Podsumowanie tzw. urlopu.
1. Podróżując tu i ówdzie, szczególniej w tzw. sezonie turystycznym, nie sposób przeoczyć, że połowa ludzi to mentalnie nawet nie są małpiatki, ale raczej ameby. Zawsze staram tłumaczyć sobie, że to ja (już) jestem starym zgredem, a nie połowa homo jest niesapiens, ale na lotniskach, w hotelach, w punktach wybitnie turystycznych, itd. itp. jednak nie da się nie widzieć kolosalnego nieogaru rzesz ludzi. Szczególniej w sensie kontrastu, bo "druga połowa" w tych samych okolicznościach, wydaje się całkiem OK i ogarnięta. BTW jakoś nie widzę podziałów wiekowych, trafiają się tak samo zagubiona i zgłupiała młodzież, jak też karyny średniowiekowe, czy dziadersi średniowieczni.
Niestety mam silne wrażenie, że zupełnie tak samo ledwo-żyją i nie-ogarniają na co dzień, poza stresującym środowiskiem podróżno-wakacyjnym.
2. W podróży wypożyczalnia samochodów "podniosła mi standard" wozu do bodajże najpopularniejszego autka na świecie, czyli: toyoty corolli sedan prawie nówki. Która była całkiem OK i znacznie mniej wkurzająca
niż volvo rok temu, przynajmniej nie udawała "premium" i ergonomię miała spoko (oczywiście, po latach używania, ergonomia toyo/lexi jest mi bliższa, niż innych automoto). Co dość smutno-zabawne, poza ekranami, gadżetami i radarowymi tempomatami, to był zupełny ekwiwalent naszego starego avensisa (wymiary podobne, także między osiami; silniczek jakiś flotowy, bodaj 3cyl. 1.5l ok 120KM/150Nm, ręczna skrzynia). Ale - fotele stary avensis ma bardziej wygodne, i przy 5 biegowej skrzyni, jest żwawszy "z dołu" (serio zaskoczył mnie na parkingu lotniskowym, po powrocie), za to corolla z 15tys. km. przebiegu grzechocąco-głośniejsza, niż avensis z 200tys. nalotu. No, ale pewnie funkiel-prawie-nówka opala coś koło 1l/100km mniej, profit...
Aż po wszystkim spojrzałem, ileż jakaś corolla nówka kosztuje w irlandzkiej okolicy (tzn. niedokładnie taka, bo "flotowych" corolli, nie-hybrydowych nie-CVT, nie ma w cenniku dla ludu), i jest to około 10x kwoty za sensownego używanego avensisa, jak 35k od 3.5k euro. Szkoda klawiatury na mój komentarz.
3. Duża część mojego wypadu do Polski zahaczyła o polskie szpitale (w sensie - odwiedzania chorych), i co pewne, to, że polska służba zdrowia wygląda lepiej i "przyjaźniej" niż, powiedzmy, 20 lat temu; o 30 nie mówiąc. Zresztą, "cała Polska" bez wątpienia wygląda lepiej. Mam nadzieję, że nie jest to tylko powierzchowne wrażenie, kupione za zmyślone pieniądze w pożyczonym czasie, ale że to trwalsze i coś naprawdę się zmienia.
Tak jakby znormalniał ruch drogowy w PL, względnie znacznie mniej waryjotów za kółkiem spotykałem, niż powiedzmy 5 lat temu - ale może to po prostu zaciśnięcie garści przez coraz doskonalszy dozór drogowy, radary, kamery, itp. BTW na malutkiej próbie, ale: największych idiotów z kółkiem widziałem nie w tradycyjnych złombolowatych BMW, tylko w silnych / głupich / tuningowanych prawie-nówkach audi oraz lexusach... o_O
4. Odrobina urlopu była faktycznie urlopem, tj. małą wycieczką po "zaległych" zakamarkach Irlandii, mniej więcej od Cork po Tralee, czyli południowo-zachodnia "irlandzka mini-Szkocja", pięć półwyspów, Ring of Kerry, itp. Część tego widzieliśmy wcześniej, ale teraz przebadaliśmy głębiej; bardzo miłe rzeczy można tam trafić, może ukręcę z tych paru dni włajaży notkę czy dwie, na różne tematy geograficzno-historyczne. Już nie mówiąc, że z młażoną w lexusie SC430 przez Irlandię ogólne wrażenia są jakieś 27x lepsze, niż samotnie corollką przez Polskę...
Jak zwykle, pogoda irlandzka czy szkocka, jest nieprzewidywalna; planowanie tu wycieczek itp. polega na byciu wodoodpornym i fatalistycznym, "to nic, że zobaczyliśmy tylko ścianę wody lecącej pionowo, poziomo i na ukos, zamiast pięknych widoków; może następnym razem będzie lepiej". Oczywiście, łatwo nam tak żartować, gdy tu mieszkamy; jeśli przylatuje się do Szkocji czy Irlandii na wycieczkę życia, no niestety, nie ma żadnych gwarancji, że zobaczy się to, co warto zobaczyć.
A teraz oddajemy głos do studia, czyli wracamy do pracy i codzienności. A przynajmniej próbujemy.