Na tle awantur o
mordowanie fok na Bałtyku, ale też jakichkolwiek zwierząt gdziekolwiek, chciałbym przypomnieć niektórym, "dla kogo kogo", bo nie dało się nie zauważyć, że ludziom "miastowym", mieszkającym głównie w internetach, trochę peron odjeżdża w temacie od ogólnego niezrozumienia; a nawet ładne politycznie poprawne teksty,
jak Janiny, tak bardzo nie trafiają w cel.
Po pierwsze i ogólnie, ludzie zabijający zwierzęta
hurtowo, przez lata, nie mają zbyt mocnej legitymacji w jakiejkolwiek dyskusji etycznej, także "w swojej sprawie", moim skromnym zdaniem. W szczególe, czy ludzie ci są "normalni" i na ile tracą normalną empatię, to należałby dopiero ustalić (z tego co poczytywałem oraz z mojego własnego doświadczenia z ubojarzami wołowiny i trzody, przez lata, wynika, że niekoniecznie są czy pozostają normalni; zresztą, nie wiem jak teraz, ale kiedyś były restrykcje czasowe rzędu kilku lat i badania psychotechniczne, na pracę na etacie ubojarza, dla ustalenia uwagi zabijającego kilkaset zwierząt dziennie). Bo patrzenie na świat, 8h dziennie, miesiącami i latami, przez okulary barwy krwi i gnoju, zmienia człowieka. Serio.
Po drugie i bardziej szczegółowo, ludzie zabijający hurtowo zwierzęta
dla zysku, mają jeszcze mniejszą legitymację do dyskusji etycznej - do zaniku empatii i okularów barwy krwi jw., dokładają okulary - raybany z symbolem $$$. Nie widzą czujących istot, niech nawet szkodników itp. które eksterminują, czy hodowanych kurczaków czy prosiaków, ale widzą kasę, przyszłą kasę, i co sobie za nią kupią. Co eroduje empatię jeszcze szybciej. A ponieważ tam gdzie kasa, tam szacun, lobbing, argumenty z utrzymania rodzin, rynków, ekonomii, itd. stąd zaraz robi się pyskusja ekonomiczno-ideologiczna, zamiast dyskusji etycznej, do której jw. i tak nie mają legitymacji. I nie bez powodu bardzo stare i mądre kultury uważały, że pewne profesje przeszkadzają w osobistym oświeceniu, i nie tylko profesje stricte "złe" i kryminalne, jak złodziejstwo czy morderstwo, ale też te szanowane i majętne, jak hurtowy ubój zwierząt czy hurtowy wyrób broni.
Po trzecie i jeszcze bardziej szczegółowo, ludzie zabijający
dzikie zwierzęta dla zysku, dokładają do okularów barwy krwi, gnoju i dolara, okulary barwy złodziejstwa, więc powodów do wysłuchiwań ich narzekań czy "argumentów" mam jeszcze mniej. Bo wbrew pozorom, w ponowoczesnym globalnym świecie, z tego, że coś jest "dzikie" czy "w morzu", czy "bezpańskie", nie wynika, że jest niczyje - ryby w Bałtyku, foki, łosie, wilki, itp. cała ekologia to jest
nasze, a nie - bezpańskie czyli twoje, biznesmenie rybacki. Co mądrzejsi biznesmenele bardzo próbują upozować się na wolnych myśliwych i w etosie zdobywców i że wcale nie żerują na wspólnych zasobach - ale jeśli suweren, czyli my (np. Unia Europejska), ograniczymy wam, rybakom czy innym drwalom, rabunkowe wykorzystywanie naszej natury, to cieszcie się, że w ogóle jeszcze wam nie zabroniliśmy rabunku, i nie, wspaniałe czasy kiedy poza granicą wód terytorialnych czy w środku lasu mogliście "mieć wszystko w dupie", nie wrócą w obecnej epoce.
A jeśli ktoś w miarę normalny uważa, że eee tam, to są ekologiczne paniki i przecież od tego, że jakieś tam ryby czy foki znikną z jakiegoś tam Bałtyku, czy ktoś wytnie puszczę, to nic takiego się nie stanie i są ważniejsze rzeczy na głowie, polecam poczytać o tym, jak szybko znikają gatunki i różnorodność przyrody z ręki człowieka (moja "ulubiona" pouczająca historia to
gołąb wędrowny). Ew. polecam udać się gdzieś poza internety i kostkę brukową, zapoznać się z przyrodą z bliska, i czy warto tę
naszą przyrodę utrzymać dla nas i naszych dzieci i wnuków, czy jednak spalić do popiołu i betonu na ołtarzu zysków garstki niezbyt sympatycznych kolesi.
W sumie, w moich hierarchiach poniżej takiego wannabe z bożej łaski samodzierżnego biznesmenela - rybaka morskiego stoją chyba tylko myśliwi, mordujący zwierzęta wyłącznie dla sportu i emocji, no i zwykli zwyrole dręczący i mordujący zwierzęta ot tak, "bo mogą". Dla jednych i drugich w zasadzie nie mam miejsca w dyskursie etycznym, tego nie da się dyskutować, to należałoby leczyć.
Ale że myślistwo i dręczenie zwierząt dobrze rymuje się z wolą mocy i odreagowaniem kompleksów, oraz powszechną patriarchalną kulturką, więc zaraz z władzą i lobbingiem, jeszcze sporo wody upłynie, zanim "rybak", "wędkarz" czy "myśliwy" będą epitetami jak "handlarz niewolników" czy "pedofil". Mam nadzieję, że może kiedyś dorośniemy też do tego, jako ludzkość.