... czyli przypadek, odpowiadający na pytanie "za ile? komu?". Z niego, z historii i z bieżącej sytuacji politycznej, notka mi się wykluwa tak jakby dwuczęściowa.
8-9 kwietnia 1940r podczas niemieckiej inwazji Norwegii dochodzi do kuriozalnej, niezbyt spodziewanej i całkiem ostrej, choć raczej krótkiej, bitwy w fiordzie na podejściu do portu Oslo. Twierdza obrony wybrzeża Oscarsborg, rozmieszczona na wysepkach w wąskiej cieśninie, w zasadzie wbrew rozkazom (zakazono otwierania ognia jako pierwszym) podejmuje walkę ze "skradającymi się" do Oslo znacznymi siłami inwazyjnymi - ciężkimi krążownikami "Blucher" i "Lutzow" i paroma jednostkami pomocniczymi, wiozącymi desant do Oslo. (BTW załoga rekrutów-mobilizowanych i geriatryczni dowódcy Oscarsborg to inna porąbana historia - podstarzały (65 lat) pułkownik Eriksen dowodzący twierdzą i nie wiedzący na 100% kto mu próbuje po ciemku przepłynąć przed nosem, rzuca przy okazji jeden z lepszych tekstów, zupełnie sienkiewiczowski, że tak powiem: "Albo mnie odznaczą, albo pójdę pod sąd. Ognia!")

Pomimo nocy i pomimo sprzętu równie zabytkowego jak dowódcy, np. prawie 50 letnich dział, oraz przy poważnych brakach obsługi i wyszkolenia, za to mając Niemców na widelcu i strzelając prawie z przyłożenia (ale też przy sporym szczęściu albo pechu, zależy czyją stronę trzymamy), Norwegowie szybko demolują czołowy krążownik "Blucher". Pierwsze i jedyne pociski z archaicznych armat nabrzeżnych 280mm poważnie uszkadzają i zapalają okręt, druga bateria (150mm i 57mm) dokłada zniszczenia; krążownik dobijają torpedy z zabytkowej nabrzeżnej wyrzutni, dowodzonej przez kolejnego geriatryka (autentycznego emeryta, zastępującego nieobecnego dowódcę; torpedy i sprzęt też geriatryczne, coś koło 40 letnie). "Blucher" pomimo uszkodzeń, przez pewien czas, próbował odgryzać się ze swojej 203mm artylerii głównej i średniej, ale w przeciwieństwiej do Norwegów Niemcy nikogo nie mieli na widelcu i po prostu po ciemku nie widzieli gdzie strzelać; a zaraz potem krążownik wywrócił się i poszedł na dno.

Aha, z ciekawostek, działa 280mm które pierwsze otwarły ogień i trafiły "Bluchera" nazywały się "Aaron" i "Mojżesz"; "Jozue" był załadowany, ale jakoś nie miał kto nim strzelać. To chyba się nazywa - dobre dać rzeczy słowo.
Drugi krążownik, "Lutzow", błędnie ocenia, że "Blucher" wszedł na miny (efekty torpedy i miny po ciemaku łatwo pomylić, BTW min nie zdążono położyć, bo rekruci ni umili i mieli się jeszcze parę dni pouczyć), ale nad ranem słusznie zawraca, razem z resztą flotylli. Słusznie, bo rekruci zdołali jednak przeładować stare wyrzutnie torped i "Lutzow" mógł łatwo podzielić los "Bluchera"; rozochoceni Norwegowie prują do krążownika z 150mm dział do momentu kiedy znika we mgle - prują dość skutecznie, osiągają parę trafień i wyłączają jedną wieżę działową.
Potem, tak jak przedtem, dochodzi do kolejnych dziwnych i kuriozalnych akcji, które może pominę, ale też do normalnych nalotów, inwazji od lądu i poddania się baterii, i całej okolicy. Na pewno pod wieloma względami norwescy rekruci i dziadki odnoszą zwycięstwo - taktyczne, topiąc nowiutki ciężki krążownik i odpierając sporą flotę; strategiczne, dając ostrzeżenie i czas na ewakuację rządu, króla, itd. z Oslo.
Jaki z tego morał, poza oczywiście tym, że należałoby nakręcić jakiś film, będący skrzyżowaniem całkiem poważnego dramatu wojennego z "Jak rozpętałem drugą wojnę światową" w wersji norweskiej?
Prawie 50 letnie norweskie działa
28cm Festningskanon L/40 strzelające do krążownika "Blucher" i nowiutkie niemieckie
20.3cm SK C/34 krążownika, próbujące nieskutecznie odpowiedzieć Norwegom, wyprodukowała ta sama firma, Friedrich Krupp AG.
Mam wrażenie, że jest to jeden z wielostronnie najlepszych skróconych morałów i komentarzy do przyczyn nowożytej wojny i polityki, jaki można znaleźć w annałach nowożytnej historii.
A wracając z historii do tu i teraz, poważę się na następujący komentarz - mam wrażenie, że jest i będzie znacznie "weselej" niż w końcu XIXw. czy pierwszej połowie XXw. bo za przyczyną globalizacji i neolibu, zrobiło się tak, że kapitalistom, oligarchom, menadżerom wojny, pokoju i wielkiego biznesu; niemieckim, rosyjskim, amerykańskim, chińskim, angielskim i dowolnym, jest znacznie bliżej do siebie nawzajem, niż było kiedykolwiek i niż się Marksowi śniło; i są znacznie bardziej oderwani od innych klas i swoich społeczeństw niż kiedykolwiek. Stąd wydaje mi się, że podziały etniczne, czy kulturowe nawet, stają się coraz mniej ważne, za to pomału zaczęła się nowa epoka walki klas, o zupełnie nowej jakości.
Czego m.in. ostatnia akcja Ukraina/Rosja/reszta-świata przykładem.