Od czasu do czasu mądre głowy kiwają ze smutkiem nad domniemanymi problemami, wynikającymi z zaniku, w kulturach, powiedzmy, zindywidualizowanego bogatego Zachodu - rytuałów przejścia, inicjacji, doświadczeń formujących itp. zjawisk.
Które szczególniej potrzebne młodym mężczyznom, ku pokrzepieniu patriarchatu, ale przecież młodym kobietom też się coś należy z rytuałów przejścia, głównie żeby było wiadomo, czy mogą już być własnością młodych mężczyzn, czy nadal są własnością ojców lub braci, ale jednak jakieś rytuały też się należą.
Wspomina się dawne dobre czasy, kiedy młody człowiek na progu dorosłości musiał się wykazać, a przynajmniej przetrwać jakieś próby, powiedzmy, pół roku w dziczy, albo ubić wroga, albo lwa, albo niewolnika chociaż, no w ostateczności przynajmniej dostać okresu. Przywołuje się świeższe i bliższe kulturowo rytuały przejścia, jak obowiązkowa służba wojskowa, pierwsza komunia, skrojenie pierwszej komóry czy pierwsze upicie do nieprzytomności. Jednak koneserzy twierdzą, że kudy im do porządnych inicjacji - jakże fala może zastąpić wojnę, czy pierwsza komunia dzieci porządne obrzezanie dorosłego bez znieczulenia, czy szybki wpierdol okularnikowi walkę z lwem, czy ekspresowe naprucie się na byle prywatce - powolne i dostojne wręcz, upalenie się na wysokiej skale. Inni zauważają, że pomarzyć o solidnym BDSM z domieszką cięższych dragów może i miło, ale myślmy realnie - nawet te "cywilizowane" resztki rytuałów przejścia zanikają (jak służba wojskowa) albo zanika ich funkcja - gdyż przychodzą mimochodem i z łatwością, sprzeczną z ideą inicjacji, a właściwą dla naszej konsumpcyjnej kultury; w ogóle, co to ma być za rytuał przejścia, jeśli nie da się go zamówić przez internet i opłacić paypalem.
I wielu mówi, że gdyby były znowu albo nowe, porządne inicjacje, może ludzie łatwiej odnajdywali by się w swoich rolach i społeczeństwie, nie byłoby tyle 30 latków na garnuszku rodziców, 40 latek udających nastolatki, nastolatek udających 40 letnie dziwki, mniej kiboli oraz bronies, i ogólnie wszystkim lepiej?
W tych różnych dyskusjach o, ubolewaniach, a czasem poszukiwaniach nowych opcji w temacie, mam wrażenie, że umyka dyskutantom jedna dosyć ważna rzecz - te wszystkie gry i zabawy terenowo-BDSM czy zajęcia z udziałem substancji nielegalnych itp. to przecież połówka zagadnienia; malownicza i nieco rozpalająca wyobraźnię przeciętnego nieporządnie zainicjowanego człowieka, ale nawet chyba ta mniej ważna połówka. Drugą, ważniejszą częścią zjawiska, jest zdaje się taka kwestia - po rytuale przejścia młody człowiek był niekwestionowanym dorosłym. Może młodym, może bez majątku, może bez pozycji w stadzie, ale NIEKWESTIONOWANYM dorosłym. Nie miał powrotu do mamusi, pod spódnicę, na zapiecek, do tatusia, ale też - nie można było anulować jego statusu, ogłosić, że próba była nieważna, dragi za lekkie, napletek krzywo obcięty. Plemię, grupa, umowa społeczna, jak zwał tak zwał, gwarantowały, że od teraz - walczysz jak my, pracujesz jak my, masz zdanie jak my, zakwestionować cię można tylko na zasadach szczególnych (np. "nie przewracamy się przypadkiem na córkę wodza, przypadkiem ją rozdziewiczając"), ale OGÓLNIE jesteś równy innym dorosłym, przynajmniej swojej klasy czy kategorii, jeśli takie mamy.
I na tę część, nasza kultura po-mo i wpierdolu, skrzyżowanego z obrazkami z mediów i netu, mam wrażenie, jest zupełnie ale to zupełnie nie przygotowana. Gdyż nie takie rzeczy się kwestionuje on general principle między tweetem a lajeczkiem, a co dopiero dorosłość czy "zdolność do" jakiegoś szczyla. Stąd nie widzę żadnej możliwości powrotu do starych niedobrych czasów, a nawet wygenerowania nowych pomysłowych rytuałów przejścia.
Skądinąd - a może jednym z atraktorów islamu dla sporej rzeszy młodych ludzi Zachodu, obojga płci, jest nieco odmienne podejście w tym temacie?