślał, że minął się z konwojem, zdecydował się rzucić swoje niszczyciele eskorty do rozpoznania, niczym palce ręki wysuniętej na południe. Stracił eskortę i kontakt z niszczycielami, nie zyskał informacji.

W międzyczasie Fraser przekierował konwoje JW (przynętę) i RA (powrotny z Murmańska) dalej od Niemców, oraz zdjął eskortę z RA55A, następne 4 niszczyciele, a sam zaczął w ciężkiej pogodzie przeć na HMS Duke of York z obstawą, żeby odciąć Niemców od Norwegii. Wcześniej trochę się skradał, bał się, że może spłoszyć przeciwnika, że Niemcy po prostu przyspieszą i odpłyną, mając sporą przewagę prędkości.

Zaraz po 9 rano 26 grudnia naprawdę pognał swój zespół, bo dostał wiadomość, że admirał Burnett na 10 eskadrze właśnie wpadł na samotnego Scharnhorsta, i podejmuje nierówną walkę na trzech krążownikach przeciwko ciężko opancerzonemu przeciwnikowi.

Mój komentarz - tak jakby była inna opcja, kiedy stawia się szkockich twardzieli, na niezłych okrętach, przeciwko ZUPEŁNIE dowolnemu przeciwnikowi.

Z około 12 kilometrów, w paskudnej pogodzie, z jednej strony strzelało niemieckich 9 luf 11", każde trafienie takim 320mm mogło zatrzymać czy ciężko uszkodzić każdy z krążowników Royal Navy. Z drugiej strony strzelały znacznie lżejsze działa 6 cali i parę 8 cali, które w zasadzie mogły Niemcom głównie farbę porysować. Ale punkt będący w tym, że strzelało tych angielskich dział mnóstwo i małe działa strzelały znacznie częściej niż większe... HMS Belfast i podobne, w szczycie, zanim ludziom w magazynach amunicji wysiadły słabe ludzkie ręce i nogi, może rzucały tylko 152mm ale w sumarycznym tempie rzędu 96 na minutę. Przemyśl to: przy dobrej pogodzie i sprawnej technice, i dobrej załodze, w cel rzędu 100m, z 10km trafiał pocisk jak ciężkiego działa lądowego, częściej niż CO SEKUNDĘ. A teraz: razy trzy.

W warunkach sztormu zimowego na Morzu Barentsa, Niemcy nikogo nie trafili. A krążowniki brytyjskie trafiły tylko dwa razy, ale DOBRZE TRAFILI. Jeden pocisk, najważniejszy w całej bitwie, z HMS Norfolk albo z HMS Belfast, rozniósł w drzazgi główny nawodny radar Scharnhorsta.

Niemcy nagle oślepli w śnieżnej zadymce nocy polarnej, musieli strzelać z celowania lokalnego, celując "na błyski" dział krążowników RN (ciekawostka: nie ułatwiało, że akurat RN zaczęła przechodzić na proch o zmniejszonym błysku, dwa z trzech okrętów już takiego używały).

Ale Bey tylko oślepł, nadał miał przewagę ognia i prędkości - zawrócił na południe, odrywając się od zajadłego Burnetta i jego krążowników, a przy tym próbował odciągnąć go od konwoju, który gdzieś tam musiał być; dobrze wiedział, że nie trafił na taki zespół RN przypadkiem.

Zaczęła się mordercza zabawa w kotka i myszkę, tylko nie dla wszystkich było jasne, kto tu jest kotkiem, a kto myszą.

Bey po oderwaniu się zaczął wielkie koło z powrotem na północny wschód, żeby obejść 10 eskadrę i może jednak dopaść konwój.

Burnett, którego krążowniki rozwijały w tym stanie morza góra 24 węzły podjął cholernie ryzykowną decyzję - zamiast gonić za Niemcami próbując utrzymać niepewny kontakt radarowy, "ściął półkole" hipotetycznie zataczane wkoło niego przez Scharnhorsta i poszedł "po cięciwie" łuku. Ale przy tym tracąc kontakt z Niemcami, gryzł się tym jak diabli (i był za tą ryzykowną decyzję później krytykowany; admirał Fraser zawsze go bronił). Jednak niebawem okazało się, że doskonale zgadł intencje Beya - zaraz po południu znowu wpadli na siebie.

W kolejnej nierównej wymianie ognia Niemcy mieli więcej szczęścia - dwa pociski trafiły najciężej uzbrojony HMS Norfolk, obezwładniły jedną wieżę 8" i uszkodziły radar krążownika, były ofiary w ludziach. Tym razem angielskie krążowniki nie trafiły, a niszczyciele nie były w stanie wyjść na pozycje ataku torpedowego wzg. chybkiego i gibkiego Scharnhorsta, przy takim stanie morza.

Ale Bey jednak znowu zawrócił na południe, znowu wykorzystując przewagę prędkości i odrywając się od ścigającej go 10 eskadry pod zajadłym Burnettem. W ciągu paru godzin pościgu zaczęły wysiadać maszynownie Sheffielda i Norfolka, w końcu tak naprawdę pancernik ścigał tylko HMS Belfast... Ale Niemcy nie mieli sprawnego radaru, nie mogli bezkarnie rozstrzelać goniącego krążownika. A Burnett nie strzelał, za to ciągle namierzał Scharnhorsta, bo co jak co, ale radary miał sprawne, i ciągle transmitował pozycję Niemców.

Co pozwoliło Fraserowi, odbierającemu ten przekaz, wypracować idealny kurs na przechwycenie samotnego pancernika. HMS Duke of York ciężko parł w strasznej pogodzie, Fraser wysłał wszystkie niszczyciele przodem, wszyscy wiedzieli, za już, zaraz, będą mieli Scharnhorsta na widelcu.

O 16:17 Duke of York złapał Scharnhorsta na radarze dozorowym z 41 kilometrów.

O 16:32 radar artyleryjski - precyzyjny, celowniczy - złapał cel z 27 kilometrów.

Fraser wydał ostatnie rozkazy.

O 16:48 Burnett otworzył ogień na HMS Belfast, na pozycję z radaru - ale nie pociskami bojowymi, tylko oświetlającymi. Ciężkie magnezjowe flary na spadochronach zamieniły polarną noc w prawdziwy dzień, ujawniły zupełnie nieprzygotowanego do "zabawy" Scharnhorsta, z działami w osi okrętu.

Niemcy nagle zdali sobie sprawę, że nie są kotkiem w tej zabawie, ale myszą, ale zanim się porządnie zdziwili, z odległości około 11km, z ciemności, spadła na nich pierwsza salwa Duke of York, cholernie celna, zablokowała obie przednie wieże (w sumie w całej bitwie, strzelając "na radar" Duke osiągnął około 60% skuteczności). Kolejna salwa Anglików rozniosła hangar wodnosamolotu, zaczęły się pożary. Bey przyspieszył i próbował oderwać się od niespodziewanego ciężkiego przeciwnika, ale zachodziły go od drugiej strony krążowniki Burnetta.

Bey wiedział, że jest w pułapce, o 17:24 wysłał sygnał do Kriegsmarine "Jestem otoczony przez ciężkie okręty". Ale Niemcy walczyli do końca - nieco odrywali się od wolniejszych Anglików, dwa pociski 11" trafiły HMS Duke of York, w tym, w jakiejś ironii historii, odłamki które zasypały nadbudówki, zablokowały anteny radaru artyleryjskiego - ale nie poszedł on w drzazgi jak radar na Scharnhorscie. Porucznik Bates, w ciemności, w śnieżnym sztormie 8 Beauforta, na zalodzonych pomostach i drabinkach walczącego z falami okrętu, wlazł do anten i urządzeń, poustawiał mniej więcej anteny, zresetował żyroskopy stabilizacji, radar wrócił on-line w ciągu minut.

O 18:20 los Niemców został przypieczętowany - na maksymalnym zasięgu jeden stromotorowy ciężki pocisk 356mm z HMS Duke of York przebił dolny pokład pancerny uciekającego Scharnhorsta i rozwalił kotłownię numer 1. Prędkość pancernika spadła do 10 węzłów, po przełączeniu pary i naprawach wzrosła do 22 węzłów. Niby jeszcze nie stanęli w miejscu, ale teraz zaczęły ich doganiać niszczyciele RN.

Bey wysłał ostatni sygnał do Niemiec "Będziemy walczyć do ostatniego naboju". I tak też było.

Kiedy dopadły go niszczyciele (a szczególniej norweski Stord - jeśli myślicie, że tylko polscy marynarze byli całkowicie pierd... i ekstremalnie zmotywowani, nawet w porównaniu z twardzielami Szkotami, czy fanatycznymi nazistami, to znaczy, że nie spotkaliście "Wikingów na II wojnie", że tak powiem...), Bey próbował je wymanewrować, ale teraz było to pięć kotków kontra wielki spowolniony szczur.

Stord i Scorpion trafiły dwoma torpedami z prawej, Savage i Saumarez wsadziły Niemcom trzy torpedy z lewej. Pancernik znowu zwolnił do 10 węzłów, zapaliły się nad dymiącym okrętem kaskady pocisków oświetlających "niczym kandelabry", zaraz na pełnej k... nadleciał Fraser na HMS Duke of York, wznowił ogień z 10km. Na Scharnhorsta szła lawina stali ze wszystkich stron, 14" z Duke trafiały co chwilę, z HMS Jamaica szły seriami 6", o 19:15 z drugiej strony zaczął walić HMS Belfast. Zaraz potem wszyscy wystrzelili torpedy, Jamaica i Belfast, i reszta niszczycieli (w sumie około 55 torped zużyto w bitwie, nikt nie wie na pewno ile trafiło, mówi się o 11 potwierdzonych).

O 19:45 Scharnhorst przewrócił się i błyskawicznie zatonął.

6.

Można napisać wiele epilogów tej notki, tej bitwy; i wiele napisano.

Uratowano z lodowatej wody 36 z 1968 ludzi załogi Scharnhorsta, żadnego oficera.

Straty po stronie RN i Norwegów były nikłe, 21 zabitych, 11 rannych (głównie na niszczycielu Saumarez, który oberwał 11"; były ofiary na krążowniku HMS Norfolk po wcześniejszym starciu; w szaleńczych manewrach pod ogniem i przy tym stanie morza na Scorpionie i Stord zmyło trzech ludzi za burtę - zaginęło dwu, bo jakiegoś Wikinga - ultraszczęściarza zmyło za burtę, ale kolejna fala wrzuciła go, mocno raniąc, z powrotem na Storda...).

Wieczorem Fraser powiedział do swego sztabu "Panowie, bitwa z Scharnhorstem zakończyła się naszym zwycięstwem. Mam nadzieję, że jeśli kiedykolwiek zdarzy się wam stawiać czoła tak bardzo przeważającemu przeciwnikowi, będziecie dowodzić tak sprawnie, jak sprawnie Scharnhorst był dowodzony dzisiaj".

Zarówno w meldunku admirała Frasera po bitwie, jak i później w wywiadzie kapitana Russela (bezpośrednio dowodzącego Duke of York) obaj oficerowie podkreślali, że norwescy Wikingowie to jakaś inna bajka.

Bitwa była dobitnym dowodem na znaczenie radaru w II wojnie; admirał Karl Doenitz zanotował "Okręty nawodne nie są już zdolne walczyć bez efektywnego wyposażenia radarowego".

Była to jedna z nielicznych bitew ciężkich okrętów II wojny, gdzie nie było istotnego udziału samolotów. I ostatnia bitwa z udziałem pancerników na wodach wkoło Europy.

Wiceadmirał Robert Burnett został dowódcą Południowego Atlantyku w 1944, od 1947 dowodził bazą Plymouth, odszedł do cywila w 1950, zmarł w 1959.

Allied Battleships, Japan 1945Flota aliantów w zatoce Sagami, Japonia, 28 sierpnia 1945. Na pierwszym planie USS Missouri, za nim HMS Duke of York, nieco w prawo (oświetlony) bliźniak HMS King George VWiceadmirał Fraser dostał za "Bitwę pod North Cape" nie tylko Order Łaźni najwyższej klasy (GCB), ale co ciekawe także radziecki Order Suworowa pierwszej klasy. Na początku 1944 został "pełnym" admirałem, objął dowodzenie floty dalekowschodniej RN, od grudnia 1944 Brytyjskiej Floty Pacyfiku, współdziałającej z US Navy. Był w Zatoce Tokijskiej 2 września 1945, sygnował ze strony brytyjskiej dokumenty bezwarunkowego poddania się Japonii. W 1946 dostał tytuł barona Fraser of North Cape, w 1947 objął prestiżowe dowodzenie bazą Portsmouth (Portsmouth > Plymouth, gdzie objął dowodzenie Burnett). W 1948 został Pierwszym Lordem Morskim (wojskowym naczelnym dowódcą RN) i dostał stopień admirała floty. Jako Pierwszy Lord był przy wypracowywaniu założeń i tworzeniu NATO. Przeszedł na emeryturę w 1951, dożył aż do 1981; nie miał żony ani dzieci, więc tytuł barona nie przetrwał, i nie ma grobu, został pochowany na morzu.

Pancernik HMS Duke of York służył aktywnie do 1949, w 1957 zdecydowano o jego złomowaniu; poszedł na żyletki w Faslane, obecnie bazie morskiej RN ("byliśmy tam!").

Krążownik HMS Belfast zaliczył wiele różnych akcji, w tym bardzo aktywnie brał udział w lądowaniu w Normandii, pod znajomym admirałem Dalrymple-Hamiltonem. Anegdotycznie: kiedy odszedł "na chwilę" do Firth of Clyde, bodaj po amunicję, Winston Churchill ogłosił, że chętnie poogląda sobie "Szeregowca Ryana" na żywo, i ma zamiar popłynąć od Normandii na HMS Belfast. Próbowali go powstrzymać Supreme Allied Commander Dwight Eisenhower, jak też Pierwszy Lord Morski Andrew Cunningham (o nim też miałem notki), ale zatrzymać Churchilla udało się dopiero królowi Jerzemu...

Po zakończeniu wojny w Europie HMS Belfast wylądował na Dalekim Wschodzie i kręcił się tam między Chinami, Koreą a Japonią aż do 1950, kiedy wybuchła Wojna Koreańska. Brał w niej aktywny udział w ramach sił nawodnych Narodów Zjednoczonych, współdziałając z Amerykanami (którzy skądinąd byli pod wrażeniem szybkostrzelności i celności 6" "zabytków").

W 1952 wrócił do Anglii, nie było jasne, czy pójdzie do modernizacji, czy na złom - starsze okręty wymagały dużej załogi, automatyzacja nadciągała, budżety powojennej RN malały. Jednak poszedł do modernizacji w 1955, która zmieniła kierowanie ogniem, uzbrojenie średnie i przeciwlotnicze, instalacje, ale też nadbudówki (na zupełnie nowe, zamknięte, odporne na broń ABC), maszty, wiele szczegółów. Wrócił do służby w 1959, ale w nowej epoce okręty wyposażone wyłącznie w lufy miały coraz mniej sensu; popływał trochę po świecie, już w 1963 odstawiono go do rezerwy.

Około 1967 Imperial War Museum zaczęło się rozglądać za wieżą 6", żeby sobie jakąś postawić na trawniczku, zanim wszystkie wieże 6" wylądują w hucie. Przewijając nieciekawe szczegóły: około 1968 zrobiło się tak dziwnie, że z wieży 6" na trawniczku wykluł się projekt i komitet "umuzualnienia" całego krążownika, a HMS Belfast był w najlepszym stanie. I chociaż rząd ustami gryzipiórka zadecydował, że jednak złom jest cenniejszy niż historia, i okręt czekał już na złomowanie, prędziutko sformowany w 1971 Trust wylobbował ocalenie okrętu (skądinąd, mając w parlamencie posła, który był po wojnie kapitanem krążownika, i posła - byłego artylerzystę krążownika, który był pod North Cape i w Normandii...). Okręt przekazano Trustowi, nieco wyremontowano i od 1971 udostępniono publiczności; potem przejęło go jednak Imperial War Museum.

HMS Belfast, LondonOkręt osadzono na Tamizie koło Tower Bridge, naprzeciw twierdzy The Tower, jest pomalowany w kamuflażu z II wojny, choć nadbudówki itp. są już z 1960. Ciekawostką jest, że maszty zostały przywrócone do stanu mniej więcej z II wojny za pieniądze rosyjskie w 2010. Rosjanie pamiętają pomoc konwojów arktycznych, jacyś ich biznesmeni zebrali wtedy pół miliona funtów, a nowe-stare maszty zrobiła Stocznia Północna z St. Petersburga. Inną ciekawostką są przednie wieże - ich 6" działa są podniesione, wycelowane w MOP London Gate na autostradzie M1, jakieś drobne 19km od krążownika...

Nawet jeśli to nie jest do końca taki sam HMS Belfast, jak w 1943, to jednak jest TEN SAM okręt, który strzelał w śnieżnym sztormie polarnej nocy do Scharnhorsta, te same wieże i maszynownie, kadłub i różności. Tam stali i walczyli ci ludzie, pod dowództwem zahartowanych Szkotów.

Poleca się zwiedzić, jeśli ktoś będzie w Londynie. "Byliśmy tam!", rzecz jasna.


(Pretekstem do notki, zamierzonej dawno temu, stała się wrzutka kolegi Janka, który opublikował ładne zdjęcia z muzeum HMS Belfast. Moje nieliczne wiszą gdzieś tam w kącie.

Edit: Kolega Igor też ma bardzo ładną notkę techniczno-fotograficzną o HMS Belfast)





SpeX
Mon, 8 Jun 2026 00:16:21

Arek
Mon, 8 Jun 2026 13:04:31
Fantastyczny wpis, stary, uwielbiam Twoje notki o okrętach.

Boni avatar Boni
Mon, 8 Jun 2026 16:31:47
Dzięki za dobre słowo.

Dorzuciłem do notki parę zdjęć; ulubione z kotwicowiska pancerników pod Japonią w 1945 i zapomniałem, że przecież w banerach mam też HMS Belfast i okolicę.

Oraz nieco mnie rozbawiły przypadkowe "słowa dnia" (to było a propos jakiegoś zdjęcia kawałka nowoczesnego okrętu w newsach itp. i żona zapytała, co to za okręt, a ja, że skąd mogę wiedzieć), jakże adekwatne.

igor
Mon, 8 Jun 2026 19:58:01
O, Belfast, też byłem i #mamotymnotkę. Ale nie mam takiego talentu do marynat. Twoje opisy bitew są takie, że zaczynam sprawdzać ścieżkę ewakuacji i szukać gaśnic.

charliebravo
Tue, 9 Jun 2026 10:16:12
@notka
Świetnie Ci wychodzi opowiadanie jeszcze raz w sumie dobrze znanych historii. Jak dla mnie unikatowe przyprawy do marynaty to kąt "technika w praktyce" plus "czynnik ludzki na szerszym tle". Bardzo dobre.

@radary
O ile się orientuję, niemiecki Seetakt nie był radarem artyleryjskim. Radary oparte o fale metrowe nie mają wystarczającej precyzji "z natury". Żeby to poprawić używano różnych tricków, na przykład "przełączania płatów" (radar generował na zmianę dwie lekko przesunięte wiązki a różnica między odbiciami służyła do korygowania), albo takich wynalazków jak wirująca wiązka (późniejsze wersje Wurzburga). Producent Seetakta, firma GEMA oferowała przed wojną przełączanie płatów, ale w Kriegsmarine uznano to za zbędne...marynarze niemieccy sobie jakoś tam radzili ale strzelać precyzyjnie się nie dało. Więc od początku przy złej widoczności byli na gorszej pozycji, a po zniszczeniu radaru "oślepli".

Oraz: lądowym odpowiednikiem Seetaktu była Freya, radar wczesnego ostrzegania ("widzi daleko ale nie precyzyjnie"), do naprowadzania myśliwców lub strzelania służyły Wurzburgi. Które nie miały morskiego odpowiednika.

Belfast prawdopodobnie strzelał na morski radar "Type 284". Też fale metrowe, ale dedykowany do strzelania artylerią główną i wyposażony w przełączanie płatów. Zresztą rewolucja mikrofalowa była w trakcie i rok później zaczęto wymieniać je na "Type 274" na falach centymetrowych (i chyba taki radar ma HMS Belfast teraz). Brytyjskie okręty były zresztą obwieszane radarami jak choinki, było wiele dedykowanych typów do różnych rzeczy (sytuacyjne, wczesnego ostrzegania przeciwlotniczego, do strzelania główną artylerią, do strzelań przeciwlotniczych...). W omawianej bitwie i Belfast i Duke of York używały do wykrywania przeciwnika "Type 273", już centymetrowego.

@różnice techniczne
Zacząłem sobie myśleć "a jak by wyglądała ta wojna jakby to Niemcy a nie Brytyjczycy z Amerykanami mieli lepsze radary". Bo i Bismarck, i Scharnhorst, i może nawet Graf Spee miałby większe szanse. Ale to i tak "lepsze noże" przeciwko broni maszynowej jaką była Enigma.

@różne okręty
Też byłem na Belfaście, robi wielkie wrażenie choć smutno że nie Warspite. A ponieważ pracodawca polecił mi podróż służbową do niezbyt fajnego kraju, to na pocieszenie kupiłem sobie bilet na USS New Jersey (Iowa class).

janek.r
Tue, 9 Jun 2026 11:59:55
@radary
W okresie przedwojennym Niemcy byli znacznie bardziej zaawansowani technologicznie, niż Wielka Brytania.
Dwie historie wzajemnych nieporozumień (nie pamiętam tytułu książki, niestety).
1. Niemiecka ekspedycja na sterowcu miała sprawdzić czy GB ma radary i jakie. Sprzęt na pokładzie sterowca bez problemu wykrył emisje radarów ochrony wybrzeża, ale nie rozpoznano ich jako takich.
Brytyjskie radary korzystały wtedy z częstotliwości w okolicach 100 MHz, a Niemcy byli już znacznie dalej z techniką. Eksperci uznali, ze to niemożliwe, żeby sprzęt brytyjski był aż tak zapóźniony i zakwalifikowali sygnały jako bliżej nieokreślone stacje naukowe.
2. RAF zorganizował wyprawę samolotów ze sprzętem elektronicznym w celu sprawdzenia możliwości i zasięgu niemieckich radarów. Polecieli i wykonali zadanie całkiem dokładnie.
Jednak dowódca uznał, że wyniki są niewiarygodne.
"Gdyby miał taki sprzęt, jak tu panowie opisujecie, potrafiłbym zorganizować obronę przeciwlotniczą tak, że do połowy drogi byście nie dolecieli"
I miał rację, potrafiłby, ale widocznie dowództwo niemieckie nie miało dość wyobraźni, żeby zrozumieć, co dostali od uczonych i inżynierów.

Po wybuchu wojny badania brytyjskie poszły ostro do przodu i już radary H2S zdecydowanie wyprzedziły technikę niemiecką.

Tue, 9 Jun 2026 13:13:29
Wciskam wirtualny kciuk w górę i klikam subskrybuj. Oczywiście, komentarz dla zasięgów.

Boni avatar Boni
Tue, 9 Jun 2026 14:49:08
Ponownie, dzięki wszystkim za dobre słowo.

@igor

Przepraszam, zapomniałem, że masz fajnego bloga, zaraz podlinkuję pod notką twój wpis o HMS Belfast.

@radary

Tak konkretnie, radar celowniczy na Duke to był 284P, czyli "284 trzeciej generacji" w RN, a na HMS Belfast raczej też już 284P (wcześniej miał podobny 284M). Oba 600MHz/50cm, 150kW, z przełączaniem dwu wiązek itd. wypasami, nie powiedziałbym, że to "radary pasm metrowych". Spoko wystarczały do trafiania celu wielkości Scharnhorsta; pisząc pamiętałem że Duke osiągnął ok. 60% skuteczności strzelania "na radar" w tej paskudnej pogodzie, znalazłem ten detal: 31 z 52 salw pełnoburtowych 14" obramowało Scharnhorsta. BTW jak często bywało, więcej było szkód na Duke od podmuchu własnych dział (szczególnie tylnej poczwórnej wieży, w pościgu pewnie strzelającej mocno "w przód"), niż od tych paru niemieckich pocisków 320mm i 150mm, które trafiły ich solidnie opancerzony okręt.

W kwestii "nierównego" rozwoju angielskich i niemieckich radarów IIRC wszystko tłumaczy to, że Niemcy zafiksowali się na lampach i szybko doszli do granic fizycznych, stąd mieli dobre rozwiązania JAK NA LAMPY, a Anglicy rozwijali wolniej, ale też dłubali w magnetronach i na nich "dojechali" znacznie dalej. Może i Freya była OK z 1.2m wzg. tych krowiastych rozwiązań UK z początku wojny, ale jw. już w 1942-43 50cm były u Aliantów powszechne, i wchodziły już nisko-centymetrowe. IIRC chyba do końca wojny Niemcy nie wierzyli, że UK/US mają radary zdolne wykrywać peryskopy i zmyślali wszelkie możliwe teorie/przeciwdziałania "co też zdradza Ubota", bo skuteczny radar morski/lotniczy mapujący, w klasie 3cm/10GHz, był po prostu SF dla nich.

Boni avatar Boni
Tue, 9 Jun 2026 16:30:30
BTW na intencję notki zrobiłem sobie parę razy tę końcową bitwę North Cape w grze Ultimate Admiral - Dreadnoughts. I nawet już całkiem całkiem symuluje historię (tzn. jeśli ręcznie ustawiać i sprawdzać detale okrętów np. wagomiar pocisków, pancerze, radary, tonaż itp. a nie tylko aby wygląd i kaliber się zgadzały) - w pogodzie "zła/burza" i "wieczór/noc" Duke plus Belfast i bliźniak a la Jamaica roznoszą na kopach Scharnhorsta. Nawet bez niszczycieli, bo mi się nie chce tłumu (i tak przeważnie krążowniki, jeśli AI sterowane, raczej przeszkadzają i próbują koniecznie zderzyć się z Duke). W momencie kiedy Niemcy toną podziurawieni jak sito Duke osiąga 60-70% skuteczności dział 14"; do torped wcale nie dochodzę. A Scharnhorst strzela o wiele szybciej, ale jeśli osiąga 7% celności to jest nieźle, no i zawsze najwyżej farbę podrapał na Duke. Nawet ofiary się zgadzają, przeważnie małe kilkadziesiąt na Duke i ska, i >1200 Niemców.

charliebravo
Tue, 9 Jun 2026 17:21:42
@książki o radarach
Jest wiele, najlepsza jaką czytałem to "Radar History of the Second World War" Browna. Tam jest dużo takich "śmiesznych nieporozumień"

@H2S
Obrazowanie terenu pod bombowcem może robić wrażenie, ale samo urządzenie i jego udział w wojnie jest kontrowersyjny, bo:
1) W praktyce jako cele najlepsze były "miasta z dużą ilością wody", bo kontrast woda/ląd był dobrze widoczny
2) No właśnie, miasta jako cele bo pozwalał dobrze trafić w miasto, istniały systemy lepszej dokładności na przykład hiperboliczne
3) Niemcy wykrywali emisje H2S i używali ich do namierzania
4) "Dzięki" H2S Brytole podali Niemcom magnetron wnękowy na tacy ("Rotterdam Gerät") na początku 1943. Na szczęście z wdrożeniami się spóźnili.

@radary Alianckie i Niemieckie
"1942-43 50cm były u Aliantów powszechne". Niemcy właściwie od takich zaczynali, produkcja 1940, technicznie bardzo długo mieli przewagę. Istotnie magnetron wynaleźli Brytyjczycy (i dali Amerykanom) i od tego dopiero zaczyna się techniczna przewaga Aliantów. Tylko jako przykładu nie używałbym H2S, tylko raczej takie rzeczy jak lotnicze radary do przechwytywania bombowców, namierzania okrętów podwodnych czy wreszcie SCR-584.

Największym problemem Niemców (i nie tylko, Pearl Harbour!) był brak zrozumienia, szczególnie pośród wyższego dowództwa, potencjału radaru mimo podawania na tacy. Mieli dobry sprzęt ale "prostych" operatorów i co gorsza niezbyt zainteresowaną hierarchię. Brytyjczycy odwrotnie, słaby sprzęt ale świetnych ludzi, od dołu aż do samej góry ("Dowding system").

@wykrywanie okrętów podwodnych
Wydaje mi się że jak H2S spadł z nieba, to już wiedzieli że radar może. Do końca wojny nie połapali się: 1) że Enigma jest łamana, i 2) że krótkie transmisje z których tak dumne było ubootwaffe można namierzać HF/DF (mimo że w 1926 w ogólnodostępnym czasopiśmie naukowym Watson-Watt opisał odkrycie, które oryginalnie służyło do namierzania burz).

janek.r
Tue, 9 Jun 2026 21:04:46
@Niemieccy inżynierowie
Po pierwszym brytyjskim ataku z użyciem pasków folii, który faktycznie oślepił radaru już w ciągu kilku dni znalazło się rozwiązanie.
Pewien inżynier rozważał ten problem teoretycznie już dawniej i dość szybko wdrożył w praktyce - obraz był beznadziejny, ale jakiś był.

Boni avatar Boni
Wed, 10 Jun 2026 10:54:25
@radary

Nie wypowiadam się za bardzo, bo na radarach znam się jeszcze mniej niż na okrętach, a co czytałem, to zapomniałem, ale mam wrażenie, że jednak coś z rodziny H2S było ważnym przełomem na morzu. IIRC jeszcze w klasie 9cm ktoś testował H2S czy włączył nad wodą (jw. kontrast był ładny) i skojarzył, że skoro widać TAKIE detale na tle wody, to peryskop TEŻ da się już wypatrzyć.

charliebravo
Wed, 10 Jun 2026 14:59:58
@walka z dipolami
To też była śmieszna historia, bo paski folii wynaleźli i Anglicy (Joan Curran) i Niemcy. Jedni i drudzy przerazili się że jeśli druga strona się dowie, to ich własne radary będą z dnia na dzień bezużyteczne i "trzymali pod kocem". Dopiero przy masowych nalotach na Niemcy RAF zaczął używać i wtedy Niemcy w panice zaczęli kombinować (wcześniej nie było wolno nawet eksperymentować z). Były różne wynalazki, od zmiany częstotliwości aż po jakieś Dopplerowskie pomysły, pomagały ale nie było "z powrotem dobrze".

@H2S na morzu
Zdaje się że ASV Mark III to był niemal dokładnie (potem modyfikowany) H2S. ZTCP nie chodziło o "wypatrzenie peryskopu", marne szanse na morzu na którym byle fala to odbicie. Bardziej możliwości typu "konwój z 40 mil, kiosk okrętu podwodnego z kilku". A to co "dawał" konkretnie H2S to wyświetlacz typu PPI, wcześniejsze miały jeszcze "azymut i odległość osobno" i bodaj skanowanie ręcznie.

Codiac
Wed, 10 Jun 2026 17:12:55
Ja się na radarach nie znam, więc nawet nie będę próbował nic w temacie. Chciałem tylko wyrazić uznanie dla kolejnej przepysznej marynaty, jak również żal że nie zrobią na jej podstawie filmu, bo niektóre kawałki to są całe gotowe sceny - szczególnie podoba mi się to wystrzelenie magnezjowych flar żeby podświetlić cel dla cięższych kolegów. Ale też jestem przekonany, że przy tym Norwegu którego druga fala wrzuca znowu na okręt to by niejeden marudził, że nierealistyczne.

Boni avatar Boni
Wed, 10 Jun 2026 18:47:09
@Codiac

Taa, Wikingowie w tej bijatyce to była inna kategoria twardzielków, miałem rozszerzyć o nich w notce, mogę teraz:

Marynarz wyrzucony a potem podrzucony nazywał się Georg Sulen, nie znalazłem jak bardzo poranił go "powrót" na niszczyciel, ale "skończył w szpitalu okrętowym razem z poranionymi Niemcami ze Scharnhorsta". Ten drugi zaginiony nazywał się Paul Lea, poleciał do morza, kiedy przez rufę niszczyciela przeszła fala, która raczej gwałtownie zdemontowała jeden tor bomb głębinowych, 12 ciężkich bomb, trochę drobniejszego sprzętu, no i zabrała jego jednego. Komentarz był, że dziwne, że po tym uderzeniu ktokolwiek na rufie został z załogi, a nie, że stracili tylko jednego.

Kapitanem Storda był fenomenalny Skule Valentin Storheill (+17 do ataku za samo imię i nazwisko). Stord był jego trzecim niszczycielem "na obczyźnie", drugi HNoMS Eskdale zatonął pod nim jakoś tak w kwietniu 1943, w bitwie ze ścigaczami niemieckimi w Kanale. Co robi Stornheill po takiej "niedogodności"? Występuje o dobrowolne obniżenie rangi z komandora na komandora porucznika, żeby przypadkiem nie wylądować za biurkiem, za to objąć następnego, Storda, na którym w Boże Narodzenie rozbijał się wkoło Scharnhorsta. A jak piszę "wkoło", to k... znaczy "wkoło": Stord odpalił torpedy z około 360m. Dla ustalenia uwagi, Scharnhorst miał długość 240m, CEL MA DWIEŚCIE CZTERDZIEŚCI, ODLEGŁOŚĆ TRZYSTA SZEŚĆDZIESIĄT. Zdaje się chciał być pewny, że trafią niczym w stodołę z przyłożenia; tylko że stodoła odpowiadała ciężkim ogniem (np. HMS Saumarez mocno oberwał wtedy). No i na widok takiego ataku to nawet szkockim i angielskim zawodowcom oko zbielało.

Służył cały czas i przeżył IIWW, potem dosłużył się stopni admiralskich, już w '50 był szefem sztabu Royal Norwegian Navy, potem głównodowodzącym, itd. itp. Był względnie młody, dożył 1992.

FIol
Fri, 12 Jun 2026 10:45:43
Trzysta sześćdziesiąt metrów?! Jezu, aż sobie to nakreśliłem na zwykłej kartce w kratkę, przecież na takie odległości to w II WŚ to waliło się do czołgów z 37mm armat ppanc.
Teraz szukam czy ktoś strzelał torpedy z bliższej o0dłegłości, może pod Balikpapanem w 1942, ale tam walili do transportowców a nie do pancernika, może gdzieś w nocnych starciach koło Guadalcanal, ale tam zespoły wpadały na siebie niejako z zaskoczenia w nocy, a ten Norweg zrobił to dobrowolnie?

Jedno trafienie z dział głównego kalibru i pisalibyśmy o nim inaczej.

Boni avatar Boni
Fri, 12 Jun 2026 11:07:04
@Fiol

Taa, na początku też mi się wyobraziło, że to jak strzelanie z panzerfausta do ciężkiego czołgu, z jakichś 30m; tylko że nie w zasadzce czy walkach w mieście, ale na pustym placu i czołg odpowiada ogniem... Ale pogoda i prędkości robiły różnicę, co nie.

Skądinąd, może w tym szaleństwie była niewielka metoda, może działa Scharnhorsta nie mogły obniżyć się dostatecznie, żeby wycelować do niszczyciela o 360m; takie rzeczy zdarzały się na ciężkich okrętach vs. ścigacze czy torpedowce. Może dlatego w tych momentach strzelali do bardziej odległego HMS Saumarez na drugiej burcie i nawet go trafili, wzg. słabo, bo zdaje się 11" przeciwpancernym (pewnie ładowali ciągle przeciwko Duke of York) i "tylko" rozwalili dalocelownik niszczyciela i nadbudówki, 11 zabitych, 11 rannych. Oczywiście, każde trafienie 11" w maszynownię czy mostek itp., to potencjalny zgon niszczyciela.

Inna sprawa, że w teorii i w planach takich walk, to Niemcy mieli dość dział średnich, żeby rozstrzelać Norwegów w konfetti, ale jw. pogoda, prędkości, no akurat Storda nie trafili.

Codiac
Fri, 12 Jun 2026 11:35:57
Ja się nie znam, ale to brzmi oczywiście bardzo ryzykownie, ale też trochę jak dobre wykorzystanie okoliczności przez Norwegów. Niemcy mają rozwalony radar, muszą celować na widoczność, jest ciemno. Do tego celów sporo i nawalają do nich z różnych stron. Mamy dwa okręty w odległości pozwalającej odpalić torpedy z lewej i dwa z prawej, plus cały czas strzelający z dział pancernik (no i w ogóle wszystko, tej stali lata tam mnóstwo i ciągle w nich trafia, nawet nie umiem sobie wyobrazić jak to robiło na psychikę). Niemcy mają ograniczoną liczbę dział, jeśli te są obrócone w drugą stronę to coś innego uznają za większe zagrożenie.

To oczywiście nadal cholernie brawurowe i mogło się skończyć bardzo źle. Ale chcę wierzyć, że nie było to głupie, tylko skalkulowano ryzyko i uznano, że walka w grupie pozwala je podjąć.

charliebravo
Fri, 12 Jun 2026 13:59:48
@torpedowanie z przyłożenia/Gualdacanal
Coś mi się kołacze po głowie że w którejś z akcji Tokio Express vs amerykańskie ścigacze torpedowe wystrzelono torpedę na tyle blisko, że ponoć trafiła ale nie wybuchła bo zapalnik nie zdążył się uzbroić. Próbowałem znaleźć szczegóły ale nie potrafię, za to odkryłem że ścigacze (takie jak PT-109 późniejszego prezydenta Johna Kennedy'ego) były w gruncie rzeczy brytyjskim projektem niejakiego Huberta Scotta-Paine'a. A ten zajął się szybkimi łodziami po tym jak znudziły mu się samoloty, które produkował jako właściciel niszowej firmy Supermarine...TEJ Supermarine.


Boni avatar Boni
Fri, 12 Jun 2026 14:20:05
@charliebravo

Kwity z pralni mówią: 200 jardów = 180 metrów (jeśli nowsze Mk13, których ścigacze US Navy używały gdzieś od połowy 1943; podejrzewam, że starsze Mk8, te w ciężkich rurach, uzbrajały się na podobnych dystansach). W nocnej bitwie i zamieszaniu (BTW na dystansach zmierzających asymptotycznie do zera ;) przecież ten PT Kennedy'ego został po prostu rozjechany przez niszczyciel japoński, odległość -10m...) całkiem prawdopodobne, że coś się nie uzbroiło. Przy podwodniakach i zrzutach z samolotów też się zdarzało; adrenalina, wąziutkie "window of opportunity", zła ocena odległości, nieznajomość własnych torped, itd itp.

Gammon No.82
Mon, 6 Jul 2026 12:31:21
@janek.r
nie pamiętam tytułu książki, niestety

Jeżeli po polsku, to typuję: Brian Johnson, Sekrety drugiej wojny światowej. Wojna mózgów albo Alfred Price, Narzędzia mroku. Historia walki radioelektronicznej 1939-1945.




 

Engine: Anvil 1.08   BS