Jeśli ktoś jeszcze nie zauważył pomimo tagów "marynata" i "rapiery", od dziecka jestem fanem historii wojenno-morskiej. Miewałem też zapędy w kierunku jej odtwarzania na komputerach, a to w formie dawnego
"Harpoona" czy nieco nowszej
"Cold Waters"; a czasem jeszcze gorzej tracąc czas, przy próbach poskręcania własnych symulatorków, jak nie na 8 bitowcach w '80, to na PC AT w '90; albo i parę lat temu miałem nowe świetne pomysły (coś jak: "WoWsh + Kerbalki + Harpoon i frytki do tego! w jednym!").
Ale tak naprawdę od różnych gier wojenno-morskich, a już szczególniej bardziej "arcade" niż taktyczno-strategicznych, jak World of Warships itp, starałem trzymać się z daleka. Bo kto ma na to czas i chęci, ja mam dość zajęć i hobby.
Niestety, ostatnio wpadła mi w oko, bodaj przez You Tube, całkiem świeża produkcja w temacie, i bardzo bliska moim pomysłom sprzed 2 czy 3 lat (konwergencja?). Malutka firma, która wypączkowała z i przez ludzi z Wargaming (WoTanks i WoWships), wydaje serie historycznych bitewniaków oraz prawie-symulatorów morskich "Ultimate Admiral", i w końcu doszła do interesującego mnie okresu w
"Ultimate Admiral: Dreadnoughts" (dalej UA:D).
Niestety, po przyglądaniu się okazyjnie na YT przez miesiąc czy dwa, moja wola pękła, i nabyłem grę drogą kupna (BTW w końcu musiałem użyć Steam, co daje wam pojęcie, jak bardzo jestem na cyber-emigracji, skoro pierwszą grę na Steam nabyłem w 2022).
Gra jest w wersji 1.0.5, niby skończona samostójka, ale nieco czuć jeszcze "early access" - co nie znaczy, że jest zła! Malutkie studio (z 10 czy 20 osób?) rozwija parę gier swoim wolniutkim tempem maniaków taktyki-strategii-historii, i chwała im. Gra nie wiesza się na moim lapku (starszy dell z kiedyś wypasioną grafą); jest grywalna i ma bardzo dużo cukru w cukrze, choć czuje się, że w wielu zakątkach można rzeczy jeszcze znacznie dopieścić i rozbudować, i "taki jest plan".
Edytor okrętów jest bardzo sensowny. Symulator bitew aż za bardzo symulatorem, jak dla mnie. Kampanie/strategia jest OK, jak na turowe podejście do tego elementu. Interfejsy i sterowania, powiedzmy, 8/10, nie wszystko załapałem z marszu, tylko prawie wszystko. Ogólnie technicznie grafa, dźwięk, itp. zupełnie wystarczające (BTW nie sugerujcie się zdjęciami w tekście, są zmniejszone itd. na ekranie mam full-HD i całkiem wysokie nastawy); na dysku zajmuje małe parę GB zaledwie.
Czego brakuje: bitwy są "na pustym morzu", nigdy nie ma linii brzegu, wysp itp. istotnych szczegółów. Nie ma samolotów, co może w jakimś 1920 przejdzie, ale w 1940 jest bardzo ahistoryczne. Nie wiem jak jest z okrętami podwodnymi (tj. jeszcze nie doszedłem do tego), a to już nawet w 1914 jest ahistoryczne. Pewne szczegóły symulatora wydają się za bardzo matematyką a za mało losowe (ale może za krótko gram, albo nie jestem typowym targetem-nerdem?), inne letkim "oszukiwaniem", żeby AI dowodząca okrętami nie musiała być bardzo I.
Ale jw. gra się, bardzo bardzo przyjemnie. I mam nadzieję, że firma pociągnie tę grę znacznie dalej, bo jest dobrze, a potencjał jest kolosalny.
Pierwszą kampanię UK 1910 powiedzmy zremisowałem, ale to trening był. Kampanię Francją 1910 letko wygrałem (była tam bardzo epicka bitwa, kiedy trzema superciężkimi drednotami z malutką obstawą wpadłem na siedem niemieckich pancerników i krążowników liniowych, z chmarą eskorty - na powierzchni zostały moje trzy pokiereszowane BB, cała reszta, z obu stron, spoczęła na dnie M.Północnego. I Niemcy od razu chciały się poddać...). Obecną kampanię, Niemcy 1920, wolno ale pewnie przegrywam, wobec miażdżącej przewagi Royal Navy. Czyli chyba wszystko się zgadza...

HMS Hood, przed nim PofW

Prinz Eugen jak żywy

Bismarck właśnie obrywa "w nóżce T"
Z innej beczki - można sobie rozrywkowo pozderzać różne ciekawe bijatyki, historyczne lub nie. Zacząłem od słynnej bitwy w Cieśninie Duńskiej (jakieś obrazki powyżej),
Bismarck kontra
Hood, i tak dalej, i tak dalej. No jakoś tak dwie noce mi na tym zeszły, w różnych wariantach i szczegółach, konkluzja - symulator UA:D jest przedni, a ten pojedynek był bardzo losowy, i taki jest też w grze, czasem
Hood albo
Prince of Wales idą błyskawicznie w drzazgi, a czasem
Bismarck, a czasem w ogóle cuda się dzieją (szarża
Prinz Eugen jak jakiegoś ścigacza i bardzo udany atak torpedowy...).
Z innych takich bitewek, mam dużo niespodziewanej frajdy z wczesnego okresu (sprzed IWW) - słabiej orientuję się w realiach i okrętach, i ich możliwościach, więc mam ze zderzania niesymetrycznych zespołów "sprzed Cuszimy" dużo świeżego "WTF??".

ORP Grom wystarczająco wierny
Zasymulowałem też nie tak dawno
dyskutowaną tu w komciach kwestię - zderzenie w 1939 polskich niszczycieli z zabytkowym samotnym pancernikiem
Schleswig - Holstein. Konkluzja - przy odpowiedniej taktyce (niszczyciele atakują na rympał, niczym kutry torpedowe) i 3
Gromach a nawet 3
Burzach Sch-H nie ma żadnych szans, straty po stronie polskiej to jakieś pół niszczyciela. Przy 2 Gromach, nadal Sch-H nie ma szans, no ale straty to już raczej półtora
Groma. Dopiero przy dwu
Burzach, robi się bardzo wyrównany pojedynek, a nawet ze wskazaniem na pancernik...
Podsumowując: dobrze wydane monetki i ta gra może mi wystarczyć na lata (niczym Kerbal Space Program poprzednio, niby inny, ale jakoś nieco podobny w duchu); szczególniej jeśli będzie sensownie rozwijana.
Z minusów - przez gry i zabawy jak powyższe,
drugiego tomu powieści spodziewajcie się raczej na Boże Narodzenie, niż w połowie roku...