Życie niewiernego w Talibanie jest często co najmniej niewygodne i nieco przypomina łażenie po polu minowym. A jeśli niewierny odcina się od lokalnych mediów i wieści, ba, ładuje watę w uszy na głos muezzina - to można powiedzieć, że sam sobie winien, że nie wie, gdzie aktualnie bojownicy poukładali miny, albo jakie prawo przeforsowali imamowie.
Ale całe szczęście, tak jakoś odwidział się nam, na poły rozrywkowy, pomysł na wypad do Leroy-Merlin i okolic - dopiero później ktoś skojarzył, że mamy święto Czech Króli, więc tylko cmoknęlibyśmy klamkę i spalilibyśmy palifko. Co nam się już parę razy zdarzało, szczególniej w te mniejsze święta, które Taliban celebruje w niedzielę, albo przypadkiem tak wypadły - szczególnie zdradzieckie okazują się Zielone Świątki.
Tym razem nam się upiekło.