Do referendum w sprawie niepodległości Szkocji zostało nieco ponad dwa tygodnie, więc atmosfera się zagęszcza i napinka zwiększa. Przewaga opcji "No", czyli przeciw niepodległości, zmalała do bodaj 6 punktów, z czego oczywiście cieszą się politycy i propagatorzy opcji "Yes", bo nie tak dawno brakowało im grube 15 albo i więcej procent. Podobno niezdecydowani zaczęli bać się wyjścia UK z EU i jednocześnie przestali bać się o kasę i system opieki zdrowotnej.
Czyli, tłumacząc po mojemu, nikt nic nie wie, i nadal są to gierki w ciemno. Bo na przykład, mam wrażenie, że przeciętny respondent badania, podobnie jak większość znajomych, po prostu ściemnia i wykręca się. Gdyż praktycznie nikt nie mówi wprost, że niepodległości by nie chciał (bo to nieładnie i niepatriotyczne), co najwyżej wyraża obawy, że. I tylko zdecydowani zwolennicy są "głośni".
Wydaje się, że podział idzie po linii "co można na niepodległości stracić", a nie, jak to lansują (odmieniając wolność, niepodległość, niezależność, równość i wszelkie inne -ości) zwolennicy, po linii "co można zyskać". Na "yes" są ludzie, którzy uważają, że nie mogą na niepodległości stracić, bo albo nic nie mają do stracenia, albo myślą, że ich stać na straty, plus trochę romantycznie nawiedzonych; na "no" ci, którzy uważają, że ich nie stać na straty, a nawet na zmiany, w czasach, które wydają się nieciekawe.
A ponieważ takich jest jednak znacznie więcej, wróżę umiarkowaną przegraną opcji niepodległościowej.
(Z innej beczki, mamy prawo do głosowania; nawet karty potwierdzające nam przysłali. A z jeszcze innej beczki, tło notki to oficjalny
tartan "polski", zatwierdzony i certyfikowany)