Na tle grzebania i researchu do książeczki, i zmyślania "na grubo" różnych marynistycznych kawałków, ulęgła mi się notka około-marynistyczna, ale raczej nie "rapiery" tylko "przetoka jelita grubego do mózgu". I może z jakąś ogólniejszą
le freksją na podstawie.
1.
Jeden z ważniejszych obecnych programów US Navy to program nowych fregat typu
Constellation. Idea była zupełnie normalna i OK: USN potrzebuje dużo nawodnych "koni roboczych" do patrolowania, eskorty lotniskowców, itd. na całym świecie. Sukcesywnie wycofuje się krążowniki
Ticonderoga, zostało z 9 aktywnych, do około 2029 wszystkie będą w rezerwie. Zastępują je niszczyciele
Arleigh Burke, jest ich ponad 70 i buduje się je nadal; ale przez dekady doszły już do wyporności (i ceny...) krążownika. A pomału projektowani następcy, projekt DDG(X) czyli Next-Generation Guided-Missile Destroyer mają być JESZCZE więksi i drożsi, jak 13500 ton do ok. 10000 ton.
(Dygresja: nomenklatura flot "zachodnich", chyba z powodów budżetowo-politycznych, puściła się poręczy i obecnie jest mega-burdel. "Tradycyjnie" od II wojny i przez Zimną Wojnę krążownik to było coś od ok. 10tys ton w górę (aż po ruskie monstra jak
Kirov 25-28tys), apex predator, samodzielny okręt oceaniczny. Niszczyciel to było coś >5000 ton, z połową siły rażenia krążownika i mniej samodzielny. Fregata coś <5000 ton, z jeszcze mniejszą siłą ognia niż niszczyciel, często bardziej wyspecjalizowana (bo na mniejszych okrętach nie da się upchnąć uniwersalnie "wszystkiego"). Korweta <2000 ton, jeszcze bardziej uproszczona, i "w dół" aż po prawie-ścigacze. Wszystko to było logiczne i poukładane naturalnie, z powodów wielkości, wyporności i "ile da się zmieścić". Ale za ostatnie dekady, przez głupotę polityków, lobbystów i księgowych po prostu zafałszowano ten obraz i klasyfikację w języku polityki, mediów i flot, stąd w USN planowane "niszczyciele" 13tys ton (bo "NIE MA MOWY O KRĄŻOWNIKACH, WCALE NIE"), czy japońskie "niszczyciele helikopterowe" ("WCALE NIE ROBIMY LOTNISKOWCÓW"), czy wcześniej spuchnięcie niszczycieli do 8000 ton pod koniec Zimnej Wojny (przecież krążowniki
Ticonderoga postawiono na kadłubie niszczycieli
Spruance), itd. itp.)
Wracając do tematu: brakuje w USN czegoś pośredniego, prawdziwego niszczyciela, ale z nowoczesną techniką systemu radarowo-rakietowego Aegis i powiedzmy połową siły ognia
Burka (tak jak kiedyś
Arleigh Burke miał dać połowę efektów
Tico, albo jak fregaty
Oliver Hazard Perry (takie jak polskie flagowce) miały uzupełniać cięższe i droższe
Spruance, albo jak niesławny
Littoral Combat Ship miał zastąpić OHPy).
Stąd wziął się projekt fregat
Constellation kodowo zwany FFG(X) w 2017, w duchu zastąpienia w końcu OHaPów, których większość już na złomie albo rozdana, jak Polsce.
Założono dość rozsądnie, że można by kupić jakiś projekt czy licencję, bo po 2010 było parę nieźle wdrożonych nowych typów fregat na świecie, europejski FREMM, hiszpańska F100 z systemem Aegis (!), czy niemiecka MEKO (akurat nieco za mała dla USN, bo prawdziwa fregata, a nie "księgowo-polityczna", ok. 3500 ton).
Padło na licencję i producenta fregat FREMM, konsorcjum francusko-włoskie. Kontrakt na pierwszą w 2020 opiewał na ok. 800M$.
I wtedy się zaczęło. To jest: okazuje się, że nie szło przecież o to, żeby zbudować szybko i tanio 10 czy 20 fregat, ale żeby bawić się w ich projektowanie i "adaptowanie na potrzeby US Navy i nowych technologii". Oraz, że w zasadzie zamówiono prototyp BEZ zatwierdzonego projektu, i nie tylko prototyp...
Projekt natychmiast spuchł do >7000 ton. Ale jw. o klasach okrętów, "a co nowego". Ale też dostał przekombinowany napęd (wymagający prototypów i testów na lądzie...), full Aegis system, "i frytki do tego".
Na serio zaczęto budowę prototypu w 2024, cztery lata po zamówieniu i z planowaną 3 letnią obsuwą w dostarczeniu... Tak naprawdę stocznia nie może nic istotnego skończyć, bo w 2025, po pięciu latach od ZAMÓWIENIA, US Navy NADAL okręt projektuje. Żeby w ogóle coś zarobić, pomimo braku postępu i przedłużania się procesu, stocznia wydębiła zamówienie na drugą sztukę i bodaj położyła stępkę, żeby uruchomić kolejne transze kasy. W międzyczasie z około 85% zgodności projektu FFG(X) ze źródłową europejską FREMM pozostało tylko około 15%... Aha, oryginalnie ceny były rzędu 1.3G$ i 1G$ za te pierwsze sztuki, ale wyciekło do projektu sporo kasy okrężnymi drogami, na razie zbudowano jakieś 0.5 fregaty za te miliardy. No i mówi się, że jeśli cena w skali programu dla 10 fregat nie wzrośnie jakieś 40%, to cud będzie.
Rząd US postawił ultimatum Navy, że specyfikacja i dokumentacja projektu ma być zatwierdzona o ile pamiętam w maju 2025, bo jak nie, to kasa zostanie zakręcona.
Co poszło nie tak? Dlaczego kiedyś US Navy potrafiła budować okręty całkiem rozsądnie, w krótkich "seriach" ostatnio zwanych "Flight" - czyli np. budujemy 74 niszczyciele
Arleigh Burke ale co parę sztuk ulepszając je bez rewolucji, czyli w czterech mini-seriach. A teraz po 5 lat nie mają nawet skompletowanego i zamkniętego projektu okrętu, nie mówiąc o okręcie, i nie jest to jakaś rocket science czy ultra-zakręcony
Zumwalt, tylko zwykła fregata, bazująca na sprawdzonym projekcie...
Moje zdanie jest, że po prostu mamy tu wzorcowy przykład, że w nowoczesnym świecie tzw. Zachodu, po latach powszechnie sp...nej edukacji i wychowania ludzi a nawet całych społeczeństw, po prostu od pewnego poziomu zarządzania, polityki, w dowolnych organizacjach, w praktyce nikt za nic nie odpowiada, a nawet - nikt za nic nie ponosi odpowiedzialności.
Na przykład projektem FFG(X) od 2019 zarządza od strony konstrukcji i Navy kontradmirał Tom Anderson, zapewne człowiek sukcesu. Jego największym sukcesem poprzednio był LEGENDARNIE nieudany projekt Littoral Combat Ship, który miał pierwotnie zastąpić fregaty OHP, no ale nie pykło, więc "doświadczony" admirał dostał projekt FFG(X) do zabawy.
I tak się to wszystko kręci w USA, i w większość tzw. Zachód też. Ale już niedługo, bo kiedy kasa się skończy czy dolar zdechnie, wróci do łask merytoryczna kompetencja w DOWOŻENIU efektów, a nie dowożeniu emocji, bajek i zapewnień. Będzie to o wiele za późno, ale widocznie na nic lepszego ten świat nie zasługuje.
2.
Z ciekawostek i researchu do książeczki, powiedzmy o późnych latach '90 we flotach, trafiłem na fajny punkt w czasie i przestrzeni, pokazujący, kiedy solidna technika, logistyka stoczniowo-wojenna zmieniła się w "mam świetny pomysł, więc go wylobbuję, a potem naprawimy to panu programowo albo machaniem rękami".
Niszczyciele US Navy
Spruance były solidne, 8000 ton, w 11 lat 1972-1983 zbudowano ich 31 (porównajmy z FFG(X) powyżej...). Przed rewolucją islamską Iran zamówił 6 podobnych, potem zmniejszono zamówienie do 4, zbudowane pod koniec '70. Ale potem szach upadł, zanim odebrano choćby jeden i US Navy "odziedziczyła" 4 nieco zmodyfikowane niszczyciele typu
Kidd. Przez irańskie pochodzenie i wyposażenie (dodatkowa klimatyzacja, filtracja turbin, odsalanie wody, itp..) były idealne na Bliski Wschód i Zatokę Perską, w US Navy miały ksywkę "Ajatollah class".
Byłem przekonany, że tak jak wszystkie
Spruance dawno poszły na złom albo rozwalono je na poligonach jako cele. Okazało się, że te cztery
Kidds trafiły na Tajwan w 2003 i podobno nadal tam pływają... Jak polskie OHPy, ta sama epoka, ta sama solidność:
A gdzie jest mały przykład przetoki gówna do mózgu, w tym kontekście:
W latach '80 wymyślono poczwórne wyrzutnie pocisków manewrujących Tomahawk tzw. Armored Box Launcher, ABL. Wymyślono je po to, żeby postawić Tomahawki "byle gdzie" na jeszcze czynnych pancernikach typu
Iowa, tzn. łatwo te pudełka rozmieścić, nie trzeba było wycinać z trudem dziur w pancernych potworach, no i nadal pancerniki miały jakoś tam spójne opancerzenie, a nie walające się na pokładach hałdy rakiet z kupą paliwa i 450kg głowicami, zawinięte w blaszkę. Podniesiona do strzału ciężka wyrzutnia ABL wygląda tak:
Zaraz jacyś wujkowie admirała Andersona w '90, pewnie na spółkę z księgowymi i dostawcami, wymyślili, że ABLe można przykręcić w zasadzie wszędzie, aby znaleźć kawałek pokładu i miejsce na wydmuch boostera Tomahawka. To nic, że na aluminowym krążowniku czy niszczycielu ARMOURED box nie ma sensu, stawiamy! Bo Tomahawki są zacne, a niektóre okręty nie miały ich na stanie.
I postawili też na niektórych typu
Spruance, jak widać; te dwa podłużne pudełka przed mostkiem, obok wyrzutni-"katiuszy" na środku dla 8 rakietotorped ASROC:
Trafiłem ostatnio na stary dokument US Navy tłumaczący, dlaczego to jedna wielka spierdolina. Gdyż ktoś zapomniał, że przy podniesionym ABL wyrzutnia ASROC albo działo na dziobie może spoko tego ABLa ostrzelać, bo nie ma żadnych blokad ani synchronizacji systemów.
Jako rozwiązanie tymczasowe umieszczono w centrali przeciwpodwodnej, strzelającej rakietotorpedy, lampeczki, że prawy albo lewy ABL jest podniesiony, i poproszono, żeby oficerowie od ASROC uważali na lampeczki.
Dla centrali artyleryjskiej dział 127mm lampeczek nie starczyło, więc kazano im ogólnie uważać, a jak znajdą się pieniążki, to może im założą kamerę i CCTV nad wyrzutniami ABL, żeby dokładniej widzieli, w co zaraz przypierdolą 5 calowymi pociskami z porządnej armaty. Ale nie wiem, czy do instalacji CCTV doszło, dokument to tylko nieśmiało zapowiada.
Czyli "spierdolony projekt naprawimy panu jeszcze większą techniką" oraz "niektóre pomysły są tak ultra-świetne, że aż trudne do zabicia" to bywało już w latach '90. A kto wie, może i wcześniej.