...czyli aktualna muzyka w domu i zagrodzie, jakoś dziwnie dużo w miarę premierowej, tym razem.
1. Nowy projekt Royksopp znany pod zbiorczą nazwą Profound Mysteries (I, II, III) obraca mi się okazyjnie po YT i innych kanałach, i powiem tak, może nie jest to kaszan, ale do wysokich poziomów Royksopp trochę daleko. Po dwu - trzech kawałkach wizualizacje "teledysków", muzyka i aranżacje itd. wszystko to zaczęło mnie nieco nudzić. I to pomimo, jak zwykle, solidnego wykonania, ciekawych zaproszonych artystów, itp. Może nie aż, że jak mi coś z tego wpada, to przewijam czy przełączam, ale na pewno nie trafili w moją niszę.
2. Nowa płyta Florence+Machine "Dance Fever" jest spoko, wydaje mi się bardziej w duchu "Lungs", niż dwie poprzednie. Nie porwała mnie cała jak "Lungs" czy "Ceremonials", ale niektóre kawałki wgniatają w glebę tak, jak można i należy po Florce oczekiwać. [edit] Płytka coraz bardziej mi się. Dokładam video "Free" poniżej, które bardzo zasługuje na dołożenie (skądinąd co najmniej "King" i "Free" były kręcone na Ukrainie, w listopadzie 2021, przed wojną). Oraz słuszno-zabawne określenie na styl dostarczany przez Florkę: cry-dance.
3. Doszło do ciekawej współpracy w naszej niszy, tj. nagrało kawałek (a może coś więcej będzie?) dwu ulubionych wykonawców, Moby i Nikola Sirkis z francuskiego zespołu
Indochine (zdaje się, nie było o Indochine notki muzycznej, przez te wszystkie lata? hańba mi!). Powiedzmy, utwór jest protest songiem dwu twórców mocno "zielonych", ale bynajmniej nie jest "w bok" od tego, za co ich pokochaliśmy 20 lat temu (powiedzmy, "Play" Mobiego, czy "Paradize" Indochine). Dla nas, fanów, to ciekawe, że kawałek brzmi raczej jak Indochine, ale muzę robił raczej Moby, podobno. I ciekawe, jak nam się starzeją i co robią.
4. Z cyklu "muzyka, o której nie wiedzieliśmy, że jej potrzebujemy, i dlaczego z akordeonem", wpadłem gdzieś na zakręcony rock-pop z południowej Afryki (choć przenieśli się do Texasu, o ile pamiętam), i zatwierdzam do użytku zewnętrznego. Czyli zespół Kongos - czterech braci, po tatusiu muzyku, z korzeniami gdzieś w rock, jazz i etno, wszystko w wersjach południowoafrykańskich, bardzo ożywczo dostarcza. Poleca się.